Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Zielonoświątkowi "potomkowie" Manassesa chcą wracać do domu - część II

Rabin Eliyahu Avichail z Izraela przyjechał nad Zatokę Bengalską w połowie lat 70-tych, aby w końcu uwieńczyć sukcesem długie lata poszukiwań zaginionego plemienia Izraela. "Dzieci Manassesa", syna Józefa, syna Jakuba, syna Izaaka i syna Abrahama zostały jednak w końcu odnalezione. Od ponad 2500 lat żyły spokojnie we wschodnioindyjskiej dżungli, w górzystej prowincji Mizoram. Teraz jednak chciałyby już wrócić do domu, do Ziemi Obiecanej, na pustynie Izraela.

Pragnienie małego bengalskiego plemienia, wierzącego w swoje hebrajskie pochodzenie, zostało przyjęte z wielkim entuzjazmem w samym Izraelu, jak też w Stanach Zjednoczonych, wśród tamtejszych Żydów. Odkrycie rabina Avichaila wprawiło izraelskich i amerykańskich syjonistów w prawdziwy zachwyt.

Żydowscy nacjonaliści religijni oraz prawicowe organizacje syjonistyczne w Stanach Zjednoczonych przystąpiły bowiem poważnie do realizacji planu osiedlania żydowskich emigrantów - którzy zdecydowali się skorzystać z konstytucyjnego "prawa do powrotu" Państwa Izrael - na pustynnych terenach Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu Jordanu.

Amerykańscy finansiści z prawicowych organizacji żydowskich podjęli nawet decyzję o sfinansowaniu całej operacji. Dzieci Manassesa muszą się w końcu znaleźć w domu. Moją przecież pełne prawo, aby zamieszkać na ziemi praojców, wypierając przy okazji palestyńskich mieszkańców tamtych terenów.

W samym Izraelu znaleźli się jednak i tacy Żydzi, którzy na wiadomość o dalekich krewnych z bengalskiej dżungli zaczęli od początku podchodzić do niej z wielką podejrzliwością. Dla nich byli oni kolejnymi zwykłymi emigrantami ekonomicznymi, którzy zwyczajnie chcieli wyjechać z kraju trzeciego świata i znaleźć się w państwie bogatym, o wysoko rozwiniętej sferze socjalnej, a do takich Izrael przecież należy.

Także izraelscy naukowcy od antropologii i etnografii z niedowierzaniem kręcili głowami. Woleli oni jednak nie ryzykować konfliktu z żydowskimi "ekspertami" od zaginionych plemion Izraela. Dla niektórych osób i organizacji stało się to bowiem prawdziwą obsesją, gdzie stawia się niemalże za punkt honoru zadanie, aby odszukać i sprowadzić na powrót do Ziemi Obiecanej wszystkich Żydów, a szczególnie tych z zagubionych i zapomnianych plemion.

Nie trzeba jednak być wybitnym specjalistą od antropologii i etnografii - mówią izraelscy profesorowie - żeby w historii bengalskiego plemienia, podającego się za Hebrajczyków, dostrzec prawdziwe "poplątanie z pomieszaniem" starych hinduskich wierzeń animistycznych z tradycją i obrzędowością zaczerpniętą przez współczesnych z Biblii i przełożoną na język praktyki przez zielonoświątkowych misjonarzy.

Bnei Menashe (Dzieci Manassesa) twierdzą jednak, że wiara w ich legendę posiada prawdziwe korzenie i z tego już powodu nie trzeba wcale przeprowadzać żadnych dodatkowych dowodów naukowych, aby przekonać innych, czy rzeczywiście są Żydami.

"Nie tutaj w Indiach jest nasza ojczyzna" - powiedziała Vereda Sela, młoda nauczycielka, która właśnie powróciła z Izraela, aby uczyć swoich rodaków z puszczy bengalskiej języka hebrajskiego. - "Izrael jest naszą Ziemią Obiecaną. Jest to miejsce skąd pochodzimy".

Hillel Halikin, izraelski autor książki poświęconej bengalskim "Dzieciom Manassesa" pierwszy raz przyleciał do hinduskiej prowincji Mizoram pięć lat temu. Od początku należał on do najbardziej zdeterminowanych sceptyków odnośnie faktycznej autentyczności cudem odnalezionego dzięki zielonoświątkowym misjonarzom "plemienia Izraela".

Jednak po kilku wizytach i zakrojonych na szeroką skalę specjalistycznych badaniach etnologicznych jest on dzisiaj przekonany, ze wśród hinduskiego ludu Chinlung naprawdę znajdują się pewne elementy dziedziczone po zaginionym w starożytnści hebrajskim plemieniu Manassesa. Największe zainteresowanie Halikina wzbudziły starożytne historie przekazywane sobie ustnie przez członków plemienia Chinlung, najczęściej jako śpiewane pieśni ludowe, które dopiero jakiś czas temu spisano dla celów ewangelizacyjnych drapieżnie ekspansywnych misjonarzy chrześcijaństwa zielonoświątkowego.

Niemniej zostały one w dużej mierze zaciemnione poprzez wymieszanie ich z hebrajskimi frazami i historiami znajdującymi się w Biblii, co było już wybitnie dziełem protestanckich misjonarzy. Na uważne przyjrzenie zasługuje jednak obrzęd zwany "klinczer", który jest niemalże identycznie podobny do żydowskiej Paschy.
Podczas tej ceremonii członkowie plemienia Chinlung spożywają niekwaszony chleb, a trzeba tu dodać, że w ich codziennym menu w ogóle nie występuje chleb w jakiejkolwiek postaci.

Te odkrycia niezwykle zaskoczyły Halikina. Postanowił on powrócić w przyszłym roku do Mizoram, aby przeprowadzić wśród jego mieszkańców badania genetyczne DNA. W badanym DNA powinno się bowiem bez trudu odróżnić przekazy genetyczne należące do ludności pochodzenia semickiego od tych, które posiada zamieszkująca te tereny ludność autochtoniczna. Jeżeli okaże się, że w genach mieszkańców Mizoram faktycznie znajdują się ślady żydowskie, byłby to pierwszy historyczny przypadek identyfikacji antropologicznej plemienia, które należało do ludności hebrajskiej i opuściło Izrael około 3000 lat temu.

Niewątpliwie byłby to bardzo przekonywujący dowód na wykazanie determinacji z jaką ludność ta trwała przy zachowaniu swojej żydowskiej tożsamości. Są jednak także i tacy, którzy sądzą, że odrodzenie ruchu syjonistycznego wśród ludności Chinlung jest właśnie w prostej linii wynikiem kryzysu ich własnej tożsamości kulturowej i etnicznej, które rozpoczęło się od czasu upadku Imperium Brytyjskiego. W takiej sytuacji chrześcijańska misja w tradycyjnie hinduskiej grupie etnicznej Chinlung bez trudu wygenerowała - głównie dzięki gorliwości swych misjonarzy - w sposób dość przypadkowy, ale za to przeżywaną niezwykle intensywnie wiarę w swoje żydowskie pochodzenie, które podkreślało ich przynależność do Narodu Wybranego.

Alenby Sela, mąż Veredy, podkreśla, że jego próby ustalenia własnej tożsamości narodowej zakończyły się 9 lat temu, kiedy to samolot indyjskich linii lotniczych, na pokładzie którego się znajdował, wylądował na lotnisku Ben Gurion w Tel-Avivie. Wyjął wówczas ze swojej podróżnej torby żydowski szal modlitewny, talid, który następnie ucałował ze szczęścia, że dane mu było wrócić do ziemi ojców.

Niezwykle zaskoczył tym gestem izraelskich urzędników imigracyjnych oraz agentów bezpieczeństwa, którzy byli przekonani, że jest on najzwyklejszym tajlandzkim robotnikiem szukającym w Izraelu jakiegoś zatrudnienia. Ich zaskoczenie osiągnęło stan najwyższego osłupienia, gdy Alenby oświadczył im, że jest Żydem.

Kim zatem są mieszkańcy bengalskiego Mizoram? Czy rzeczywiście są potomkami zagubionego 3000 lat temu jednego z plemion żydowkich, czy tylko hinduską grupą etniczną, którym zielonoświątkowi misjonarze pragnęli sprawić przyjemność, stwarzając im poczucie przynależności do Narodu Wybranego? Trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. W niecodziennej tej sytuacji ciekawi nas jeszcze tylko jedna rzecz. Czy za kilka lat, syn Alenby Seli, przyglądając się uważnie rysom innych osadników w Gazie, nie zapyta: - "Tato, a skąd my właściwie jesteśmy?"


Na podstawie materiałów z THE TIMES



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20021208172302339

No trackback comments for this entry.
Zielonoświątkowi "potomkowie" Manassesa chcą wracać do domu - część II | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń