Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Żydzi pielgrzymują niedaleko Częstochowy

- Ciągle jeszcze nie potrafię przyzwyczaić się do widoku tylu prawdziwych Żydów w naszej wsi - kręci głową Kazimierz Dors, emerytowany nauczyciel w Lelowie pod Częstochową. - Nie jestem jednak przeciwny tym przyjazdom - przekonuje - wręcz odwrotnie. Kiedy w środku zimy Lelów zapełnia się brodatymi i pejsatymi mężczyznami ogarnia mnie jakaś dziwna radość. Czyżby to była nostalgia za dawnymi czasami? Nie wiem, ale chyba wiele starszych osób tęskni za tamtymi latami, gdy lelowskie uliczki tętniły życiem i gwarem. Gdy każdego poranka słychać było na rynku tą niezwykłą mieszankę słów wypowiadanych naprzemian po polsku i w jidysz. 



          Lelów nie jest zwykłą wiejską gminą, jakie dziesiątkami mija się jadąc z Częstochowy do Kielc. Uważny obserwator bez trudu zauważy zachowane jeszcze ślady wspaniałej historii dawnego miasta Lelów. Wjeżdżając do wsi od strony zachodniej można zobaczyć pochodzące z XIV wieku pozostałości obwarowań miejskich oraz ciągnące się wokół kościoła św. Marcina i dawnego zamku głębokie obniżenie terenu, które wskazuje, że kiedyś istniała w tym miejscu fosa obronna. Wieś jest oddalona zaledwie o 40 km od Częstochowy. W średniowieczu Lelów był jednym z 20 małopolskich kasztelani, siedzibą starosty i sądu biskupa krakowskiego. 

           - Czy ktoś mi uwierzy - powątpiewa Dors - że nasza wieś była przez prawie 500 lat stolicą powiatu? Powiat lelowski obejmował całą północno-zachodnią Małopolskę i pokrywał się z granicami byłego województwa częstochowskiego. To była prawdziwa historia - kończy nostalgicznie.

          Do bogatych dziejów Lelowa należy również intensywny rozwój osadnictwa żydowskiego. W 1354 r. król Kazimierz Wielki podarował miastu dwa ważne przywileje: nowe prawo lokacyjne oraz pozwolenie na osiedlenie się w granicach miasta emigrantów żydowskich z Europy Zachodniej. Król, dbając o rozwój polskiej gospodarki, dostrzegł w Żydach szansę na ożywienie handlu, a tym samym miast królewskich. Sprowadzeni do Polski Żydzi znajdowali się pod szczególną ochroną i protektoratem króla. Osiedlając się z reguły w dobrach królewskich, rozpoczynali często nowy rozdział w dziejach poszczególnych miejscowości. Tak na przykład zaczęła się historia podwawelskiego Kazimierza, jednego z największych skupisk Żydów w przedwojennej Europie. Podobnie przedstawiała się sytuacja Lelowa, gdzie według zapisów wizytacyjnych biskupa Radziwiłła z 1598 r. mieszkało kilkanaście rodzin żydowskich. Natomiast spis ludności prymasa Poniatowskiego z 1795 r. mówi już o liczbie pół tysiąca Żydów. Przed wybuchem II wojną światową w Lelowie zamieszkiwało dwa tysiące osób narodowości żydowskiej, stanowiąc 50% wszystkich mieszkańców miasteczka. Holocaust nie oszczędził także Lelowa.

          Dla przeciętnego Polaka nieznana jest szerzej historia duchowości i religii żydowskiej. Na początku XVIII stulecia rozwinął się na Podolu nowy ruch religijno-społeczny zwany chasydyzmem (z hebrajskiego chasid - "pobożny"). Jej inspirator rabin Baal-Szem-Tow sprzeciwiał się formalizmowi religijnemu jaki ogarnął judaizm ortodoksyjny. Niespodziewanie ruch ten znalazł podatny grunt wśród Żydów i bardzo szybko rozpowszechnił się w miastach i miasteczkach Wschodniej i Środkowej Europy. Także duża część polskich Żydów zainteresowała się nowym nurtem religijnym, który pomału zaczął z synagog wypierać skostniały judaizm rabinistyczny.

          Chasydyzm opierał się na tradycyjnym mistycyzmie żydowskim, podkreślając znaczenie spontanicznego i osobistego kontaktu z Bogiem. Celem takiej postawy było osiągnięcie szczęścia poprzez obcowanie z Bogiem. Cechą religijności chasydzkiej był radosny śpiew, taniec i ekstatyczna modlitwa. Szczególne miejsce w każdej wspólnocie chasydzkiej zajmował cadyk - mistrz i przewodnik duchowy. Cadycy cieszyli się dużą czcią i wręcz nabożnym szacunkiem. Niektórzy z nich osiągnęli autentyczną sławę dzięki swojej mądrości, przenikliwości i posiadanym darom prorokowania. Chasydzi potrafili pokonać nieraz setki kilometrów, aby w ważnych sprawach życiowych poradzić się sławnego cadyka.

          Jeszcze w okresie międzywojennym wielu chasydów wyemigrowało do Ameryki Północnej. Holocaust zamknął jednak w zupełności europejski rozdział ich dziejów. Nikt już w Polsce nie zobaczy tańczącego w mistycznym uniesieniu chasyda. Ci, którzy przeżyli Zagładę, wyjechali do Stanów Zjednoczonych, Australii, RPA i Izraela. Znanym skupiskiem chasydzkim stał się Nowy Jork.

          "Bieg ludzkiej historii nie jest statyczny" - głosili chasydzi - "a życie potrafi zaskoczyć nawet cadyka". Słowa te potwierdziły się ponad 10 lat temu w Lelowie, kiedy to po prawie 50-ciu latach do wsi zjechali chasydzi z różnych stron świata. W tym roku, tradycyjnie już pod koniec stycznia, ponad stu chasydów przyjedzie na kolejną pielgrzymkę do Lelowa, aby uczcić 223. rocznicę śmierci słynnego lelowskiego cadyka Dawida Bidermana. To on właśnie zainspirował miejscowych Żydów do przewartościowania swojego życia religijnego. Po jego śmierci w 1780 r. chasydzi rozpoczęli organizować pielgrzymki do grobu cadyka. Ich intensyfikacja nastąpiła tuż przed wybuchem II wojny światowej. Na grobie cadyka znajdowała się wówczas specjalna kapliczka zwana ohel, w której odmawiano tradycyjne modlitwy chasydzkie. Zniszczyli ją dopiero podczas okupacji hitlerowcy. Natomiast sam cmentarz zlikwidowano już po wojnie. Postawiono na nim sklepy i punkty usługowe.

          Pamięć o cadyku Dawidzie przetrwała wśród kolejnych pokoleń chasydów. W 1988 r. rozpoczęto poszukiwania grobu Bidermana. Nad całością czuwała Fundacja Rodziny Nissenbaumów. Dzięki dokładnemu zbadaniu przez specjalistów lokalizacji dawnego cmentarza żydowskiego udało się ustalić, że doczesne szczątki świętego znajdują się dokładnie pod jednym ze sklepów. Po serii rozmów osiągnięto kompromis z władzami gminy Lelów, które zezwoliły urządzić w sklepie nową kapliczkę ohel. Całe przedsięwzięcie oraz wykonanie osobnego wejścia do grobu cadyka od ulicy opłacono ze środków finansowych Fundacji. W niewielkim pomieszczeniu umieszczono również specjalny katafalk, który otoczono niskim płotem. Wyznacza on miejsce grobu Bidermana - cel dorocznych pielgrzymek chasydów.

       - Jaki ten Lelów uroczy - zachwycał się w ubiegłym roku Natan Sobelstein z Hajfy - cały w śniegu. Taki sam jak na starych fotografiach moich rodziców. Mój papa urodził się w Przyrowie (miasteczko oddalone ok. 10 km od Lelowa). Chyba tysiąc razy opowiadał mi, że od pewnej zagłady uratował go cadyk Dawid. Kiedy pielgrzymował do jego grobu w 1938 r. usłyszał gdzieś w środku głos cadyka, aby wyjechać do Ameryki. Niemal w ostatniej chwili otrzymał wszystkie potrzebne papiery i w lipcu 1939 r. mógł rozpocząć nowe życie za oceanem. Ja urodziłem się w Nowym Jorku, ale po przejściu na emeryturę wyjechałem do Izraela i tam już chyba złożę swoje kości - twierdzi Sobelstein.

          - A może zamieszka pan w Lelowie albo Przyrowie? - próbowałam go wówczas zagadnąć.

          - Oj, to byłoby piękne, ale na to jestem już chyba za stary - odpowiadział z rozrzewnieniem. - Wystarczy, że możemy tu przyjechać przynajmniej raz do roku. A jest nas tym razem więcej niż zwykle. Przyjechali chasydzi z USA, Kanady, Australii i Izraela.

          W Lelowie nie mieszka już dzisiaj ani jeden Żyd. Starsi mieszkańcy doskonale jednak pamiętają swoich żydowskich sąsiadów i przedwojenne pielgrzymki chasydów. Bardzo ciepło przyjmują więc wznowienie tej tradycji. Z żalem wspominają, że tamten świat tak nagle odpłynął. Młodzież lelowska nawet nie przypuszcza, że warsztaty spółdzielni inwalidów to dawna synagoga, a mała kamieniczka była kiedyś rytualną łaźnią żydowską zwaną mykwą. Władze gminne upatrują we wznowionych pielgrzymkach chasydzkich dużą szansę dla swojej wsi. Pozwolono na urządzenie w Gminnym Ośrodku Kultury nową mykwę dla przyjeżdżających do grobu cadyka żydowskich pielgrzymów. W dzień szabasowy, który w tym roku przypada 17 stycznia, rozpoczną się tam wielogodzinne modlitwy chasydów. Sekretarz Urzędu Gminy w Lelowie poinformował mnie, że już od dawna zarezerwowane są w Lelowie i sąsiednich gminach wszystkie hotele i domy gościnne. A wśród katolickich mieszkańców Lelowa panuje przekonanie, że dzięki tym modłom cadyk Dawid Biderman będzie nadal błogosławił swojemu miastu.



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20030114232305461

No trackback comments for this entry.
Żydzi pielgrzymują niedaleko Częstochowy | 3 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Żydzi pielgrzymują niedaleko Częstochowy
tusiek pią, 9 maj 2003, 04:48:49
Panowie więcej szacunku dla kogoś, kto urozmaica Wasz portal; gdyby nie ja kisilibyście się we własnym gronie jego autorów.
 
Usunięte posty
ggacki pią, 9 maj 2003, 10:02:06
Punkt 1 zasad komentowania: \"Staraj się nie odbiegać od tematu.\"

Ponieważ użytkownicy Cadyk, Kretyn i tusiek w radosnej swej zabawie zdecydowanie odeszli od tematyki artykułu, posty te zostaną usunięte.

Grzegorz Gacki
 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń