Teologia w Rolls Royce'ie i w mini-spódnicy

sob, 8 mar 2003, 22:15:31

Autor: Robert Opala

Blisko 40 lat temu Sobór Watykański II położył grunt pod budowę relacji między Kościołem rzymsko-katolickim a pozostałymi Kościołami chrześcijańskim. Odtąd katolicy mogli się już bezpiecznie włączyć w ruch ekumeniczny.

Od tamtego momentu rozpoczęła się też budowa pomostu łączącego wspólnotę rzymskokatolicką ze wspólnotą anglikańską. Pomost ten objął duchownych, teologów i zwykłych członków parafii. W zasadzie wszystko rozpoczęło się od wizyty arcybiskupa Canterbury, Michael’a Ramsey’a, którą złożył w Rzymie papieżowi Pawłowi VI w 1966 roku.

Obydwaj hierarchowie wyrazili wówczas wolę, aby dialog katolicko-anglikański przyjął bardziej oficjalną formę, powołując do życia Anglikańsko-Rzymskokatolicką Komisję Teologiczną (The Anglican-Roman Catholic International Commission – ARCIC).

ARCIC szybko po swoim ukonstytuowaniu się wyraził wolę „odtworzenia pełnej organizacyjnej jedności” między wspólnotą rzymskokatolicką a anglikańską, stosując klarowną metodę – wzajemnego poznawania się w wierze, jak to trwa do dnia dzisiejszego, bez spoglądania na historię w celu szukania przyczyn podziału, ale wyłącznie po to, aby udzielić sobie przebaczenia.

W 1971 roku ARCIC wydał dokument teologiczny pt. „Eucharistic Doctrine” (Doktryna Eucharystyczna), wyrażając w nim wiarę, że oba wyznania dojrzały do „substancjalnej zgody”, ażeby uznać fakt, iż doktryna o Eucharystii nie powinna dłużej dzielić oba Kościoły.

Tego rodzaju deklaracja wzbudziła całą masę komentarzy i krytyki. W odpowiedzi ARCIC wydał w 1979 roku kolejny dokument, uznany w konsekwencji jako przykład metody, którą należy się posługiwać w pracy ekumenicznej (wspólne studia nad konkretnym problemem i jego ewaluacja). Dokument ten otrzymał nazwę „Ministry and Ordination” (Posługa i Ordynacja) i został rozwinięty w kolejnym dokumencie „Authority in the Church” (Władza w Kościele).

Na początku lat 80-tych nastapiła krótka przerwa w pracy teologicznej komisji. Po pierwszych, bardziej eklezjologicznych dokumentach, postanowiono przesunąć teraz akcent ciężkości na problematykę soteriologiczną i chrystologiczną. W ten sposób powstało „Salvation and the Church” (Zbawienie i Kościół), gdzie poruszano naukę o usprawiedliwieniu w kontekście życia w łasce, „Church as communion” (Kościół jako wspólnota) oraz „Life in Christ” (Życie w Chrystusie). Ten ostatni posiadał nieco inny charakter niż pozostałe dokumenty. Nie poprzedził go formalny proces wspólnego studiowania problemu i jego ewaluacja, gdyż uznano, że poruszana kwestia nigdy nie zostanie w pełni ukończona. To dokument o życiu z Chrystusem, w Chrystusie i dla Chrystusa. Dokument istotny i cały czas otwarty.

Po 5-ciu latach, ARCIC powrócił do swoich początkowych poszukiwań teologicznych, czyli kwestii eklezjologicznych. I znowu oznaczało to powrót do pytań o znaczenie autorytetu w Kościele. Zaowocowało to kolejnym dokumentem noszącym nazwę „The Gift of Authority” (Dar autorytetu). Członkowie komisji – zarówno po stronie anglikańskiej, jak i katolickiej – od początku posiadali jasne przekonanie, że ich zadanie nie polega na podawaniu jednoznacznego oświadczenia w sprawie władzy w Kościele, chociaż obie strony wykazują wiele sympatii dla wyrażenia tego zagadnienia w bardzo podobny sposób.
Byli jednak przeświadczeni o tym, że nie oni są od wydawania sądów i wiążących teologicznych ocen, gdyż ich praca ma służyć rozszerzeniu zrozumienia konkretnego problemu: dokładne studia i głeboka refleksja – tak sami określali swoje obowiązki. Natomiast decyzję o przyjęciu efektów ich pracy będzie musiała podjąć władza kościelna obydwu wspólnot.

Nieoczekiwanie, i ku zdumieniu członków ARCIC, odpowiednie komisje kościelne bardzo poważnie potraktowały efekty ich pracy. Oficjalny organ synodalny Kościoła Anglii (anglikański) opublikował ważny dokument będący rozwinięciem studiów prowadzonych przez ARCIC o nazwie „Unpacking the Gift” (Nieodpakowany dar). Nie brakowało w nim krytyki wobec metody stosowanejm przez ARCIC, niemniej generalny odzew był więcej niż pozytywny.

Całą problematykę ujętą w „Darze Autorytetu” można przeanalizować – z anglikańskiego punktu widzenia – w świetle kilku pytań. Po pierwsze: dokument przedstawia zbyt wyidealizowany i teoretyczny obraz autorytetu w Kościele. Jak więc zestawić to z ogólnym stwierdzeniem dokumentu, że recepcja tak rozumianej władzy kościelnej jest „wymierną korzyścią”? Czy katolicy i anglikanie będą potrafili rozpoznać swój Kościół w zaprezentowanym projekcie autorytetu? Czy faktycznie istnieje potrzeba aż tak precyzyjnej centralizacji władzy w Kościele, skoro nawet sami bracia katolicy – w licznych wypowiedziach ekumenicznych – sygnalizują potrzebę odnowienia posługi „pasterza uniwersalnego”.
W swoim dokumencie ARCIC zapomniał przedstawić analizę swoich studiów nt. jurysdykcyjnej władzy biskupa Rzymu wobec wszystkich diecezji. Tak rozszerzone rozumienie autorytetu nie funkcjonuje w Kościele anglikańskim. Arcybiskup Canterbury, duchowy zwierzchnik wspólnoty anglikańskiej i prymas Kościoła Anglii, nie posiada takiej władzy jurysdykcyjnej wobec Kościołów lokalnych (narodowych diecezjalnych), jak papież.

Autorytet w Kościele może być dzisiaj wyrażony na wiele sposobów, np. poprzez autorytet synodu i soboru. Dobrym przykładem jest tu doświadczenie Kościołów prawosławnych. Niekoniecznie musi to być autorytet jednostki. Pomimo tej krytyki wysocy przedstawiciele Kościoła Anglii odnieśli się do dokumentu z dużą sympatią. Zaowocowało to intensyfikacją oficjalnych kontaktów między Canterbury a Westminster (siedziby prymasów Anglii - anglikańskiego i katolickiego), a także licznych wizyt dyplomatów angielskiej królowej i rządu brytyjskiego w Watykanie oraz nuncjuszów papieskich w Pałacu Backingham w Londynie.
Teologowie krytycznie oceniający prace ARCIC, przyglądając się ożywieniu kontaktów między obu Kościołami i to na najwyższych – dyplomatycznych – szczytach, złośliwie zaczęli nazywać efekty pracy teologicznej komisji, jako „Rolls Royce and mini-skirt ecclesiology” (eklezjologia rolls royce’ów i mini-spódniczek). Sami członkowie ARCIC twierdzą, że w tej - złośliwej bez wątpienia - nazwie nie chodzi nawet o dużą liczbę rządowych i kościelnych limuzyn wożących hierarchów, ministrów, dyplomatów, ekspertów oraz ich ładne sekretarki w miniowych spódniczkach, ale o to, że owoce ich pracy są tak dojrzałe i piękne, jak klasyczna linia dostojnego rolls royce’a lub zarys zgrabnych i długich nóg pięknej i młodej kobiety. Każdy chciałby popatrzeć, dotknąć lub nawet spróbować........

Anglikańscy teologowie i dostojnicy kościelni nie mieli wątpliwości, że dokument „Dar autorytetu” opracowany przez rzymskokatolicko-anglikańską komisję teologiczną ARCIC był – de facto – rzymskokatolickim darem autorytetu papieskiego, który komisja chciała sprezentować wspólnocie anglikańskiej. Czyżby podświadomie wyczuwali, że w obliczu spadku znaczenia jakiegokolwiek autorytetu we współczesnym świecie, jakąś szansę oraz nadzieję budzi właśnie ten autorytet religijny pasterza uniwersalnego, jaki istnieje w Kościele rzymskim? Ale jak możnaby to było pogodzić z faktem, że anglikanie zawsze woleli tajemnice swojego ducha powierzać bezpośrednio Bogu, niż swojemu wikaremu (proboszcz w Kościele anglikańskim).
Z drugiej strony, fakt ten nie przesądza sprawy, że są oni niezdolni do wyrażenia tęsknoty za autorytetem powszechnym w Kościele. Może upadek autorytetu brytyjskiej monarchii uzmysłowił Brytyjczykom potrzebę istnienia autorytetu, który potrafi zdystansować się od przyziemnych problemów tego świata? Odpowiedź pozostanie nieodgadniona.

Krytyka dokumentu opracowanego przez anglikańsko-katolicką komisję ekumeniczną nie zmieni faktu, że to właśnie anglikańscy członkowie komisji preferowali, aby dokument „Dar autorytetu” (opublikowany w 1999 roku) przybrał właśnie taki, a nie inny kształt. Nie zmieni też tego, że od 20 lat właśnie Kościół Anglii oraz pozostałe Kościoły anglikańskie najbardziej szukają jedności widzialnej i organicznej w jednym Kościele Chrystusa. Zdumiewają tym swoich partnerów ekumenicznych, zarówno po stronie katolickiej, jak i protestanckiej. Anglikanie potrafią też bez trudu znaleźć wspólny język z wyznawcami prawosławia.
Coraz częśćiej w wysokokościelnej liturgii anglikańskiej można znaleźć elementy zaczerpnięte właśnie z liturgii prawosławnej. Częstym zjawiskiem w Wielkiej Brytanii są także wspólne – anglikańsko-prawosławne – parafie, w których każda ze stron trzyma się własnego wyznania, ale wspólnie utrzymują budynek kościelny, cmentarz i całą administrację parafialną.

Nie jest tajemnicą, z której anglikanie nie zdają sobie sprawy, że recepcja idei zawartych w komisyjnym dokumencie jest jakby skierowaną do anglikanów prośbą o wystawienie czystego czeku. Tajemnica jest natomiast to, dlaczego anglikanie, posiadając tą wiedzę i świadomość, zaczynają rozglądać się za długopisem i książeczkami czekowymi. Wszyscy też zadają sobie pytanie: w którą stronę poprawdzi Kościół Anglii i całą wspólnotę anglikańską jej nowy duszpasterz, arcybiskup Rowan Williams. Czas – miejmy nadzieję – odsłoni nam tą tajemnicę.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20030306230531400