Kantorat cieni - część II

pon, 17 mar 2003, 15:10:00

Autor: Halina Szarkowicz

Druga część reportażu o małej mazurskiej wiosce, z którą związany był poeta Michał Kajka. Reportaż otrzymał I miejsce w konkursie prasowym "Życie w mniejszości".

- Pamiętam go bardzo dobrze. W szkole pobiłem się z jego synem. Robilismy w kantorówce inscenizację „Krzyżaków”. Każdy z nas chciał być Zbyszkiem z Bogdańca. Gdyby hałas ściągnął żandarmów, ojciec poszedłby siedzieć.

          Kantor Malecki nie przepadał za swoim zwierzchnikiem, ks. Skowronnkiem. Gdy pastor zaczął publicznie okazywać swoją sympatię narodowym socjalistom, Michał Kajka przestał w ogóle pojawiać się w kościele. Malecki nie mógł jednak na to pozwolić. Był pracownikiem „kirchegemeinde Klaussen”. Szacunek do prawa i porządku nakazywał mu również meldować pastorowi o każdym zebraniu gromadkarskim w Ogródku lub Skomacku. 

          - Gromadkarze spotykali się po domach, gdzie wspólnie czytali Biblię, śpiewali i modlili się – wspomina dzisiaj syn kantora. Pastor tego nie lubił, ale szanował ich zaangażowanie, za co oni odpłacali mu się przestrzeganiem ustalonych reguł. W tygodniu mogli spokojnie spotykać się w domach, ale w niedzielę przychodzili gromadnie do kościoła. - Pomimo politycznych przekonań „pana ksiondza” – opowiada Malecki - ludzie lubili słuchać jego kazań. Doceniał je nawet Kajka i twierdził, że „są mocno biblijne”. Gdy jednak pastor zaczął głosić kazania tylko po niemiecku, Kajka głośno je krytykował. Na nasze prośby, aby nie mówił źle o osobie duchownej odpowiadał jednym ze swoich wierszy:

„Czyliż wszystkie polskie hymny z różnymi pieśniami, mamy cisnąć w strumień zimny i zdeptać nogami?
Lubo polskie kancyjonały albo też Biblije, Wszelkie księgi Boskiej chwały, kwitnące jak lilije? Takie nasze skarby drogie, droższe ponad złoto, mamy wyrzucić na drogę i zagrzebać w błoto?”

Religijność Mazurów była bardzo żywa. To, czego nie dawał im Kościół ewangelicki, uzupełniali własną inicjatywą, tworząc tak zwany ruch gromadkarski. Gromadkarze spotykali się także w Skomacku, dzieląc się na zwolenników i przeciwników Lutra. O tym kantor Malecki wolał już nie meldować pastorowi. To by go rozgniewało, gdyż wielce cenił on doktora Marcina, a jego słynne dzieło „O niewolnej woli” znał niemal na pamięć.

IV.

          Maleckiego odwiedził znajomy z Niemiec. Ks. Reinhold z Essen od dziecka przyjeżdżał do Klus na wakacje, które spędzał u swojego wuja pastora. Gdy wybuchła wojna, Rainhold i Malecki służyli w tej samej formacji. Malecki, ranny w nogę, wrócił do Skomacka, gdzie przeżył rosyjską ofensywę. Reinhold, który zdezerterował z hitlerowskiej armii, przez cały rok ukrywał się w okolicznych lasach. Ufał tylko Maleckiemu, który w umówione miejsca przynosił mu żywność. Wtedy też postanowił, że jeśli przeżyje to piekło, poświęci się służbie Bogu. Po wojnie ukończył studia teologiczne i został ordynowany na księdza. Przez wszystkie te lata utrzymywał bliskie kontakty z Maleckim.

           Rzymskokatolicki proboszcz w Klusach zaprosił nas dzisiaj do siebie na kolację. Jedziemy na rowerach, wolno mijając zabudowania Skomacka. Przed nami odsłania się widok jeziora. Słońce czerwienieje nad horyzontem, wszystko wokoło zdaje się przybierać jego barwę. Zbliżamy się do Ogródka, na moment zatrzymując się przed domem Kajki. W zeszłym roku była 60. rocznica jego śmierci. Kierowniczka muzeum mówi, że w Suwałkach raczej nie postarali się o jakieś nadzwyczajne uroczystości upamiętniające tę rocznicę.
- Cóż, pomału zapominają o Kajce? – powątpiewa Malecki.
„I niech polskie słowo niesie Bogu dzięki. Niech moje utwory dostęp do was mają, niech chaty i dwory nimi nie wzgardzają” - Reinhold niespodziewanie zaczął recytować po polsku jeden z wierszy mazurskiego poety. Zaraz za Ogródkiem widać czerwoną wieżę kościoła w Klusach. Ksiądz Brykiewicz czeka już na nas przy plebanii. Zna dobrze Trąbkę i Maleckiego, a Rainholda poznał pięć lat temu w Essen, gdzie pastor pomagał mu szukać funduszy na remont kościoła.

          Wysłałem kościelnego po ryby. Powinien już wrócić. Może w tym czasie zwiedzimy dom Boży i plebanię? - proponuje. Poprzednik Brykiewicza nie był tak gościnny i pastor Reinhold dopiero teraz może spokojnie zajrzeć niemal w każdy kąt kościoła i plebanii. SS-mani bardzo gorliwie szukali dezerterów, a później Rosjanie i Polacy urządzali prawdziwe nagonki na ukrywających się niemieckich żołnierzy. Na własne oczy widział jak Rosjanie mordowali bezbronnych Mazurów. Strzelali do dzieci, kobiet i starców. Był to ostatni moment, aby stąd wyjechać. Razem z tłumem mazurskich uciekinierów dotarł do Essen.

           Proboszcz Brykiewicz interesował się historią Mazurów. Jeszcze w seminarium czytał po kryjomu dzieła Marcina Lutra. Przyłapany przez rektora otrzymał - ku swojemu zdumieniu - pozwolenie na dalsze studia w Monachium. Po utworzeniu diecezji ełckiej został proboszczem w Klusach. Parafia miała ciekawą historię. Lubił słuchać starych mazurskich opowieści Oswalda Maleckiego, syna ewangelickiego kantora. Stary nauczyciel wcale przed nim nie krył, że spośród Mazurów zostali tylko najgorsi: bezwolni, zdemoralizowani i nieświadomi swej tożsamości wyznaniowej i etnicznej. A był to kiedyś naród szczególnie rozczytany w Biblii, rozmodlony i rozśpiewany. Naród, jak mało który, zakochany w poezji i tę poezję tworzący. Tu urodził się „dumac z Ogródkaî”, Michał Kajka.

V.

          Na kolację były smażone sandacze. Pastor Reinhold wspomina czasy swej młodości. - Wuj Skowronnek miał wyraźny kompleks swej mazurskości i cieszył się, że jego siostra wyszła za mąż za Niemca. Nie mógł też zrozumieć, że ja, Kurt Reinhold, wolę z chłopakami ze wsi mówić po mazurski. Kochał on jednak swoich Mazurów i nie życzył im źle. Nie wierzył też, że Polska będzie dla Mazurów dobra matką.

          Za oknami zrobiło się ciemno. Rozmawiamy o dawnych Mazurach Kajki i kantora Maleckiego, o wojennej tułaczce oraz późniejszych wyjazdach w czasach Bieruta i Gierka. Dochodziła północ. W pewnym momencie ktoś spostrzegł, że w kościele palą się światła.
- Pójdę zgasić - powiedział Brykiewicz - pewnie kościelny przypadkowo je włączył. - Po chwili wrócił: - Nie mogę otworzyć drzwi. Klucz nie pasuje.
- Może ja spróbuję - podjął się Małecki.
- Niech pan idzie - Brykiewicz dał mu do ręki pęk kluczy. Wyszłam krótko po nim, chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza...

***

          Malecki otworzył drzwi. Nie wszedł jednak, lecz stanął w przedsionku zaskoczony widokiem. W środku paliły się świece, rzucając blask na ołtarz i ambonę. W ławkach siedziały ludzkie postacie. Ich cienie padały na białe ściany kościoła. Syn kantora zamarł w bezruchu. Na ambonie zobaczył ubranego w czarną, pruską togę pastora, który przygotowywał się do wygłoszenia kazania. W kościele zaczęły rozbrzmiewać słowa wolno wypowiadanych biblijnych wierszy...

***

Wracając na plebanie zauważyłam Maleckiego. Siedział na stopniach kościoła. Podeszłam bliżej. Drżał. Na mój widok podniósł głowę i poruszył ustami, chcąc mi coś powiedzieć. Pochyliłam się, aby lepiej zrozumieć jego słowa. Szeptał:
- Denn es wird zu der Zeit gerschehen dass wo jetzt trausend Weinstucke stehen, tausend Silberlinge wert, da werden Dornen und Hecken sein.

(Księga Izajasza 7, 23 - na niemiecki przełożył ks. dr Marcin Luter)

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/2003031515103031