Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie

wto, 25 mar 2003, 21:40:45

Autor: Robert Opala

Niektórzy teologowie katoliccy próbują znaleźć głębszy sens skandali obyczajowych mających obecnie miejsce w Kościele Katolickim na Zachodzie. Profesor Luke Johnson z Wydziału Teologicznego Katolickiego Uniwersytetu Emory w Georgii uważa, że kryzys będący następstwem tych skandali nie zostanie tak szybko zażegnany. Specjalna komisja pastoralno-teologiczna Episkopatu USA doszła do przekonania, że kryzys ten dotyczy sytuacji istniejącej w Kościele: panujących w nim stosunków, sprzyjających nadużywaniu przez duchownych władzy, pozycji i siły.

Księża, którzy dopuścili się przestępstw seksualnych na dzieciach wykorzystali ofiarowane im pełne zaufanie. Świadomie lub nie, nadużywali daną im władzę, siłę oraz dominującą pozycję. Biskupi, którzy starali się ich ukryć oraz pozwalali im kontynuować przestepczą działalność w nowych miejscach, również wykorzystali możliwości, które daje im ich pozycja oraz panujące w Kościele stosunki. To właśnie jest główną przyczyną trwającego kryzysu. Dostrzegają ją świeccy oraz niemała grupa księży i biskupów, dla których te skandale okazały się tak samo szokujące i bulwersujące jak dla większości ludzi.

Wszyscy upadamy z powodu naszej seksualności. „Ciało jest słabe” i nie potrafi zawsze oprzeć się pokusie. Ludzka seksualność to potężna moc, która źle prowadzona może zrujnować całego człowieka. Trudno znaleźć człowieka  któremu jego seksualność nie stworzyła sposobności do grzechu. Potrafimy jednak wybaczać te upadki - jest to znak, że nasz system psychofizyczny oraz struktura duchowa pracuje poprawnie. W przeciwnym bowiem wypadku moglibyśmy się łatwo doprowadzić do obłędu z powodu grzechów nieczystości. Większość z nas też potrafi dostrzec wyraźną różnicę między poszczególnymi czynami czy upadkami. Istnieje znaczna przepaść między masturbacją a pozamałzeńskim stosunkiem seksualnym. Podobna przepaść dzieli też pozamałżeński stosunek seksualny od przemocy seksualnej. Różnica ta określa to, co jest wynikiem upadku ze względu na ludzką naturę szukającą przyjemności w akcie seksualnym, od tego,co jest wynikiem upadku w relacjach międzyludzkich. Przemoc seksualna jest gorsza od pozamałżeńskiego stosunku seksualnego, ponieważ sprzeciwa się porządkowi relacji między osobami ludzkimi.

Księża, którzy dopuścili się aktów przemocy seksualnej na osobach młodych i dzieciach, wykazują trzeci, najgorszy rodzaj upadku spowodowany ludzką seksualnością. Nie były to zwykłe grzechy nieczystości, naruszony bowiem w nich został porządek relacji międzyludzkiej, tak istotnej dla Boga. Nie ma to żadnego znaczenia, czy nazywamy te przypadki pedofilią w sensie klinicznym czy kryminalnym - określanym jako gwałt. Dla teologii moralnej najistotniejsze jest złamanie pewnych naturalnych barier, które powinny dzielić osobę dorosłą od dziecka.

Dla psychologa lub oficera służby kryminalnej czyny te mogą być wartościowane jako zachowanie patologiczne lub jako zwykła lubieżność. Dla teologa moralnego jest to grzech w największym wymiarze. Grzech ten popełniony przez chrześcijańskiego duchownego jest czynem, który Biblia określa jako zgorszenie maluczkich. W tym przypadku lepsze jest samounicestwienie się sprawcy czynu, niż dopuszczenie do powstania zgorszenia. W tym grzechu dochodzi bowiem do złamana naturalnego zaufania, w którym niewinne dziecko powierza siebie osobie reprezentującej Ewangelię, a więc samego Boga.

Kryzys w Kościele Katolickim na Zachodzie nie zakończy się szybko, ponieważ autorytet istniejący w Kościele nie zapobiegł temu skandalowi i temu grzechowi. Osoby uważane w Kościele za autorytet podjęły się natomiast obrony sprawców tych aktów. Autorytet ten nie zajął się w porę ofiarami. Wszelkie znaki wskazują że Kościół Rzymsko-Katolicki nie zmieni wymagań wobec kapłaństwa. Nadal będzie to kapłaństwo zarezerwowane dla męskich celibatariuszy. Nie celibat jest jednak źródłem i główną przyczyną tych zachowań, lecz formacja przygotowująca młodych mężczyzn do życia w celibacie. I tak długo jak ta formacja nie będzie ukierunkowana na duchowe rodzicielstwo, tak długo będzie się pojawiać przemoc seksualna popełniona na dzieciach i osobach młodych przez księży. Dopóki kapłan-celibatariusz nie zrozumie swoim sercem co znaczy być rodzicem, tak długo jego niezaspokojona seksualność będzie horrorem dla niego samego i jego otoczenia.

Co zatem uczynić, aby kapłan-celibatariusz mógł być także rodzicem? Nie będzie to możliwe, jeśli księża i biskupi nie będą chcieli wyjść ze swojego eklezjalnego getta. Jest to środowisko na swój sposób hermetycznie zamknięte. To grupa społeczna podobna do subkultury policjantów lub zawodowych żołnierzy, z tą tylko różnicą, że ksiądz ma być sługą Ewangelii, czyli sługą Chrystusa. Życie księdza nie może być życiem w koszarach, życiem w zamkniętych przypoligonowych miasteczkach. Ksiądz ma byc sługą i pasterzem. Gdy o tym zapomni, jego lojalność będzie obejmować tylko współprezbiterów i biskupów - podobnie jak w środowisku policjantów i wojskowych. Ordynacja żonatych mężczyzn oraz ordynacja kobiet mogłaby temu problemowi w jakiś sposób zaradzić. Jednak jest to już sprawa zamknięta, należy więc pilnie szukać innych rozwiązań w formowaniu właściwych postaw kapłanów – męskich celibatariuszy.

Czytając Ewangelie synoptyczne nie sposób nie zauważyć, z jaką troską Jezus dbał o budowanie właściwych relacji z dziećmi. Te „najmniejsze” na ziemi istoty wymagają naszej szczególnej miłości, opieki i ochrony. Dzieci są symbolicznym odzwierciedleniem tych, którzy są słabi, niewinni, w potrzebie i najłatwiej ulegający zniszczeniu. Im należy się wyjątkowa ochrona. W czasach Jezusa o dzieciach nie myślano jeszcze w ten sposób, dlatego Jego słowa oraz postawa wobec dzieci zasługują na szczególną uwagę. Prośba Jezusa skierowana do uczniów: „pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie” jest fundamentalnym przykładem tego, jak poważnie traktował Jezus budowanie tych relacji. Ten przykład Chrystusa niech służy jako apel do współczesnych kapłanów - do tych, którzy występują w imieniu Chrystusa, aby wzięli sobie głęboko do serca, gdzie jest ich miejsce i jaka ma być ich rola. Kapłan ma być duchowym rodzicem odpowiedzialnym za dziecko w takim samym – a może i większym – stopniu, co rodzice naturalni. Kościół musi dołożyć więc wiele starań, aby odbudować mocno nadszarpnięte zaufanie. Tak, aby kapłan znów mógł z czystym sercem i spojrzeniem przepełnionym miłością powiedzieć: - pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20030324224045180