Ius ad bellum et in bello

pią, 28 mar 2003, 11:59:56

Autor: Robert Opala

Dlaczego tak wielu amerykańskich katolików popiera wojnę w Iraku? Skąd te militarne tendencje wśród członków Kościoła Katolickiego w USA, skoro papież Jan Paweł II jest tak zdecydowanym przeciwnikiem wojny? Czy Amerykanie, w przeciwieństwie do Europejczyków, nie mają tutaj żadnych moralnych dylematów?

O członkach rzymskokatolickiej parafii św. Franciszka z Asyżu w Nowym Jorku mówi się, że są bardziej katoliccy niz papież. Większość z nich to potomkowie emigrantów z Włoch, Irlandii i Polski. Wiedzą, że papież jest przeciwnikiem wojny, ale oni z ulgą przyjęli wiadomość, że prezydent Bush wydał rozkaz do ataku.

Ktoś, kto z zewnątrz przyglądałby się tej sytuacji, mógłby pomyśleć, że jest w tym jakaś niekonsekwencja, ale niestety myliłby się. Nie dla mieszkańców parafii św. Franciszka. Oni doskonale widzą granicę między duchowym imperium Jana Pawła II a ziemskim królestwem Georga Busha II. Mieszkańcy parafii św. Franciszka w Nowym Jorku dostrzegają te dwa królestwa, którymi władają dwaj najbardziej wpływowi mężowie tego świata.

Był słoneczny poranek II Niedzieli Wielkiego Postu: świeży, wiejący orzeźwiającą bryzą z nad Atlantyku. Nad horyzontem unosiły się śnieżne chmury, ale nad miastem nadal świeciło słońce, przyjemnie ocieplając zmarzniętą jeszcze ziemię. W stronę kościoła parafilanego św. Franciszka wolnym, spacerowym krokiem szły większe i mniejsze grupy ludzi lub pojedyńczych osób. Za chwilę miała się rozpocząć główna msza św. W nowoczesny budynku kościelnym, po dwóch stronach ołtarza, zwisają dwie olbrzymie flagi: jedna biało żółta posiadająca w emblemacie duże klucze i druga, w biało-czerwone paski, a w jej górnym rogu duży niebieski kwadrat z 50-ma białymi gwiazdami. W większości amerykańskich kościołów chrześcijańskich znajduje się flaga Stanów Zjednoczonych, a w kościołach katolickich dodatkowo flaga Watykanu. Zwykle stoją one w kącie, ale na dzisiejszą mszę ktoś je zawiesił i teraz dekorują prawie całe prezbiterium. Przypadek?

Rozwieszenie w kościele obu flag z pewnością nie symbolizuje moralnego dylematu jaki powinni – w naszym mniemaniu - posiadać amerykańscy katolicy. To raczej wyraz pełnego zrozumienia dla decyzji rządu Stanów Zjednoczonych o inwazji na Irak i pełnej akceptacji dla postawy polskiego papieża, który jest jednym z największych na świecie wrogów tej wojny. Na twarzach mieszkańców parafii św. Franciszka w Nowym Jorku zgromadzonych na niedzielnej mszy św. maluje się radość, ulga i patriotyczne uniesienie. Wiedzą już doskonale, że tylko godziny dzielą ich od momentu, kiedy pierwsze bomby spadną na stolicę 23-milionowego państwa na Bliskim Wschodzie. Z wielką uwagą i respektem wysłuchują też słów proboszcza, który czyta list papieski nazywający, wkrótce mającą nadejść wojnę, ryzykowną, niesprawiedliwą i nieludzką. Rzym, podobnie jak Paryż, jest więc wrogiem wojny. Jednak Amerykanie z parafii św. Franciszka w Nowym Jorku wiedzą też, że Rzym, ani Paryż nie przeżyli tego, co przeżył Nowy Jork 11 Września 2001 roku. Rzym i Paryż mają więc prawo być wrogiem wojny i Amerykanie z parafii św. Franciszka z Asyżu w Nowym Jorku wcale nie mają im tego za złe.

Wojna z Irakiem jest - w odczuciu większości Amerykanów – czynem sprawiedliwym i słusznym. Chociaż wielu zdaje sobie sprawę i wyraża swoje obawy odnośnie ewentualnych konsekwencji tej wojny, to jednak przeważa przekonanie, że akcja zbrojna w Iraku jest konieczna. Zaniechanie jej może prznieść większe szkody niż sama wojna. To przekonanie podzielają także amerykańscy katolicy. W myśl prostej zasady, że walka z szatanem jest obowiązkiem katolika. Całkiem innega zdania są jednak amerykańscy biskupi katoliccy, którzy swoje stanowisko wobec wojny w Iraku wyrazili pdczas ostatniej konferencji plenarnej episkopatu USA. W wydanym przez biskupów oświadczeniu czytamy, że „wojna w Iraku nie znajduje uzasadnienia zgodnego z katolicką doktryną na temat wojny sprawiedliwej. Użycie siły militarnej w Iraku spotyka się z ostrym sprzeciwem Stolicy Apostolskiej”. Jeden z amerykańskich kardynałów, Pio Laghi, nie zawahał się nawet nazwać tą wojnę „zbrodnią przeciwko pokojowi”, a jej autora wezwał do rezygnacji z urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Kardynał podkreślił, że w proteście przeciwko wojnie widzi jedność Kościoła: Stolicy Apostolskiej, biskupów USA oraz Kościołów partykularnych na całym świecie. „Szkoda, że ta jedność – podsumował kard. Laghi – jest spowita smutkiem”. Odpowiedź Białego Domu była krótka i zdecydowana: - „ta wojna uczyni świat lepszym i szczęśliwszym. Pierwszym obowiązkiem prezydenta USA jest bowiem chronić życie obywateli”. I faktycznie, obywatele przyjęli tę odpowiedź rządu z dużą ulgą i wdzięcznością.

Nadal jednak trudno znaleźć odpowiedź, dlaczego katolicy amerykańscy, a szczególnie konserwatywni katolicy, którzy na każdym kroku demonstrują swoje poparcie dla papiestwa, w tej kwestii są przeciwni papieskiemu autorytetowi. A może nie trzeba na to w ten sposób patrzeć? Może wystarczy spojrzeć na tą kwestię przez pryzmat mieszkańców parafii św. Franciszka z Asyżu w Nowym Jorku? Tamtejsi Amerykanie wcale nie mają zamiaru sprzeciwiać się autorytetowi Jana Pawła II. Zdziwiliby się nawet, gdyby papież popierał wojnę. Rozumieją, że papież musi być rzecznikiem pokoju i papież Wojtyła czyni to w sposób doskonały, wzbudzając szacunek całego świata. Ta wojna jednak wcale nie rozpoczęła się dopiero teraz. Ona już trwa od półtora roku. Rozpoczęła się 11 Września 2001 roku atakiem na Nowy Jork.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20030327000856255