Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Jak się modlimy?

W moich poszukiwaniach Boga od początku intuicyjnie wyczuwałem ważność modlitwy. Otwartym pytaniem było jednak: jak się modlić? Tak się akurat złożyło, że - w przeciwieństwie do moich rówieśników - wtajemniczenie do chrześcijańskiego życia rozpoczynałem nie od katechizmu Kościoła katolickiego, ale od prostych czytań biblijnych.



W tamtych latach moim przewodnikiem po świecie modlitwy był brat Roger z Taize. Jego proste słowa medytacji tekstów biblijnych towarzyszyły mi nawet podczas lat niewiary i agnostycyzmu. Później nastąpiło odkrycie Ojców Pustyni i modlitwy serca rosyjskich mnichów-pielgrzymów. W rytmie powtarzanych słów: "Panie, zmiłuj się nade mną" narodziła się tęsknota za modlitwą cichą, kontemplacyjną, respektującą ludzką ograniczoność i z ufnością zanurzającą ludzkie serce w otchłań Bożej miłości i przebaczenia. Było to zarazem wprowadzenie do ekumenizmu, lekcja uczenia się otwartości na inne wyznania i tradycje chrześcijańskie. W ten sposób, jako student teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, szybko i bezboleśnie pozbyłem się tradycyjnego, polsko-katolickiego pancerza, który oddzielał mnie od chrześcijan z innych Kościołów.

Podczas wszystkich tych poszukiwań nieustannie - jak echo - powracały jednak słowa Jezusa zapisane w Ewangelii przez Mateusza. Jezus uczył i inspirował swoich uczniów, co to jest modlitwa i jak się modlić.

Gdy się modlicie nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swojej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec Twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swę wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie (Mt 6, 5-8).

Od początku nie miałem wątpliwości, że te słowa stanowią kryterium prawdziwej modlitwy. W ich świetle moja własna modlitwa wypadała bardzo niekorzystnie. Nie traciłem jednak wiary, że Jezus nie osądza, nie ocenia mojej modlitwy, ale nieustannie uczy mnie - tak, jak kiedyś swoich najbliższych uczniów - jak się modlić.

Dlaczego jest to jednak takie ważne: jak się modlić? Wydawałoby się, że każdy wie - z własnego doświadczenia lub nauczania swojego Kościoła - jak się modlić. Często jednak okazuje się, że nie. Każdy musi znaleźć swoją własną drogę do zrozumienia modlitwy. Tak, jak Teresa z Avila, która weszła do samego jądra sensu modlitwy. Wedlug niej, jest to intymna rozmowa z przyjacielem. Tę prawdę pomógł jej odkryć sam Jezus. Czyni to wobec każdego, który w Niego wierzy. Uczy swoich uczniów: jak się modlić. 

Czym jest więc modlitwa i jak się modlić? - często sam zadaję sobie to pytanie. Okazuje się, że nie jest to taką oczywistością, jak nam się wydaje, że możemy się modlić. Modlitwa jest jak najbardziej naturalną potrzebą ludzkiego serca, ale nie oznacza to jednak, że każda modlitwa jest uprawniona przed Bogiem. Nawet tam, gdzie uprawia się ją z niezłomną dyscypliną i wprawą, może być bezowocna i pozbawiona łaski. Uczniowie Jezusa mogą się modlić, ponieważ On sam im na to zezwala. Nie chcę przy tym powiedzieć, że istnieje modlitwa bezsensowna. Każda posiada swój sens, ponieważ nastawia ludzkie serce na działanie Bożej łaski. Każda modlitwa jest - jak powiedział ojciec John Main OSB - dostrajaniem naszych odbiorników na te fale, na których nadaje Bóg. Jednak tylko Jezus zna Boga, przed którym uprawniona jest modlitwa płynąca tylko przez Niego. Modlitwa chrześcijan musi bowiem płynać przez Jezusa, ponieważ tylko On zna Ojca, a my znamy Jego. Ze względu na to, że On zna Ojca,  może nam obiecać, że nasza modlitwa, modlitwa Jego uczniów, będzie wysłuchana. Możemy się więc modlić, ponieważ trwamy we wspólnocie z Chrystusem. Przez Chrystusa mamy też dostęp do Ojca. Tak też dokonuje się jedynie prawdziwe i uzasadnione w Kościele - wspólnocie wierzących - pośrednictwo.

Ta prawda była przełomowym odkryciem w moim życiu modlitewnym. Nie możemy modlić się bezpośrednio do Boga. Każda modlitwa - łącznie z tą zaczynąjacą się od słów „Ojcze nasz" - płynie do Boga przez serce Jego Syna. W modlitwie odnajdujemy Ojca, ale odnajdujemy Go jedynie przez Jezusa Chrystusa. Modlitwa, z natury swojej, musi więc być chrystocentryczna. Warunkiem modlitwy jest wiara i więź z Chrystusem. Jest On wyłącznym pośrednikiem naszej modlitwy. Modlimy się, bo tak nam polecił, a nasza modlitwa musi być przywiązana do Jego słowa.

Teraz, gdy rozumiem znaczenie chrystocentrycznego charakteru modlitwy mogę powiedzieć, że modlę się do Boga. Modlę się do Boga, w którego wierzę przez Jezusa Chrystusa. Odkąd zostaliśmy - dzięki Jezusowi - na powrót usynowieni, możemy zwracać się do Boga, jak do Ojca. Nasza modlitwa nie musi już więcej być błaganiem Boga, ale rozmową dziecka z kochającym Ojcem. Nie musimy już tak naprawdę prezentować Mu naszych próśb, ponieważ wierzymy, że On - jako najlepszy Ojciec - zna je wszystkie doskonale. On wie najlepiej, czego potrzebujemy, zanim Go o to poprosimy. To przekonanie daje naszej modlitwie pewność i ufność. Nie formuły, nie liczba słów, lecz wiara i miłość dziecka chwyta Boga za jego ojcowskie serce, które zna nas od dawna.

Mój wieloletni pobyt w ekumenicznej wspólnocie l'Arche dał mi rzadką okazję sprawdzenia tego, co od pewnego czasu zacząłem sobie uświadamiać. Prawdziwa modlitwa to nie dzieło, ćwiczenie, pobożna postawa, ale prośba dziecka, skierowana do ojcowskiego serca. Dlatego modlitwa nigdy nie jest demonstracyjna, ani przed Bogiem, ani przed nami samymi. Ze zdumieniem odkryłem to w modlitwie ludzi niepełnosprawnych, których modlitwa - często bardzo bezradna i zmagająca się ze zwykłą ludzką słabością - w swej prostocie jest modlitwą dziecka. Bóg wie czego nam trzeba. Nie ma więc potrzeby Go błagać, ale trwać w miłosnej rozmowie dziecka z ojcem. Gdyby Bóg nie wiedział, czego mi trzeba, musiałbym zastanawiać się nad tym, jak o tym Bogu powiedzieć, co mu powiedzieć i czy Mu powiedzieć. A tak wiara bedąca źródłem mojej modlitwy, wyklucza wszelką refleksję, wszelką demonstrację. Jest tylko ufna rozmowa, w kórej nie traci się jednak poczucia kto kim jest: kto jest Ojcem, a kto - często krnąbrnym - dzieckiem.

Egzegeza tekstów biblijnych oraz lektura dzieł niektórych ludzi modlitwy uzmysłowila mi, że modlitwa jest prawdziwie tym, co ukryte. Stoi w opozycji do wszelkiej jawności. Ten, kto się modli nie zna już siebie, a jedynie Boga, do którego woła i do którego kieruje swą modlitwę. Ponieważ modlitwa nie jest magicznym zaklęciem, nie oddziałowuje bezpośrednio na świat, lecz jest skierowana ku Bogu, ma ona jedynie sens, gdy jest działaniem ukrytym. Bardzo łatwo jednak przeminieć jest każdą modlitwę w demonstrację, która odsłania to, co powinno odbywać się w ukryciu. Jest rzeczą wręcz paradoksalną, że pokazem może być zarówno modlitwa publiczna, jak i ta odmawiana w samotności. Modlitwą ukrytą może natomiast być modlitwa wspólnoty, czy nawet okazałych obrzędów liturgicznych. Wszystko zależy od nastawienia serca.

Modlitwa może być również pokazem, gdy próbuję modlić się sam w swoim pokoju. Mogę wówczas łatwo samego siebie uczynić widownią mojej własnej modlitwy. Mogę modlić się sam przed sobą, delektując się tym stanem, jako zadowolony widz lub drobiazgowo analizując każdy moment modlitwy. Nie o takiej modlitwie mówił jednak Jezus. Pokazuje On, że okazałą demonstrację mogę urządzić zarówno na rogu ulicy, jak i w swojej małej izdebce. Okazuje się, że aż tak dalece możemy wypaczyć słowa Jezusa. W swojej małej izdebce moge stworzyć sytuacje, że jestem tym, który się modli i jednocześnie tym, który słucha. Przysłuchuję się sobie i sam siebie wysłuchuję. Nie chcę czekać na to, aż Bóg mnie wysłucha, gdyż nie chcę, aby Bóg pokazał mi kiedyś, że naprawdę wysłuchuje moich modlitw. Jest w nas bowiem lęk, że wówczas może zacząć coś od nas wymagać. Często zadowala nas więc przekonanie, że modlimy się pobożnie. Nie rozpraszamy na innych myślach, ale skupiamy się na modlitwie. Pobożnie słuchamy tego, co sami mówimy. Wydaje nam się, że jest to wystarczające, aby odnieść satysfakcję z modlitwy. Nieważne, że ani jednego słowa nie powiedzieliśmy w tej modlitwie Bogu. Ponieważ sam siebie wysłuchałem, Bóg już nie musi mnie wysłuchiwać.

Z rozważań od zadanego na początku pytania: czym jest modlitwa i jak się modlimy dochodzimy do zawężenia, ale jakże fundamentalnego tego pytania: czym jest izdebka, w której mam się modlić? Gdzie mam się ukryć podczas modlitwy, skoro okazuje się, że sam przed sobą nie jestem bezpieczny? Jak mocno mam ukryć swoją izdebkę, aby nie znalazł się słuchacz mojej modlitwy? Co uczynić, abym to ja sam nie stał się tym słuchaczem? Jak więc chronić się przed samym sobą podczas modlitwy? Jak zabezpieczyć prawdziwą modlitwę przed własną autorefleksją?

Wiele długich lat zabrało mi znalezienie odpowiedzi. Do dzisiaj nie jestem pewien, czy ją w ogóle znalazłem. Wiem, że nasza wola musi zostać podporządkowana woli Jezusa, ale sama modlitwa nie jest środkiem na forsowanie własnej woli. Modlitwa to coś innego: to rozmowa najserdeczniejszych przyjaciół, zakochanych, ojca z synem. Modlitwa nie pozostaje jednak z dala od naszego postępowania. Między modlitwą a życiem chrześcijanina musi istnieć ścisła współpraca. Najlepszą metodą na uśmiercenie naszego "ja" jest świadome wyruszenie szlakiem Jezusa. Z pewnościa nie będzie to droga łatwa, polegająca najczęściej na nieustannych upadkach i odwrotach, ale tą drogą trzeba wyruszyć. W modlitewnej wspólnocie z Bogiem mamy wyruszyć w drogę za Chrystusem. Wtedy też możemy się modlić, aby stała się wola Tego, który wie, czego nam potrzeba zanim jeszcze o cokolwiek poprosimy. Jedynie wówczas, gdy moja modlitwa posiada swoje zródło w woli Jezusa jest ona pewna, silna i czysta. Wtedy modlitwa nabiera cech prawdziwej prośby. Nie jest to już błaganie niewolnika, ale prośba dziecka skierowana z pełną ufnością do kochającego Ojca.

Jeśli więc prawdziwa modlitwa jest rzeczą ukrytą, to z pewnością nie wyklucza to wspólnej modlitwy tych, którzy w swojej pokorze skierowali swój głos wspólnie do Ojca. Nie chodzi bowiem ostatecznie o problem modlitwy publicznej na ulicy, czy o zamkniętej we własnym małym pokoju. Nie chodzi o to, czy mamy modlić się długo, czy krótko, czy odmawiać uroczyste litanie, czy ubogie w słowa spontaniczne westchnienia. Nie chodzi o to, czy mamy modlić się we wspólnocie, czy w pojedynkę, lecz o to, żebyśmy pamiętali o tej fundamentalnej prawdzie, że Ojciec nasz wie, czego nam potrzeba. To skierowuje modlitwę tylko na Boga.
      



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20030620112050442

No trackback comments for this entry.
Jak się modlimy? | 9 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Jak się modlimy?
malgosia pią, 20 cze 2003, 15:15:52
pieknie robercie,

co prawda nie rozumiem co oznacza \"katolicki pancerz\"
ale to nie wazne

dzisiaj (nie ma przypadkow?) przegladalam archiwum k2 z zeszlego roku szukajac czego zupelnie innego

robert
czy teraz tez bys sie podpisal pod tym listem? :
http://groups.yahoo.com/group/katolicy2/message/24520

:))
bywaj

m
 
W odpowiedzi na akapit p. Tuska
Churchman sob, 21 cze 2003, 11:41:57
Pan Tusiek: \"Jeśli podobnie wygląda Pana rozmowa z Bogiem, to współczuję Panu Bogu ( to a propo tekstu o modlitwie). Nadal czuję się przez Pana manipulowany i to starymi dobrymi metodami: kijem i marchewką. Pomyślałem sobie jednak, że sprawowanie kontroli daje Panu poczucie bezpieczeństwa. Absolutnie nie chcę go Panu odbierać. Proszę by nie czuł się Pan atakowany. Obawiam się, że to, co racjonalizuje Pan jako misję jest w rzeczywistości reakcją na doznaną przemoc. Pański wewnętrzny problem rzutowałby, więc na charakter serwisu. W pewnych granicach dzieje się to bez szkody dla serwisu i jego czytelników\".

Drogi Panie Tusku,
pozwolile sobie przekopiowac Pana akapit z komentarza do artykulu pt. \"Katolik w Soho\" skoro dotyczy on tekstu o modlitwie. Pierwsze zdanie z tego akapitu rozumiem jako \"merytoryczna\" zachete do dyskusji nt. modlitwy. Oczywiscie wierze Panu, ze dzielac sie z Czytelnikami serwsiu swoim wspólczuciem dla Pana Boga z powodu tego, ze musi On wysluchiwac moich modlitw, w zaden sposób nie sa dla mnie obrazliwe. To wspólczucie jest jak najbardziej wyrazem Panskiej otwartosci na drugiego czlowieka i budowaniem mostu porozumienia. Skoro juz jednak wiem, ze Pan wspólczuje Bogu z powodu moich modlitw, moze Pan spróbuje rozjasnic, dlaczego Pan wspólczuje.

Pozdrawiam,
Robert Opala
PS. Panie Tusku, jeszcze jedno pytanie: skoro przejrzal Pan juz na wylot moje metody manipulacyjne, to dlaczego nadal czuje sie przeze mnie manipulowanym?

---
Robert Opala
 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń