Świątynia i AIDS

pon, 1 gru 2003, 15:50:24

Autor: Małgorzata Madej

Świątynia Wat Phrabat Nampo w Lop Buri, 120 km na północ od Bangkoku, w której znajduje się największe w Tajlandii buddyjskie hospicjum (150 miejsc, ponad 2000 osób czekających w kolejce) dla chorych na AIDS, staje się domem także dla zmarłych na tę chorobę. Zwiedzający świątynię przechodzą obok zakonserwowanych w formalinie ciał i stosów kości ludzi, którzy zostali odrzuceni przez rodziny i bliskich.

 

W oszklonym pomieszczeniu leży dwanaście wychudzonych ciał; fotografie obok przypominają, że każdy z tych zmarłych był niegdyś zdrowym, zasługującym na szczęśliwe życie człowiekiem. Wszyscy oni - wśrod nich prostytutka zarażona przez klienta, żona zarażona przez męża i dziecko urodzone z AIDS - to niegdysiejsi pacjenci hospicjum, którzy przed śmiercią zgodzili się na wystawienie swoich ciał.

W świątyni zmarło już kilka tysięcy ludzi (172 osoby w pierwszej połowie 2003 r.); jej opat Phra Alongkot Tikkapanyo, który założył świątynię po pierwszym zetknięciu się z agonią człowieka chorego na AIDS, mówi że smutkiem, że samotność, która była udziałem zmarłych, jest bardziej przerażająca niż widok ich uwolnionych od cierpienia ciał.

Większość rodzin pacjentów odrzuciła ich ze względu na koszty, jakie pociąga za sobą opieka nad chorym, albo ze strachu. Ten ostatni powód jest częstszy. Rodzice przyprowadzają do świątyni dzieci i odchodzą, by już nigdy nie przyjść; ani w odwiedziny, ani nawet po zwłoki. Codziennie przybywają nowi pacjenci, codziennie ktoś umiera, ale kremacją zajmują się tylko wolontariusze.

Tymczasem Tajlandia jest przykładem względnego sukcesu odniesionego w walce z AIDS. W przeciwieństwie do wielu krajów afrykańskich, władzom tajlandzkim udało się powstrzymać epidemię podczas prowadzonej w latach dziewięćdziesiątych na szeroką skalę kampanii na rzecz używania prezerwatyw.

Niestety, kampanię prowadzono przede wszystkim wśród pracowników przemysłu seksualno-rozrywkowego płci obojga; przyczyniło się to do rozpowszechnienia przekonania, że AIDS jest chorobą prostytutek i narkomanów. Tym samym wzrosła dyskryminacja wobec chorych, których liczbę w Tajlandii szacuje się oficjalnie na ponad milion. Epidemia AIDS kosztowała już życie 400 tysięcy Tajów i przysporzyła krajowi strat na ponad 9 miliardów dolarów. Co roku ponad 200 tysięcy Tajów zostaje zarażonych wirusem HIV.

Opat Alongkot Tikkapanyo mówi, że wystawa w świątyni, której częścią jest dwanaście ciał, ma cel edukacyjny; ludzie powinni zrozumieć, czym grozi brak odpowiedzialności za siebie i innych, i przyjąć do wiadomości, że odrzuceni przez rodzinę chorzy na AIDS cierpią nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Pod świątynnym muzeum stoją rzeźby (brat ich twórcy jest chory na AIDS) wykonane z kości zmarłych w świątyni pacjentów. Rzeźby, przedstawiające różne drogi przenoszenia wirusa HIV - od pary uprawiającej seks do matki z noworodkiem - są próbą poradzenia sobie z ciągle rosnącą liczbą kości.

Setki ponumerowanych puszek z imionami stoją wciąż w pomieszczeniu medytacyjnym, ponad 7 tysięcy worków z kośćmi leży na zewnątrz pod posągiem Buddy. Pracownicy hospicjum zazwyczaj wysyłają szczątki zmarłych do rodzin, ale tylko 10% z nich decyduje się je zatrzymać, większość ludzi boi się, że przez kontakt z kośćmi można zarazić się AIDS.

Rzeźby szokują raczej zwiedzających, niż pacjentów; co jakiś czas widać turystów, którzy z mieszaniną zaciekawienia i strachu próbują ich dotknąć. Mało kto się na to decyduje.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20031201155026686