Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Świadkowie XX wieku - Emmanuel Lévinas

"Dziękuję Panu, że zechciał Pan do mnie przyjechać", takimi słowami powitał papież Jan Paweł II profesora Emmanuela Lévinasa na tradycyjnym sympozjum w papieskiej letniej rezydencji w Castel Gandolfo.  Papież zapraszał regularnie, co dwa lata,  najwybitniejsze osobowości (niezależnie od ich religii, poglądów czy reprezentowanych szkół naukowych) celem przedyskutowania najważniejszych kwestii stojących przed ludzkością. Lévinas sam przyznał, że był zdumiony tymi słowami. Jego zdumienia było jeszcze większe, gdy papieski ceremoniarz bp. Piero Marini zapewnił go, że specjalnie dla niego będą serwowane koszerne posiłki.

Urodził się w 1906 w Kownie, na terenie ówczesnego Imperium Rosyjskiego, w rodzinie urzędniczej. Rodzice byli żydami, świadomie kultywującymi wiarę przodków. Jest to o tyle ważne, że terytorium Litwy w czasach I Rzeczpospolitej było ośrodkiem (szczególnie Wilno) intensywnych studiów biblijnych i talmudycznych (Talmud - her. "nauka", wykład skodyfikowanej tradycji judaistycznej z komentarzem).  Funkcjonowały tam liczne szkoły zajmujące się poważnymi studiami prawniczymi i teologicznymi. Ten nurt był żywy również w czasie zaborów i został unicestwiony dopiero w płomieniach Shoah. Lévinas poznaje w domu rodzinnym  Biblię w hebrajskim oryginale, będzie jej wierny do końca życia.  W dzieciństwie i młodości gruntownie poznaje klasyczną literaturę, przede wszystkim rosyjską: Dostojewskiego, Tołstoja, Puszkina, Czechowa. Te trzy elementy: Biblia (przede wszystkim Prawo), Talmud  i wielka rosyjska literatura będą drogowskazami prowadzącymi Lévinasa przez całe życie. W trakcie I wojny światowej rodzina  Lévinasów zostaje ewakuowana do Charkowa, gdzie młody   Lévinas jest naocznym świadkiem wydarzeń rewolucyjnych i późniejszej wojny domowej. W 1920 wracają do Kowna. Emmanuel rusza w świat w 1923 roku, w 1923 do Francji i Niemiec, gdzie studiuje (m.in. pod kierunkiem Husserla  i Heideggera) filozofię. W 1930 broni pracę doktorską i przyjmuje obywatelstwo francuskie. Dzięki temu zostaje zmobilizowany w 1939, w 1940 roku popada w niemiecką niewolę, którą spędza w specjalnym oflagu dla jeńców żydowskiego pochodzenia. Ta niewola paradoksalnie ratuje mu życie, gdyż jego rodzina pozostała na Litwie zostaje zgładzona przez nazistów, tak jak jego wielu francuskich przyjaciół i znajomych żydowskiego pochodzenia. Po wojnie zajmuje się studiami talmudycznymi, zostaje dyrektorem Żydowskiej Szkoły Teologicznej w Paryżu. "Cztery lektury talmudyczne" - to główne dzieło z tego okresu.  Równolegle prowadzi działalność filozoficzną. W 1961 roku wychodzi jego główne dzieło filozoficzne "Całość i Nieskończoność". W 1967 zostaje profesorem na uniwersytecie w Nanterre, tym samym od którego rozpocząły się słynne rozruchy studenckie 1968. Karierę uniwersytecką kończy na Sorbonie. Znamiennie jest, że  Lévinas wyraźnie oddzielał swoją twórczość filozoficzną od teologicznej, choć oczywiście wątki jednej znajdowały się w drugiej i na odwrót. Wyrazem tego oddzielenia było wydawanie pozycji teologicznych u jednego wydawcy a filozoficznych u innego.
 
Punktem wyjścia do zrozumienia  Lévinasowskich koncepcji dialogicznych, bowiem w ten nurt wpisuje się jego twórczość, jest pojęcie, które określa się po francusku "il y a". Trudno przełożyć to na język słowiański, odpowiada temu niemiecki "es gibt", angielskie "there is" czy hiszpańskie "hay". Niekiedy tłumaczy się owo "il y a" na polski jako "istnienie bezistniejące".  Jest to jakaś anonimowa i przerażająca  pustka, bliska biblijnej sytuacji, kiedy w dniu pierwszym "Ziemia była bezładem i pustkowiem" (Rdz 1,1) a dopiero w scenerii tego pustkowia wydarzyło się to co się wydarzyło. W tej pustce pojawia się świadomość - podmiot. Podmiot wychodzi z pustki i zostaje bytem, jest!  Jest monadą (bytem jednostkowym) zakniętą w sobie i nawiazującą kontaktu z otoczeniem. Jest wolny, samotny i przerażony swoją izolacją.   Podmiot byt ma charakter cielesny, w związku z tym ma potrzeby (potrzeba - to bardzo ważne pojęcie w słowniku  Lévinasa, jeszcze do niego wrócę). Potrzeby można zaspokajać tylko dzięki otoczeniu, z którego można czerpać środki do zaspokojenia potrzeb. Chcąc nie chcąc, aby przetrwać monada musi przełamać swój strach, otworzyć się. Staje się "Meme" ("tym samym") - sobością. Trakcie zaspakajanie potrzeb ( Lévinas  określa to mianem "rozkoszowania się światem") Meme uświadamia sobie, że oprócz niego w świecie funkcjonuje na "L'autre" (Inny), oddzielony/odseparowany od "Meme". Pierwszym odruchem "Sobości" jest chęć zawładnięcia "Innego". Na marginesie tego opisu  Lévinas snuje niesamowite rozważania na temat ojcostwa/macierzyństwa i relacji z "Innym"-dzieckiem. Ojciec jest bowiem taką sobością a dziecko z punktu widzenia rodzica  to "obcy, który będac innym jest mną". Ojciec (ja dodam od siebie: częściej matka) stara się zawładnąć dzieckiem, rozciągnąć swoją władzę rodzicielską tak długo jak się da. Ma to charakter pierwotny, instynktowny występujący we wszystkich kulturach (z różną intensywnością). Reakcją "Innego" na chęć zawładnięcia jest "Twarz".
 
"Twarz" to kluczowe słowo dla zrozumienia poglądów  Lévinasa.  Nie jest to jego oryginalne pojęcie, zaczerpnął je z Rosenzweiga.
Rozenzweig twierdzi, że w twarzy ludzkiej objawia się Prawda Boża. Struktura twarzy bliźniego powtarza symboliczną figurę Gwiazdy Zbawienia, o której pisałem w artykule poświęconym Rosenzweigowi. Pierwszy trójkąt gwiazdy tworzą nos i dwoje uszu (narządy percepcji pasywnej), formując maskę, którą przybiera twarz słuchająca i wąchająca. Drugi  odwrócony w stosunku do pierwszego trójkąt tworzą oczy i usta - organy otwierające się na świat i wydające dźwięk - wyraz mowy. Usta to organ mowy i milczenia, Słowa danego od Boga. Metafora Zbawienia. Twarz "Innego" w ujęciu  Lévinasa jest przede wszystkim etyczna, jest pasywnym wyzwaniem rzuconym w stronę Sobości. Wyzwanie to przybiera formę pytania: "Nie zabijesz mnie?". Twarz "Innego" mówi ("Twarz i dyskurs są ze sobą związane")  nawet nie wypowiadając słowa. "Jest prawa i bezbronnie wystawiona". Pierwszą reakcją jest usiłowanie odpowiedzi na pytanie/postulat/przykazanie Twarzy.  Jest to przykazanie a nie prawo, bo wynika z jakiejś dziwnej wyższości Twarzy w stosunku do Sobości. Dziwnej, bo Sobość czuje się odpowiedzialna za Twarz Innego. Jest to relacja asymetryczna, bo Twarz Innego niczego poza owym pytaniem/przykazaniem Sobości nie oferuje, nie obiecuje. Nie ma żadnej wzajemności. Jest poczucie winy. I tu kłania się wielka literatura rosyjska. Dostojewski włożył w usta Aloszy (wzorowanym na Włodzimierzu Sołowjowie) w powieści "Bracia Karamazow"  następujące słowa: "Wszyscy są winni wszystkiemu, a ja najbardziej winny". Lévinas do końca życia nosił sobie poczucie winy za śmierć rodziców zamordowanych przez Niemców: "Jestem odpowiedzialny za prześladownia, których doznaję".  W Twarzy Innego znajdujemy ślad Nieskończonego. Odpowiedzialność za Drugiego jest przykazaniem Boskim.  Owa bezwrotna relacja odpowiedzialności ma charakter nie tylko heroiczny ale i mesjański, płynący z Pisma, jedynego źródła wiary żydów. Wiara przybiera wyraz odpowiedzialności za Twarz Innego. Odpowiadać to znaczy kochać (Gabriel Marcel powiedział: "kochać to znaczy powtrzać ciągle - nie umrzesz") i to paradoksalnie bardziej niż Boga. Bo do Boga tu i teraz nie mamy najmniejszej szansy dojść (Lévinas nieufnie odnosił się do  wszystkich  stanów mistycznej ekstazy, z których opisów natchnienie czerpał Buber), a do Twarzy Innego owszem. Religia to etyka, aby dojść do prawdziwej wiary Lévinas mówi, trzeba  przejść najpierw przez fazę ateizacji, czyli negacji Boga idolicznego, u którego człowiek szuka zaspokojenia potrzeb. Lévinas odróżnia potrzebę od pragnienia. Potrzeba jest ziemska, naturalna i zaspakajalna w sposób materialny, jest niejako powrotem do samego siebie, powtórzeniem znanych sytuacji. Pragnienie jest pozaziemskie, niezaspakajalne, jest zmierzeniem się z nieznanym, jest  czymś jednokrotnym i niepowtarzalnym. Bóg Lévinasa jest Bogiem pragnienia.
 
Dopuszczalna jest mistyka  i ekstaza  ale pod warunkiem, że "duszę wypełnia wiedza Talmudu", czyli gdy zastosuje się w praktyce etyczne zasady określone w Biblii. Jest to bardzo, bardzo bliskie chrześcijańskiemu nakazowi:"Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie" (Ew. wg św. Mateusza 25:35) a etyczny stosunek do Twarzy-śladu Boga to przecież  nic innego jak  "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Ew.wg św. Mateusza 25:40). Jednym z głównych motywów Ewangelii spisanej przez św. Mateusza było ukazanie Żydom, że Jezus wypełniał zapisy Prawa. Lévinas zdaje się pytać: Cóż wart jest mistyk, który przeżywa ekstazę i wizję, lewituje a nie potrafi przyjść z pomocą drugiemu? "Moralność ma znaczenie niezależne i wstępne" mówi, definiując moralność jako wypełnianie Prawa. Owa substytucyjność, czyli przyjęcie odpowiedzialności za innego to nic innego jak "jedni drugich brzemiona noście", co postulował Apostoł w Liście do Galatów. Nic dziwnego, przecież mamy te same korzenie.

Po II wojnie światowej zrodziło się pytanie "Czy w Auschiwitz był Bóg?". Lévinas opierając się na kabalistycznej doktrynie XV rabina Lurii twierdził, że Go nie było. Bowiem już stwarzając świat Bóg dokonał cimcum (cofnął się w Sobie), ograniczył Boską Pełnię, zrobił miejsce dla świata i człowieka, po to by ten ostatni mógł działać. Tam było miejsce dla człowieka, człowiek zrobił to co zrobił.Ponoć ks. prof. Tischner w czasie jednego z sympozjów w Castel Gandolfo miał zapytać Lévinasa, jak w kontekście jego postulatu odpowiedzialności i talmudycznego "kto ratuje jedno życie, raduje cały świat" ocenić czyn ojca Kolbego. On bowiem dopełnił obu wymogów: dał wyraz odpowiedzialności  za drugiego największy  z możliwych - złożył dar życia dla drugiego oraz uratował świat, ratując jedno życie. Niestety nie wiem jak ustosunkował się do tego Lévinas. Na marginesie: poza Polską i częściowo Niemcami postać i czyn św.Maksymiliana jest prawie nieobecny w świadomości powszechnej.
 
Pytanie "nie zabijesz mnie?" (wywołujące taką jak opisana powyżej reakcję/relację) ma w ujęciu Lévinasa charakter jednostronny. Nie oznacza to jednak, że musi mieć taki chakter. Nasz reakcja na "nie zabijesz mnie?", pozytywna oczywiście, jest zaproszeniem skierowanym do Twarzy Innego. Oczekujemy, że ponosząc odpowiedzialność za Innego spotkamy się z pozytywną reakcją z jego strony. My ofiarowywujemy naszą miłość ale spodziewamy się (bez wymagania), że dar nasz zostanie przyjęty. Umiejętność przyjęcia takiego daru ks.prof. Kłoczowski definiuję jako "pokorę".
 
Lévinas doceniając wagę dialogu stawia go jednak w drugim planie w stosunku do Diakonii, czyli posługi: "zrobić coś dla drugiego, dać".  Im większą ponoszę odpowiedzialność, "im bardziej jestem sprawiedliwy, tym bardziej jestem odpowiedzialny; nigdy się nie jest wolnym od obowiazków wobec drugiego". Wypełnienie obowiązków  jest naszym "oto jestem", taką samą odpowiedzią jakiej Abraham udzielił na zawołanie Nieskończonego (Rdz. 22:1), jest naszym świadectwem, stajemy się tym samym Świadkami Nieskończonego. 
 
Zapytano mnie  ostatnio, dlaczego mój cykl zatytułowałem "Świadkowie XX wieku". No to teraz już wiadomo. 

Artykuł został nadesłany przez Czytelnika VerbaDocent. Serdecznie dziękujemy.



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20040616010656284

No trackback comments for this entry.
Świadkowie XX wieku - Emmanuel Lévinas | 6 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
martanb śro, 16 cze 2004, 07:11:29
Drogi Verba Docent! Jest Pan aniołem! Serdeczne podziękowania za artykuł (artykuły :-))

---
Marta NB

 
Miłka śro, 16 cze 2004, 10:39:18

Artykuł ciekawy, choć mi się wydawało, że Bblia zaczyna się od Księgi Rodzaju, a nie Wyjścia. ;)

" Jest to jakaś anonimowa i przerażająca  pustka, bliska biblijnej sytuacji, kiedy w dniu pierwszym "Ziemia była bezładem i pustkowiem" (Wj 1,1)"

 
martanb śro, 16 cze 2004, 18:35:20
Drogi Verba Docent! Z przyjemnością. Pan pozwoli, że najpierw na spokojnie ponownie zajrzę do artykułów. Sądzę, że nabiorę w ten sposób dystansu do własnych przemyśleń i dzięki temu staną się one bardziej czytelne. :-) z pozdrowieniami

---
Marta NB

 
martanb czw, 17 cze 2004, 03:21:07
Drogi Verba Docent! W latach mojego największego młodzieńczego buntu spotkałam (dużo powiedziane :-)), przeszedł obok mnie pewien Dobry Człowiek i spojrzał na mnie z troską. Zrobiło mi się ciepło wokół serca i pomyślałam, że skoro istnieją jeszcze takie Istoty, które na strapionych nieznajomych patrzą z taką życzliwością, to jeszcze nie jest beznadziejnie. Takie było moje pierwsze spotkanie. Ale to jeszcze nie był dialog. :-) Po kilku latach spotkałam ponownie ową Dobrą Duszę. Poszłam ucałować krzyż pod koniec Liturgii, jeszcze przed konwersją. Istota cofnęła się przede mną o krok. Wywołało to moje zdumienie. Ale nie sądzę, by i to był dialog. Później, w dniu mojej konwersji... kiedy pierwszy raz po około 4 latach przystąpiłam do komunii, miałam za sobą wyraźną świadomość moich pozaeucharystycznych peregrynacji i silne przekonanie - "tam nie wracam, choćby się waliło". Odbyłam spowiedź. A następnego dnia... wyrosłam przed Ową Duszyczką, zastanawiąjąc się czy mnie nie wyprosi, odpędzi, albo co ("nie zabije" :-)). I zrobiłam to co najbardziej przyszło mi do głowy. Spojrzałam prosto w oczy. Usłyszłam pytanie, które jak jakby grzmot przetoczyło się nade mną: "Imię?" Odpowiedziałam głosem, który mi wydawał się być czysty i bezwiedny: "Marta". Ale czy to był dialog? Po pewnym czasie stojąc na nabożeństwie w cerkwi, zaczęłam zastanawiać się, co właściwie tu robię i "po co to wszystko". Ksiądz, o którym wspominam przeszedł bezwiednie koło mnie i wszystko ucichło. Później... spotkałam ową "sobość" na przystanku autobusowym. Powiedziałam coś i wpadłam w niekończący się słowotok. Na początku sobość wyglądała na nieco zamyśloną, następnie zdumioną, później usilnie przed czymś później uciekającą, w czym z niewiadomych dla mnie przyczyn zaczęłam ową sobość gonić/naśladować bądź też po prostu bezwiednie doń dołączyłam, co dla odmiany wzbudziło moje zdumienie, oczekiwanie na choćby cień zrozumienia co dzieje się z moim ciałem (eh ten mój analityczny umysł), potem przypomniało mi się, że stanowię tylko część pewnej całości, czegoś o wiele większego i wspanialszego niż dwie stojące na przystanku istnienia. W końcu wszystko ustało i stały przez chwilę naprzeciw siebie dwie istoty bez strachu, patrząc sobie nawzajem w twarz. Powiedziałam: "dobrego dnia", istota odpowiedziała "nawzajem". I każdy udał się w swoją stronę. "Kiedy wszystkie niepokojące nas myśli nagle znikną, rozlewa się w nas głęboki pokój i gdy docieramy w ten sposób do modlitwy czystej, to jest to znak, że blisko nas jest anioł." Ewargiliusz z Pontu Pan wybaczy, to największy dystans, na jaki mnie w tej chwili stać.:-) Dobranoc! Kładę się, nim na dobre zacznie świtać.:-)

---
Marta NB

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń