C.S. Lewis - przewrotny poganin

pią, 6 maj 2005, 00:16:53

Autor: Joanna Gacka

W "Kronikach Narni" Clive Staples Lewis wrócił do pogańskiego świata, by pokazując go czytelnikom przygotować ich na przesłanie Ewangelii. Taką tezę stawia rozmowie z Robem Mollem z "Christianity Today" Colin Duriez, jeden z największych współczesnych znawców twórczości Lewisa. Kilka miesięcy temu opublikowaliśmy fragmenty tego wywiadu. Teraz, za zgodą "Christianity Today" prezentujemy go w całości.

- Dlaczego myśli Pan, że Kroniki Narni są największym osiągnięciem Lewisa i, że właśnie te książki najdłużej przetrwają w pamięci ludzi?

- Lewis jest obecny w Kronikach. Kiedyś powiedział, że wyobraźnia jest w nim najbardziej podstawową cechą. W narnijskich opowieściach każda jego część została włączona do pracy - zarówno głębia jego intelektu, rozległość wiedzy jak i właśnie bogactwo jego wyobraźni. Te wszystkie części umysłu Lewisa współpracowały ze sobą, tworząc wspaniałą serię siedmiu książek.
Jest szaleństwem przewidywać przyszłość, ale jako szaleniec mogę powiedzieć że za 150 lat Kroniki Narni będą najlepiej znaną z książek Lewisa.

- Aby skierować swoje dzieła do post-chrześcijańskiej kultury Lewis użył przed-chrześcijańskich, pogańskich idei i obrazów.

- Pomysł C.S. Lewisa, by wrócić do pogaństwa zanim odnajdzie się chrześcijaństwo sprawdza się do dzisiaj. Uznał, że żyjemy w czasach post-chrześcijańskich i był to dla niego zasadniczy fakt, gdy próbował zrozumieć współczesne społeczeństwo. Obecnie mówimy o modernizmie i postmodernizmie, ale gdyby Lewis nadal żył, myślę że stwierdziłby iż bardziej fundamentalne jest to iż żyjemy w czasach post-chrześcijańskich.

Ludzie współcześni nie mają już zakorzenienia w chrześcijaństwie. Muszą zostać przeniesieni do pogaństwa, by przygotować im drogę do zostania chrześcijanami - to dość przewrotna idea. Ale właśnie ona była częścią sposobu na rehabilitację, przywrócenie blasku Chrześcijańskiemu Zachodowi. "Staremu Zachodowi" jak go nazywał. Wraz z J.R.R. Tolkienem próbowali w ten sposób przywrócić wartości i cnoty z tych zamierzchłych czasów, które sięgały aż do okresu klasycznego.

Nie jestem ekspertem od tego czasu, ale wydaje się że istnieje taki zestaw pogańskich znaczeń, które zostały dopełnione, uzupełnione przez ich chrześcijańskie rozumienie. Wiele z pogańskich zwyczajów zostało chrystianizowanych w taki sposób jak Boże Narodzenie. Taka strategia obowiązywała między innymi w średniowieczu i wcześniej. Lewis i Tolkien w swój szczególny sposób zmieniali zwykłe ludzkie poglądy na naturę rzeczywistości. Mieli sobie właściwą teologię naturalną, dzięki której, jak czuli, można było zgłębić istotę Boga i Jego rzeczywistość niezależnie od świadectwa Pisma Świętego.

Lewis "przemycał" chrześcijańską teologię w pogańskim przebraniu, tworząc Kroniki Narni. Zresztą świadomie przemycał chrześcijańskie znaczenia również w innych dziełach. W jednej z książek - "Dopóki mamy twarze" (Till We Have Faces) opowiada na nowo klasyczną historię Kupidyna i Psyche, w formie nowoczesnej powieści. Jej akcja dzieje się w w przedchrześcijańskich czasach, gdzie autor wykorzystuje znaczenie, jakie mogą mieć chrześcijańskie prawdy w pogańskiej rzeczywistości.

Nawrócenie i konwersja Lewisa była w dużej mierze ukształtowana argumentami Tolkiena, że narratorzy Ewangelii byli mistrzami w opowiadaniu historii i przedstawili w ostry i czysty sposób znaczenia znane nie tylko na Zachodzie ale doświadczane przez całą ludzkość.

"Dopóki mamy twarze" wykazuje w rzeczywistości wiele podobieństw do prozy Tolkiena - tłem "Władcy Pierścieni" również jest przed-chrześcijańska Europa. W opowiadaniu pojawia się także wspaniała zmiana świadomości Orual (siostry Psyche - przyp. tłum.). Coraz bardziej i bardziej interesuje mnie to, w jaki sposób Lewis oddziaływuje i zmienia świadomość czytelnika i myślę, że robił to rozmyślnie. Poprzez ukazanie innego, zmyślonego świata, można doświadczyć innego rodzaju świadomości, który daje nową perspektywę spojrzenia na własny świat.

- Taka perspektywa może według Pana "wyprowadzić czytelnika z błędu"

- To właśnie aż rzuca się w oczy w przypadku Orual z "Dopóki mamy twarze". Wiele przykładów takiego doświadczenia znajdziemy także w książkach o Narni. Było ono bardzo ważne dla samego Lewisa, który przeszedł tę drogę "wyprowadzania z błędu" jako że przez wiele lat był ateistą. Na początku przeszedł połowę drogi zostając teistą a potem stał się chrześcijaninem.

- W jaki sposób Lewis rozumiał siłę jaką ma opowieść by wyprowadzać z błędu, zmieniać czytelnika?

- Lewis był pod silnym wpływem Tolkiena, dla którego opowieść była czymś tak fundamentalnym jak sam język. Mówił iż opowieści i język są równorzędne dla istoty ludzkiej. Opowieść ma ogromną moc, by skonkretyzować, urealnić coś co zwykle wydaje się abstrakcją. Umożliwia człowiekowi zdobycie doświadczenia, którego nigdy by nie uzyskał gdyby poprzez swoją wyobraźnię nie wszedł w opowieść. Nie wiem, czy Lewis kiedykolwiek zastanawiał się nad historią Dawida. Kiedy po cudzołóstwie Natan opowiada Dawidowi historię, król daje się w nią "wciągnąć", zaangażować kiedy nagle orientuje się że dotyczy ona właśnie jego samego. To jest świetny przykład na siłę opowieści. Lewis o tym nie wspomina, ale wyobrażam sobie, że mógłby na to odpowiedzieć "Amen".

- Mówi pan, że Lewis wierzył w to, iż fantazja powinna zmienić czytajacego. Jakie zmiany przewidział dla czytelników Opowieści z Narni?

- Myślę, że chciał stworzyć w czytelnikach swoiste przygotowanie na Ewangelię. Chciał oddziaływać na intelekt i wyobraźnię w ten sposób, by czytelnik mógł później łatwiej zaakceptować Dobrą Nowinę. Przygotowywał "grunt" pod Ewangelię bo czuł, że właśnie ona w sposób najgłębszy dotyka naszej natury, niosąc ze sobą ten rodzaj przymiotów i wartości, które uważał za niezbędne by stać się pełnym człowiekiem. Starał się bardziej "uczłowieczyć" swoich czytelników, dając im korzyść w postaci swojego głębszego poznania i "zabierając ich" w tym samym kierunku. Innymi słowy robił to samo co usiłują robić rodzice, kiedy usiłują wpoić swoim dzieciom wartości które przygotują je do życia. I bardzo dobrze wypełnił tę rolę. Do tego stopnia, że dał nam dodatkowy powód, żeby mieć dzieci. Warto je mieć by czytać z nimi Kroniki Narni.

- Ostatecznie dzieci muszą opuścić Narnię, ale nie muszą opuszczać Aslana i jego miłości.

- Jest taki moment (w "Podróży Wędrowca do Świtu" przyp. tłum), gdy Łucja czuje się nieszczęśliwa gdy dowiaduje się iż nigdy już nie wróci do Narni. Ale wtedy właśnie Aslan mówi jej że jest przecież i w jej świecie, tylko pod innym imieniem.

Oryginał artykułu ukazał się w magazynie Christianity Today. Tłumaczenie i publikacja zostały dokonane za zgodą Autora oraz Wydawcy. Przedruk polskiej wersji niniejszego artykułu może nastąpić tylko za zgodą Wydawcy oraz Autora.

Reprinted from Christianity Today magazine (June 28, 2004), published by Christianity Today International Carol Stream, Illinois.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20040703001653271