Książka na wakacje 2004 - E. Wiechert "Dzieci Jerominów"

śro, 7 lip 2004, 23:29:17

Autor: Verba Docent

Jest taki, jeden z najbardziej znanych szlaków kajakowych Europy. Ma ok 140 km licząc od mazurskiej wsi Zyndaki leżącej nad Jeziorem Zyndackim a kończąć na stanicy wodnej Jabłoń nad Jeziorem Brzozolasek koło Pisza. Zwie się od Szlakiem Krutyni, od rzeki którą prowadzi. Słowo "krutyń" pochodzenia w języku pramieszkańców tych terenów, Prusów oznacza "rzekę watką i krętą".

Urok tego szlaku i terenów przylegających do niego jest niezwykły. Przyciąga ono każdego roku tysiące kajakarzy, którzy przepływają szlak przyciągani pięknem nieskażonej przyrody i chęcią sprawdzenia się żywiołem wodnym. Nie wiem, czy wszyscy zdają sobie sprawę z faktu, że wypływając z Sorkwit wkraczają na jeden z najbardziej inspirujących literacko terenów świata. Tak, tak, to nie przesada. Prawdziwa terra litteralis. Z niej czerpali swoje natchnienie: Melchior Wańkowicz, Agnieszka Osiecka, Konstanty Ildefons Gałczyński, Igor Abramow-Newerly, Gunther Schiwy, Siegfried Lenz, Zbigniew Nienacki-Nowicki. Jednak największym dziełem opisującym tę ziemię, jej lasy, jeziora, łąki i ludzi, których już tam nie ma jest powieść niemieckiego jej syna: Ernsta Wiecherta "Dzieci Jerominów" (Die Jeromin-Kinder).
 
Wiechert urodzony w roku 1887 w rodzinie leśniczego w Piersławku (Kleinort). Jego dzieciństwo i młodość spędzone zostały w rejonach miejsowości,  które dziś nazywają się Krutyń, Strzałowo, jeziora Wągiel oraz Wielki i Mały Majcz. Sam Wiechert życie miał, jak przystało na człowieka jego rocznika w tej części świata zwykłe. Zaczynało się niewinnie i sielankowo. Dzieciństwo na Mazurach/Prusach Wschodnich, potem miał być żywot podobny do Kanta: nauka w gimnazjum królewieckim, studia na Uniwerystecie Albertinum w Królewcu, solidna posada nauczycielska w tym mieście. Ale historia nie pozwoliła, żeby było mu tak jak u starego Immanuela. Samobójcza śmierć ukochanej matki w 1912, potem front w Verdun, śmierć ukochanego synka, samobójstwo żony, wyjazd do Berlina i  Bawarii, prześladowania hitlerowskiego gestapo - więzień KZ Buchenwald, niski numer 7188, szykany w powojennych Niemczech (poddany został denazyfikacji!!!) i  ostateczna emigracja do Szwajcarii, gdzie umarł i został pochowany w 1950 roku. 
 
Z rodzinnych stron wyjechał w 1930, ostatni raz odwiedził rodzinną leśniczówkę w 1937 roku, tuż przed śmiercią ojca. Wrócił tam raz jeszcze na łamach swojej dwutomowej powieści napisanej w roku 1941, gdy pisarz uwolniony z Buchenwaldu, pozbawiony środków do życia znajdował się pod ścisłą obserwacją gestapo. Aż do 1947 żaden z niemieckich wydawców nie chciał lub nie mógł wydać tej powieści. Dzieje się ona w Sowirogu koło Pisza, wsi, która dziś co prawda widnieje na mapach ale fundamenty jej budynków trudno jest odnaleźć w gęstwinie zarastającego ją lasu.  Wiechert głosi hasło powrotu do natury, do prostego życia – jest to jedna z najpiękniejszych jego powieści mówiąca o ludziach, których byt kształtuje rytm przyrody i Biblia. Jej wartka akcja i malowniczość opisów aż się prosi o ekranizację. Zapalony turysta, wielbiciel tych rejonów może posłużyć się nią jak przewodnikiem po ostępach Puszczy Piskiej. Czyta się jednym tchem. Kto przeczyta, ten zaraz ruszy w ten rejon. Kto tam był, rozpozna wszystkie ulubione miejsca. Klimaty, klimaty, klimaty. Nie znam nikogo, kto by nie uległ urokowi i atmosferze poetyckiej prozy Wiecherta. Sam podchodziłem do niej "z lekką nieśmiałością", uważając ją za kolejne"babskie (przepraszam wszystkie Panie ale nie mam lepszego określenia na podorędziu) czytadło wakacyjne. Powieść z opisami a la Orzeszkowa, które przerzuca się z utęsknieniem czekając na jakiś dialog. Główny bohater: Jons Eherenreich Jeromin, który  najpierw wyrusza z Sowirogu, aby zmienić świat aby potem powrócić do Sowirogu, owej mazurskiej kondensacji świata.
 
Książka ma tylko jedną wadę: nie ma jej. Udało mi się "wyrwać" (w dosłownym słowa tego znaczeniu) od przyjaciela i to na parę dni, pod uroczystym słowem honoru, że jak nie oddam w terminie, to będzie miał prawo wybrać sobie z mojej biblioteki, co tylko będzie chciał. Twórczość samego Wiecherta, wielkiego humanisty, pacyfisty, antyfaszysty, poety, zbieracza mazurskich bajek i legeng, dziennikarza odeszła tak w Polsce jak i w Niemczech w niepamięć.  Wznowień brak, mimo, że jak się orientuję Wiechert w środowiskach fanów Mazur jest postacią kultową. W rodzinnej leśniczówce znajduje się izba pamięci pisarza, od czasu do czasu tłumaczy jego pisma olsztyński literat pan Tadeusz Ostojski.  Dla znających język niemiecki polecam internetową lekturę pierwszego (moim zdaniem lepszego) tomu zamieszczoną na stronie pana Bogdana Dumały. W tamtejszym wstępnie do powieści przeczytamy między innymi:"Można być jednego pewnym. Powieść ta to nie ucieczka od rzeczywistości, niczego nie łagodzi i niszczy wszystkie iluzje [...] Wszyscy mieszkańcy Sowirogu nie są nawet trochę idealizowani".
 
 
Gdybyście mieli szansę przeczytać "Dzieci Jerominów" - czytajcie, czytajcie, czytajcie. No i koniecznie: żaglówka, kajak, rower, trampki, wędki, namiot,  czy co tam kto lubi, po przeczytaniu NA MAZURY!!! Są one równie piękne w deszczu jak w powieści Wiecherta.
 
Na koniec fragment wiersza pana Klabuna opublikowany w ostródzkim kwartalniku "Sasinia":
 
Jesienność Mazurska
Na łąkach wieczór okrąża przechodnia.
 Spala się ciszą ognisko.
 Podrzucają łęty ziemniaczane gospodarze z pól.
 Odchodzi czytane monologiem liści rozbarwionych lato.
Ernst Wiechert przypala promieniami chrustu fajkę.
Dzieci Jerominów po jeziornych plażach bosonogi smutek wybiegują.
 Odkłada obok samotności pasterz wełnianego runa książkę.
Obrokiem zmroku wypasa słowa i lotnie świętego Marcina chowa zapamiętanie.
Na zapas do następnej jesieni

Zobacz akcję "Książka na wakacje"

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20040707232917657