Piekło i demony

pią, 30 lip 2004, 11:06:06

Autor: Grzegorz Godula

Czy dzisiejsza demonologia wie coś więcej na temat piekła i przebywających tam istotach? Czy w piekle przebywają tylko demony które wraz z Lucyferem zbuntowały się przeciwko Bogu? Czy wiadomo coś o hierarchi tych demonów - czy podlegają komuś itp.?? Czy liczba demonów w piekle zmniejsza się jakoś lub zwiększa w wyniku np. egzorcyzmów? Czy wogóle coś wiadomo o liczbach demonów w piekle, no i co się dzieje z duszą, która idzie do piekła? Czy cierpi tak samo jak demon, a więc staje się demonem skazanym na wieczystą śmierć? Jaka jest różnica między demonem a duszą człowieka, który w chwili śmierci nadal odrzucał Boga? Przeciez zarówno ten człowiek, jak i demon odrzucili Boga i jego miłość. Czy więc ta dusza staje się demonem skazanym na wieczną śmierć po końcu świata?? Czy wiadomo coś dokładnie jak wygląda męka duszy w piekle? Jedną z tych męk jest brak Boga, ale przecież człowiek mógł Boga odrzucić za życia, więc to nie powinno wpływac na męki??

Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź,

Z poważaniem,

Grzegorz Godula

Na pytanie nadesłane przez Czytelnika odpowiada Roman Zając - biblista i demonolog z KUL.

Z pewnością pytania, które postawił Czytelnik, budziłyby fascynację teologów w średniowieczu, jak i później (np. w XVII czy XVIII wieku, gdy podobne spekulacje były modne). Każde z tych pytań mogłoby stać się wtedy tematem odrębnego traktatu teologicznego. Ja jednak z lekkim zakłopotaniem biorę się za pisanie odpowiedzi na tę serię pytań, bo są one odległe od mojego systemu pojęciowego i mentalności.

Idea piekła znana jest wielu religiom świata. Ale tylko zachodnie chrześcijaństwo wypracowało przez wieki obezwładniającą pedagogikę strachu przed piekłem. Można wręcz powiedzieć, że w pewnym momencie stało się to obsesją dla wielu kaznodziejów.

Unikałbym jednak niezdrowej ciekawości na temat tego, jak wygląda piekło i męki dusz w piekle, aczkolwiek temat ten był niejednokrotnie przedmiotem fascyncji dla malarzy (np. Hieronim Bosch) i twórców literatury (np. Dante). Bardzo często wizje piekła mieli mistycy, ale jestem skłonny przychylić się do poglądu, że były one raczej efektem wyobraźni podsuwającej okrutne obrazy, niż rzeczywistymi objawieniami od Boga. W szczegółowych i dość sadystycznych opisach piekła źródłem zgrozy była głównie mechaniczna powtarzalność kar piekielnych, przedstawiona tak plastycznie przez Dantego, możliwa dzięki niezniszczalności ciał potępieńców, którzy rytmicznie "zmartwychwstawali" z ognia, pazurów bestii czy uścisków węży, by za chwilę znowu dawać się palić, dusić czy rozdzierać. W istocie wierzono, że na Sądzie Ostatecznym grzesznicy otrzymają nowe, niezniszczalne ciała, żeby mogli cierpieć w nieskończoność. Piekło staje się wówczas ponurą parodią nieba i dogmatu o "ciał zmartwychwstaniu".

Paradoksalnie, na wielu namalowanych "sądach ostatecznych" to aniołowie pilnują, żeby żaden potępieniec nie wymknął się z piekła! Aniołowie pełnią więc role analogiczne do strażników obozów koncentracyjnych, pilnując zarówno potępionych, jak i pełniąc nadzór nad demonami, aby nie ustawały w dręczeniu dusz.

Ks. Wacław Hryniewicz w książce "Dramat nadziei zbawienia" napisał, że "miłość i piekło wykluczają się wzajemnie". Tymczasem, jak pisze autor, nie ma takiej tortury czy perwersji, której nie wymyśliłaby jakaś pobożna dusza w trosce o innych. Inspiracją do wyobrażeń piekła był oczywiście starożytny i średniowieczny wymiar sprawiedliwości, w którym nie brakowało wymyślnych tortur. Najwięksi asceci potrafili wyobrażać sobie najbardziej wyszukane katusze dla grzeszników. "Być może pobożni potrzebowali piekła dla innych jako psychologicznej rekompensaty za podświadome uczucie zazdrości czy własnej frustracji" - pisze ks. Hryniewicz.

"Ojcem" tak właśnie wyobrażanego piekła jest w znacznej mierze św. Augustyn, subtelny analityk zła we własnej duszy, który jednak nie poznał mocy współczucia. Wydaje się, że osobiste problemy św. Augustyna, które psychoanalityk określiłby jako projekcję własnego zła na innych, utrwaliły na wieki dualistyczne oblicze chrześcijaństwa. Jego radykalny dualizm ostatecznych rozwiązań wywodził się z terminowania u manichejczyków, jak i z wyjątkowo ostrego wglądu w inferalną rzeczywistość ludzkiego "ja". Św. Augustyn wierzył, że Bóg w swojej wszechwiedzy zna możliwości ludzkiego zła i dlatego uważał większość rodzaju ludzkiego za potępionych jeszcze przed poczęciem. Dlatego w opinii biskupa Hippony większość rodzaju ludzkiego to massa damnata.

Św. Bonawentura twierdził, że sprawiedliwi nie mają prawa współczuć grzesznikom, bo współczucie jest współuczestnictwem w cierpieniu. Nie zabrakło nawet kuriozalnego pomysłu, że potępieńcy są po to, by widokiem ich mąk napawały się dusze w niebie. Jest to absurdalne i przerazające, ze mozna wyobrazić sobie niebo, jako miejsce sadystów, lubujacych się w obserwowaniu torturowania innych, chociażby nawet ci inni, byli grzesznikami. Taki pogląd mógł narodzić sie tylko w chorym umyśle. A jednak znajdujemy go u różnych kaznodziejów średniowiecznych. W ten sposób ignoruje się prawdę o tym, że Bóg pragnie przecież zbawienia każdego człowieka, a Niebo jest wspólnotą miłości. Wiadomo też, że "w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych" (Łk 15,7).

Oczywiście nauka o piekle znajduje się w NT. Jezus używa tej kategorii, jako realnej możliwości, jaką otwiera przed człowiekiem ludzka wolność, i posługuje się obrazami jerozolimskiego wysypiska śmieci z doliny Gehinnom, gdzie ciągle tlił się ogień. Warto jednak zauważyć, że przez cały czas istnienia chrześcijaństwa, nigdy oficjalnie nie ogłoszono, że ktoś jest piekle. W gruncie rzeczy o nikim nie możemy tego powiedzieć. Jeśli Kościół Katolicki ogłasza kogoś świętym, stwierdza, że ten człowiek osiągnął niebo. Nikt jednak nie ma władzy, aby ogłosić, że ktoś, choćby dokonał największych nawet zbrodni, znalazł się w piekle.

Jan Paweł II na audiencji generalnej 28 lipca 1999 r. powiedział: "Należy poprawnie interpretować obrazy, w których Pismo Święte przedstawia nam piekło. Wskazują one na całkowitą beznadziejność i pustkę życia bez Boga. Piekło oznacza nie tyle miejsce, co raczej wskazuje na sytuację, w jakiej znajduje się człowiek, który w sposób wolny i ostateczny oddala się od Boga, źródła życia i radości. Katechizm Kościoła katolickiego tak streszcza prawdy wiary na ten temat: "Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem piekło" (punkt 1033)".

Jak widać, kwestia wolności jest bardzo istotna dla całej sprawy. Obrońcy nauki o wieczności piekła wynoszą wręcz ideał ludzkiej, stworzonej wolności tak wysoko, że paradoksalnie sam Bóg jest wobec niego bezradny. Bóg chce zbawić każdego człowieka, ale szanuje do końca jego wybór. Dlatego nie ma wyjścia z sytuacji, bo w momencie śmierci następuje krystalizacja woli człowieka. Św. Bernard z Clairvoux powiedział, ze piekło nie jest czymś, na co Bóg nas skazuje. To sam człowiek wybiera piekło, odrzucając Boga. Człowiek, odrzucając Boga poprzez pograżenie się w złu, postępuje tak, jakby wybił sobie oczy. Jeśli tak postąpi, nie może winić słońca za to, że będzie żył w ciemności. Dlatego w piekle nikt nikogo nie toruruje. Nie ma strażników, ani oprawców. Nie ma żadnego nadzoru. Piekło to nie jest żadne miejsce, ale stan świadomości duszy, która odrzuciła Boga. Na tym polega właśnie cierpienie piekła, że poprzez radykalne zło czynione w życiu, odrzuciło się możliwość bycia z Bogiem, który stanowi źródło naszego szczęścia i spełnienie naszych losów. Według teologii katolickiej momentem decydującym jest nasza śmierć. Dopóki żyjemy mamy zawsze możliwość, aby powiedzieć Bogu "tak". Piekło to stan oddalenia od Boga. Jest ono rezultatem grzechu, który niszczy jedność z Bogiem. Kto umiera pogrążony w grzechach śmiertelnych, za które nie żałuje, ten będzie na zawsze oddalony od Boga, ponieważ przez swoje w pełni świadome i dobrowolne upadki zniszczył w sobie łaskę miłości Bożej, łaskę zjednoczenia z Nim. Kto w swoim życiu odrzucał łaskę Bożą, nie chciał się nawrócić i pokochać Go, ten będzie pozbawiony tej łaski także po śmierci; ten skostnieje na zawsze w swym egoizmie i nienawiści, która osiągnie swoją pełną dojrzałość. Tak przynajmniej mówi katechizm Koscioła Katolickiego.

Pomijam tutaj zagadnienie nadziei zbawienia dla wszystkich, głoszonej przez ks. Hryniewicza, bo nie jest to przedmiotem tego artykułu, a poza tym temat jest zbyt obszerny. Zachęcam jednak gorąco do sięgnięcia po książki tego teologa.

Inną kwestią jest zwiazek piekła z Szatanem, który wcale nie musi być taki oczywisty. Na ogół przyjmuje się, że piekło to siedziba upadłych aniołów. Podkreślam jednak raz jeszcze, że piekło nie jest żadnym miejscem. Teksty biblijne, które mówią o spętaniu upadłych aniołów i wrzuceniu ich do ognistego jeziora przy końcu czasów, bazują na apokaliptyce żydowskiej, która posługuje się obrazami symbolicznymi i metaforyką. Dopiero w późniejszym czasie nastąpiło utożsamienie "miejsca" ich pobytu ze stanem dusz potępionych.

Jeśli chodzi o hierarchię istot demonicznych, już na ten temat co nieco pisałem (zob. np. Demonologia i Szatan, Belzebub - władca much). Niektórzy uważali, że upadli aniołowie stworzyli analogiczną strukturę do hierarchii anielskiej, opracowanej przez Pseudo-Dionizego Areopagitę. W rzeczywistosci jednak te wszystkie próby hierarchizowania demonów były efektem fantazji. Na przykład papież Honoriusz wyodrębniał główne duchy piekielne (do których według niego należał: Lucifer - cesarz, Beelzebub - książę, Astarot - wielki diuk), starsze duchy (Lucifage Rofacale - pierwszy minister, Satanchia - wielki generał, Agaliarept - również generał, Feurety - komandor porucznik, Sargantanas - major, Nebiros - marszałek polowy) i duchy podrzędne (Bael, Bathim, Agares, Pursan, Marbas, Abigar, Pruslas, Loray, Aamon, Valefar, Barbatos, Forau, Buer, Ayperos, Gusoyn, Nuberus, Botis, Glasyabolis). Inną hierarchię podawał John Wier, jeszcze inną Peter Binsfeld, czy Sebastian Michaelis. Jak widać hierarchie te były odbiciem rzeczywistości ziemskiej. Wyobraźnię demonologów kształtowały stosunki feudalne i struktura społeczeństw, z których pochodzili. Było dla nich oczywiste, że piekło ma swojego cesarza i książąt, a różne demony piastują funkcje analogiczne do ziemskich urzędów. Po prostu nie potrafili wyzwolić się ze schematów myślenia, które narzucał im otaczający świat.

Na pytanie, czy współczesna demonologia wie coś więcej na temat hierarchii demonów, mogę odpowiedzieć tylko w ten sposób, że współczesna demonologia nie zajmuje się snuciem fantazji. Jeśli istnieje jakaś hierarchia, nie znamy jej struktury. Możemy tylko powiedzieć, że w Biblii jest mowa o jakiejś formie zależnosci. Poza tym, jak już wielokrotnie pisałem, Lucyfer nie jest żadnym aniołem, który zbuntował się przeciwko Bogu. Dopiero w okresie patrystycznym utożsamiono postać Hellela ben Szahar (po łacinie Lucifer), występujacą w Iz 14, z Szatanem.

Nie znamy liczby demonów, a przytaczane imiona zazwyczaj wywodzą się z różnych źródeł i również są tworem wyobraźni.

Czy liczba demonów w piekle zmienia się w wyniku egzorcyzmów? Pytanie to jest związane z dawną koncepcją piekła jako więzienia dla upadłych aniołów, gdzie są zarazem strażnikami dusz potępionych. Otóż według tej koncepcji, demony uciekają z piekła, a następnie dokonują opętań. Gdy zaś przyjdzie egzorcysta, zmusza je do powrotu tam skąd uciekły. Obecnie jednak nikt chyba nie podziela już tych poglądów. Piekło nie jest miejscem, skąd można uciec. Nie możemy też mówić o ilości istot "zamieszkujących" w piekle. Piekło ma bowiem charakter indywidualny.

I jeszcze jedna uwaga: człowiek, który osiąga niebo, nie staje się aniołem (co sugerują różne amerykańskie filmy), i analogicznie człowiek, który znalazł się w stanie piekła, nie zmienia się w demona. Co prawda, według apokryfów żydowskich, pochodzenie demonów tłumaczy się w ten sposób, że są to dusze olbrzymów zgładzonych w potopie, ale nawet wówczas apokryfy stwierdzają, że dlatego stały się one demonami, ponieważ nie były istotami ludzkimi, ale potomkami aniołów (zob. Seksualny grzech aniołów).

Wiem, że nie wyczerpałem tematu, ale nie sposób go wyczerpać. Z konieczności moja odpowiedź jest niepełna i powierzchowna. Dlatego jak zwykle zachęcam do sięgnięcia po fachową literaturę.

Oto najlepsze książki na ten temat, z którymi się zetknąłem:

JÓZEF MAJEWSKI (red.). Puste piekło? Spór wokół ks. Wacława Hryniewicza nadziei zbawienia dla wszystkich.
WACŁAW HRYNIEWICZ. Nadzieja zbawienia dla wszystkich.
ZDZISŁAW KIJAS. Piekło wiecznym oddaleniem od Boga.
ALICE K. TURNER. Historia Piekła. 

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20040728080605730