Co myśmy zrobili z chrześcijaństwem?

czw, 30 wrz 2004, 00:01:58

Autor: Adam Matras

Już od dłuższego czasu rozmawiając z innymi ludźmi, przeglądając różne strony internetowe, czytając posty, także na tej, zaczynam sobie coraz bardziej zadawać pytanie o nasze chrześcijaństwo. Co myśmy z nim zrobili? Zamiast chrześcijaństwa radosnego, nastawionego na Boga i człowieka, mamy za to religię uciemiężonych prawem, przepisami, poglądami. Ludzie, w końcu wierzący w Chrystusa, nawzajem obrzucają się błotem, wyśmiewają, oczerniają. Czy to jest normalne?

We współczesnym chrześcijaństwie często spotykamy się ze stwierdzeniem: "tylko my mamy prawdę". Wydaje się to bardzo niebezpieczne. Już nie raz w ciągu dziejów, byli ludzie, którzy powołując się na to hasło, szli nawracać innych przemocą; zaś za owoce ich postępowania wstydzimy się do dziś, przynajmniej niektórzy...

Jeśli już musimy trzymać się tego przekonania, to tylko z zastrzeżeniem, że posiadamy prawdę w sposób ograniczony, w końcu jesteśmy tylko ludźmi.
Gdybyśmy posiadali pełnię poznania Pana Boga, a co za tym idzie, i prawdy, nie bylibyśmy w stanie tego znieść, skoro sam Jahwe powiedział Mojżeszowi: "Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu. (...) ujrzysz Mnie z tyłu, lecz oblicza mojego nie ukaże tobie". (Wyjścia 33, 20 i 23)

Bóg jest nieskończenie większy od nas, zobaczenie Go twarzą w twarz równałoby się z naszą śmiercią fizyczną. Zatem i pełne poznanie Boga, czyli posiadanie pełnej prawdy, nie jest możliwe. Nasze poznawanie jest ograniczone poprzez naturę i jej uwarunkowania. To, że mamy prawdę, czy jakieś (ograniczone) poznanie Boga, zawdzięczamy Jezusowi. To On objawił nam Ojca i "nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn,
i ten komu Syn zechce objawić" (por. Mateusz 11, 27).

Według przekonania starożytnych chrześcijan, w świecie rozsiane są ziarna słowa, ziarna prawdy (logos spermatikos), zatem prawdę posiadamy wszyscy, nie tylko jedna grupa, czy kasta.

Niestety, jesteśmy tylko ludźmi, i jako tacy, wolimy przebywać w środowisku tych, którzy podzielają nasze poglądy, wiarę, praktyki. Taką postawę łatwo możemy zauważyć w całym chrześcijaństwie. Karmimy się przekonaniem: "tylko my mamy pełnię prawdy, tylko myśmy prawdziwie poznali Boga", zapominając, że On jest od nas różny, udziela sam, tak jak chce.

Czasami wydaje mi się, że to współczesne czasy są bardzo podobne do tych, w których żył Jezus. Tylko Żydzi prawdziwie oddawali cześć Bogu, miłowali rodaków, a innymi, także Samarytanami, gardzili. Wszak byli oni odstępcami, heretykami. Te określenia brzmią dziwnie znajomo... Dzisiaj nie raz jedno wyznanie chrześcijańskie uznaje, że tylko ono prawdziwie wierzy w Pana, oddaje Mu cześć, naucza w Jego Imię, sprawuje Sakramenty,
a inni mylą się, błądzą...


"Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników". (Marek 2, 17)

Powyższe słowa Jezusa jawią mi się w podobnym do poruszonego już kontekście. Dzisiaj nasz Pan nie przyszedłby tylko do księży, zakonników, osób zaangażowanych w kościelną pracę, lecz do tych, których my, dobrzy chrześcijanie, spychamy na margines społeczeństwa: prostytutek, homoseksualistów, młodych i starszych, którym trudno żyć pod pręgierzem kar i zakazów naszego smutnego chrześcijaństwa. Owszem, nazwałby zło po imieniu, ale człowieka nie odtrącił. Jednak coś z tego zagubiliśmy. A my co? Gorszymy się tymi, którzy nie postępują według naszego widzenia Ewangelii. Zamykamy przed nimi drzwi naszych kościołów i wspólnot, boimy się inności.

Wydaje mi się, że patrzymy na świat i otaczających nas ludzi, w kategorii: "czarno-białe", nie dostrzegając różnych odcieni szarości. Żyjemy w swoim "ciepełku" religijnym, będąc przekonani, że już mamy "zaklepane" miejsce w niebie. Jezus nieraz przestrzegał uczniów: "Nie każdy, kto mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego. (...) Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem." (Mateusz 7, 21-23) Nie wystarczy być ochrzczonym, spełniać jakąś posługę w Kościele, trzeba postępować tak, jak Jezus wobec innych ludzi, po prostu być człowiekiem!

We współczesnym chrześcijaństwie brakuje nam miłosierdzia. Nieraz przedkładaliśmy dobro ogółu nad dobrem jednostek. W imię systemu jesteśmy w stanie zepchnąć na margines ludzi, którzy nie przystają do naszej wizji Boga i Kościoła. W imię prawdy, jaką posiadamy, stajemy się fanatykami, zaprzeczeniem postępowania Jezusa. Smutne...

Lubimy Boga "okrągłego", dostosowanego do naszych przekonań, doktryny, nawet jeśli mówi ona i Tym, który nas stworzył i zbawił. Lubimy umieszczać Go w schematach, w sztywnym gorsecie nauki, dogmatów, a przecież On jest ponad tym. To wszystko, co mamy w postaci dogmatu, jest tylko naszą mizerną próbą opowiedzenia czegoś o Bogu, kim On jest, jaki jest. Jesteśmy w stanie zabić w obronie formy naszej wiary uświęconej tradycją przodków, a nie zatrzymujemy się nad tym, co naprawdę ważne i istotne w chrześcijaństwie. Walczymy o formę, a treść zostawiamy z boku.

Niewykluczone, że gdyby dziś Jezus przyszedł do nas w ludzkim ciele, postąpilibyśmy z Nim, tak jak Wielki Inkwizytor w "Braciach Karamazow" Dostojewskiego. Zabilibyśmy, bo nie jest nam wygodny, nie pasuje do naszej wizji...

Kończąc zacytuję słowa o. Tadeusza Bartosia, dominikanina: "Chrześcijaństwo jest jeszcze do odkrycia, to dopiero początek drogi...".


Serdecznie dziękuję mojemu przyjacielowi Tomkowi Zadrożnemu. Tekst ten powstał jako owoc jednej z naszych rozmów.
Cytaty biblijne za: Biblia Tysiąclecia, wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2000; wyd. piąte

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/2004092918345888