Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni - czy to była bezczelność?

śro, 25 maj 2005, 00:20:16

Autor: Gość serwisu

Kiedyś pewna wierząca osoba, która mówiła mi o  najtrudniejszych dla niej fragmentach Pisma Świętego stwierdziła, że zachowanie Pana Jezusa w tej ewangelicznej scenie było bezczelne. Jak interpretuje się przedstawioną w tym fragmencie Ewangelii postawę dwunastoletniego Pana Jezusa?

Po upływie czterdziestu dni od narodzenia Jezus został przyniesiony do świątyni. Maryja i Józef zgodnie z Prawem i własnym przekonaniem ofiarowali Go Bogu. Wiedzieli, że to Dziecko należy do Pana, zostało im powierzone tylko na jakiś czas. Jego prawdziwym Ojcem jest Bóg a jedynym zadaniem jest żyć dla Niego.

Ta świadomość była głęboko ugruntowana w Izraelu. Każde dziecko (ogólnie - każdy człowiek) jest darem Boga i Jego własnością. Wyrażamy tę prawdę wtedy gdy ofiarujemy dziecko Bogu przynosząc je do Chrztu. Dziecko nie należy do rodziców, ono należy do Boga. Rodzice otrzymują je od Boga tylko „na wychowanie”, jakby w depozyt. Bóg powierza im swój wielki skarb i pragnie, aby byli obrazem Jego miłości i wychowali to dziecko dla Niego.

Naturalne jest więc, że celem wychowania powinno być przygotowanie człowieka do spotkania z jego prawdziwym Ojcem i do gotowości służenia Mu całym swoim życiem. Dziecko powinno nauczyć się słyszeć głos Ojca, żeby dobrze odczytywać Jego plany i z bliskiego, osobistego z Nim kontaktu czerpać moc do ich realizacji.

To nie ambicje i plany rodziców powinny określać drogę życiową młodego człowieka. Musi on samodzielnie rozeznać swoje powołanie, które proponuje Bóg. Musi mieć odwagę podjęcia wezwania i konsekwentnego realizowania mimo trudności.


Często dorośli próbują zastępować Boga i wmawiają dziecku swoją wizję. Zdarza się, że np. babcia wymarzy sobie iż jej ukochany wnuczek zostanie księdzem, a ten tak przyzwyczai się do tej myśli od dzieciństwa, że „idzie na księdza” właściwie nie wiedząc dlaczego i po co. Bywa też przeciwnie: mamusia szybko chce „wydać” swoją córeczkę, żeby nie została sama. Że „kandydat” dość podłego gatunku? Nie szkodzi, najgorszy chłop lepszy niż żaden.  

Maryja i Józef dzień za dniem, przez wiele lat wspólnego życia z Jezusem bardzo przyzwyczaili się do Niego, był „ich” dzieckiem. Istniało niebezpieczeństwo, że mogą uważać Go za swoją własność. Wtedy dwunastoletni Jezus „zgubił się im” w Jerozolimie. Gdy szukali Go z wielką miłością ale i niepokojem musiał im przypomnieć, że nie oni są najważniejsi, że nie jest ich własnością: „Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiecie, że powinienem być w sprawach Ojca?”.

Prawdziwie kochać dziecko, to pozwolić mu odejść we właściwym czasie. Nie można go zatrzymywać egoistycznie dla spełnienia własnych marzeń czy poczucia bezpieczeństwa, gdyż tak postępując jesteśmy złodziejami - przywłaszczamy sobie to, co należy do Stwórcy. Nie wychowujemy dzieci dla siebie, nawet nie dla społeczeństwa, wychowujemy je dla Boga. Czy mamy świadomość, że najważniejsze w życiu, to „być w sprawach Ojca”?

Służyć Bogu mogę na każdym miejscu, pod warunkiem, że jest to moje miejsce, czyli to, które wyznaczył mi Bóg.

o. Sebastian Bielski

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20041107232016737