Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja?

Powieść Dana Browna zatytułowana Kod Leonarda da Vinci sprzedała się dotąd w około 8 milionach egzemplarzy. Przetłumaczono ją na ponad 40 języków, w tym na polski. Jej autor stawia pod znakiem zapytania niemal wszystko, w co wierzą chrześcijanie. Odpowiada twierdząco na takie pytania, jak: Czy Jezus ożenił się z Marią Magdaleną? Czy mieli dzieci? Czy kościół chrześcijański to zataił? Czy Maria Magdalena była Świętym Graalem? Czy ewangelie gnostyków zawierają wierniejszy obraz wydarzeń niż wcześniejsze Ewangelie kanoniczne? Czy Jezusa uznano Bogiem dopiero w IV wieku? Czy kanon Nowego Testamentu powstał dopiero za sprawą cesarza Konstantyna Wielkiego? Czy Leonardo da Vinci zawarł w swoich obrazach ukrytą wiedzę?

Kodu Leonarda da Vinci nie można zbyć wzruszeniem ramion jako fikcji, choćby ze względu na twierdzenie Dana Browna, że oparł się na dokumentach historycznych, a swemu dziełu nadał formę powieści tylko po to, aby jego poglądy zyskały na rozgłosie. Poprzedził ją słowami: „Wszystkie opisy dzieł sztuki, obiektów architektonicznych, dokumentów oraz tajnych rytuałów zamieszczone w tej powieści odpowiadają rzeczywistości”. Czy rzeczywiście opisy dzieł, obiektów i dokumentów w Kodzie Leonarda da Vinci są wiarygodne? Czy tezy postawione przez Browna są wynikiem rzetelnych badań, czy fikcją, a nawet próbą sfałszowania historii? Jak wiarygodne są opracowania, na których się oparł?

Przykłady nieścisłości w Kodzie

Zanim przejdziemy do głównych tez Browna, warto najpierw zwrócić uwagę na kilka faktów o mniejszej wadze, które pozwalają stwierdzić poziom rzetelności jego książki. Historyczne błędy w powieściach nie należą do rzadkości, ale w tym przypadku trzeba na nie wskazać, gdyż autor zastrzegł na wstępie Kodu Leonarda da Vinci, że omawiane przez niego dzieła, obiekty i dokumenty są zgodne z rzeczywistością.
Dan Brown napisał na przykład, że szklana piramida za Luwrem składa się „dokładnie z 666 kawałków szkła”. Tymczasem „dokładnie” jest ich 673. Stwierdził też, że greckie Olimpiady opierały się na ośmioletnim cyklu ze względu na planetę Wenus, podczas gdy Olimpiady w Grecji odbywały się w cyklu czteroletnim i były poświęcone Zeusowi.

W Kodzie Leonarda da Vinci czytamy, że Paryż założyli Merowingowie w V wieku. Także to nie jest prawdą. Paryż założyło znacznie wcześniej celtyckie plemię Parisii (250-200 p.n.e.). Dynastia Merowingów ma natomiast początek w królu Merowechu (447-457), którego wnukiem był Chlodwik (481-511). Król Chlodwik uczynił Paryż stolicą państwa Franków około 486 roku.

Brown twierdzi, że Dagobert, król z dynastii Merowingów, zginął we śnie od ciosu w oko zadanego przez asasyna nasłanego przez Watykan. Historia mówi zaś, że Dagobert zginął podczas polowania w lesie, zabity przez jednego ze swoich towarzyszy, którego przekupił Ebroin, majordomus pałacu w Neustrii. A ośrodkiem papiestwa nie był wtedy wcale Watykan, lecz Lateran (redaktor polskiego wydania tej książki poprawił w tym zdaniu Watykan na Rzym).

Podobne nieścisłości, od których w książce Browna się roi, skłaniają do pytania: Czy można polegać na nim w kwestiach historycznych i teologicznych dużej wagi, skoro w rzeczach łatwych do sprawdzenia popełnił gafy, na jakie nie pozwoliłby sobie nawet historyk - amator?

Zakon Syjonu

Jedną z najważniejszych organizacji w książce pt. Kod Leonarda da Vinci jest Zakon Syjonu. Dan Brown pisze o nim tak, jakby jego istnienie było historycznym faktem, choć głównym źródłem informacji o Zakonie Syjonu były dla niego pseudonaukowe książki Richarda Leigha i Michaela Baigenta Święty Graal, Święta Krew i Mesjańskie dziedzictwo. Nawiasem mówiąc, to z kombinacji nazwisk tych dwóch autorów, utworzył on imię i nazwisko jednego ze swoich bohaterów - „historyka” Leigha Teabinga.

Leigh i Baigent napisali wcześniej sensacyjną książkę pt. Zwoje znad Morza Martwego, która przypisywała Watykanowi konspirację mającą powstrzymać druk pism z Qumran ze względu na ich rzekomą szkodliwość dla chrześcijaństwa. Ich teza okazała się blagą, o czym napisałem szerzej w książce zatytułowanej Sekrety Biblii. O ile jednak Leigha i Baigenta można jednak trochę usprawiedliwić tym, że wydali swoją książkę, zanim opublikowano wszystkie pisma z Qumran, o tyle Brown, powtarzając zdyskredytowane pomówienia o watykańskiej konspiracji, dowodzi swego niedoinformowania. Zwoje z Qumran ukazały się drukiem po długiej zwłoce, ale dziś każdy może się przekonać, że nie zawierają niczego, co kompromitowałoby chrześcijaństwo czy Pismo Święte. Przeciwnie, potwierdziły wiarygodność Biblii, gdyż znalezione w Qumran starożytne kopie starotestamentowych ksiąg okazały się praktycznie identyczne z kopiami późniejszej daty, które dotąd służyły do wydań Starego Testamentu.

Wracając jednak do tajemniczego Zakonu Syjonu - nasuwa się pytanie: Skąd Richard Leigh i Michael Baigent, a za nimi Dan Brown, wzięli swoje informacje o nim? Prawda będzie kolejnym rozczarowaniem dla każdego, kto sądził, że powieść Browna ma coś wspólnego z historią.
Źródłem sensacji o Zakonie Syjonu był nieżyjący już Pierre Plantard, Francuz, który miał na koncie niejedno udowodnione mu oszustwo, za co trafił nawet za kratki na 6 miesięcy w 1953 roku. Po wyjściu z więzienia założył w 1954 roku klub zwany Zakonem Syjonu o charakterze socjalnym, którego celem była walka o tanie mieszkania. Po roku Zakon Syjonu upadł.

W kilka lat później Plantard powołał do życia następny Zakon Syjonu. Tym razem ogłosił się wielkim mistrzem, który pochodzi z francuskiej rodziny królewskiej. W 1975 roku przybrał nawet przydomek de Saint-Clair, nawiązując do szkockiej rodziny masońskiej, która zbudowała słynną kaplicę Rosslyn przy Edynburgu.

Pierre Plantard zaczerpnął wiele idei od niejakiego Juliusza Evoli (1898-1974), włoskiego faszysty, podziwianego przez wielu nazistowskich przywódców, włącznie z Heinrichem Himmlerem. Poglądy Evoli stanowiły mieszankę polityki, mitologii celtyckiej, legend o Świętym Graalu oraz antyżydowskiej propagandy w rodzaju Protokołów Mędrców Syjonu.

W 1979 roku Plantard wystąpił w programie BBC jako ekspert od templariuszy, co zwróciło na niego uwagę Leigha i Baigenta. Twierdził, że Zakon Syjonu jest rozległą organizacją liczącą tysiące ludzi, a jego członkowie posiadają sekret, który powaliłby chrześcijaństwo na łopatki, gdyby postanowili go ujawnić. Leigh i Baigent bezkrytycznie zaakceptowali te roszczenia, opierając na nich fabułę książek Święty Graal, Święta Krew (1982) oraz Mesjańskie dziedzictwo (1986). Do nich dołączył Dan Brown, który ośmieszył się stwierdzeniem, że w rodzinie Plantarda płynie krew Chrystusa i Marii Magdaleny.

W 1993 roku Pierre Plantard musiał stanąć przed sądem, gdzie zmuszony przysięgą przyznał się, że zmyślił całą tę historię. Sąd nakazał przeszukać jego dom, w którym znaleziono sfałszowane dokumenty, z których miało wynikać, że jest on... królem Francji. Sędzia sądząc, że ma do czynienia z niegroźnym maniakiem, napomniał Plantarda i zwolnił go.

Dan Brown wspomniał, że w Bibliotece Narodowej w Paryżu znaleziono dokumenty, które wywodzą linię genealogiczną Plantarda od samego Jezusa i Marii Magdaleny poprzez królów francuskich, a także wymieniają listę wielkich mistrzów Zakonu Syjonu - wśród nich Leonarda da Vinci, Izaaka Newtona i Wiktora Hugo. Już jednak pobieżna analiza tej listy kompromituje jej wiarygodność, gdyż na przykład Rene d’Anjou, który według niej został w 1418 roku wielkim mistrzem Zakonu Syjonu, był wtedy dziewięcioletnim dzieckiem!

Dan Brown przemilczał w swej książce znany od dawna fakt, że Plantard sfabrykował te dokumenty i poukrywał w różnych bibliotekach, w tym w paryskiej. W latach siedemdziesiątych jeden z jego współpracowników przyznał się, że pomagał mu w tym. Całą aferę wyeksponowała szczegółowo telewizja BBC oraz prasa francuska w 1996 roku. Mimo to Kod Leonarda da Vinci raz po raz powołuje się na zdyskredytowane roszczenia Plantarda. Dlaczego? Autor sam udzielił odpowiedzi podkreślając kilkakrotnie w swej książce, że „wszyscy kochamy konspiracje”. Nie mówiąc o tym, że konspiracyjne wątki dobrze sprzedają książki...

Brown napisał, że Zakon Syjonu powstał w 1099 roku, a jego założycielem był Godfryd z Bouillon, „późniejszy król Jerozolimy”. Popełnił w tym zdaniu dwa błędy. Po pierwsze Godfryd z Bouillon nigdy nie był królem Jerozolimy. Dopiero po jego śmierci Baldwin z Lotaryngii, objął władzę w Królestwie Jerozolimskim i koronował się na pierwszego króla jerozolimskiego. Po drugie żaden Zakon Syjonu nie powstał w owych czasach.

W średniowieczu istniał zbudowany w 1099 roku kościół pod wezwaniem Marii w Syjonie, ale nic nie wskazuje na powiązania z templariuszami, jakie miał mieć Zakon Syjonu, według Browna. Sułtan Damaszku zburzył ten kościół w 1219 roku, a wtedy jego kanonicy przenieśli się do Sycylii, gdzie w XVII wieku przyłączyli się do zakonu jezuitów. W Jerozolimie byli rycerze powiązani z klasztorem Madonny Syjońskiej, ale byli oni poświęceni Dziewicy Marii, a nie Marii Magdalenie.

Źródła historyczne nie zawierają niczego, co wskazywałoby na istnienie Zakonu Syjonu w średniowieczu. Brown oparł się w tym względzie na informacjach z książki Święty Graal, Święta Krew, ale jej autorzy, Richard Leigh i Michael Baigent, dali się nabrać na oszustwa Pierra Plantarda, który założył Zakon Syjonu w XX wieku i dodał mu post factum długą historię przy pomocy sfałszowanych dokumentów...

***

Powyższy tekst jest pierwszym z serii fragmentów książki "Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja", udostępnionych serwisowi Kosciol.pl przez jej autora, dr Alfreda J. Palla. Na naszych łamach prezentujemy kilka obszernych fragmentów tej książki.

Inne książki na temat powieści Dana Browna



Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20041115094127359

No trackback comments for this entry.
Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja? | 11 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja?
ulc śro, 5 sty 2005, 00:37:06

Historię piszą zwycięzcy. To oni ustalają obowiązującą wersję. My Polacy powinniśmy to rozumieć nawet lepiej niż inni.

Czy gdyby komunizm (po zaledwie 53 latach) nie upadł to ktoś dzisiaj pamiętałby o Katyniu? Czy badacze historii za 300, 500, czy 2000 lat natrafiliby na rzeczowe czy obiektywne opisy działalności Józefa Piłsudskiego? Obawiam się, że nie. A co dopiero w czasach, kiedy zdolność czytania i pisanie nie była powszechna.

Być może nawet to jak teraz postrzegamy historię XX wieku zmieni się wraz z nowymi informacjami. Może po odtajnieniu archiwów wywiady Brytyjskiego okaże się, jak i dlaczego gen. Sikorki musiał zginąć. Kto zaręczy, że nie trzeba będzie rewidować podręczników historii?

Chcę tylko podkreślić możliwość błędów i wypaczeń (zamierzonych czy nie), które również w kwestiach kanonicznych mogły się pojawić. Nie ma już dziś możliwości weryfikacji historii, którą jako oficjalną odziedziczyliśmy po przodkach. Kościół również nie był zawsze nieskazitelny i nieomylny. Nawet papież jest nieomylny dopiero od 1870 roku (kulisy głosowania dogmatu o nieomylności pozostawiam dociekliwości czytelników). Zaś nawet gdyby dokumenty Graal’a, na które powołuje się Brown istniały, to nie wierzę aby były w stanie zagrozić dzisiejszemu kościołowi.

Chciałem jednocześnie zaznaczyć, że nie bronię Browna i Kodu Leonardo. Sam Kod jest ksiażką nastawiona na zysk (udało się) i posłużenie się pewnymi teoriami, oraz nagięcie ich do swoich potrzeb było niskie i godne potępienia. Jedyne, czego chciałbym bronić to możliwości dyskusji. Prawa do samodzielnego osądu po zapoznaniu się z teoriami inaczej myślących.

Jeżeli ktoś wierzy silnie i prawdziwie to nie uda się go odwieść z tej drogi, zaś z samych przemyśleń wyjdzie umocniony w swych poglądach. „Wątpię, więc jestem” jak pisał św. Augustyn na wiele lat przed Kartezjuszem.

 

P.S. A gdybym koniecznie chciał polemizować z autorem to parafrazując: „Zanim przejdziemy do głównych tez dra Alfreda J. Palli, warto najpierw zwrócić uwagę na kilka faktów o mniejszej wadze, które pozwalają stwierdzić poziom rzetelności jego książki.” Otóż autorami książki z „Święty Graal, Święta Krew”, z którą pan doktor polemizuje są nie tylko dr. Leigh i Baigent, ale również Henry Lincoln.

 
Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja?
gosc sob, 9 kwi 2005, 22:40:55
Myślę ,że tak,jak w każdej ksiażce tak i w tej jst odrobina fikcji i faktów.Pewną wiedzę historyczną autor posiada,ale czy do konca prawdziwa o tym wypowiedzieć sie moga tylko historycy,znawcy tematu.My możemy ale nie musimy jej czytać.To wolny nasz wybór.Ja czytałam.Miłej lektury.Fajnie sie czyta.
 
Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja?
gosc śro, 13 kwi 2005, 10:41:16
Jeśli autor tekstu czasem tu zaglada, niech poszuka jakichś błędów w przytoczonej przeze mnie wypowiedzi:

"Prieure de Sion to jedno z tajnych stowarzyszeń, które do tej pory osnute jest mgłą tajemnicy, a jego rodowód spędza sen z powiek badaczom i pisarzom.

Równie tajemne jest powiązanie Prieure de Sion z legendą o świętym Graalu. Wg wielu źródeł zakonnicy byli jego strażnikami. Skąd u Merowingów zainteresowanie legendą sięgającą czasów Jezusa? Czy możliwe, że francuska dynastia była w posiadaniu jednej z największych tajemnic świata? Aby odpowiedzieć na te pytania, powinniśmy sięgnąć do korzeni tego rodu.

Teoretycznie zakon Syjonu miał być założony przez Godfryda de Bouillon, potomka rodu Merowingów, w tym Dagoberta II i zdobywcy Ziemi Świętej w 1090r. z siedzibą w opactwie Notre Dame du Mont de Sion, które przekształcono w fortecę. Prawdopodobnie został jednak założony wcześniej, o czym mogą świadczyć pewnie wzmianki
na ten temat tajemniczych duchownych.

Dynastia Merowingów wywodzi się od Sigambrów, ludu pochodzenia germańskiego i przez dłuższy czas, na początku naszej ery władała na obszarach Francji i Niemiec. Wg legendy Merowig, żyjący na przełomie IV-V w. był istotą nadprzyrodzoną, dzieckiem od dwóch ojców: króla Klodiona i morskiej bestii zza morza, co sugeruje, że narodził się przez zmieszanie krwi dwóch rodów, w tym jednego królewskiego. Wg podań był królem-kapłanem i potrafił uzdrawiać dotykiem dłoni, co upodabnia go do postaci Chrystusa.

Merowingowie utrzymują, że wywodzą się od Noego, ten sam pogląd pojawił się tysiąc lat później u Wolnomularzy. Korzenie dynastii sięgają prawdopodobnie starożytnej Grecji, a dokładnie Arkadii. W V w. w wyniku inwazji Hunów, przodkowie Merowingów osiedlili się na obszarach dzisiejszej Belgii i Francji, a po upadku Cesarstwa Rzymskiego przejęli kontrolę nad państwem. Syn Merowiga o tym samym imieniu został w 448r. królem Franków, organizując wysoką kulturę i propagując piśmiennictwo wśród osób świeckich. Jego następcy stawali się władcami automatycznie, lecz nie rządzili państwem. Żyli w poligamii, gdyż "los dynastii spoczywał w ich własnej krwi", przez co nie mogli doprowadzić do wygaśnięcia dynastii. Zastanawiające jest, dlaczego ich krew miała tak ogromne znaczenie, że posunięto się do zakazanej poligamii.

Kiedy nastał Chlodwig I, Frankowie przeszli na chrześcijaństwo w zamian za przewodzenie nowemu imperium, Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu.

Następnym władcą był Dagobert II, do którego kilkakrotnie nawiązywałam powyżej. Dziwnym zrządzeniem losu doszedł on do tronu. Po śmierci ojca został pozbawiony dziedzictwa przez majordoma, który ogłosił nowym monarchą swego syna, a młodego księcia zamknął w jednym z klasztorów w Irlandii. Kiedy Dagobert dorósł, pojął za żonę celtycką księżniczkę, a dzięki pomocy biskupa Yorku, Wilfryda, powrócił na tron. Drugą żoną monarchy była Gizela de Razes, siostrzenica króla Wizygotów. Po ślubie spędzali razem wiele czasu w rodowej posiadłości wybranki, w Razes, znanym obecnie jako Rennes-les-Chateau. Dagobert został zamordowany przez wysłanników Kościoła, a potem, jako "zadośćuczynienie" został kanonizowany. W pewnych kręgach nadal jednak wspomina się o "Męczeńskiej" śmierci króla. Ciekawe, że dłuższy czas po jego śmierci, przypisywano cudowne właściwości jego szczątkom.

Po zamachu odsunięto od władzy jego syna, Sigiberta IV, co również spotkało się z akceptacją Kościoła, który powołał na nowego władcę Karola Młota, syna majordoma. Chłopiec został uratowany od śmierci przez swoją siostrę, która wywiozła go do posiadłości Razes, gdzie przyjął nazwisko swego wuja: księcia Razes, hrabiego Rhedae oraz Plant-ard "płomiennie rosnącą winorośl". W 718r. Sigibert wraz ze swą małżonką Magdaleną, ufundował klasztor niedaleko kościoła w Rennes-les-Chateau.

Na terenie Razes wkrótce utworzono małe państewko, a jego władcę ogłoszono królem. Syn Sibiberta, Guillem de Gellone w zamian za zwycięstwo w walce z Maurami, otrzymał od króla Karola Wielkiego niezależność swojego państwa. Lecz kiedy Sigibert VI, potomek Guillema wywołał powstanie przeciwko królowi Francji, ród utracił wszelkie dobra i posiadłości Plantardów i wyemigrował do Anglii.

Dalsze losy potomków Merowingów nie są znane, jednak istnieje średniowieczna legenda o Lohengrinie, który był potomkiem rodu Graala i który pomógł kiedyś księżniczce Brabantu. W zamian za uratowanie życia, pojął ją za żonę, po uczynionej obietnicy, że kobieta nigdy nie spyta go o pochodzenie. Kiedy złamała słowo, opuścił ją i swe dziecko, które było ojcem Godfryda de Bouillon (który zdobył Jerozolimę i wyzwolił Grób Chrystusa z rąk niewiernych, a także założył zakon Prieure de Sion). Analizując dane dochodzi się do wniosku, że Godfryd przez małżeństwo swej prababki z Hugonem de Plantardem, wywodził się w prostej linii z rodu Plantardów i posiadał w swoich żyłach merowińską krew.

Zastanawiające jest, dlaczego dynastia Merowingów cieszyła się tak dużym respektem i tak intensywnie broniła swej "krwi". Niektóre z dokumentów wskazują na jedno z 12 plemion Izraela, plemię Beniamina, które zostało wyróżnione przez Boga. Co ciekawe, w Biblii czytamy : "między ramiony jego przebywać będzie", a wszyscy potomkowie Merowingów mieli czerwone znamię w kształcie krzyża między łopatkami. Potomkowie Beniaminiów udali się prawdopodobnie do Arkadii, a potem na północ nad Dunaj, dając początek ludowi Sigambrów, z których wywodzą się Merowingowie. Wskazuje to na izraelskie pochodzenie dynastii.

Zastanawiające jest, dlaczego Godfryd de Bouillon utworzył tajny zakon Prieure de Sion, który potem powołał swoją zbroją armię, Templariuszy. Przecież nie chodziło o utrzymanie w tajemnicy żydowskiego pochodzenia władców. Czego strzeże Prieure de Sion i czym tak naprawdę jest?

Na 10 lat przed oficjalnym założeniem zakonu na górze Syjon, na ziemię Godfryda de Bouillon, potomka Merowingów i rodu Plantardów, przybyła grupa mnichów z Kalabrii, którym księżna Lotaryngii podarowała ziemie w Orval, gdzie 500 lat wcześniej zamordowano Dagoberta II. Jeden z nich, zwany Piotrem Pustelnikiem, był opiekunem Gotfryda, przez co łatwo przekonał go do wyprawy krzyżowej. Owi mnisi przenieśli się do przytoczonego wyżej opactwa.

Po zdobyciu Ziemi Świętej w 1099r. doszło do tajemniczego spotkania, na którym nieznani elektorzy wybrali na nowego króla Gotfryda, który nie przyjął tego tytułu. To fakt godny podkreślenia, gdyż do tronu w tym czasie pretendował hrabia Tuluzy Raymont, któremu tytuł jak najbardziej się należał.

W 1118r. powstał zakon Templariuszy, według zapisków jako oddział Prieure de Sion, powołany przez członków zakonu Syjonu: Hugona de Paynes i hrabiego Szampanii. Co ciekawe, w 1131r. opactwo w Orval po opuszczeniu go przez tajemniczych mnichów, zostało przekazane świętemu Bernardowi, mnichowi, który propagował rozwój Templariuszy.

40 lat później Ludwik VII sprowadził na swe ziemie zakonników i darował im tereny Sain-Samson w Orleanie.

W 1188r. doszło do rozłamu między zakonem Templariuszy a Prieure de Sion, przypieczętowanego ceremonią nazywaną "Ścięciem wiązu", a Ordre de Sion przyjął nazwę Prieure de Sion. Do 1306r. używał także nazwy "Ormus", co symbolizowało "Ursusa", a miało ścisły związek z Dagobertem II. Ormus był mędrcem, nawróconym w 46r. przez ucznia Jezusa, Marka; założył sektę, łączącą nauki chrześcijańskie ze szkołą mistyczną. Jej godłem miał być czerwony krzyż, przejęty potem przez Templariuszy.

W 1307r. Wihelm de Gisirs otrzymał od świątyni posrebrzaną głowę, nazwaną CAPUT LVIII. O prawdziwości tego wydarzenia świadczą zeznania jednego z Templariuszy.

Jednym z wielkich mistrzów zakonu, tzw. Nautonnierów, czyli Nawigatorów, był Bertrand de Blanchefort w 1153r., którego losy również są powiązane z historią Templariuszy, a raczej ich skarbu. Na terenie jego posiadłości w Rennes-les-Chateau w 1885r. miejscowy proboszcz Berenger Sauniere odkrył tajemnicze dokumenty i kosztowności, należące do zakonu.

Jedna z teorii mówi, że proboszcz Sauniere nie znalazł dokumentów przypadkowo, lecz został na nie nakierowany przez wysłanników zakonu, aby go pozyskać dla swoich celów. Gdy zbuntował się, uśmiercono go, pozorując chorobę. Świadczyłby o tym fakt, że gospodyni zamówiła mu trumnę na 10 dni przed jego śmiercią, gdy cieszył się dobrym zdrowiem. Wraz z innymi osobami duchownymi, w tym Boudeta z pobliskiego Rennes-les-Bains, miał powiązania z wolnomularstwem rytu szkockiego, którego wyższe szczeble miały być częścią Prieure de Sion.

Na liście członków znaleźć można także nazwiska sławnych ludzi, przykładowo Leonarda da Vinci w latach 1510-19, Wiktora Hugo (1844-85), Claude Debussy'iego (1885-1918).

W XV wieku Rene Andegaweński wprowadził do kultury Renesansu motyw Arkadii. W efekcie powstał jeden z najsławniejszych obrazów "Pasterka", nawiązujący do legendy o świętym Graalu. Sam król twierdził, że jest w posiadaniu kielicha, z którego Jezus pił wino w Kanie Galilejskiej, a który zgodnie z tradycją przyniosła do Marsylii Magdalena.

Słowa ET IN ARCADIA EGO... pojawiły się po raz pierwszy na obrazie Giovanniego Francesca Guercina, przedstawiającym 2 pasterzy przy kamiennym grobowcu z czaszką na wierzchu, na którym wyryta jest inskrypcja. Potem obraz stał się inspiracją dla Poussina. Według dokumentów klasztornych wspomniane wyżej słowa odnoszą się do rodu Plantardów co najmniej od XII wieku. Ciekawostką jest to, że na terenie Shugbough znajduje się płaskorzeźba będąca wierną kopią "Pasterzy arkadyjskich", z tajemniczym napisem:

O.U.O.S.V.A.V.V.
D. M.

W 1832r. ukazała się książka, opisująca historię skarbu w Rennes-les-Chateau. Jej autor napisał także inną "Kochankowie Eleonorze", której mottem było "Et in Arcadia ego...". najwyraźniej słowa te nawiązują do rodu Plantardów, lecz jak na razie nie odkryto ich prawdziwego znaczenia.

W latach 1306-1480 zakon posiadał 27 komandorii, z czego jedną w Rennes-les-Chateau, której przypisano większe znaczenie.

W XVII wieku zakon działał nadal jako Zakon Świętego Sakramentu, biorąc aktywny udział w sprawach politycznych we Francji. Wówczas należał do niego Nicolas Olier, biskup Alet, oddalonego od Renne-les-Chateau o kilka km oraz Jean Jaques Olier, założyciel seminarium Saint-Sulpice, będącego "centrum operacyjnym" zakonników.

W 1651r. biskup Tuluzy oskarżył zakon o bezbożne praktyki podczas ceremonii przyjmowania nowicjuszy, co jednak nie spotkało się z odzewem. 14 lat później zgromadzenie oficjalnie przestało działać w dotychczasowej formie, funkcjonując nadal po cichu i przeszkadzając rządom króla Ludwika XIV.

Opozycja przeciwko kardynałowi Mazariniemu nie wyszła im na dobre. Duchowny rozkazał spalić zamek Baberie, należący do rodu Plantardów, wywodzącego się w prostej linii od Dagoberta II.

W 1738r. Papież Klemens XII wydał bullę, w której ekskomunikował wszystkich wolnomularzy. Nie ogłosił powodów swojej decyzji, lecz w jednym z listów przyznał, że zrobił to, bo zgromadzenie odmówiło boskości Chrystusowi.

Nawigatorzy Prieure de Sion przyjmowali imię Jan (a kobiety Joanna), lecz do tej pory nie wiadomo, na czyją cześć. Co ciekawe, Jan Cocteu przyjął imię Jana XXIII. Tak samo kardynał Roncalli zostając papieżem w tym samym czasie, co wywołało kontrowersję, gdyż w XV wieku było to imię antypapieża. Być może to przypadek, jednak nowy papież złagodził stanowisko kościoła do masonów i ogłosił, że odkupienie win dokonało się przez przelanie krwi Jezusa, co sprawiło że śmierć i zmartwychwstanie nabrały mniejszego znaczenia w tradycji Kościoła Katolickiego.

W 1889r. jeden ze znajomych Debussy'ego, Josephin Peladin, udał się do Ziemi Świętej, gdzie jak twierdził, odnalazł grobowiec Jezusa, nie w grobie świętym, lecz pod meczetem Omara oraz, że wie coś, co wstrząsnęłoby fundamentami Kościoła Katolickiego. Rok potem założył Zakon Różanego Krzyża Świątyni i Graala, który jako jedyny uniknął papieskiego potępienia.

Ciekawostką jest również fakt, że Jean Cocteau, jeden z nawigatorów wykonał w kościele Notre Dame de France dziwny obraz, przedstawiający ukrzyżowanie nieznanej postaci (na obrazie widoczna jest jedynie dolna część krzyża). Na niebie widnieje czarne słońce, a wśród płaczących ludzi widnieje twarz samego artysty, stojącego do krzyża plecami, przy którym znajduje się gigantyczna róża, godło Różanego Krzyża.

Jednym z dowodów na istnienie Prieure de Sion są spisane w XIX wieku Protokoły Mędrców Syjonu, stanowiące swoisty program polityczny i społeczny zdobycia panowania nad światem. Choć obecnie badacze są zdania, że zostały one spreparowane, podpis "reprezentanci Syjonu stopnia 33" (należący do tzw. ścisłej obserwy) świadczy o jego prawdziwości. Napisano w nich, że król żydowski będzie rzeczywistym papieżem. Prawdopodobnie dokument został w znacznym stopniu zmieniony, lecz jego rodowód wywodził się z kręgów masońskich."
 
Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja?
plost śro, 18 sty 2006, 14:11:14
Bardzo śmieszne są te wszystkie zachwyty nad tzw "św Graalem". Jak sie dobrze zastanowić, to w każdej świątyni katolickiej, czy prawosławnej znajduje się realny i nie gorszy od innych odpowiednik "św Gralla". Ale widać niektórzy już tak mają, że muszą się czymś nakręcać, podniecać no i kupują takie ksiązki jak 'Kod Leonarda da Vinci'. Cóż, wydawcy zacierają ręce i usmiechają się ukradkiem sami do siebie - i to jest cała TAJEMNICA jaka tkwi w tej i podobnych książkach.
 
Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja?
paulisia16 czw, 4 maj 2006, 15:10:35
Cóż mogę napisać sami sobie podważacie swoją torię o tym że Dan Brown kłamał. Bo ktoś pokroju Dana Browna napewo zna wszytskie fakty historyczne, a nagięcie ich było zapewne celowe, lub może odkrył coś czego nikt nigdy wcześniej nieodkrył. Pszecie również, że kłamstwem jest teoria autora, że Watykan zlecił zabujstwo człowieka i podajcie niby prawde, ale szczerze to jesli ktokolwiek z Watykanu zleciłby zabujstwo to napewno skrzętnieby się to ukrywało, a teraz kiedy ktos odkrył prawde próbuje się go zmieszać z błotem, "winny zawsze się tłumaczy" w tym przypadku wy się tłumaczycie, a to mówi samo za siebie. Aco do wszelkich innych faktów historyczny to nikt absolutnie nikt niejest w stanie dokładnie podać założenia jakiegoś miasta itp. możliwe byłoby to tylko wtedy, gdybyśmy cofnęli się w czasie i zobaczyli jka to naprawde było, a o ile mi wiadomo podróże w czasie są niemożliwe, więc o co ten cąły spór?!Zostawcie w spokoju Dana Browna, gdyż on jest włśąnie njamniej winny!!!
 
Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja?
lilcia14 nie, 17 wrz 2006, 10:06:24
Eee... no dobra. Gdyby Kod da Vinci był prawdą, mielibyśmy na to dowody historyczne. Nie jestem katoliczką, jestem mariawitką, Kościół moją założycielkę wykląd dawno temu i w ogóle, ale uważam, że taka afera co do zwykłej książki jest przesadzona. W innych książkach również są wątki religijne, zwykle nieprawdziwe. Dan Brown posługiwał się wiedza z innych książek, których autorzy zastrzegali się co do tego, że to co piszą, to prawda. Wszystko to czysty wymysł. w książce jest pełno nieścisłości i każdy kto jest normalny i mysli samodzielnie nie uwierzy w to, że Jezus Chrystus miał żonę czy dziecko. To normalne. Ta książka po prostu pokazuje wam wszystkim, wierni katolicy, kto naprawde jest utwierdzony w wierze i kto nie boi się powiedzieć: nie wierzę w to, bo wierzę w prawdziwą historię chrześcijaństwa. Czy to nie wsytarczy?? Kościół wg mnie nie musi zakazywać czytania tej książki bo zakazany owoc lepiej samkuje a poza tym, gdyby nie bał się rozłamu swojej religii żyłby sobie spokojnie dalej i słowa nie powiedział o tym całym kodzie. To tylko książka. Ja w to nie wierzę. i nie uwierzyłam. 
 

Szukaj

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wielkanoc
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Menu Użytkownika





    Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
    Nie pamiętasz hasła?

    Sonda

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    Czy uważasz że decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów była słuszna?

    •  Tak
    •  Nie
    •  Nie mam zdania
    0
    Wyniki
    | 10,618 głosów | 9 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń