Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja?

pon, 15 lis 2004, 10:10:00

Autor: Alfred Palla

Powieść Dana Browna zatytułowana Kod Leonarda da Vinci sprzedała się dotąd w około 8 milionach egzemplarzy. Przetłumaczono ją na ponad 40 języków, w tym na polski. Jej autor stawia pod znakiem zapytania niemal wszystko, w co wierzą chrześcijanie. Odpowiada twierdząco na takie pytania, jak: Czy Jezus ożenił się z Marią Magdaleną? Czy mieli dzieci? Czy kościół chrześcijański to zataił? Czy Maria Magdalena była Świętym Graalem? Czy ewangelie gnostyków zawierają wierniejszy obraz wydarzeń niż wcześniejsze Ewangelie kanoniczne? Czy Jezusa uznano Bogiem dopiero w IV wieku? Czy kanon Nowego Testamentu powstał dopiero za sprawą cesarza Konstantyna Wielkiego? Czy Leonardo da Vinci zawarł w swoich obrazach ukrytą wiedzę?

Kodu Leonarda da Vinci nie można zbyć wzruszeniem ramion jako fikcji, choćby ze względu na twierdzenie Dana Browna, że oparł się na dokumentach historycznych, a swemu dziełu nadał formę powieści tylko po to, aby jego poglądy zyskały na rozgłosie. Poprzedził ją słowami: „Wszystkie opisy dzieł sztuki, obiektów architektonicznych, dokumentów oraz tajnych rytuałów zamieszczone w tej powieści odpowiadają rzeczywistości”. Czy rzeczywiście opisy dzieł, obiektów i dokumentów w Kodzie Leonarda da Vinci są wiarygodne? Czy tezy postawione przez Browna są wynikiem rzetelnych badań, czy fikcją, a nawet próbą sfałszowania historii? Jak wiarygodne są opracowania, na których się oparł?

Przykłady nieścisłości w Kodzie

Zanim przejdziemy do głównych tez Browna, warto najpierw zwrócić uwagę na kilka faktów o mniejszej wadze, które pozwalają stwierdzić poziom rzetelności jego książki. Historyczne błędy w powieściach nie należą do rzadkości, ale w tym przypadku trzeba na nie wskazać, gdyż autor zastrzegł na wstępie Kodu Leonarda da Vinci, że omawiane przez niego dzieła, obiekty i dokumenty są zgodne z rzeczywistością.
Dan Brown napisał na przykład, że szklana piramida za Luwrem składa się „dokładnie z 666 kawałków szkła”. Tymczasem „dokładnie” jest ich 673. Stwierdził też, że greckie Olimpiady opierały się na ośmioletnim cyklu ze względu na planetę Wenus, podczas gdy Olimpiady w Grecji odbywały się w cyklu czteroletnim i były poświęcone Zeusowi.

W Kodzie Leonarda da Vinci czytamy, że Paryż założyli Merowingowie w V wieku. Także to nie jest prawdą. Paryż założyło znacznie wcześniej celtyckie plemię Parisii (250-200 p.n.e.). Dynastia Merowingów ma natomiast początek w królu Merowechu (447-457), którego wnukiem był Chlodwik (481-511). Król Chlodwik uczynił Paryż stolicą państwa Franków około 486 roku.

Brown twierdzi, że Dagobert, król z dynastii Merowingów, zginął we śnie od ciosu w oko zadanego przez asasyna nasłanego przez Watykan. Historia mówi zaś, że Dagobert zginął podczas polowania w lesie, zabity przez jednego ze swoich towarzyszy, którego przekupił Ebroin, majordomus pałacu w Neustrii. A ośrodkiem papiestwa nie był wtedy wcale Watykan, lecz Lateran (redaktor polskiego wydania tej książki poprawił w tym zdaniu Watykan na Rzym).

Podobne nieścisłości, od których w książce Browna się roi, skłaniają do pytania: Czy można polegać na nim w kwestiach historycznych i teologicznych dużej wagi, skoro w rzeczach łatwych do sprawdzenia popełnił gafy, na jakie nie pozwoliłby sobie nawet historyk - amator?

Zakon Syjonu

Jedną z najważniejszych organizacji w książce pt. Kod Leonarda da Vinci jest Zakon Syjonu. Dan Brown pisze o nim tak, jakby jego istnienie było historycznym faktem, choć głównym źródłem informacji o Zakonie Syjonu były dla niego pseudonaukowe książki Richarda Leigha i Michaela Baigenta Święty Graal, Święta Krew i Mesjańskie dziedzictwo. Nawiasem mówiąc, to z kombinacji nazwisk tych dwóch autorów, utworzył on imię i nazwisko jednego ze swoich bohaterów - „historyka” Leigha Teabinga.

Leigh i Baigent napisali wcześniej sensacyjną książkę pt. Zwoje znad Morza Martwego, która przypisywała Watykanowi konspirację mającą powstrzymać druk pism z Qumran ze względu na ich rzekomą szkodliwość dla chrześcijaństwa. Ich teza okazała się blagą, o czym napisałem szerzej w książce zatytułowanej Sekrety Biblii. O ile jednak Leigha i Baigenta można jednak trochę usprawiedliwić tym, że wydali swoją książkę, zanim opublikowano wszystkie pisma z Qumran, o tyle Brown, powtarzając zdyskredytowane pomówienia o watykańskiej konspiracji, dowodzi swego niedoinformowania. Zwoje z Qumran ukazały się drukiem po długiej zwłoce, ale dziś każdy może się przekonać, że nie zawierają niczego, co kompromitowałoby chrześcijaństwo czy Pismo Święte. Przeciwnie, potwierdziły wiarygodność Biblii, gdyż znalezione w Qumran starożytne kopie starotestamentowych ksiąg okazały się praktycznie identyczne z kopiami późniejszej daty, które dotąd służyły do wydań Starego Testamentu.

Wracając jednak do tajemniczego Zakonu Syjonu - nasuwa się pytanie: Skąd Richard Leigh i Michael Baigent, a za nimi Dan Brown, wzięli swoje informacje o nim? Prawda będzie kolejnym rozczarowaniem dla każdego, kto sądził, że powieść Browna ma coś wspólnego z historią.
Źródłem sensacji o Zakonie Syjonu był nieżyjący już Pierre Plantard, Francuz, który miał na koncie niejedno udowodnione mu oszustwo, za co trafił nawet za kratki na 6 miesięcy w 1953 roku. Po wyjściu z więzienia założył w 1954 roku klub zwany Zakonem Syjonu o charakterze socjalnym, którego celem była walka o tanie mieszkania. Po roku Zakon Syjonu upadł.

W kilka lat później Plantard powołał do życia następny Zakon Syjonu. Tym razem ogłosił się wielkim mistrzem, który pochodzi z francuskiej rodziny królewskiej. W 1975 roku przybrał nawet przydomek de Saint-Clair, nawiązując do szkockiej rodziny masońskiej, która zbudowała słynną kaplicę Rosslyn przy Edynburgu.

Pierre Plantard zaczerpnął wiele idei od niejakiego Juliusza Evoli (1898-1974), włoskiego faszysty, podziwianego przez wielu nazistowskich przywódców, włącznie z Heinrichem Himmlerem. Poglądy Evoli stanowiły mieszankę polityki, mitologii celtyckiej, legend o Świętym Graalu oraz antyżydowskiej propagandy w rodzaju Protokołów Mędrców Syjonu.

W 1979 roku Plantard wystąpił w programie BBC jako ekspert od templariuszy, co zwróciło na niego uwagę Leigha i Baigenta. Twierdził, że Zakon Syjonu jest rozległą organizacją liczącą tysiące ludzi, a jego członkowie posiadają sekret, który powaliłby chrześcijaństwo na łopatki, gdyby postanowili go ujawnić. Leigh i Baigent bezkrytycznie zaakceptowali te roszczenia, opierając na nich fabułę książek Święty Graal, Święta Krew (1982) oraz Mesjańskie dziedzictwo (1986). Do nich dołączył Dan Brown, który ośmieszył się stwierdzeniem, że w rodzinie Plantarda płynie krew Chrystusa i Marii Magdaleny.

W 1993 roku Pierre Plantard musiał stanąć przed sądem, gdzie zmuszony przysięgą przyznał się, że zmyślił całą tę historię. Sąd nakazał przeszukać jego dom, w którym znaleziono sfałszowane dokumenty, z których miało wynikać, że jest on... królem Francji. Sędzia sądząc, że ma do czynienia z niegroźnym maniakiem, napomniał Plantarda i zwolnił go.

Dan Brown wspomniał, że w Bibliotece Narodowej w Paryżu znaleziono dokumenty, które wywodzą linię genealogiczną Plantarda od samego Jezusa i Marii Magdaleny poprzez królów francuskich, a także wymieniają listę wielkich mistrzów Zakonu Syjonu - wśród nich Leonarda da Vinci, Izaaka Newtona i Wiktora Hugo. Już jednak pobieżna analiza tej listy kompromituje jej wiarygodność, gdyż na przykład Rene d’Anjou, który według niej został w 1418 roku wielkim mistrzem Zakonu Syjonu, był wtedy dziewięcioletnim dzieckiem!

Dan Brown przemilczał w swej książce znany od dawna fakt, że Plantard sfabrykował te dokumenty i poukrywał w różnych bibliotekach, w tym w paryskiej. W latach siedemdziesiątych jeden z jego współpracowników przyznał się, że pomagał mu w tym. Całą aferę wyeksponowała szczegółowo telewizja BBC oraz prasa francuska w 1996 roku. Mimo to Kod Leonarda da Vinci raz po raz powołuje się na zdyskredytowane roszczenia Plantarda. Dlaczego? Autor sam udzielił odpowiedzi podkreślając kilkakrotnie w swej książce, że „wszyscy kochamy konspiracje”. Nie mówiąc o tym, że konspiracyjne wątki dobrze sprzedają książki...

Brown napisał, że Zakon Syjonu powstał w 1099 roku, a jego założycielem był Godfryd z Bouillon, „późniejszy król Jerozolimy”. Popełnił w tym zdaniu dwa błędy. Po pierwsze Godfryd z Bouillon nigdy nie był królem Jerozolimy. Dopiero po jego śmierci Baldwin z Lotaryngii, objął władzę w Królestwie Jerozolimskim i koronował się na pierwszego króla jerozolimskiego. Po drugie żaden Zakon Syjonu nie powstał w owych czasach.

W średniowieczu istniał zbudowany w 1099 roku kościół pod wezwaniem Marii w Syjonie, ale nic nie wskazuje na powiązania z templariuszami, jakie miał mieć Zakon Syjonu, według Browna. Sułtan Damaszku zburzył ten kościół w 1219 roku, a wtedy jego kanonicy przenieśli się do Sycylii, gdzie w XVII wieku przyłączyli się do zakonu jezuitów. W Jerozolimie byli rycerze powiązani z klasztorem Madonny Syjońskiej, ale byli oni poświęceni Dziewicy Marii, a nie Marii Magdalenie.

Źródła historyczne nie zawierają niczego, co wskazywałoby na istnienie Zakonu Syjonu w średniowieczu. Brown oparł się w tym względzie na informacjach z książki Święty Graal, Święta Krew, ale jej autorzy, Richard Leigh i Michael Baigent, dali się nabrać na oszustwa Pierra Plantarda, który założył Zakon Syjonu w XX wieku i dodał mu post factum długą historię przy pomocy sfałszowanych dokumentów...

***

Powyższy tekst jest pierwszym z serii fragmentów książki "Kod Leonarda da Vinci: fakt czy fikcja", udostępnionych serwisowi Kosciol.pl przez jej autora, dr Alfreda J. Palla. Na naszych łamach prezentujemy kilka obszernych fragmentów tej książki.

Inne książki na temat powieści Dana Browna

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20041115094127359