Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Katecheza w szkole

Pomysł, aby lekcje religii prowadzic w szkołach, nie zdaje i chyba nigdy nie zdawał egzaminu. Większość uczniów albo unika tych zajęć (szczególnie gdy odbywają się na ostatniej lekcji i to jeszcze w piątek...), albo uczęszcza na nie z przymusu ze strony rodziców lub szkoły.

Katecheza w szkole traktowana jest „po macoszemu” – głównie dlatego, że ocena z tego przedmiotu nie ma żadnego wpływu na otrzymanie promocji do następnej klasy. Poza tym lekcje właściwie przez całą szkolną edukację wyglądają mniej więcej tak samo – oceny stawiane są obecność, za ładny zeszyt albo za wykute na pamięć formułki, trwierdzenia i znajomość wszelkich modlitw. O ile w przypadku szkoły podstawowej można taki „program” jeszcze jakoś przeboleć, o tyle uczniowie gimnazjum i licealiści oczekują (powinni oczekiwać...) czegoś więcej – głównie odpowiedzi na wszelkie pytania związane ze świadomą wiarą, codziennym życiem i wyborami człowieka wierzącego, a przede wszystkim (i nie oszukujmy się – to jedna z najistotniejszych dla dzisiejszego nastolatka kwestii) z ludzką seksualnością. Owszem, nie wszyscy czekają na dyskusje, na odpowiedzi i swego rodzaju inspiracje w wierze – ale trudno wymagać od trzydziestu uczniów skupienia i powagi, gdy u większości choćby napomknięcie o seksie w kontekście wiary i zachowania czystości przedmałżeńskiej wywołuje nerwowy chichot, który – jak wiadomo – jest wielce zaraźliwy. Poza tym trzeba się popisać, a tak niezobowiązująca lekcja jak religia jest wdzięcznym do tego pretekstem...

Osobiście idealną katechezę wyobrażałam sobie zawsze jako spokojną rozmowę „ucznia z mistrzem”, ewentualnie jako dyskusję w niewielkiej grupie ludzi, którzy świadomie i z własnej woli uczestniczą w tych zajęciach. Czekałam na odpowiedzi, na rozwianie moich wątpliwości albo chociaż skierowanie do właściwego człowieka, książki, przepisu... W liceum przez pierwsze dwa lata katechetka kazała nam prowadzić ładnie zeszyt, wkuwać na pamięć paragrafy Katechizmu Kościoła Katolickiego i siedzieć możliwie cicho. Zdarzały jej się cokolwiek oryginalne pomysły, jak na przykład „medytacja” przy jękach z magnetofonu (polegało to na tym, że kolejne osoby czytały z karteczek hasła – np. „Jezus Cię kocha!” – w kilkuminutowych odstępach na znak pani profesor; naprawdę trudno było powstrzymać śmiech, bo wyglądało to co najmniej dziwnie...), jednak najbardziej w pamięci zapisało się wszystkim powieszone na szkolnym korytarzu ogłoszenie (rzekomo zredagowane przez panią profesor) o treści „Pani katechetka przypomina, że andrutów jeść nie wolno, bo przypominają Ciało Chrystusa”. Niedługo po tym incydencie pani profesor zniknęła, a wszyscy odetchnęli z ulgą – nie należał do osób przyjemnych, a wydaje mi się, że dobrze by było, żeby ktoś głoszący religię miłości bliźniego był życzliwie nastawiony do ludzi... Za „kadencji” owej pani chodziłam jeszcze na katechezę głównie ze względu na rodziców i dlatego, że potrzebny był mi jej podpis na dopuszczeniu do bierzmowania. Jest to chyba zresztą, że na początku liceum na religię chodzą wszyscy – właśnie w związku na przygotowanie do tego sakramentu, a później obecność i zaangażowanie uczniów w naukę religii nadzwyczaj szybko spada...

         W trzeciej klasie pojawił się katecheta, który początkowo zrobił na wszystkich bardzo pozytywne wrażenie – jego pomysły były świetne (zamierzał wprowadzić do lekcji elementy religioznawstwa, planował wycieczki do cerkwi i do meczetu, prosił także każdego o napisanie swoistego listu z interesującymi ucznia tematami dyskusji), jednak po pewnym czasie okazało się, że ów ambitny program trudno będzie zrealizować, bo dyskusje zajmowały całe lekcje, niekiedy przeradzając się w zwykłe „pyskówki”... A o tak interesujących dla wielu uczniów innych religiach przez pół roku nie usłyszałam ani słowa. Na tym właściwie skończyła się moja edukacja, przez kolejne półtora roku raczej bywałam na katechezie niż na nią uczęszczałam, trzykrotnie byłam nieklasyfikowana, ale najbardziej przejmowałam się nie moimi brakami w edukacji religijnej, tylko reakcją rodziców na brak oceny z religii na świadectwie... Rodzice nawet nie zauważyli tego pustego miejsca, a ja – podobnie jak większość uczniów niezaangażowanych w parafialne wspólnoty – w rozwoju duchowym i w wiedzy religijnej zatrzymałam się gdzieś na poziomie ósmej klasy podstawówki. I tak naprawdę nie wiem, czy kiedykolwiek to się zmieni – skończyłam liceum i jeśli sama nie zadbam o swoją religijną (nie)świadomość, to za kilka lat może się okazać, że wiem i rozumiem niewiele więcej niż dzieci przygotowujące się do Pierwszej Komunii. 

Katecheza dla własnego dobra i dobra wiernych powinna jak najszybciej zniknąć ze szkolnego programu lub - bardziej jako elementy religioznawstwa (wszak mamy ponoć w Polsce wolność sumienia i nie każdy jest katolikiem) – niejako „awansować” do roli normalnego przedmiotu, z którego ocena wliczana jest do średniej i waży na promocji. Inaczej nawet najlepszy nauczyciel może starać się zainteresować uczniów katechezą i nic nie osiągnąć – bowiem wiara to zbyt delikatny temat, by poruszać go w przypadkowym gronie rozwrzeszczanych nastolatków. Wierzyć można tylko z własnej woli i cały czas, a nie na lekcji nazywanej przez wielu uczniów „dodatkowym okienkiem”.


Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20041201154918307

No trackback comments for this entry.
Katecheza w szkole | 12 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Katecheza w szkole
Krzysztof czw, 2 gru 2004, 10:29:34
O katechezie w szkole warto dyskutować - wiąże się z nią wiele problemów, bardzo często jest prawdziwym krzyżem dla katechetów. Ale nie ma sensu rozpoczynanie dyskusji od nieprawdziwej tezy. "Większość nie chodzi na katechezę" - gdzie tak jest? Właśnie zdecydowana większość chodzi. I może to jest główny problem. Bo na lekcje religii chodzą ludzie praktycznie niewierzący, mający roszczeniowe postawy itd.  Może lepiej by było, gdyby większość nie chodziła. Niemniej jaki sens ma tekst oparty na nieprawdziwym założeniu?
 
Katecheza w szkole
sprezynka8 czw, 2 gru 2004, 17:30:12
według mnie masz całkowita rację że większość uczniów poprostu bimba na religii i wymysla coraz lepsze sposoby aby przezyć te 45 minut..jednak nie wszyscy..i być moze dobrym sposobem na rozwiązanie tego problemu było by przeniesienie religii ze szkół do Kościołów..jednak teki pomysł wymagałby wiekszego zaangażowania obu stron..jedka takie katechezy przeprowadzane w jakichs przykościelnych salkach w małym gronie napewno dałyby lepsze rezultaty..ale do takiej decyzji trzeba dojrzeć!
 
Katecheza w szkole - totalne "pudlo"...
montsegur pią, 3 gru 2004, 11:32:52

Calkowicie zgadzam sie z tymi, ktorzy podkreslaja wyzszosc nauki religii w salkach katechetycznych. Mszy tez w koncu nie odprawia sie w szkolach, lecz w kosciolach. Za moich czasow religia byla tylko przy kosciolach lub probostwach i tego, co teraz powyzej opisano, nie bylo tam w ogole. Zadawano ksiezom t.zw. "trudne pytania" (niektore naprawde wprawialy ich w zaklopotanie), ale przynajmniej widac bylo powazniejsze podejscie do tego przedmiotu.

Osobiscie sadze, ze poza dobrowolnoscia uczestnictwa (z zachowaniem jednak pewnych rygorow wsrod tych, ktorzy uczestniczyli) innym jeszcze powodem lepszej atmosfery takich zajec bylo to, ze odbywaly sie one na ogol poznym popoludniem lub pod wieczor, co - zwlaszcza zima, gdy dzien jest krotszy - bylo istotnie w stanie stworzyc atmosfere, ktorej w godzinach porannych w szkole raczej trudno uswiadczyc.  A wielu juz ludzi stwierdzilo, ze wieczorem ludzie bardziej sklonni sa koncentrowac sie na tym, co sie do nich mowi, nawet wyjatkowo dobrze znani mowcy w historii stwierdzali prawdziwosc tej zaleznosci. Szkoda, ze tak swego czasu "na chama" pchano sie z ta religia do szkol. Teraz widac blednosc (jesli nie wrecz bezmyslnosc) tego "rycia sie" tam.

Moim skromnym zdaniem nalezy zajecia z religii natychmiast wyprowadzic ze szkol swieckich i kontynuowac na probostwach, tam zdaja one egzamin znacznie lepiej, niz w szkolach. Co innego, gdyby chodzilo o szkoly wyznaniowe, ale swiecke...

Ja uczeszczalem na religie na probostwo i bardzo sobie chwale. Gdybym mial teraz na nowo znalezc sie tam z powrotem w owych latach, ale z moimi obecnymi pogladami, zadawalbym znacznie wiecej pytan ksiezom niz wtedy. Ale  mimo to milo wspominam tamte lekcje. A na te obecne pewnie by mi sie nie chcialo chodzic. Wolalbym w domu poczytac, wiecej by mi to dalo, jak przypuszczam.

Cheers!!!

 
Katecheza w szkole
gaetta sob, 4 gru 2004, 11:53:52

Mam doświadczenia i zlekcji religii w salkach (SP) i zz lekcji religi w szkole średniej. Fakt, że była to szkoła wyznaniowa wcale nie oznaczał, że wszyscy chętnie chodzili na religię, na comiesięczną Mszę szkolną, rekolekcje, itd... Tak to po prostu za młodu jest. Gdyby jednak nie ta szkoła i przymusowa religia. przymusowe praktyki z moją wiarą   mogłoby być różnie. Człowiek w miarę jak dojrzewa różne sprawy przemyśliwuje, ale... musi mieć co przemyśleć.

Religia w szkole, nawet taka trochę z przymusu to często jedyna szansa dla buntujacych się młodych ludzi na zetknięcie ze światem wartości. Nie lekceważcie tego. Dziś po wielu latach moje niegdyś zbuntowane przeciw dyscyplinie, religii, strasznemu księdzu, etc koleżanki chcą do dawnej szkoły posłać własne dzieci...

Problem moim zdaniem nie tkwi w tym czy to akurat religia jest w szkole.  Problemem jest sam system oświatowy, pomyłką jest obowiązek nauki do lat 18. i publiczne szkoły, gdzie dzieci rodziców, którym zależy na edukacji i wychowaniu swoich pociech muszą się stykać z marginesem (przykre, ale prawdziwe), któremu nie zależy na niczym.

Wprowadzić bon oświatowy (ukłony dla kolegi światło:) i zlikwidować przymus szkolnictwa. Niech z lekcji religii i każdej innej korzystają ci, którzy to docenią.

---
Anna

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń