Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Relikwie - część II

W pierwszej części tego artykułu opisałem powstawanie kultu chrześcijańskich religii i jego rozwój w pierwszych wiekach istnienia Kościoła. Te przełomy i punkty zwrotne umożliwiły kultowi relikwii wejście w średniowiecze, czas najbujniejszego rozwoju.  

 

Apogeum, via declinis corruptionisque

W końcowych latach antyku nastąpiło jednoznaczne powiązanie kościoła (pisanego małą literą) i kultu świętych relikwii. Kościół stał się miejscem przechowywania szczątek, miejsce cudów z nimi związanych, celem pielgrzymek wiernych spragnionych cudu, szczególnie uzdrowień. Świątynia jest nie tylko miejscem modlitwy, spotkań wiernych oraz Ofiary Eucharystii, uzyskuje nową, nieznaną w czasach wczesnochrześcijańskich funkcję. Wierni przybywają do świątyni bardziej do miejsca miracullum niż sacrum. Dany człowiek zostawał świętym (początkowo „przez aklamację” wolą ludu, później decyzją biskupa miejsca, a potem aż do dziś  poprzez dekret kanonizacyjny papieża, poprzedzony procesem) nie dlatego, ze był męczennikiem (trudno było być prześladowanym w państwie, gdzie chrześcijaństwo było religią państwową – św. Wojciech był jednym z nielicznych wyjątków), mniej (co nie oznacza, że wcale) zwracano uwagę na życiorys świętego i jego duchowość (jeśli już to przede wszystkim akcentowano jego ascezę, wstrzemięźliwość seksualną i odrazę do spraw doczesnych). Liczył się przede wszystkim CUD, którego sprawcą był święty tak za życia jak i po śmierci.

Takie było oczekiwanie ludu Bożego, trapionego przez wojny, choroby, plagi i klęski żywiołowe. Nie patrzmy na tych ludzi naszymi komputerowymi oczami. Wysoka teologia Ojców Kościoła, wybitnych umysłowości schyłkowego antyku, była dla nich, w większości analfabetów, mało czytelna. Kler, który im przewodził, wywodził się z tego ludu, nie był kształcony na uniwersytetach (bo ich jeszcze nie było) ani w szkołach gramatyków (bo ich już nie było). Stary świat już się kończył, nowy przywleczony na kulbakach Hunów i Lombardów jeszcze nie zdążył się ucywilizować. Potomek barbarzyńców, Karol Wielki każe tworzyć szkoły parafialne ale za ok. 300 lat. Lud nie mógł się w tym wszystkim połapać. Mógł tylko liczyć na cud. Cud czyniony w świątyni, przy udziale kości świętych ludzi, które jak uczyli ich przodkowie, miały chronić przed złem. A zła było dość, było przed czym chronić.

Proces zbierania szczątków w kościołach został przyspieszony przez najazdy barbarzyńców w V wieku, które położyły kres cesarstwu zachodniemu. W obawie przed profanującymi cmentarze poszukiwaczami skarbów stopniowo przenoszono szczątki co ważniejszych osób do kościołów, potem do klasztorów. W czasach Karola Wielkiego sam fakt przeniesienia zwłok do świątyni lub klasztoru był niejako aktem kanonizacji.

W kościołach-bazylikach (nie każda bazylika chrześcijańska była wtedy kościołem, były bowiem bazyliki przycmentarne, w których przechowywano relikwie ale nie sprawowano Eucharystii) fakt umiejscowienia relikwii widoczny jest także w sensie architektonicznym. Ciało (lub ciała świętych) spoczywają nie w podziemiach/kryptach ale są ulokowane w specjalnych sarkofagach w bliskiej odległości od ołtarza. Z czasem, sarkofag/trumna świętego lokowana jest nad ołtarzem. Kult świętych i ich relikwii przeplata się tym samym z Ofiarą Eucharystyczną. Przeplata się również z innym ciekawym zjawiskiem. Odwiedzanie bazyliki z relikwiami nie wystarczyło. Pojawiła się koncepcja zapewnienia sobie przychylności świętego w dniach ostatnich. Stąd pomysł chowania zwłok wiernych w kościele. Im dany zmarły był ważniejszy, tym bliżej relikwii świętego (czyli bliżej ołtarza) umieszczana była jego trumna. Gdy miejsca brakowało zaczęto lokować trumny w kryptach pod ołtarzem (czyli pod sarkofagiem świętego). Proszę spojrzeć jak umieszczone są sarkofagi w Katedrze Wawelskiej. Proszę zwrócić uwagę na to, gdzie w Katedrze Gnieznieńskiej znajduje się sarkofag św. Wojciecha. Czyżby przeciwnikom pochówku Czesława Miłosza w kościele o.o.paulinów na krakowskiej Skałce, tak naprawdę chodziło o to, by nie miał protekcji św. Stanisława w dniu Sądu?

W ten sposób oto połączenie relikwii i świątyni stało się faktem. Nie można było sobie wyobrazić kościoła bez relikwii. Człowiek średniowiecza (szczególnie tego wczesnego) myślał bardzo prosto: po co komu kościół, w którym nie ma szansy na cud? A szansy nie ma (w jego rozumieniu) bo nie ma cudotwórczych relikwii. Wraz z reformami kościelnymi papieża Grzegorza i cesarza Karola Wielkiego, a potem ustanowieniem sieci kościołów parafialnych pokrywających cały kraj (wcześniej kościoły miały charakter świątyń prywatnych np. zamkowych) oraz bujnym rozwojem klasztorów i kościołów klasztornych wzrosło gwałtownie zapotrzebowanie na relikwie. Popyt stawał się tak duży, że można było zaspokoić go ciałami (prawdziwymi lub domniemanymi) świętych (prawdziwych lub domniemanych). Nie można było bowiem zbudować kościoła bez relikwii. A skąd brać relikwie skoro święte ciała były już zajęte w innych świątyniach? Najpierw radzono sobie przy pomocy relikwii wtórnych ale to nie ta sama kategoria i poważny kościół fundowany przez poważnego możnowładcę lub króla nie mógł posiadać jednie rdzy z kraty św. Wawrzyńca lub ampułek z oliwą, które leżały obok relikwii Krzyża. Trzeba było coś autentycznego, wysokiej klasy. Relikwie stawały się dobrem rzadkim, cennym. Dbano wyjątkowo o ich stan fizyczny i bezpieczeństwo. Zapewniano im dodatkową ochronę i ozdobę w postaci drogocennych relikwiarzy (czyli przedmiotów w których przechowywano relikwie).

Wtedy pojawiły się dwa przełomy, które pozwoliły wyjść z sytuacji. Pierwszym była koncepcja teologiczna Witryncjusza z Rouen, która dowodzi, że świętość świętego obecna jest w każdej cząstce zmarłego. Innymi słowy, każdy fragment jego ciała ma takie same zdolności czynienia cudów jak całe ciało. Drugim przełomem były wyprawy krzyżowe, które były masowym i długotrwałym kontaktem Zachodu ze Wschodem. We wschodniej części Imperium Romanum nie przestrzegano zbyt rygorystycznie prawa dwunastu tablic. Kraje Orientu podbite przez Rzym, a przede wszystkim Egipt były w czasach przedchrześcijańskich przepojone kultem zmarłych, w tym ich ciał. Opisana wcześniej polityka cesarzy bizantyjskich wyraźnie sprzyjała (poza krótkim okresem ikonoklazmu) rozwojowi kultu relikwii. To nie przypadek, że po dziś islam wyrosły i zakorzeniony na tych terenach jest miejscem specyficznego kultu relikwii.

Wschód na który przybyli krzyżowcy, a za nimi kupcy, pielgrzymi był ogromnym źródłem relikwii w różnych ich postaciach. Centrum kultu relikwii był Konstantynopol, który padł ofiarą łupiestwa krzyżowców w 1204 roku. Wtedy relikwie popłynęły na Zachód szerokim strumieniem. Wcześniej, jak widać z edyktu Teodozjusza, były problemy z „obrotem” relikwiami. Po roku 1204 nikt już się nie krępował. Relikwie stały się obiektem handlu, wymiany, kradzieży, podarunku (i to nie koniecznie ze strony chrześcijan; sułtan turecki podarował papieżowi włócznię św. Maurcego, którą jego ojciec zdobył wraz z Konstantynopolem). Powszechnie akceptowane były kradzieże relikwii, profanowanie zwłok świętych lub domniemanych świętych (to wtedy ogołocono rzymskie katakumby). Dochodziło nawet do profanowania samych relikwii, takiego jak odgryzania ich kawałków w czasie całowania.

Fałszowanie relikwii było powszechne i próbowano w zawiły sposób uzasadniać ją teologicznie. Miasta zaczęły rywalizować między sobą o to kto i jakie relikwie ma u siebie, jakie są mocniejsze. Tam gdzie były relikwie wyjątkowo cudowne, ciągnęły masy pątnicze, miasto zyskiwało na prestiżu i było obiektem zazdrości sąsiadów. Im bliżej się było relikwii tym były większe szanse na cud. Relikwii nie nawiedzano, całowano, gryziono, wielbiono, kradziono, darowano w prezencie, traktowano jako środek płatniczy, kupowano, wymieniano, zdobywano gwałtem (np. Czesi rabujący relikwie św. Wojciecha w XI wieku w Gnieźnie) nie po to by naśladować świętego. Sama osoba, życie i czyn danego świętego stawał się abstraktem, którym nikt się nie zajmował. Liczyła się wiara. Wiara w cudowną moc kawałków ciała ludzkiego wydawała się być niczym nie ograniczona. Cesarz niemiecki Henryk wyprawiający się na naszego Bolesława Chrobrego ze skrzynią pełną relikwi, które wyciągał gdy sprawy przybierały zły obrót lub była zła pogoda. Kto miał relikwie, miał moc. Posiadanie określonych relikwii legitymizowało władcę. Królowie Francji byli wyłącznymi kustoszami relikwii przechowywanych w Sainte Chapelle, w tym fragmentu ciernia z korony Jezusa. Dochodziło do aktów niewyobrażalnych z naszej perspektywy. Ciało Elżbiety Turyńskiej, uważanej za życia za świętą zostało, tuż po zgonie niemal rozerwane na strzępy. Ręka św. Tomasza z Akwinu, skądinąd sceptycznie odnoszącego się do kultu relikwii, została po śmierci oderwana od korpusu i zakonserwowana... przez gotowanie. Szczytem wszystkiego było usiłowanie zabójstwa św. Romualda, pustelnika i protoplastę kamedułów z przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia, powszechnie uważanego za świętego (cesarz Otto III planował złożyć abdykację i spędzenie reszty życia w eremie tego świętego męża) aby być pewnym posiadania całości jego zwłok. Powszechne było wyrywanie świeżo zmarłym, co do których oczekiwano kanonizacji, zębów, włosów. I nikogo to specjalnie nie dziwiło. Opinia publiczna akceptowała takie czyny.

Takie traktowanie relikwii tłumaczono sobie w następujący sposób. Gdyby było ono złe, to święty, którego relikwie są przedmiotem np. łupiestwa nie pozwoliłby swoją mocą na je złe traktowanie. A skoro pozwala na to, by je kraść, to znaczy że się zgadza. Później pojawiła się już bardziej subtelna eksplikacja, tak zwana teologia intencji. Scholastycznymi metodami udowadniała tezę, że czyn jest moralnie dobry lub zły tylko w zależności do intencji jaki kierują sprawcą. Masz dobre intencje, np. chcesz cudownej opieki dla twojego miasta przed zarazą, to moralnie dobrze czynisz kradnąc relikwie z miasta, które nie jest zagrożone zarazą. Wenecjanie wprost chlubili się tym że ukradli relikwie św. Marka, patrona ich miasta, z Aleksandrii w Egipcie. Historycy dzisiejsi uważają, że je pewnie kupili ale kradzież relikwii uchodziła za coś szlachetniejszego od jej kupna (kupno relikwii było zakazane przez prawo, kradzież nie). Dziwicie się? Nie patrzmy naszymi komputerowymi oczami. Przecież przed epidemią ospy czy dżumy, które pustoszyły Europę wyludniając ją co parę lat, mógł ochronić człowieka tylko cud. Przed Tatarami ziejącymi ogniem i strzelającymi ładunkami prochowymi, stosującymi machiny latające (latawce!!!) mógł uratować tylko cud. Przed śmiercią w połogu lub na wyrostek robaczkowy tylko cud. A cud tkwił w relikwiach świętych. Ja się wcale nie dziwię.

Ciekawa jest również ewolucja miejsca relikwii w świątyni. Już nie było potrzeby aby partykułę kości świętego trzymać w ogromnym sarkofagu. Relikwie były lokowane w ołtarzu. Ołtarz przestawał być miejscem tylko Ofiary Przeistoczenia, stał się grobem relikwii. Idąc dalej sama Eucharystia zaczęła być postrzegana jako rodzaj relikwii. To na takim podłożu wyrósł kult eucharystyczny tak żywy w Kościele rzymskokatolickim. W 1264 papież Urban ustanawia święto Bożego Ciała. Relikwia miała czynić cuda, hostia stawała się relikwią, ergo hostia miała czynić cuda: leczyć, uzdrawiać, uwolnić od złego. Doszło do tego, że chowano zmarłych wraz z Eucharystią. Ciekawy jest zwyczaj, pochodzący ze średniowiecza a panujący jeszcze w XIX wieku wśród niektórych pasterzy karpackich, gdzie w Boże Narodzenie sporządzano proszek z kości zmarłych przodków i hostii eucharystycznych. Proszkiem tym posypywano pastwiska aby zapewnić im ochronę przed wilkami i złymi duchami. Dotykanie hostią ran było tak normalne, że nikt się temu nie dziwił a praktykowali to nawet biskupi. Wcześniej przyjął się zwyczaj przysięgania na relikwie (zakładano, że święty wyraża milczącą aprobatę na treść przysięgi). Skoro relikwie powędrowały do ołtarza, to przysięgano na ołtarz. Czyż nie tu można doszukiwać się odpowiedzi na pytanie, dlaczego przysięgę małżeńską w kościele składa się przed ołtarzem? Wchodząc do świątyni oddawano w pierwszym rzędzie pokłon relikwiom. Chrystologia ołtarza była przesłaniana magią albo przynajmniej myśleniem magicznym. A to już było groźne.


Via declivis

Jak już nadmieniłem opór oficjalnej teologii był widoczny od samego początku kultu. Prawdziwa ofensywa rozpoczęła się gdzieś w XII wieku. Początkiem było pojawienie się w Niemczech tzw. teologii sumienia. Nie dopuszcza ona do zwycięstwa zasady „cel uświęca środki”. Zwraca ona większą uwagę na wewnętrzną przemianę człowieka, na duchowość jako najważniejszy aspekt życia religijnego. Mistrz Eckhart i mistycy nadreńscy wołali „nie szukajcie martwej kości, szukajcie świętości żywej, która da wam życie wieczne”. Od XII wieku następuję tryumfalny pochód po Europie największego wynalazku średniowiecznego: uniwersytetu. Coraz lepiej rozwija się szkolnictwo parafialne. Kult relikwii opierał się na masach ludowych. Do nich nie dociera wysoka teologia. Ale docierają duchowni, których formacja i wykształcenie są coraz lepsze. Nie wszyscy oni czytali Ojców Kościoła ale większości wbijano do głów św. Tomasza z Akwinu. Akwinata dowodził zaś, że to Bóg o wszystkim decyduje. To On sprawia cuda, to dzięki Niemu wszystko jest możliwie, bez Jego woli żadne kości, ampułki, włosy czy kawałki tkaniny nic nie są same z siebie uczynić. W siódmej kwestii Summy Teologicznej udowodnił czarno na białym: Deus bonum est - Bóg jest dobrocią. Wniosek: zwróćmy się ku Bogu!

Nauki Tomasza i tomistów idące przebojem po całym ówczesnych świecie naukowo-kościelnym akcentowały wolność sumienia, wolną wolę człowieka i rozumny charakter Boskiego porządku. To nie jest przypadek, że reformacja miała miejsce w tych regionach Niemiec, w których najwyższy był odsetek duchowieństwa z wykształceniem uniwersyteckim. Ale to inna historia. W kulcie świętych zaczęto akcentować bardziej przymioty moralne, święty jako wzorzec życia, a nie jako cudotwórca stawał się coraz bardziej widoczny w Kościele. Na skutek kontaktów ze Wschodem chrześcijańskim ożywił się znacznie kult ikony. Już nie szczątki ludzkie a obraz przedstawiający Jezusa, sceny biblijne, Marię, apostołów i świętych staje się obiektem czci. Czci  rozumianej jako kontemplacja.

Wzrostowi duchowości sprzyjają zmiany liturgiczne oraz zwiększenie roli śpiewu i muzyki w kościele. W klasztorach skupionych w kongregacji kluniackiej zaczął się upowszechniać od XII wieku rytuał humiliacji. Polegał on na tym, że w momencie podniesienia zdejmowano z ołtarza relikwie i kładziono je na posadzkę. Symbolizowało to, w połączeniu z modlitwą błagalną do Chrystusa, właściwą hierarchię liturgiczną. IV Sobór Laterański w 1215 roku przyznał papieżom monopol na dopuszczanie do kultu nowych relikwii. Papieże już od XI wieku posiadali wyłączność na ogłaszanie nowych świętych. Kanon 62 tego soboru nakazuje wystawianie relikwii tylko w relikwiarzach zabezpieczonych pieczęcią kościelną, co miało zapobiegać ich podmienianiu (powszechna praktyka, często mająca na celu ukrycie prawdziwych relikwii a wystawienie na łup złodziei fałszywek), Coraz bardziej formalizowano procesy kanoniczne, coraz bardziej koncentrujące się na przebiegu życia kandydata na ołtarze, na jego cnotach (virtutes) i nauce przez niego głoszonej, mniej na cudach (choć są one formalnym wymogiem świętości po dziś dzień) rozszerzono pojęcie cudu, wykraczając poza materialno-lecznicze jego rozumienie. Ponieważ lud i tak czcił po staremu, swoich własnych świętych, niekoniecznie formalnie kanonizowanych, stworzono możliwość kultu lokalnego, któremu nadano niższą rangę. Obiektem kultu są nie święci a błogosławieni, proces formalnego uznania kultu przez Kościół, to nie kanonizacja a beatyfikacja. Bez prawa kultu relikwii osób beatyfikowanych.

Kult relikwii krytykowano coraz bardziej z różnych pozycji. Czynili to zarówno ludzie Kościoła (św. Bernard z Clairvauz, św. Bernardyn ze Sienny) czy papież Innocenty III, który potępił teologię intencji „nie wolno tolerować fałszu pod osłoną świętości”. Ludzie sztuki – np. Petrarka . Uczeni klasy Mikołaja z Kuzy czy Erazma z Rotterdamu oraz postulujący głęboką reformę Kościoła Hus czy Wycliff. Kult negowali, wraz z całą instytucją Kościoła albigensi czy begardzi. Kościół instytucjonalny skoncentrował się na zwalczaniu krytyki tych ostatnich nurtów, widząc w nich zagrożenie dla swojego istnienia, doprowadzając do krucjat przeciwko albigensom i unicestwieniu fizycznemu obydwu ruchów.

Cios decydujący dla kultu relikwii wyszedł jednak z kręgów reformatorów kościelnych. Luter i cały ruch reformacyjny całkowicie zanegowali kult relikwii. Szło to im o tyle łatwo, że jak pokazano powyżej kult ten odszedł bardzo daleko od pierwotnie chrześcijańskiego szacunku dla doczesnych szczątków męczenników i nadużycia w zakresie tego kultu były monstrualne. Sam Luter, w przeciwieństwie do powszechnej dziś opinii, nie negował potrzeby kultu świętych, uważając, że nie oni co prawda potrzebni w stosunkach człowiek-Bóg ale mogą swoim świecić swoim przykładem i przyczyniać się do umacniania wiary. Święci traktowani jako całość a nie jako poszczególne osoby, bo dlaczego bardziej mamy czcić świętego X niż świętą Y?

Sam Luter praktykował modlitwy do świętych „branżowych”, odpowiedzialnych za poszczególne aspekty życia. Jeśli ktoś ma problem z muzyką, to np. zwraca się do św. Cecylii. Kult relikwii był według niego zwyrodnieniem czci świętych, zwłaszcza gdy przybrał formy komercyjne. Kult relikwii Apostołów jest niedopuszczalny, gdyż nic o ich losach nie wspomina Pismo Święte. Gdyby Bóg chciał abyśmy czcili relikwie św. Piotra czy św. Pawła, to na pewno objawiłby nam w Dziejach Apostolskich co się stało z ich szczątkami. Biblia, tłumaczy Luter, wyraźnie pokazuje na przykładzie losu szczątków Mojżesza, że wolą Boga jest nie wystawiać szczątków na pokusę kultu, który Bogu tylko jest należny. Kontynuatorzy Lutra szli jeszcze dalej w krytyce relikwii widząc w nich przejaw pogańskiego bałwochwalstwa. Protestanci nie widzieli wystarczającego uzasadnienia dla kultu relikwii i świętości w Piśmie, więc zgodnie z zasadą sola scritputura nie mogą one stanowić przedmiotu wiary.

Ciekawy jest przypadek Anglii doby Henryka VIII. Henryk oddzielając Kościół Anglii od Rzymu nie ingerował w zasadzie w sprawy religijno-teologiczne. Kościół był taki jak poprzednio, z tym że zmieniła się ziemska głowa instytucji. Zamiast papieża, król. Dopiero jego córka, Elżbieta, rozpoczęła proces protestantyzacji Kościoła Anglii. Henryk nie ingerował, z jednym wyjątkiem. Było to zniszczenie w roku 1538 relikwii i grobu św. Tomasza Becketa, arcybiskupa Canterbury zamordowanego w 1170 z rozkazu poprzednika i imiennika króla, Henryka II, w okolicznościach przypominających mord na polskim św. Stanisławie. Relikwie i grób zniszczył ale cenny relikwiarz i zgromadzone przy grobie precjoza zagarnął. Jak widać krytyka kultu relikwii miała nie tylko podłoże teologiczne.

Protestancka krytyka relikwii nie została oficjalnie przyjęta przez Kościół. Ale nie została niezauważona i wywarła wpływ na dalszy los kultu. Sobór Trydencki, który sformułował podstawy kontrreformacji i ukierunkował doktrynę i praktykę kościelną na dalsze czterysta lat, potępił co prawda przeciwników kultu relikwii, obrazów, świętych. Ale potępienia przeciwników kultu relikwii w nauczaniu soborowym nie rozwijano, nie udzielono szczegółowych nauk mających na celu wskazać jak postępować. I tu jest pewnego rodzaju paradoks. Kult relikwii, po Trydencie, rozwijał się przyjmując de facto zasadność krytyki Lutra. Powrócono, oczywiście stopniowo i po sporym czasie, do traktowania relikwii jako obiektu stricte sakralnego i pomocniczego w zasadniczym kulcie Bożym. Wskazywano i to już bardzo wcześnie (np. nasz ks. Wujek), że relikwie są środkiem a nie celem. Dbając do relikwie dbamy o pamięć świętych, „świadków i przyjaciół Boga”. Podkreślano, że kult relikwii jest dopuszczalny, choć nie ma mocnego uzasadnienia biblijnego, bo sama Biblia odwołuje się praktyk niezrozumiałych dla nas (np. post Jezusa na pustyni, Bóg poszczący?).

Polemika katolicko-protestancka pomagała w wykrystalizowaniu się nowoczesnego pojmowania kultu świętości i relikwii. Oczywiście, że nie od razu ustąpiły kradzieże, profanacje, fałszerstwa, handel. Lud w dalszym ciągu „wiedział swoje” (poczytajmy sobie pod tym kątem Trylogię). Ale instytucjonalny Kościół i jego pasterze powoli ale konsekwentnie odrzucali wszystkie wynaturzenia kultu relikwii. Były jeszcze nawroty starodawnie pojmowanego kultu w epoce baroku, ze zwłokami świętych wystawianymi na widok publiczny w kryształowych trumnach ale zwyciężała postawa wyrażona przez św. Tomasza a Kempis w jego fantastycznym dziele „O naśladowaniu Chrystusa”, kamieniu milowym nowożytnego pojmowania chrześcijaństwa: „Ty jesteś tu przede mną na ołtarzu Boże Święty świętych, Stworzycielu ludzi, Panie zastępów”. Nie ma potrzeby czekać na cud relikwii, bo cud ma miejsce w trakcie każdej Liturgii Świętej. Słowo staje się Ciałem, Bóg jest obecny i Bóg jest w zasięgu każdego. Istota Jego obecności leży w czymś innym niż to, o czym myśleli goniący za relikwiami ludzie średniowiecza.

Hic et nunc

Duży wpływ na dzisiejszą sytuację miał ogromny postęp nauk przyrodniczych, szczególnie medycznych. Człowiek dostrzegł przyczyny i mechanizmy chorób oraz nauczył się je leczyć, wręcz nim zapobiegać. Posiadł ogromną wiedzę na temat istoty i budowy ciała ludzkiego (Od czasów arabskich po XVI wiek w Europie nie studiowano ciała ludzkiego z punktu widzenia medycyny). Co ciekawe średniowieczny i wczesnorenesansowy Kościół wysuwał obiekcje przeciwko sekcjom ciał, bez czego nie ma mowy o postępie medycznym, motywując to przede wszystkim szacunkiem dla ciał zmarłych i koniecznością zachowania ich integralności, czyli tak naprawdę rzymsko-judaistyczne korzenie wczesnochrześcijańskiego stosunku do zmarłych były ciągle żywe.

Zaczęto przyglądać się Martyrologium Romanum, oficjalnemu spisowi świętych. Najpierw dyskretnie zaczęto odsuwać na bok, a potem usunięto wielu wątpliwych świętych, tym samym likwidując kult ich relikwii (szczególnie było to widoczne za pontyfikatu Pawła VI, osobiście nie mogę mu darować „anihilacji” św. Cecylii, patronki muzyki, ale trudno, „gdzie drwa rąbią...”). Sam kult relikwii został zastąpiony rozbudowaniem innych form kultowych, równie czytelnymi dla ludu Bożego. Dotyczy to przede wszystkim intensyfikacji kultu Marii, kultu Eucharystii, kultu obrazów, czy ostatnio akcentowanego kultu Serca Jezusowego. Te formy kultowe są z natury bardziej uduchowione i mniej podatne na wynaturzenia, które dotnęły kult relikwii. Pielgrzymuje się do Compostelli w Hiszpanii, gdzie przechowywane są kości św. Jakuba (Luter bardzo ostro skrytykował kult szczątek Jakuba) ale w powszechnej świadomości bardziej znane są pielgrzymki do miejsc objawień maryjnych (Fatima, Medjugorie) lub sanktuariów związanych z obrazami (głównie maryjnymi). Sens i funkcja samych wędrówek pątniczych uległ widocznej zmianie, której analiza może być fascynującym zajęciem.

Relikwie nie są eksponowane w nowych kościołach i w ogóle nie akcentuje się tego, czy nowo erygowana świątynia takowe posiada. Oficjalnie Kościół rzymskokatolicki nie wyrzekł się kultu relikwii, nie pozbył się ich. Nie jest to nawet wykonalne ze względów technicznych i artystyczno-historycznych (jak rozbić fantastyczne relikwiarze czynione rękami największych mistrzów?). Ale Katechizm Kościoła nie wspomina o nim, omawiając kult chrześcijańskiej świętości podkreśla się przede wszystkim powołanie każdego chrześcijanina do bycia świętym, bez żadnych cudownych właściwości jakichkolwiek części jego ciała lub garderoby. Dzisiejszy święty, to przede wszystkim świadek Boga i wzór do naśladowania. Liczy się jego życie, czyn, słowo, nauka, wzór postępowania, jego dorobek w wymiarze materialnym postrzegany jest tylko jak narzędzie wypełnienia misji świętości danej od Boga. Kodeks Prawa Kanonicznego jest dość zdawkowy. Zabrania jedynie sprzedaży relikwii (nic nie mówiąc o kupnie) bez określania sankcji oraz nakłada pewne ograniczenia na przemieszczanie relikwii, co jest zrozumiałe bo w końcu mamy do czynienia z ludzkim szczątkami, których nie można ot tak sobie przerzucać z miejsca na miejsce. Nie rozpatruje w ogóle problemu fałszerstwa relikwii, poprzedni KPK z 1917 roku karał ekskomuniką fałszerzy i handlarzy fałszywych relikwii.

Próżno szukać rozważań na temat kultu relikwii w nauczaniu papieskim, jeśli już to na marginesie marginesów lub w zupełnie nowym kontekście, tak jak to miało miejsce przy okazji przekazywanie relikwii św. Andrzeja do Konstantynopola.  Teologia zajmuje się nim dziś tylko w aspekcie historycznym. Nie oznacza to, że kult zamarł całkowicie. Co jakiś czas słyszy się o relikwiach Krzyża krążących od parafii do parafii. Podobno w Łagiewnikach można wejść w posiadanie (kupić?) partykuły św. Faustyny. Lud Boży w dalszym ciągu wie swoje. `Słowa świętego Augustyna są ciągle aktualne.

Ponieważ gościmy na portalu ekumenicznym nie od rzeczy będzie wspomnieć o ekumenicznym wymiarze relikwii. W świetle tego co napisałem widoczny jest wyraźnie sens gestu biskupa Rzymu przekazującego biskupowi Konstantynopola relikwie patrona tego miasta. Jest jeszcze jedna relikwia mająca bardzo wyraźną konotację ekumeniczną. Jest nią tunika Jezusa. Jak wiadomo z opisu biblijnego żołdacy wykonujący egzekucję podarli szatę Jezusa na kawałki a tunikę, która była dobra gatunkowo wygrał jeden z nich w kości. Tunika ta po wielu latach, w roku 1512 w Trewirze. W tamtejszej katedrze cesarz Maksymilian II zwołał Reichstag, który miał zatwierdzić wyprawę cesarską na czele wojsk zjednoczonego chrześcijaństwa przeciwko Turkom. W dzień przed inauguracją obrad wydobyto z krypty pod posadzką katedralną tunikę, którą zaprezentowano cesarzowi i stu tysiącom zgromadzonych w Trewirze ludzi jako tunikę Jezusa, całą tak jak całe miało być chrześcijaństwo wybierające się na Turka. Przy okazji znaleziono rówież welon Matki Boskiej, pieluszki Jezusa i szereg szkieletów, które miały należeć do świętych.

Z wyprawy nic nie wyszło ale tunika jako symbol zjednoczonego chrześcijaństwa była pokazywana co roku licznym pielgrzymom. Od 1517, czyli od Reformacji była pokazywana coraz rzadziej. Stopniowo odeszła w zapomnienie. Aż do roku 1824, kiedy pokazana po dłuższej przerwie przyciągnęła pół miliona Niemców widzących w niej symbol jedności narodowej rozbudzonej nadziejami rewolucji francuskiej, wojen napoleońskich i romantyzmu. W roku 1891, w dobie Bismarckowskiego Kulturkampfu przeciwko Kościołowi katolickiemu tunika została pokazana ponad dwóm milionom niemieckich katolików manifestujących swoją obecnością jedność Kościoła rzymskokatolickiego w Niemczech. W 1933 dwa i pół miliona Niemieckich katolików znów podziwiało tunikę. Hitler nie mógł dopuścić do tego, by tak ogromne zgromadzenia odbywały się poza kontrolą NSDAP i zakazał pokazywania tuniki. W 1996 pokazano tunikę prawie siedmiuset tysiącom ludzi, wśród których było bardzo wielu pielgrzymów protestantów. Niemieccy katolicy i protestanci widzieli w tunice symbol niepodzielności Kościoła Chrystusowego.

Dzisiejsza pobożność niemiecka, szczególnie protestancka, daleka jest od polskiej, ludowej i manifestacyjnej. Skoro jednak pragmatyczni i mało spontaniczni Niemcy wyznający różne formy chrześcijaństwa gromadzą się tłumnie przed kawałkiem tekstylnym, którego autentyczność jest wątpliwa, a który był wyśmiewany i kompromitowany setki razy na przestrzeni wieków, to chyba coś w tym musi być.

Relikwie - część I

Artykuł został nadesłany przez Czytelnika VerbaDocent. Serdecznie dziękujemy.



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050105185133668

No trackback comments for this entry.
Relikwie - część II | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń