Z pamiętników kata

śro, 26 sty 2005, 23:35:00

Autor: Anna Węgrzecka

W Anglii, w związku z 60. rocznicą wyzwolenia obozu w Oświęcimiu, profesor David Cesarani, historyk z Uniwersytetu Londyńskiego, postanowił opublikować wspomnienia Rudolfa Hössa, komendanta obozu. Można było zapoznać się z nimi już wcześniej, dzięki książce pt. „Oświęcim w oczach SS”, wydanej przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. Przedstawiamy fragment wspomnień z czasów jego pracy w obozie.

„Od samego początku w obozie byli Żydzi. Dobrze ich znałem jeszcze z czasów Dachau. Jako fanatyczny narodowy socjalista byłem przekonany, że nasze ideały stopniowo zostaną zaakceptowane i zwyciężą na cały świecie po tym, jak zostaną odpowiednio zmodyfikowane i przystosowane do charakteru narodowego różnych społeczeństw. Żydowska dominacja zostanie przezwyciężona. W antysemityzmie nie było niczego nowego. On zawsze istniał na całym świecie. Nigdy nie wyszedł on jednak na światło dzienne aż do czasu, gdy żydzi zbytnio parli do realizacji swoich interesów i gdy ich diabelskie machinacje stały się jasne dla opinii publicznej.

Muszę podkreślić, ze nigdy nie nienawidziłem Żydów. Prawdą jest, że patrzyłem na nich jako na wrogów naszego narodu. Ale nie widziałem różnicy pomiędzy nimi, a innymi więźniami i traktowałem ich w ten sam sposób. Nienawiść jest obca mojej naturze. Ale wiem, czym ona jest i jak wygląda. Widziałem ją i odczułem. Z woli Reichsfürera SS Auschwitz stał się największym centrum zagłady ludzi w historii. Gdy latem 1941 roku osobiście wydał mi on rozkaz przygotowania w Auschwitz-Birkenau infrastruktury do przeprowadzania masowej eksterminacji i jej nadzorowania, nie zdawałem sobie sprawy z jej skali i konsekwensji. Oczywiście był to nadzwyczajny, potworny rozkaz. Mimo to powody jego wydania były dla mnie słuszne. Nie zastanawiałem się nad tym wówczas. Wydano mi rozkaz i musiałem go wypełnić. Czy masowa eksterminacja Żydów była potrzebna czy też nie – nie mogłem pozwolić sobie na wydawanie takich opinii. Brakowało mi wówczas koniecznego szerokiego oglądu sprawy.

(…) Wiosną 1942 roku pierwszy transport żydów, wszyscy przeznaczeni do eksterminacji, przybył z Górnego Śląska. Z rampy zostali zabrani do „Chatki” – tak nazywaliśmy Bunkier 1 – na łące, tam, gdzie później stanął Sektor Budowlany III. Najważniejsze było dla nas, by przybycie transportu oraz rozebranie więźniów odbywało się dyskretnie. Osobom, które nie chciały zdjąć ubrania, pomagali inni więźniowie lub członkowie Oddziału Specjalnego.

Opierający się byli uciszani i zachęcani do rozebrania się. Więźniowie z Oddziału Specjalnego pilnowali, by rozbieranie się trwało szybko, tak, by ofiary nie miały czasu zastanawiać się, co się dzieje. Członkowie Oddziału Specjalnego byli bardzo gorliwi podczas rozbierania więźniów i prowadzeniu ich do komór gazowych. Nigdy nie słyszałem, by którykolwiek z nich ostrzegał więźniów przed tym, co ich czeka. Wręcz przeciwnie. Robili wszystko co możliwe, by ich uspokoić. Więźniowie mogli nie wierzyć SS, ale całkowicie ufali członkom swojego narodu. Członkowie Oddziału Specjalnego zawsze rekrutowali się z Żydów pochodzących z tego samego okręgu co przywiezieni więźniowie. Opowiadali o życiu w obozie, a więźniowie pytali o krewnych i znajomych, którzy zostali przywiezieni wcześniej. Bardzo interesujące było słuchać członków Oddziału Specjalnego, jak opowiadali z wielką wiarą kłamstwa i podkreślali je gestami pełnymi współczucia. Wiele kobiet ukrywało dzieci w stosach ubrań. Mężczyźni z Oddziału szukali ich i uspakajali kobiety, przekonywali je, by brały dzieci ze sobą. Kobiety sądziły, że środki używane do odwszawiania mogą być szkodliwe dla dzieci, dlatego próbowały je ukryć. Mniejsze dzieci zwykle płakały przy rozbieraniu, lecz gdy matki lub ludzie z Oddziału Specjalnego je uspokajali, wchodziły do komór gazowych żartując i bawiąc się. Zauważyłem, że kobiety, które zgadły lub wiedziały co ich czeka, nigdy się nie załamały i znajdowały siłę by żartować z dziećmi pomimo czekającej ich śmierci. Kiedyś podeszła do mnie pewna kobieta, pokazując na czworo swoich dzieci, które pomagały najmłodszemu, i powiedziała: „Jak może pan brać udział w zabijaniu tak pięknych, kochanych dzieci. Nie ma pan serca?”. Przechodzący obok starszy mężczyzna powiedział: „Niemcy zapłacą olbrzymią cenę za masowe mordowanie żydów”.

Przy pewnej okazji dwójka dzieci tak zajęła się zabawą, że nie chciały, by matka je od niej odrywała. Nawet żydzi z Oddziału Specjalnego nie chcieli zabrać ich ze sobą. Nigdy nie zapomnę błagalnego wzroku ich matki, która wiedziała, co się dzieje. Ludzie, którzy byli już w komorze gazowej, robili się nerwowi. Musiałem coś zrobić. Wszyscy na mnie patrzyli. Skinąłem głową na młodego oficera, który podniósł krzyczące, walczące dzieci i zaniósł je do komory. Towarzyszyła mu rozdzierająco płacząca matka. Mój żal był tak wielki, że chciałem stamtąd zniknąć. Nie mogłem jednak okazać żadnych emocji. Musiałem doglądać wszystkiego. Musiałem patrzeć godzina po godzinie, dniem i nocą, oglądać usuwanie i palenie ciał, wyrywanie zębów, obcinanie włosów. Cały ten potworny, niekończący się interes. Musiałem godzinami stać w koszmarnym smrodzie, podczas gdy otwierano masowe groby i palono ciała. Musiałem zaglądać przez otwory do komór gazowych i patrzyć na śmierć. Musiałem robić to wszystko, ponieważ byłem tym, na kogo patrzyli wszyscy i musiałem pokazać im, że nie tylko wydaję rozkazy, lecz również gotów jestem robić to wszystko, co rozkazuję swoim przełożonym.

Reichsfürer SS przysyłał różnych wysokiej rangi członków partii i SS na wizyty do Auschwitz, by mogli na własne oczy obejrzeć proces eksterminacji. Wszyscy byli pod wrażeniem. Niektórzy z tych, którzy wcześniej najgłośniej nawoływali do eksterminacji, milczeli po zobaczeniu jak wygląda „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. Wielokrotnie pytano mnie jak ja i moi ludzie możemy się temu przyglądać. Niezmiennie odpowiadałem, że żelazna determinacja, z którą musimy spełniać rozkazy Hitlera, może zostać osiągnięta jedynie wówczas, gdy zdławimy w sobie wszelkie ludzkie emocje. Wszyscy oni mówili mi, że są zadowoleni, że nie im przypadła w udziale taka praca.”

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050126233531912