W podziemiach domu skały

wto, 1 lut 2005, 17:02:17

Autor: Alfred Palla

Jerozolimska skała cieszyła się spokojem, dopóki nie zainteresował się nią angielski kapitan Montague Brownslow Parker. Autorzy brytyjskich podręczników archeologicznych zwykle zbywają jednak milczeniem wyczyny swego rodaka. Nie bez przyczyny, jak się zaraz przekonamy. Na początku XX wieku, ekscentryczny fiński "biblista" Valter Juvelius ogłosił, że przeszukując bibliotekę w Konstantynopolu natrafił na informacje o miejscu ukrycia skarbów Salomona. W księdze Ezechiela doszukał się "kodu" wskazującego, gdzie prorok Jeremiasz ukrył skarby świątyni przed upadkiem Jerozolimy w VI wieku p.n.e.

Na podstawie rzekomego kryptogramu Juvelius wskazał na pewien rejon w Jerozolimie. Jego teza wydała się prawdopodobna, gdyż w 1867 roku kapitan Charles Warren odkrył w Jerozolimie nieznany dotąd rozległy kompleks podziemnych tuneli. Zajmowały południową część Wzgórza Świątynnego, co miało pokrywać się z wyliczeniami Juveliusa.

Sprawozdanie Warrena i "kod" z księgi Ezechiela dały Juveliusowi przekonanie, że skarby muszą być ukryte w głębi południowej strony wzgórza Moria. Na tym zapewne zakończyłoby się marzycielskie filozofowanie Juveliusa, gdyby do idei nie zapalił się przedsiębiorczy Anglik, Montague Brownslow Parker.

Podczas wojny, już w wieku 20 lat, Parker dosłużył się stopnia kapitana. Po powrocie nudził się w Londynie. Kiedy powiedziano mu, że za samą Arkę można dostać 200 milionów dolarów, zobowiązał się znaleźć środki na wyprawę. Odszukał kilku wpływowych przyjaciół w Europie i Ameryce. W krótkim czasie dysponował ogromną na owe czasy sumą 125.000 dolarów.

Rząd turecki nie wyraził zgody na poszukiwania. Wówczas Parker przyobiecał dwóm notablom tureckim 50% udziału w przyszłych zyskach, co otworzyło mu drogę do Jerozolimy.

W sierpniu 1909 roku ekspedycja Parkera dotarła pożyczonym jachtem do Jafy, a stamtąd po zakupieniu odpowiednich narzędzi, do Jerozolimy. Na miejscu czekali na nich dwaj tureccy komisarze, aby osobiście dopilnować swego działu.

Juvelius wynajął duńskiego jasnowidza, aby wskazał dokładniej, gdzie mają szukać. Idąc za jego instrukcjami, ludzie Parkera ochoczo zabrali się do pracy w odkrytych przez Warrena tunelach.

Nadzieja na szybkie odkrycie sekretnego przejścia do podziemi świątyni rozwiewała się z upływem tygodni. Wczesne deszcze zimowe przerwały pracę po trzech miesiącach.

W następnym roku ludzie Parkera powrócili w to samo miejsce wyposażeni w kosztowny, ciężki sprzęt górniczy. Tym razem zniechęceni tureccy komisarze odmówili współpracy. W to miejsce obrotny Anglik zjednał sobie przychylność jerozolimskiego beja o imieniu Azmej. Poszukiwania tajemnego przejścia do świątynnych korytarzy rozpoczęli od oczyszczenia tego, co dziś znamy jako Tunel Ezechiasza (Hiskiasza).

Pogoda znów nie była ich sprzymierzeńcem. Tym razem jednak, nic nie mogło skłonić Parkera do odwrotu, szczególnie, że na karku siedzieli mu wierzyciele, dopominający się zwrotu 125.000 dolarów amerykańskich. Parker i jego ludzie musieli kontynuować prace w ciężkich, zimowych warunkach.

Nadeszła wiosna i przeminęła, nie przynosząc im niczego nowego. Presja ze strony wierzycieli rosła. Tymczasem prace odbywające się pod osłoną straży beja budziły zaniepokojenie miejscowej ludności. Żydzi i Arabowie podejrzewali Europejczyków o profanowanie ich świętości.

Kolejne kroki Parkera znaczyła desperacja. Zaoferował bejowi 25.000 dolarów w zamian za umożliwienie mu wejścia na święty teren Domu Skały. Pod skałą spodziewał się znaleźć sekretną komnatę z Arką Przymierza oraz skarbami Salomona.

***

Wkroczenie niemuzułmanina na święty teren równało się śmierci. Parker nie dbał o to, tym bardziej, że bej Azmej umożliwił mu przekupienie głównego dozorcy przybytku, szejka Khalila. Po raz pierwszy od czasu wypraw krzyżowych droga do wnętrza Domu Skały stanęła otworem dla Europejczyków.

Noc w noc, przez cały tydzień, przebrani w długie arabskie szaty wkradali się w ciemności Domu Skały, przeszukując jego wschodnią część. Zdaniem jasnowidza, tam miał się znajdować skarb. Kopali przez siedem nocy. Na próżno.

Nadszedł pamiętny 17 kwietnia 1911 roku. Tej nocy zeszły się dwie wielkie uroczystości. Żydzi obchodzili Paschę, a muzułmanie festyn ku czci Mahometa. Tłumy pielgrzymów ciągnęły ku wzgórzu Moria, w którego wnętrzu myszkowała po nocach ekipa Anglika.

Parker, mając zapewnioną przychylność lokalnych władz, nie chciał słyszeć o przestrogach. Czas naglił, wierzyciele naciskali, a cel wydawał się bliski. Poganiał towarzyszy. Tej nocy skierowali swą uwagę na szyb prowadzący pod świętą skałę. Parker kilofem naruszył jej kilkusetletni spokój. Ich oczom ukazało się wejście do Studni Dusz. Anglik opuścił się na linie trzymanej przez jego ludzi.

Pech nie przestawał ich prześladować. Około północy, jeden z niższych rangą dozorców -- nie wtajemniczony w zmowę między Parkerem a szejkiem Khalilem -- wyszedł z domu, aby pomodlić się w świętym przybytku.

Ze środka Domu Skały dobiegły go podejrzane odgłosy. Zaintrygowany postąpił do przodu. Nie mógł uwierzyć własnym oczom, gdy we wnętrzu zobaczył obco wyglądających ludzi, atakujących kilofem świętą skałę!

Na jego widok ekipa Parkera pierzchnęła w głąb. Dozorca wybiegł na ulicę rozdzierając szaty i rozgłaszając świętokradztwo, zbrodnię popełnioną na muzułmanach przez Europejczyków. Parker i jego ludzie tymczasem pozbierali narzędzia i ruszyli do oddalonego o 40 km portu, gdzie zostawili jacht.

Wiadomość o tym bezbożnym czynie obiegła Jerozolimę lotem błyskawicy. Pomimo późnej pory ulice zaroiły się wzburzonym tłumem. Na jaw wyszło przekupstwo Azmeja . Zanim przybyła jego straż, tłum otoczył go, opluł i okrzyknął świnią -- zwierzęciem uznawanym przez Żydów i Arabów za nieczyste. Podobny los spotkał szejka Khalila.

Do pomstujących Arabów dołączyli Żydzi. Rozruchy przybrały na sile, gdy rozeszła się pogłoska, że Europejczycy wykradli i ponieśli ze sobą ni mniej, ni więcej, ale... święty Miecz Mahometa, Arkę Przymierza, Koronę Salomona, a nawet Pierścień Królowej Saby!

Wieść o świętokradztwie jakoś wyprzedziła ich do Jafy. Tureccy celnicy, pomimo że nie znaleźli przy nich żadnego z wymienionych reliktów, zatrzymali całą ekipę do wyjaśnienia.

Montague Brownslow Parker miał dość rozsądku, by wiedzieć, co go czeka. Chwycił się wypróbowanego sposobu. Zaprosił oficjalistów tureckich na swój jacht w celu "przedyskutowania" całej sprawy. Ci, co prawda niechętnie, ale w końcu przystali na ofertę. Parker i jego ludzie otrzymali pozwolenie, aby przygotować jacht na ich przybycie.

Do przyjęcia oczywiście nie doszło. Kapitan kazał rozwinąć żagle i wypłynąć na pełne morze. Uchodzili co prawda z pustymi rękami, ale za to głowami wciąż na swoim miejscu.

Po powrocie do Anglii kapitan Parker osiadł gdzieś na wsi i resztę życia spędził nader spokojnie. Juvelius powrócił do ekscentrycznego filozofowania, zaś duński jasnowidz przepadł bez śladu, tak jak 125.000 dolarów pożyczonych na wyprawę.

Historia ta uczy, aby się trzymać z dala od ludzi oferujących okultystyczne zdolności, a także rzekomo zakodowaną w Biblii sekretną wiedzę. Więcej zarówno o takich "kodach", jak okultystycznych metodach badania Biblii powiemy w kolejnym rozdziale.

Powyższy tekst jest kolejnym z serii fragmentów książki "Skarby świątyni", udostępnionych serwisowi Kosciol.pl przez jej autora, dr Alfreda J. Palla. Na naszych łamach prezentujemy kilka obszernych fragmentów tej książki, wydanej przez wydawnictwo Betezda

Książkę Skarby Świątyni można zakupić w sklepie Kościół.pl

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050201170217730