Rwanda - Spotkanie Młodych w Kibeho

śro, 9 lut 2005, 13:49:54

Autor: ks. Artur Karbowy SAC

W Rwandzie, dziesięć lat po ludobójstwie, rany są jeszcze często otwarte. Świadoma wyzwań Wspólnota Emanuel, zachęcana przez Kościół, mnoży inicjatywy na rzecz przebaczenia i pokoju. Spotkanie młodzieży w Kibeho było okazją do tego, aby zobaczyć już kilka pięknych owoców tej pracy na długi czas.

Kibeho, symboliczne miejsce dla Rwandy pamiętającej, dziesięć lat później, o strasznym ludobójstwie, którego konsekwencji jeszcze nie zbadano: miejsce, w którym nowe sanktuarium poświęcone Dziewicy objawień graniczy z pomnikiem ku czci ofiar ludobójstwa, gdzie wyeksponowano grozę, aby nigdy się nie powtórzyła! „Gdybyśmy posłuchali orędzia Maryi z Kibeho, Rwanda nie doświadczyłaby wojny”, podkreśla Mgr Jean-Marie Vianney Gahizi, wikariusz generalny Butare, z okazji zgromadzenia młodzieży zwołanego przez Wspólnotę Emanuel. Alice, młoda studentka z Butare, zwierza się: „Przyjeżdżam tutaj, ponieważ odkryłam, że Jezus i Maryja mnie kochają…”. Victor, młody protestant, wtrąca: „W czasie ludobójstwa było tutaj wiele śmiertelnych ofiar. Dzisiaj, radość i braterstwo zastąpiły w Kibeho płacz i cierpienie. To dla mnie znak, że jeśli ludzie są coraz bardziej chrześcijanami, to co się stało, więcej się nie powtórzy!”

Nadzieja dla Rwandy
Patrząc na te tysiące radosnej i żarliwej młodzieży, nie można powstrzymać się od myśli, że jest nadzieja dla Rwandy: nadzieja na pokój, pojednanie i życie. Jednakże uroczystości upamiętniające 10 rocznicę ludobójstwa pokazały, że rany są wciąż żywe, a współczucie dla całego tego cierpienia jest potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Jednak życie jest silniejsze od śmierci, miłość silniejsza od nienawiści i zemsty. Oto duszpasterski cel Wspólnoty Emanuel w Kigali: „Wybierz życie!”. Ten wybór jest dzisiaj największym wyzwaniem dla Rwandyjczyków. Trzeba porzucić pragnienie zemsty i skierować się ku przebaczeniu i pojednaniu, które są kluczem do uzdrowienia.

Przebaczenie i nawrócenie
Widać tam znaki nadziei: świadkowie przebyli tę drogę światła, a ich świadectwo jest jak apel skierowany do wszystkich mających jeszcze rany z przeszłości i pogrążonych w nienawiści. Alice jest kobietą Tutsi, która wiele wycierpiała. Jakiś czas po ludobójstwie spotkała Boga i Jemu oddała swoje życie. Pewnego dnia, w czasie adoracji, przychodzi jej do głowy imię „Deo”. Przypomina sobie nagle, że chcąc zaspokoić żądzę zemsty niesprawiedliwie zadenuncjowała pewnego Hutu. Nienawidziła wszystkich Hutu. Teraz rozumie, że musi odnaleźć tego człowieka i poprosić go o przebaczenie. W 2003 r., w czasie tygodnia żałoby narodowej, Alice pragnie przebaczyć, ale powstrzymują ją obrazy ludobójstwa pokazane w telewizji. W 2004 r. jest zdecydowana. Bliscy próbują jej to wyperswadować, pytając, czy nie zwariowała. Pomimo trudności Alice odnajduje Deo i prosi go o przebaczenie. Deo słucha jej poruszony: „To nie ty mówisz, to sam Jezus! W więzieniu dowiedziałem się, że zadenuncjowały mnie kobiety, chociaż byłem niewinny. W modlitwie zwróciłem się do Jezusa: „Przyjmuję to cierpienie pod jednym warunkiem, że jedna z tych, które mnie zadenuncjowały, poprosi o przebaczenie. Przyszłaś ty, jesteś odpowiedzią Jezusa skierowaną do mnie!” Są także przypadki nawrócenia w więzieniu. Pewien więzień zaprosił do siebie jedynego członka rodziny, który przeżył. „To ja zamordowałem Twoją rodzinę. Jestem świadomy swojego grzechu. Proszę cię o przebaczenie. Poprosiłem cię do siebie, aby ci pokazać, gdzie leżą ciała, abyś mógł pochować je po chrześcijańsku”. Ten, który przeżył, poruszony, odpowiedział: „Pójdę do prokuratora z prośbą, by cię uwolnił”. Rzeczywiście, więźniowie, którzy przyznają się do popełnionych przez siebie zbrodnii, mogą być zwolnieni. „Nie” – powiedział więzień – „Zasługuję na karę. Poprosiłem cię o przebaczenie nie po to, aby mnie zwolnili, ale aby wyzwolić swoje serce”.

Można by mnożyć znaki nadziei, które pokazują, że w Rwandzie możliwa jest, przy Bożej pomocy, przemiana społeczeństwa w duchu tolerancji i braterstwa. Zakończmy świadectwem Solange, młodej Tutsi, która ocalała od ludobójstwa. „W czasie procesu uzdrowienia uwolniłam się od zaciekłej nienawiści do wszystkich Hutu. A Bóg czekał na mnie na zakręcie: zakochałam się w uroczym chłopcu Hutu. Nie było to dla nas łatwe. To prawda, że przebaczyłam Hutu, ale żeby poślubić jednego z nich! Musieliśmy więc przekroczyć wiele barier, tkwiących w nas samych i poza nami. Nasi rodzice byli przeciwni małżeństwu. Postanowiliśmy modlić się codziennie, aż się zgodzą, ponieważ nie chcieliśmy działać wbrew ich woli. Po roku modlitwy, w końcu się zgodzili. Pobierzemy się za kilka tygodni… Hutu czy Tutsi, wszyscy jesteśmy dziećmi Boga! A my jako para będziemy tego żywym dowodem!”

Siła przebaczenia
W czasie ludobójstwa straciłam czterdzieścioro moich bliskich, w tym moją mamę i młodsze rodzeństwo. Wraz z mężem (on jest Hutu, a ja Tutsi) postanowiliśmy powrócić do naszej rodzinnej wioski. Przekroczyliśmy granicę z Kongiem i spotkaliśmy ludzi z mojej wioski, którzy mówili, że moja rodzina została wymordowana. Mijałam nawet ludzi, którzy mieli na sobie ubrania moich rodziców. Modliłam się: „Panie Jezu, ofiarowuję Ci to cierpienie jako zadośćuczynienie za grzeszników (zabójców). Proszę Cię o łaskę takiej miłości, jaką Ty masz”. Niedługo potem zaatakowano obóz dla uchodźców. Ocalonych zawieziono do szpitala leżącego w pobliżu naszego obozu. W każdy piątek wolontariusze z grupy modlitewnej w obozie udawali się do szpitala, aby modlić się i pomagać chorym. Kiedy nadeszła moja kolej, wyznaczono mi przez przypadek chorego, który okazał się być sąsiadem mojego ojca. Bardzo źle się czułam, ponieważ był jednym z tych, którzy zamordowali moich bliskich. Poprosiłam kolegów, aby się za mnie modlili, potem zaczęłam go myć. Robiłam to z nadzwyczajną radością. Zapytałam go, czy mnie poznaje. Odpowiedział, że nie. Odwiedzałam go wielokrotnie i przynosiłam jedzenie aż do chwili, kiedy wyszedł ze szpitala. Ten mężczyzna zamieszkał potem w obozie położonym bardzo blisko naszego. Pewnego dnia mój mąż zdziwił się widząc, że sąsiad nosi ubrania, a nawet kapelusz teścia. Zapytał: „Po kim to masz?”. Callixte odpowiedział: „Po Kamatali”. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zrozumiał, że pomagała mu córka Kamatali, pomimo wszystkich nieszczęść, jakich jej rodzina doświadczyła z jego powodu. Gościliśmy go u siebie, a on nas zapytał, skąd czerpiemy tę wewnętrzną siłę, która zbliża nas do naszych wrogów. „To Jezus daje mi tę siłę, a Ty też możesz dać Mu swoje serce!” Od tego dnia, przychodził codziennie rano na Mszę św. i na spotkania grupy modlitewnej. Kiedy został repatriowany do Rwandy, spotkał mojego ocalałego ojca i opowiedział mu wszystko, co dla niego zrobiłam. Poprosił o przebaczenie i mój ojciec mu przebaczył. Po pewnym czasie zmarł w spokoju, że zostało mu przebaczone.

Afryka, Pallottyńska Regia Świętej Rodziny

Za: Biuletyn Misyjny Prowincji Chrystusa Króla
Pallotyńskiego Sekretariatu Misyjnego
i Sekretariatu ds. Ewangelizacji Wschodu

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050209134954896