Dylematy moralne

śro, 13 kwi 2005, 23:17:20

Autor: Gość serwisu

Stoję przed dużym dylematem... jak dla mnie przynajmniej. Otóż na chwilę obecną jestem w trakcie unieważniania małżeństwa przed Sadem Metropolitalnym - co chyba ważne tutaj - wniosek złożyła moja zona, nie ja. Odbyły się już przesłuchania świadków, jestem po spotkaniu z biegłym psychiatrą (nie wiem, jak to powinno wyglądać, ale na miejscu okazało się, że moja unieważniająca związek żona, nie stawiła się), na chwilę obecną czekam na publikację dokumentów - żona zastrzegła ich jawność w chwili składania pozwu - zatem nie miałem możliwości zapoznania się z treścią takowych. To tak gwoli wprowadzenia i pobieżnego choćby opisu sytuacji, w której się obecnie znajduję.

Dylemat... unieważnienie małżeństwa w pozwie zony było podyktowane moja niezdolnością natury psychicznej. Po rozmowie z księdzem w poradni przy Sądzie Metropolitalnym doszedłem do wniosku, iż nie ma co kruszyć kopii na udowadnianie 'kto, kiedy i dlaczego' (małżeństwo trwało 5. lat, od rozwodu cywilnego i mojego wyprowadzenia się z domu mija juz 3. rok) pozew został rozszerzony jedynie o winę tej samej natury leżącą po stronie żony.
Dylemat... w międzyczasie zaistniały nowe okoliczności, z którymi nie potrafię jednoznacznie sobie poradzić. Okazało się, ze mężczyzna, który co tydzień nazwijmy to 'przebywa pod jednym dachem' w domu z moją żoną, a są przesłanki, że spotykali się już wcześniej (w trakcie rozwodu cywilnego) jest... zakonnikiem - starym znajomym rodziny, którego ja paradoksalnie przez kilka lat małżeństwa nie miałem przyjemności poznać osobiście.
Obowiązki pełnione przez niego umożliwiają mu przyjeżdżanie do Warszawy na weekendy, spędzanie weekendów wspólnie z żoną, wakacji itd. Sprawa jest tym bardziej delikatna, iż ów duchowny nie jest ot tak, 'szeregowym' zakonnikiem - niech tutaj wystarczy, iż jest wykładowcą w seminarium duchownym.

Dylemat... pierwszy... znowu bardzo powierzchownie - nie potrafię jasno określić co w tej sytuacji powinienem zrobić. Czuje silny wewnętrzny sprzeciw przeciwko takiemu postępowaniu duchownego - tym silniejszy, że mnie wychowywano w przeświadczeniu, iż osoba duchowna powinna dla mnie być autorytetem moralnym, wzorcem - w tej materii postępowanie osoby duchownej określa juz choćby Pierwszy Sobór Nicejski w III kanonie. Te same wartości, mimo bardzo ograniczonych na chwilę obecną możliwości chciałbym wpoić mojemu obecnie 8. letniemu synowi, ale jak to zrobić jeżeli dla niego zakonnik jest 'wujkiem', z którym mieszka pod jednym dachem 'od piątku do niedzieli' i spędza z nim wakacje?
Tylko co zrobić? Rozmowa z tym duchownym? Proszę wybaczyć mój cynizm, czy brak wiary, ale po doświadczeniach wyniesionych z małżeństwa z osoba podobno głęboko wierzącą mam problem z myśleniem w kategoriach 'sumienia' i wzbudzania w kimś 'dylematów moralnych' w kwestii pojmowania wiary i stosowania się do nauk Kościoła, tym bardziej że mam przesłanki, wręcz pewność sądzić, iż druga strona moją osobę przedstawia jako skrajnego bezbożnika, ateistę itd. itd. zatem osobę, która absolutnie nie ma prawa mówić nic na temat wiary i tego co przysłowiowo 'należy czy nie powinno się robić.

Dylemat... drugi... jak spostrzegać w całej tej sytuacji żonę? Czy jest ona w ogóle zdolna do zawarcia jakiegokolwiek ważnego związku małżeńskiego w duchu Kościoła? Czy powinienem poruszyć ten temat w świetle prowadzonego właśnie unieważnienia małżeństwa? Jeśli tak to w jakiej formie? Jak dotychczas nie dano mi nawet przeczytać zebranych materiałów, bo dopóki nie zostaną opublikowane nie mam do nich dostępu (do pozwu, zeznań świadków drugiej strony itd.) Daleki jestem od radykalnych posunięć (stad i pewnie w znacznej mierze moje dylematy), próbuję na wiele sposobów sięgając po Ewangelię tłumaczyć sobie to co mnie spotyka, ale proszę mi wierzyć. brakuje czasem siły. i wiary. Od lat stawiam czoła, żeby zachować choć szczątki z tego co mi wpajano przez cale moje życie (niektórzy, z którymi rozmawiam nazywają to 'naiwnością'), staram się nie poddawać, staram się zachować wiarę w elementarne wręcz kanony tego co mi wpajano.
O te wiarę jest tym trudniej, gdy przychodzi zmagać się gdzieś w środku siebie nie tylko z osobami chociażby obojętnie nastawionymi do wiary, Kościoła, ale... z samymi jego członkami, od takich jak ja, zwykłych, codziennych, po... duchownych.

Jeżeli mógłbym liczyć na jakąś odpowiedz, chyba raczej tutaj powinienem napisać pomoc... może będzie mi łatwiej. Wytrwać.

Piotr

Przepraszam, że trzeba było czekać tak długo na odpowiedź, ale sprawa wymagała wielu poszukiwań.

1. Żona nie ma prawa zastrzec dokumentów w sądzie. Winny one być przynajmniej udostępnione obronie drugiej strony. Obrona strony ma prawo przejrzeć akta sądowe, chociażby jeszcze nie były ogłoszone, i zapoznać się z dowodami przedłożonymi przez strony.

2. Ów ksiądz z racji etyki zawodowej nie powinien w żadnym wypadku zajmować stanowiska w danej sprawie oraz pomagać i ułatwiać prowadzenia procesu. Ma Pan moralne prawo odnieść się w wyżej wymienionej sprawie do jego przełożonego wyższego lub rektora seminarium (jeżeli tam mieszka).

3. O przesłuchaniu świadków decyduje sąd. Strony nie mogą być obecne podczas przesłuchania drugiej strony, świadków i biegłych.

4. O tym, czy żona jest zdolna do powtórnego związku małżeńskiego decyduje sąd w wyroku. Bardzo często sąd zabrania zawarcia kolejnego związku małżeńskiego bez zgody biskupa diecezjalnego. Na Pana miejscu poruszyłbym ten problem w czasie rozprawy.

4. Też osobiście czuję olbrzymi niesmak oceniając postępowanie tego księdza. Ale trzeba na to wszystko spojrzeć w sposób realny. Zdarza się, że ktoś w swoim kapłaństwie się zagubi. Wiem, że trudno jest spojrzeć na to oczyma wiary, jeżeli są one już wypalone. Bałbym się też oceniać wszystkich patrząc przez pryzmat jednej tylko osoby. Osobiście czuję tu "wielki smród diabelski". Nie jest to na pewno postępowanie godne osoby duchownej.

Obiecuję modlitwę ze swej strony o dobre rozwiązanie całej tej zawikłanej sprawy. Ze swej strony gotów jestem zawsze udzielić jakiejkolwiek pomocy.

o. Sebastian Bielski, franciszkanin

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/2005032022222081