Czym jest nabożne uczestnictwo?

sob, 23 kwi 2005, 11:29:09

Autor: Gość serwisu

Zastanawia mnie, co oznacza w przykazaniach kościelnych, że we Mszy świętej trzeba NABOŻNIE uczestniczyć. Czy znaczy to, że np. nieuważnie podczas Mszy jest równoznaczne z nieobecnością na niej? Moja pytanie wiąże się z nękającym mnie ostatnio dylematem moralnym. Otóż ostatnio na Mszy Świętej pozwoliłam sobie w pewnym sensie wyłączyć się, obmyślając rzecz bardzo banalną, mianowicie projekt bluzki. W ten sposób przegapiłam całą homilię, a tego co dzieje się w kościele zaczęłam słuchać dopiero przed "Ojcze Nasz". Oczywiście wtedy, gdy było trzeba zapewne powtarzałam modlitwy, gdy robili to wszyscy wierni, ale zupełnie instynktownie i myśleć ciągle o czym innym. Może ten problem wydawać się może trochę śmieszny, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie uczestniczenie we Mszy Świętej niedzielnej jest ciężkim grzechem, i pragnę dowiedzieć się, w jakich kategoriach mam rozpatrywać swoje postępowanie, oraz czy takie uczestnictwo we Mszy w ogóle uczestnictwem nazwać mogę.

Mała kwestia domaga się tutaj uściślenia. Wersja przykazania kościelnego, o którym pani mówi, obecnie brzmi: „W niedzielę i święta nakazane uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych”. Pomija się tutaj słowo „nabożnie” a dodaje obowiązek powstrzymania od prac niekoniecznych. Nie znaczy to, że nie mamy świadomie uczestniczyć w Eucharystii. Jest to ujęcie typowo prawnicze tego przykazania. Wymaga od wiernych święcenia dnia, w którym wspomina się Zmartwychwstanie Pańskie, a także najważniejszych świąt liturgicznych, w które czcimy tajemnice Chrystusa, Najświętszej Maryi Panny i Świętych, przede wszystkim przez uczestnictwo w celebracji eucharystycznej, gromadzącej chrześcijańską wspólnotę. Należy wtedy uwolnić się od wszystkich prac i spraw, które ze swej natury przeszkadzają święcić te dni.

Odpowiadając na pytanie. Jest czymś naturalnym, że takie czy inne rozproszenia pojawią się w czasie Mszy św. Jesteśmy ludźmi z krwi i kości, nie robotami. Sam się nieraz łapię na tym, że gdzieś odlatuję. Ale na pewno nie można równać rozproszeń, które się pojawiają w czasie Eucharystii, z nieobecnością. To nawet jest nielogiczne. Te wyrazy nie są tożsame. Kościół od czasów Vaticanum II podkreśla dość mocno wagę świadomego uczestnictwa w Eucharystii. Rozproszenia w czasie Mszy św. na pewno nie rozpatrywałbym w kategoriach  grzechu ciężkiego (jak wiadomo grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą – KKK nr 1857). Zaliczyłbym ten rodzaj grzechu do kategorii lekkiego. Tym bardziej bałbym się ich porównania z nieobecnością.

Bez wątpienia takie uczestnictwo lub raczej jego brak jest wielką szkodą dla chrześcijanina. Umyka gdzieś człowiekowi w czasie liturgii pamięć o miłości Boga. Jeżeli pozwolimy sobie na bezmyślność i rutynę w przeżywaniu Mszy świętej, pozbawimy samych siebie radości i fascynacji największym na tej ziemi darem kochającego Boga. Nigdy w nas nie zakwitnie zachwyt nad tym Darem. Kościół Katolicki uważa, iż niedzielna Msza jest ulubionym miejscem Pana Boga, kiedy to chce On zasiąść z nami przy odświętnie zastawionym stole, aby wspomnieć i uroczyście przeżyć miłość, jaka nas łączy. Pan Jezus podczas tego spotkania mówi ze wzruszeniem: „Przypomnij sobie ten dzień, w którym umarłem za ciebie na krzyżu, aby potem zmartwychwstać i otworzyć przed tobą serce, z którego płynie wieczne życie”. Pan przywołuje absolutny początek naszej więzi – wtedy, gdy jeszcze nie było nas na świecie, a On, wydając swe życie na krzyżu, miał przed oczami Ciebie i mnie. Tam dokonało się największe w historii wszechświata wyznanie miłości. Wówczas Bóg odsłonił swe serce. Dzisiaj, gdy przez wiarę, choć nieudolnie i z oporami, podjęliśmy Jego zaproszenie, przywołuje nas, abyśmy w Eucharystii weszli w przestrzeń tamtych wydarzeń. Jeszcze raz, niestrudzenie przyprowadza nas pod krzyż, przerywa bieg codziennych czynności, zaskakując swym powrotem jako zmartwychwstała, wiecznie żywa Miłość. Tu, gdzie wszystko się zaczęło, chce dokonać odnowienia przymierza. I chyba jest trochę głupio przechodzić obok tego wydarzenia, myśląc o swojej bluzce.

Pozdrawiam,
o. Sebastian Bielski

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050414204109927