Pochodzenie i doktryna protestantyzmu

nie, 17 kwi 2005, 19:45:56

Autor: Maciej Pasternak

Czym jest protestantyzm? Jest to pytanie trudne z dwóch powodów:

Pozwólcie więc, że w tym krótkim wykładzie ograniczę się do protestantyzmu par excellance, czyli nurtu reformacji wittemberskiej, a po ludzku mówiąc do luteranizmu.

Nazwa protestanci (ci, którzy protestują) została bowiem nadana zwolennikom Lutra na Sejmie Rzeszy Niemieckiej w Spirze w 1529 roku, kiedy to przedstawiciele sześciu państw Rzeszy i czternastu wolnych miast zaprotestowali przeciw cesarskiemu nakazowi, który domagał się od nich zaprzestania realizowanego w tych państwach Rzeszy odbierania majątków ziemskich biskupom i odwołania bez dyskusji wyznawanych przekonań. Słowo protestant oznacza więc tego, który protestuje (przeciw nadużyciom władzy).

Depozytariuszami nazwy protestanci są więc luteranie. Użyczyli oni tej nazwy innym wyznaniom sprzeciwiającym się nadużyciom władzy zarówno świeckiej, jak i duchownej, choć w praktyce często nazwą tą posługiwali się władcy bardzo swej władzy nadużywający, jak choćby angielski Henryk VIII. Niemniej nie jest przypadkiem, że to w krajach protestanckich zaczęto praktycznie realizować takie zasady jak prawa człowieka, wolność słowa, wolność sumienia i wszystkie inne, które dziś uznaje się za fundament cywilizacji. Zasady te są bowiem wpisane w Ewangelię, a poprzez nią w doktrynę protestancką.

Obecnie do protestantyzmu przyznaje się każdy, kto jest antykatolicki, ale to błędne myślenie. Protestantyzm nie jest przeciw katolicyzmowi jako takiemu, a przeciw wypaczeniom, jakie w historii w katolicyźmie narosły. Ktoś powie, że współczesny protestantyzm też jest w wielu sprawach wypaczony i będzie miał rację. Ale protestantyzm ma wbudowany w swoją doktrynę pewien wentyl bezpieczeństwa, którego nie ma Kościele Rzymsko-Katolickim. Jest nim kalwińska zasada Ecclesia reformata et semper reformanda (Kościół zreformowany i stale się reformujący). Zasadą protestancką jest stałe nawracanie się, stałe weryfikowanie swoich poglądów, stałe odnawianie i korygowanie samego siebie, ciągła pokuta rozumiana nie jako asceza, ale jako stałe wracanie do Źródła, którym jest Bóg i Jego Słowo. Takie myślenie powoduje, ze Kościół Ewangelicki nie ma żadnych zahamowań, by rzec „zbłądziliśmy”, jak już w trakcie II wojny powiedzieli niemieccy luteranie.

Ten sposób myślenia widać wyraźnie choćby w USA, gdzie ci sami ludzie, którzy do czegoś przekonywali, mają odwagę stanąć przed publiką i powiedzieć: „pomyliliśmy się, zbłądziliśmy”.

Źródła

Protestantyzm jest integralną, nieodłączną częścią Kościoła Zachodniego, Patriarchatu Rzymskiego, który w wyniku historycznych procesów wypowiedział posłuszeństwo Biskupowi Rzymu. Nurt ewangelicki w dziejach Kościoła istniał zawsze, choć wyodrębnił się dopiero u schyłku średniowiecza. Od zawsze bowiem istniał w Kościele Zachodnim (do którego trzeba zaliczyć Patriarchaty Rzymu i Kartaginy) spór między dwoma podejściami:

* zwolenników „czystej Tradycji” uważających, że z objawieniem Jezusa Chrystusa wszystko, co najważniejsze zostało już powiedziane i pozostaje tylko to zgłębiać,

* zwolenników Tradycji żywej stojących na stanowisku, że Bóg wciąż mówi do wiernych i do tego, co już przekazano, wciąż dopisywane są nowe rozdziały.

Jednocześnie istniały dwa inne spory dotyczące zarządzania Kościołem i pracy misyjnej.

W kwestii zarządu spierały się nurty

* koncyliacyjny – stojący na stanowisku, że „Duch wieje kędy chce”, a osoby wyznaczone na urząd zbyt często zawodzą, więc Kościołem należy zarządzać poprzez rady różnych szczebli,

* autokratyczny – wychodzący z założenia, że ze stanowiskiem wiążą się uprawnienia i zwierzchnik odpowiedzialny jest tylko przed Bogiem.

Natomiast w kwestii pracy misyjnej działały też dwa główne prądy:

* nakazujący włączanie obyczajowości i kultury nawracanych ludów do liturgii i doktryny chrześcijańskiej,

* nakazujący wykorzenienie pogańskiej obyczajowości albo co najwyżej dostosowanie jej do doktryny Kościoła.

Te spory doprowadziły w konsekwencji do rozłamu w Kościele. Jednak zanim do tego doszło, nałożyły się na nie dwa inne konflikty.

Do XIII wieku dominującym nurtem w Kościele była doktryna św. Augustyna zakładająca Bożą suwerenność i niepoznawalność Boga rozumem. Augustyn mówił, że to Bóg objawia się człowiekowi wtedy, kiedy On tego chce, że człowiek sam do Boga dojść nie może, ale potrzebuje do tego inicjatywy ze strony Boga. Na podstawie własnego życia Augustyn pokazywał, że Bóg pozwala człowiekowi błądzić, żeby go czegoś nauczyć, a przyzywa człowieka do siebie wtedy, kiedy Bóg sam tego chce.

W XIII wieku w Kościele Zachodnim oficjalnie przyjęto jednak przeciwną temu doktrynę Tomasza z Akwinu twierdzącego, że Boga można poznać rozumowo. Skoro tak, to wiara przestaje być darem Bożej łaski, jak twierdził Augustyn, a staje się czymś, co można osiągnąć ludzkimi siłami, co jest zależne od woli człowieka. Nie jest przypadkiem, że razem z doktryną Tomasza wpływy w Kościele zyskała Inkwizycja. Skoro wiara zależy od człowieka, to za niewiarę można karać.

Nie wszyscy teolodzy jednak zaakceptowali doktrynę Tomasza, a skoro Augustyn nadal był Ojcem Kościoła, spokojnie mogli głosić jego koncepcję.

Drugim konfliktem, jaki miał wpływ na powstanie rozłamu był okres zwany Wielką Schizmą Zachodnią, w trakcie którego powstało pytanie o zależność władzy duchownej od władzy świeckiej i odwrotnie. Początkiem upadku autorytetu papieża była próba aresztowania Bonifacego VIII przez ludzi króla Francji Filipa Pięknego. Bonifacy zmarł w trakcie działań zausznika królewskiego, Filipa Nogaret, a jego następcy, przede wszystkim Klemens V byli grzecznymi wykonawcami poleceń króla. To musiało spowodować reakcję. W 1377 roku na papieża wybrano Włocha, Urbana VI. W odpowiedzi Francuzi ogłosili papieżem Klemensa VIII. Za pierwszm opowiedziały się takie kraje jak Anglia, Niemcy, Węgry, Polska i Czechy. Za drygim Francja, Szkocja i Hiszpania. Oba stronnictwa okładały się nawzajem ekskomunikami podważając i tak już nadwątlony autorytet papieża.

Zdecydowanie ważniejsze jednak jest to, że w okresie tym następuje zanik poważnej dyskusji teologicznej. W efekcie poszczególne nurty rozwijają się niezależnie od siebie, a kiedy dochodzi do spotkania, mówią już różnymi językami. Paradoksalnie, tomizm rozwijał się w krajach popierających Awinion, a w krajach popierających Rzym górował nadal Augustyn, choć nieraz wbrew władzom kościelnym. Pęknięcie reformacyjne będzie prawie kopią Wielkiej Schizmy Zachodniej.

Te pola konfliktów eksplodowały 31 października 1517 roku. Po okresie schizmy słaby Rzym stanął na stanowisku autokratycznym, tomistycznym i represyjnym z jednej strony, z drugiej, dla wzmocnienia swej władzy musiał poluzować w sferze nauczania, dopuszczając praktyki, które jeszcze 200 lat wcześniej zostałyby potępione. Tak to jest, że wzmacniając jedno trzeba równocześnie poluzować gdzie indziej.

W efekcie bunt opierał się na:

* doktrynie św. Augustyna,

* doktrynie „czystej” Tradycji, pozbawionej zewnętrznych naleciałości,

* doktrynie koncyliacyjnej (że prawda nie jest przypisana do stanowiska),

* założeniu, że nie wolno do Ewangelii dodawać pogańskich nauk i obyczajów,

* założeniu, że władza świecka i władza duchowna powinny być od siebie niezależne (z realizacją tego było różnie, mówię o założeniu doktrynalnym).

Kwestia odpustów była jedynie iskrą powodującą wybuch.

Wybuch

Eksplozja, która rozsadziła zachodni Kościół była poprzedzona szeregiem wstrząsów.

Pierwsze wydarzyły się, gdy Rzym był u szczytu swojej potęgi, w XII wieku. Z jednej strony wystąpił Piotr Waldus, z drugiej zaś Franciszek z Asyżu. Obu sporo łączyło, ale też były między nimi różnice. Obaj pochodzili z bogatych kupieckich rodzin. Obaj przeżyli nawrócenie, rozdali majątki biednym i żyjąc w ubóstwie zaczęli głosić kazania prostym ludziom chcąc ich pozyskać dla Chrystusa. Różnica między nimi była jednak taka, że Franciszek głosząc nauki nie różniące się niczym od nauk Lutra, nie wchodził w ogóle w teologię i dogmatykę, ograniczając się do prawd podstawowych. Waldus natomiast zakwestionował podstawowe formy pobożności średniowiecznej: pielgrzymki i odpusty jako metody uzyskania zbawienia. Z oboma Rzym poradził sobie bez problemu. Kościół ubogich Franciszka – wbrew jego założeniu – został włączony w struktury instytucjonalnego Kościoła (jego spadkobiercy odrzucający papieskie "poprawki" do doktryny szybko weszli w konflikt z Rzymem), a zwolenników Waldusa po prostu usunięto na margines.

Te pierwsze wystąpienia nie pozostały jednak bez echa. W ślad za wspólnotą franciszkańską zaczęły powstawać następne zakony „żebracze”. Jednym z nich był zakon augustianów, który odegra istotną rolę w przyszłości.

Kolejne wstrząsy były poważniejsze z dwóch powodów:

* zbiegły się w czasie ze Wielką Schizmą Zachodnią natrafiając na okres znacznego upadku autorytetu papieża,

* ich przywódcy (John Wiklef i Jan Hus) byli uczonymi i teologami, ruch reform zyskał więc silne podstawy umysłowe i teologiczne.

W obu przypadkach o sukcesie lub klęsce ich działalności zdecydowała władza świecka. Wiklef działał swobodnie w Anglii dzięki poparciu angielskiego króla. Hus z kolei miał problemy, gdyż zaatakował cesarza będącego równocześnie królem czeskim.

W chwili, gdy Marcin Luter występował ze swoimi tezami grunt miał dobrze przygotowany. Z jednej strony działalność zakonów żebraczych, w tym zakonu augustianów, które zgodnie z założeniem Franciszka swoją postawą stanowiły stały wyrzut sumienia dla pławiących się w bogactwie dostojników kościelnych. Z drugiej zaś mocna podbudowa teologiczna.

Gdyby przeciw bogaceniu się Kościoła na odpustach wystąpił ktokolwiek inny: dominikanin, biskup, czy nawet zwykły akademicki teolog, jego głos byłby znacznie słabiej słyszalny. Ale sprzeciw wyraził człowiek, który – jako członek zakonu ubogich – w oczach ówczesnych własnym życiem dowodził prawdziwości swych słów.

Gdyby potrzebę reformy głosił zwykły mnich, bez problemu papiescy apologeci poradziliby sobie z nim. Ale tu głosił teolog, w dodatku pierwszy w historii biblista.

To musiało wywołać wstrząs.

Po okresie schizmy papież był na tyle słaby i uzależniony od gry sił na politycznej scenie, że nie w głowie mu były uczone dysputy teologiczne. Szczególnie, że Leona X teologia nie interesowała. Już Grzegorz VII uważał, że na problemy najlepszym sposobem jest formalne ogłoszenie swego autorytetu. Praktykę tę potwierdził sobór w Konstancji, który dla przywrócenia jedności Kościoła przyznał papieżowi nieomylność i uznał, że aby być zbawionym trzeba w papieża wierzyć. Brak refleksji teologicznej i przyznanie papieżowi nieomylności zaowocowały największym błędem Rzymu: brakiem jakiejkolwiek dyskusji z nurtem reformatorskim.

O ile Kościół do XIV wieku potrafił poradzić sobie z ruchami odśrodkowymi poprzez z jednej strony presję rzeczywistego autorytetu, a z drugiej szeroką dyskusję teologiczną, o tyle Kościół po Schizmie bał się jakiejkolwiek dyskusji, a autorytet zastąpił doktryną nieomylności. Franciszek miał szczęście, że trafił na silnego i mądrego, a przede wszystkim wierzącego w Boga papieża Innocentego III. Luter spotkał się ze słabym i głupim Leonem X, o którym na portalu racjonalista.pl można przeczytać, że „po prostu nie był chrześcijaninem (miał rzec, że „baśń o Chrystusie” jest dobra, bo pozwala mu się bogacić). Zdaniem „racjonalistów” Luter swoim wystąpieniem wstrząsnął Kościołem powodując powrót do refleksji teologicznej i zatrzymał proces poganienia Kościoła.

Wystąpienie Lutra, dziś – ale także wtedy – zgodne z doktryną katolicką spotkało się nie z próbą polemiki, ale z nakazem odwołania bez dyskusji. Aż do 1530 roku nikt nie sformułował żadnego dokumentu dającego odpór coraz to nowym pismom augustianina. Te trzynaście lat zdecydowanie zaważyło na rozwoju sytuacji. Luter ogłaszając swoje tezy nie ogłaszał programu wyborczego, ani nawet nie ogłaszał zasad nowej religii. On tylko proponował tematy do dyskusji. Co więcej, poprzez biskupa Moguncji, Albrechta przesłał tezy papieżowi z prośbą o opinię. Biskup ten w liście przewodnim zasugerował już papieżowi, że ma do czynienia z herezją.

W istocie Luter swoimi tezami, a także następnymi pismami: Do chrześcijańskiej szlachty narodu niemieckiego o poprawie stanu chrześcijańskiego oraz O niewoli babilońskiej Kościoła uderzył w same podstawy ówczesnej pozycji materialnej i politycznej Leona X (który przehulał dorobek materialny trzech papieży) i jego biskupów. Ponieważ jednak nie zaatakował władzy świeckiej, uzyskał poparcie od części władców państw niemieckich, dostrzegających w koncepcjach Lutra szansę na uniezależnienie się od cesarza i papiestwa.

W 1521 roku papież ogłosił bullę nakazującą Lutrowi odwołanie poglądów w ciągu 60 dni. Luter bullę spalił. W odpowiedzi papież obłożył Lutra klątwą, na co Luter odwdzięczył się tym samym. W tym samym roku na Sejmie Rzeszy w Wormacji cesarz zażądał od Lutra odwołania jego poglądów. Luter odpowiedział na to: Nie mogę poddać swojej wiary ani papieżowi, ani soborom, ponieważ jest jasne jak słońce, że często błądzili i zaprzeczali sobie nawzajem. Dopóki zatem nie zostanę przekonany przez świadectwo Pisma Świętego .. Nie mogę i nie chcę się wycofać... Tak stoję, inaczej nie mogę. Tak mi dopomóż Bóg, Amen !!

Dopiero na Sejmie Rzeszy w Augsburgu w 1530 roku zezwolono zwolennikom Lutra przedstawić ich naukę. Dokument ten nazwano Confesio Augustiana, czyli Wyznanie Augustiańskie. W ten sposób historia zatoczyła krąg. Od pokornej posługi Franciszka z Asyżu do stanowczego wyznania jego spadkobierców.

Pochodzenie i doktryna protestantyzmu cz. 2

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/2005041718025660