Henryk Baranowski - filantrop

pon, 2 maj 2005, 17:40:18

Autor: Edmund Belter

Biografia Henryka Baranowskiego mogłaby posłużyć za scenariusz sensacyjnego filmu w stylu Fredericka Forsyth'a. Przez całe życie dotrzymywał złożonej Bogu przysięgi, pomagając nieszczęśliwym dzieciom. Niestety, 11 lat po śmierci Baranowskiego niewiele osób o nim pamięta a jego ostatnie dzieło niszczeje.

Urodził się w 1916 roku w podwarszawskiej Jabłonnie. W wieku 22. Lat trafił do słynnej Szkoły Kawalerii w Grudziądzu. Walczył w szeregach 9. Pułku Ułanów Małopolskich. Wzięty przez Niemców do niewoli trafił do obozu w Czarnym Borze. Tam zgłosił się jako Niemiec i zadeklarował chęć służenia wodzowi. Przeszedł 6 - tygodniowy kurs szpiegowski. Następnie przez ambasadę Chile w Budapeszcie dostał się na Zachód i zgłosił się do polskiego wojska. Walczył m.in. jako pilot w dywizjonach 309, 315, 316.W styczniu 1943 roku jako oficer polskiego wywiadu był na pokładzie storpedowanego przez Niemców na Oceanie Indyjskim statku M/S "Canada". Spośród około 7 tysięcy pasażerów uratowało się 176, wśród nich nasz bohater. Pływając przez 56 godzin w wodach oceanu, złożył Bogu przysięgę, że jeżeli ocaleje, całe życie poświęci niesieniu pomocy nieszczęśliwym dzieciom.

Po wojnie osiadł w Anglii i zajął się produkcją dywanów we własnej firmie. Dobrze prosperująca fabryka zapewniła Baranowskiemu znaczny majątek i możliwość realizacji złożonego w wodach oceanu przyrzeczenie. W Clacton on Sea wybudował ośrodek wypoczynkowy dla dzieci, powołał Angielsko - Polskie Towarzystwo Pomocy Dzieciom. Następnie doprowadził do powstania Międzynarodowej Fundacji Kształcenia Muzycznego Dzieci Niewidomych i Niedowidzących im. Brygady Strzelców Karpackich "Tobruk".Starał się wszystkimi możliwymi sposobami nieść pomoc dzieciom w kraju.W dwutygodniowych turnusach wakacyjnych uczestniczyło ich kilka tysięcy. Ośrodkomi organizacjom niosącym pomoc najmłodszym - w Bydgoszczy, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Warszawie - ufundował autokary. Roztoczył opiekę nad Państwowym Domem Dziecka w Dukli.

W latach osiemdziesiątych, wraz z żoną Gladis, zorganizował 220 kontenerów z darami dla kraju. Dzięki jego staraniom dzieci potrzebujące diagnozy okulistycznej badano szczegółowo w londyńskim szpitalu Horsefields. Do Anglii sprowadzał również zespoły muzyczne: m.in. Zespół Muzyki Dawnej z Poniatowej i Ludowy Zespół Artystyczny "Ciechanów".Za bohaterstwo wojenne i działalność charytatywną w czasie pokoju uhonorowany został Baranowski przez rządy: Polski. wielkiej Brytanii, RPA, Nowej Zelandii i Francji. Wśród odznaczeń jest Virtuti Militari oraz Order Uśmiechu przyznany przez polskie dzieci.

Spełnienie marzeń

Wielkim marzeniem Henryka Baranowskiego było utworzenie międzynarodowego ośrodka kształcącego muzycznie uzdolnione niewidome i niedowidzące dzieci. Miejscem spełnienia marzeń, które miało być ukoronowaniem działalności charytatywnej miał stać się pałac i park w miejscowości Luberadz, w gminie Ojrzeń, na terenie obecnego powiatu ciechanowskiego. Na inauguracji, planowanej na 1 września 1991 roku, mieli być obecni przedstawiciele brytyjskiej rodziny królewskiej, prezydent Busch i Michaił Gorbaczow., Margaret Thatcher, ówczesny prezydent RP Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, senatorowie i posłowie RP, dostojnicy Kościoła rzymskokatolickiego.

Dziedzictwo biskupiego rodu

Nie miał szczęścia do gospodarzy pałac w Luberadzu. Niegdyś należał do rodziny Dembowskich. Przedstawiciele rodu, herbu Jelita, piastowali w dawnej Polsce wiele ważnych stanowisk ziemskich, wojskowych i kościelnych, wielu posłowało na Sejm. Trzech z nich, synowie Floriana Dembowskiego: Antoni Sebastian, biskup płocki, a następnie kujawski, Mikołaj, biskup kamieniecki, później arcybiskup nominat lwowski, Jan Kajetan, biskup sufragan kujawski u schyłku w XVIII wieku zasiadało w Senacie. Brat biskupów, Józef, był jedynym dobrym gospodarzem rodzinnych dóbr. On to w 1789 r., korzystając z planów architektonicznych Hilarego Szpilowskiego, nadał rodowej siedzibie kształt okazałego pałacu w stylu klasycystycznym. Po jego śmierci luberadzki dwór upadł. Dziedziczka włości Eleonora, po nieudanym małżeństwie z Bonawenturą Zielińskim i licznych procesach z zarządcą Karolem Dunkelem, swoim szwagrem zdecydowała się w 1839 r. sprzedać pałac i przyległe dobra.

Do wybuchu drugiej wojny światowej Luberadz kilkakrotnie zmieniał właściciela. Po wojnie władza stalinowska przejęła majątek i w pałacu zainstalowano szkołę. W 1967 r. obiekt przejął Zakład Ubezpieczeń Społecznych. W latach osiemdziesiątych pałacem interesował się Związek Młodzieży Wiejskiej, który chciał w nim urządzić ośrodek szkoleniowo - wypoczynkowy, ale ze względów finansowych wycofał się. Kolejna zmiana właściciela nastąpiła w 1990 roku. Pałac i otaczający go park kupił Henryk Baranowski.

Elity sprzyjały

Zakup przez Henryka Baranowskiego pałacu i parku w Leberadzu entuzjastycznie przyjęły ówczesne elity byłego województwa ciechanowskiego. Wojewoda ciechanowski Andrzej Wojtyło i dyrektor wydziału spraw społecznych UW Jerzy Pełka (obecnie wice dyrektor Muzeum Szlachty Mazowieckiej), deklarowali pomoc odbudowie dawnej rezydencji rodu Dembowskich  i organizacji Światowego Centrum Muzycznego dla Dzieci Niewidomych i Niedowidzących.

Ten ostatni pisał wówczas z entuzjazmem na łamach regionalnej prasy: "Luberadzki pałac doczekał się wreszcie swojego mecenasa. Po wielu latach dewastacji i kolejnych nieudolnych próbach odbudowy jego obecny właściciel daje gwarancję, że tą klasycystyczno - romantyczną budowlą, po powrocie do dawnej świetności, zawładną dzieci". Dość szybko rozpoczęto remont wewnątrz pałacu i budowę internatu, okazałego, piętrowego budynku. Baranowski swoją dotychczasową działalnością i funduszami dawał gwarancje doprowadzenie inwestycji do szczęśliwego końca, jednak jego ówcześni sprzymierzeńcy nie. Remont pałacu i budowa internatu ślimaczyła się. Uroczyste otwarcie z udziałem wielkich światowej polityki przesuwano na coraz odleglejsze terminy. W lutym 1994 roku nadeszła z Londynu tragiczna wiadomość - Henryk Baranowski zmarł na zawał serca.

Śmierć idei?

Dwa miesiące po śmierci Baranowskiego pojawiły się pierwsze obawy o losy realizacji idei fundatora luberadzkiego centrum. Na łamach nauczycielskiego "(O) - światka" Arkadiusz Gołębiewski pytał:- "Śmierć Henryka Baranowskiego, inicjatora i stawia wielki znak zapytania, co dalej z dziełem życia wielkiego Polaka, bohatera II wojny, filantropa?". Jeszcze za życia Baranowskiego kilka miesięcy przed jego śmiercią Fundacja im. Henryka Baranowskiego aktem notarialnym przekazała internat i otaczający go teren Polskiemu Związkowi Niewidomych. Związek w 1995 roku ustanowił inwestora zastępczego, Centrum Gospodarcze PZN. Firma mająca status zakładu pracy chronionej miała dokończyć budowę internatu i doprowadzić do uruchomienia centrum. Na plac budowy wchodziły coraz to nowe firmy.

Budowa się ciągnęła, a PZN brakowało pieniędzy. Żadna z firm nie chciała przyłożyć się uczciwie do pracy. Ekspertyza sporządzona na zlecenia PZN przez fachowców z Politechniki Warszawskiej wykazała szereg podstawowych błędów w sztuce budowlanej. W budynku już dwa razy przekładany był dach, mimo to wymagane jest trzecie przełożenie wadliwej konstrukcji. Luberadzkim kompleksem interesowała się wspólnota katolicka, która chciała urządzić tam centrum rekolekcyjne dla małżeństw i osób świeckich, jednak szybko się z projektu wycofała.

Przedstawiciele ciechanowskich elit, szybko o Henryku Baranowskim i jego idei zapomnieli i nie chętnie wracają do tematu. Pałac ulega dewastacji, nowy budynek internatu jest przykładem marnotrawienia darów serca, ludzkiej dobroci, pieniędzy. Jedenaście lat po śmierci fundatora, patrioty i filantropa o jego idei i o nim samym w Ciechanowie nikt nie pamięta.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050502165218309