U boku Prymasa

wto, 10 maj 2005, 01:45:11

Autor: ks. Artur Karbowy SAC

Przedstawiam fragmenty wywiadu z ks. bp. Alojzym Orszulikiem SAC przeprowadzonego przez Andrzeja Grajewskiego dla „Gość Niedzielny”. Biskup senior Alojzy Orszulik Pallotyn - urodzony 21 czerwca 1928 roku w Baranowicach, par. Żory. Święcenia kapłańskie przyjął w czerwcu 1957 roku. W latach 1968–1993 kierował Biurem Prasowym Sekretariatu Episkopatu Polski, uczestniczyl w obradach “okraglego stolu” od 1989 r. był także zastępcą sekretarza Episkopatu. 8 września 1989 r. został biskupem pomocniczym w diecezji siedleckiej. 25 marca 1992 r. został pierwszym biskupem łowickim. Urząd pełnił do marca 2004 r.


Andrzej Grajewski: Ksiądz Biskup przez szereg lat pracował w Sekretariacie Episkopatu, biorąc udział w wielu poufnych spotkaniach i rozmowach. Które wydarzenie zapamiętał Ksiądz Biskup jako szczególnie dramatyczne?

Ks. bp Alojzy Orszulik: – Było ich wiele. Chociaż z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że to, co niegdyś wydawało się rzeczą bardzo dramatyczną, w skutkach dla Kościoła takie nie było. Z pewnością bardzo trudnym momentem była kampania rozpętana przez Władysława Gomułkę w odpowiedzi na list biskupów polskich do niemieckich, a zwłaszcza za słynne zdanie „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

Pamiętam bardzo napiętą atmosferę w czasie jednego z posiedzeń Konferencji Episkopatu Polski w grudniu 1965 r. Przez okno było widać demonstrantów, którzy stali na ul. Miodowej, obok rezydencji Prymasa Polski, i wznosili nieprzyjazne wobec Prymasa i biskupów okrzyki. Także wśród wiernych było wielkie zamieszanie. Media były pełne zjadliwych tekstów w tej sprawie. Było głębokie poczucie niepewności oraz obawy, jak daleko władze komunistyczne mogą się jeszcze posunąć. (...)


W swych zapiskach Ksiądz Prymas zanotował, że władze komunistyczne sfałszowały tekst listu. Miał tego dokonać Stefan Olszowski, późniejszy minister spraw zagranicznych.

– Istotnie, tekst przedstawiony polskiej opinii publicznej był sfałszowany. List powstał bowiem w Rzymie i został napisany w języku niemieckim. Jak wiadomo, jego głównym autorem był metropolita wrocławski, kard. Bolesław Kominek. W jego redakcji uczestniczył także bp Jerzy Stroba. Dla komunistów list stał się pretekstem do histerycznej nagonki na Kościół. Po latach widać, że był wydarzeniem epokowym, umożliwił normalizację stosunków z Niemcami. Ksiądz Prymas wziął całą odpowiedzialność za treść listu na siebie, także inni biskupi z nim się solidaryzowali, gdyż był on prezentowany jako stanowisko całego Episkopatu Polski.

Gomułka także wcześniej nie przepadał za Księdzem Prymasem.

– To prawda. Niechęć komunistów była głęboko zakorzeniona. Jak pamiętamy, w 1956 r. Gomułka cieszył się poparciem większości społeczeństwa. Ksiądz Prymas uważał jednak, że jego pewne gesty pod adresem Kościoła są jedynie chwilowe. I miał rację. Gomułka był ideowym komunistą i Kościół traktował jako rzeczywistość wrogą. Jednocześnie był politykiem i liczył się z realiami. W maju 1957 r. zaproponował kard. Wyszyńskiemu, aby w czasie wizyty w Watykanie poinformował Papieża i Kurię Rzymską, że władze w Warszawie gotowe są podpisać konkordat ze Stolicą Apostolską. Była to nieoczekiwana propozycja i Ksiądz Prymas odniósł się do niej z nieufnością. W czasie wizyty w Watykanie w ogóle o tym nie wspomniał, o czym Gomułka się dowiedział. Był bardzo zagniewany na Księdza Prymasa. On jednak wiedział, że propozycja Gomułki nie była szczera i być może została mu podsunięta przez Moskwę. W tamtym czasie włoscy komuniści szykowali się nieomal do przejęcia władzy w drodze wyborów parlamentarnych. Potrzebowali pozytywnych przykładów współistnienia Kościoła i państwa w krajach komunistycznych, aby móc powiedzieć swoim wyborcom katolickim, że ich zwycięstwo nie musi oznaczać konfrontacji z Kościołem.

(…)

Z Edwardem Gierkiem stosunki układały się lepiej.

– Znacznie. Ekipa Gierek– Jaroszewicz dążyła do normalizacji stosunków z Kościołem. Zostało to zapoczątkowane poufnym spotkaniem 27 stycznia 1971 r. Stanisława Kani, bardzo wpływowego członka Biura Politycznego KC PZPR, z bp. Bronisławem Dąbrowskim w Sulejówku. Uczestniczyłem w tej rozmowie, aczkolwiek Kania był niezadowolony z mej obecności i nazwał mnie nawet agentem Wolnej Europy. Ustalono wówczas sposób dalszego postępowania, który zaowocował przyjęciem ustawy z czerwca 1971 r. o zwrocie własności kościelnej na ziemiach zachodnich i północnych. Później było jeszcze wiele rozmów grupy roboczej. W czasie jednego ze spotkań wicepremier Wincenty Kraśko zaproponował, aby mienie zwracać uchwałą Sejmu. Zaoponował wówczas kard. Kominek, mówiąc: – ustawą zabraliście, więc ustawą powinniście zwrócić. I tak się stało.

Lata 70. ub. wieku to czas rozmów Stolicy Apostolskiej z władzami PRL. Ksiądz Prymas zdaje się nie był zwolennikiem szybkich rozstrzygnięć?

– Obawiał się, czy dyplomaci watykańscy mają świadomość wszystkich złożonych uwarunkowań sytuacji Kościoła w Polsce. Dlatego wielokrotnie prosił kierującego rozmowami, późniejszego kardynała Agostino Casaroliego, aby konsultował wszystkie działania z Episkopatem Polski. Różnie z tym bywało, ale ostatecznie zarówno Warszawa, jak i Watykan przystały na zaproponowaną przez Prymasa metodę, że biskupi są o wszystkim informowani. Niewątpliwie jednak Stolica Apostolska była zainteresowana stworzeniem normalnych kontaktów dyplomatycznych z Warszawą, gdyż chciała mieć nie tylko kościelne kanały informacyjne o sytuacji w Polsce. (…)

W Watykanie sądzono, że komunizm jest systemem trwale wpisanym w rzeczywistość świata i z tej perspektywy działanie na rzecz nawiązania stosunków dyplomatycznych z komunistycznymi krajami wydawało się normalne.

– Nie tylko Watykan tak sądził. Proszę mi wskazać tych, którzy w latach 70. XX w. przewidywali, że komunizm za kilkanaście lat się rozwali.

(…)

Wybuch strajków w sierpniu 1980 r. był chyba także zaskoczeniem dla Księdza Prymasa?

– Był pełen troski o los Ojczyzny. Znał dobrze naturę systemu komunistycznego i wiedział, że jest on niereformowalny. Komuniści mieli jednak dość siły, aby rozprawić się z „Solidarnością”. Myślę, że wielu młodych działaczy związkowych nie miało takiej świadomości. Ksiądz Prymas w czasie spotkań z Lechem Wałęsą przestrzegał przed prowokacjami i zachęcał do ewolucyjnego, spokojnego działania oraz studiowania katolickiej nauki społecznej. Nie zawsze chciano go słuchać.

Wiele zamieszania wywołała sprawa kazania Księdza Prymasa, wygłoszonego w sierpniu 1980 r. na Jasnej Górze. Czy Gierek straszył Prymasa sowiecką interwencją?

– Rozmowa Księdza Prymasa z Gierkiem została poprzedzona spotkaniem z Kanią. Uczestniczyłem w niej. Kard. Wyszyński rzeczywiście pytał się o możliwość sowieckiej interwencji. Kania powiedział, że nie ma obecnie bezpośrednich sygnałów, świadczących o przygotowaniach do takiej akcji, ale – i to zaznaczył wyraźnie – nie da się tego wykluczyć. Był bardzo zdenerwowany i przybity tym wszystkim, co się działo. Wówczas zapadła także decyzja o spotkaniu Prymasa z Gierkiem. Kania zaproponował Sejm, ale ja powiedziałem, że jeśli spotkanie ma być dyskretne, to nie może odbyć się w parlamencie, gdzie pracuje tak dużo ludzi. Ostatecznie rozmowa odbyła się w rezydencji Gierka w Klarysewie. Odbyła się w cztery oczy. Wracając, kard. Wyszyński powiedział mi, że Gierek przedstawił tylko swoją ocenę sytuacji, o nic go nie prosił. Ksiądz Prymas nie zmienił ani słowa w przygotowanym wcześniej tekście kazania. Wówczas było wielu krytyków tego wystąpienia, także w Episkopacie. Patrząc jednak z perspektywy późniejszych wydarzeń, trzeba powiedzieć, że Ksiądz Prymas po prostu widział dalej, aniżeli uczestnicy tych wydarzeń, i przewidywał skutki, których tamci nie dostrzegali. Jego wsparcie dla robotniczych postulatów było oczywiste. Obawiał się jednak prowokacji oraz niedojrzałości nowych przywódców. W tym także miał rację.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050509134511777