Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Do czego służy szkoła?

Nauczyciel ma nauczyć, rodzic ma wychować, ksiądz pobłogosławić. Od 11 roku życia dziecko w szkole spędza od pięciu do sześciu godzin dziennie. Po zajęciach albo idzie do domu, albo na świetlicę. Rodzic w pracy spędza około 8 godzin dziennie, często mając zajęte soboty i niedziele. Pojawia się pytanie: kto jest odpowiedzialny za wychowanie dziecka? Czy tylko rodzice, czy może również szkoła, w której spędza ono znaczną część dnia od poniedziałku do piątku?



O kryzysie wychowania mówi się już od kilku lat. Według ostatnich badań, przeprowadzonych wśród nauczycieli, winę za taki stan rzeczy ponoszą rodzice, grupy rówieśnicze, a także internet i media - informuje Gazeta Wyborcza. Zdaniem ankietowanych, na wychowanie dzieci i młodzieży nie ma żadnego wpływu Kościół. Nauczyciele w rankingu jednostek wychowujących znaleźli się dopiero na ósmym miejscu.

Czym zatem zajmuje się szkoła? Zgodnie z przeprowadzonymi ankietami, przede wszystkim dydaktyką. Nauczyciele podnoszą swoje kwalifikacje, dokształcają się, zdobywają kolejne stopnie awansu. Wszystko po to, aby swą wiedzę przekazywać młodym ludziom, rozwijać ich umiejętności i przygotować do kontynuowania nauki na uczelniach wyższych.

Co nauczycielom dokucza? Niskie zarobki, agresja młodzieży, stale rosnąca biurokracja, codzienny stres. Ale ponad 70% ankietowanych odpowiedziało w badaniu, że zawód nauczyciela wybraliby ponownie. Ze względu na pracę z dziećmi, ale również i na długie ferie i wakacje, które mogą spędzać ze swoimi rodzinami.

Wyniki sondażu zostaną przedstawione w dniu jutrzejszym na konferencji Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Polska.pl



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050601100732296

No trackback comments for this entry.
Do czego służy szkoła? | 5 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Do czego służy szkoła?
verbadocent śro, 1 cze 2005, 18:25:34

Myślę, że nie uwzględniono jeszcze jednego czynnika, mianowicie trwającej od wielu dziesiątków lat negatywnej selekcji do zawodu. W efekcie czego bardzo często nauczycielami zostawali ludzie, którzy nie "załapali" się gdzie indziej, frustraci, często osoby bez wyraźnych zainteresowań i ambicji. Z mojego pokolenia, rówieśników z tego samego rocznika maturalnego nauczycielami szkolnym zostało raptem parę osób: miernych, słabych w nauce. Z jednym wyjątkiem: kolegi, który był "geniuszem" chemicznym, dziwakiem i pasjonatem. Ale z tego co wiem, szkolnictwo szybko go się pozbyło. Nastąpiła ogromna feminizacja zawodu (bo utarło się, że jest to idealne zajęcie dla kobiety), przez co mamy całą rzeszę rozhisteryzowanych pań mających kłopoty z opanowaniem szkolnej dziatwy. Wiem o czym mówię, bom ojciec dzieciom szkolnym i poszkolnym. O największym dorobku II RP nauczycielu z powołania zapomnijmy. Ja miałem to szczęście, że ostatnim rzutem na taśmę jeszcze się na nich "załapałem". To byli jeszcze przedwojenni nauczyciele, którzy w komunistycznej szkole mieli odwagę powiedzieć: "tu jest książka, materiał której musicie znać, bo o to będą pytać na maturze; ale póki co zamknijcie książki i słuchajcie mnie - powiem wam jak to było naprawdę". Ja w liceum jedynym podręcznikiem, z którego korzystałem była ksiażka od PO (sam nauczyciel tego kretyńskiego przedmiotu, historyk bez etatu, gdy mógł to opowiadał nam o swoich przeżyciach - walczył w Powstaniu Warszawskim) !!! Reszta, to był czysty wykład nauczyciela  i praca z uczniem. Czy możecie wyobrazić sobie nauczyciela języka obcego, który mówi: "macie w programie 4 godziny języka ale nic się w ten sposób nie nauczycie. macie zostać po lekcjach we wtorek i czwartek będziecie mieli dodatkowe konwersacje".  W czasach, gdy za godzinę korepetycji z języka dostawało się naprawdę ciężkie pieniądze!!! A ona robiła to za darmo, z czystej pasji. Wszyscy dziś mówimy po niemiecku perfekt, niektórzy nas (wliczając niżej podpisanego) dzięki temu nieźle żyje.

Oczywiście, że nie wszyscy byli idealni, nie wszyscy byli wspaniali ale większość to byli nauczyciele z krwi i kości, mistrzowie, nauczyciele i wychowawcy, których nie zapomnimy.

Gdy patrzę na dzisiejszych "pedagogów" moich dzieci, tych z tytułami, dyplomami, specjalizacjami i tak dalej, to czegoś mi w nich brakuje, właśnie owej pasji. Pasji, dzięki której nauczyciele zrobili z chłopów naród polski, z upadłej szlachty inteligencję i w ciągu dwudziestu lat wykształcili kadry, które mimo, że przetrzebione przez Hitlera, Stalina i ich pomocników, przyprowadziły nas do Europy.

---
Verba Docent Exempla Trahunt

 
Do czego służy szkoła?
lech.rp czw, 2 cze 2005, 17:05:20
"Czym zatem zajmuje się szkoła? Zgodnie z przeprowadzonymi
ankietami, przede wszystkim dydaktyką....
...
Przede wszystkim zapewnieniem pracy "gronu
nauczycielskiemu".
...
Nauczyciele podnoszą swoje kwalifikacje, dokształcają
się, zdobywają kolejne stopnie awansu. Wszystko po to, aby
swą wiedzę przekazywać młodym ludziom, rozwijać ich
umiejętności i przygotować do kontynuowania nauki na
uczelniach wyższych...."
...
Czyzby ?
W mysl ustalonych przez administracje regul, nauczyciele
robia to li tylko z jednego powodu: "zdobywaja kolejne
stopnie awansu" - czytaj: aby nie stracic pracy i aby
dostac pare zlotych wiecej...
...

"Co nauczycielom dokucza? Niskie zarobki, agresja
młodzieży, stale rosnąca biurokracja, codzienny stres...."
...

Czyli to samo, co calej reszcie, a NA DODATEK ta straszna
mlodziez...

Ma racje Verbadocent ! Najwyzszy czas, aby "odpady" z
"selekcji negatywnej" nie zajmowaly sie nauczaniem (moga
sie zajac n.p. b. odprezajaca praca w domach starcow za
"godziwe pieniadze") i nie "wpadaly w stress" - to zrobi
im samym dobrze, a przede wszystkim mlodemu pokoleniu !

Jakos nie slyszalem, aby przed wojna i wczesniej
nauczyciele musieli sie "formalnie doksztalcac", bylo to
po prostu zrozumiale samo przez sie i zgodne z naturalna
(przynajmniej dla "niektorych" !) ludzka ciekawoscia
nowego, ktorego oczekiwano, rowniez naturalnie, od
nauczycuieli

Sa kraje (n.p. USA), gdzie to rodzice decyduja o
przydatnosci nauczycieli w ICH szkole i nie sa im wcale
potrzebne zadne swistki o "doksztalcaniu" - decyduja tylko
umiejetnosci EFEKTYWNEGO przekazywania wiedzy, co wiaze
sie wlasnie SCISLE z przydatnoscia do zawodu i ze
"swistkami" nie ma wiele wspolnego, a efekty nauczania ?
Mozna sobie wyobrazic, biorac pod uwage statystyki, w
ktorych Polska, a nawet prawie cala (skostniala w
urzedniczym podejsciu) Europa nie ma za bardzo ma czego
szukac w porownaniu do USA i to pomimo, ze istnieja tam
rowniez "podlejsze" szkoly, a pimijam tu OCZYWISTE efekty
gospodarcze i to BARDZO DLUGOFALOWE !

Moze wreszcie znajda sie politycy, ktorzy wreszcie skoncza
z napoleonsko-pruskim systemem i poczynajac od szkol
wyzszych, ZLIKWIDUJA ADMINISTRACYJNY tytul "profesora", w
mysl zasady, ze profesorem SIE BYWA, a nie JEST, a co za
tym idzie, skoncza z administracyjnymi metodami
zarzadzania w szkolnictwie i przymusu w "doksztalcaniu",
aby koniecznie dostac "swistek" do "awansu" - bo nauczanie
i mlodziez jest w obecnej sytuacji wylacznie "powodem do
stressu" przy "spokojnym zarabianiu na zycie" i robieniu
kariery "w nauce".

Pewnie doszloby do niezgorszej rewolucji i duzo
"nauczycieli" odeszloby, narzekajac, z zawodu - i dobrze,
pewnie znow zaczelyby sie ksztaltowac wlasciwe, nieco
konserwatywne i tradycyjne wartosci wsrod tych, ktorzy
zostaliby, czyli po prostu nauczycieli i oczywiscie w
szkolach: i to od dolu do samej gory.

Jako efekt uboczny mielibysmy pewnie mniej (albo w ogole,
przeciez, jako nauczyciele, nie mieliby czasu ?)
premierow-"profesorow" lub takich "kiernozow" na
stanowiskach jak prezesi IPN i t. d., i t. d....
Sadze, ze doktorzy z prawdziwego zdarzenia wystarczyliby
nam w zupelnosci !

 
Do czego służy szkoła?
mateuszwroc czw, 2 cze 2005, 21:34:13
O czym, jak o czym, ale o szkole to ja chyba wiem więcej niż reszta Użytkowników (Boze przebacz pychę!). Moze się wydawać dziwne, ale uważam, że tzw. "wychowanie bezstresowe" jest do niczego. Jak nauczyciel może wychowywać, kiedy nawet nie może ucznia porządnie ukarać, bo go do sądu podadzą. Nie chodzi oczywiście o jakieś baty, ale coś o wiele skuteczniejszego niż 1, ocena naganna, czy uwaga. To nie skutkuje. Powinno być jakieś karne czyszczenie szkoły, koszenie trawnika, szorowanie ławek (porysowane ławki to plaga). Teraz szkoła nie ma takiego prestiżu jak kiedyś. Kiedyś uczeń obrywał od nauczyciela za złe zachowanie linijką, a jak się rodzicowi jeszcze poskarżył, to tato "poprawiał" po nauczycielu. Nie chcę być wyrocznią, ale to chyba lepiej skutkuje niż uwagi, jedynki. Pan VerbaDocent chodził do szkoły z karami cielesnymi, a jego psychki to nie wykrzywiło. Został bardzo porządnie wychowany.

---
Św. Piusie V módl się za mną!

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń