Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Huna - co sądzą o niej chrześcijanie?

Pytania i odpowiedziWitam! Ostatnio dotarłem do informacji o Hunie, czyli Wiedzy Tajemnej, do której na Hawajach dotarł Max Freedom Long. Uderzyło mnie to, że w mojej opinii ta teoria bardzo "pasuje" do chrześcijaństwa, chociażby ze względu na: wyraźne zaznaczenie i konieczność unikania krzywdzenia innych ludzi; bardzo ważna pozycja uczucia miłości, konieczność przyjęcia go i zastosowania w życiu w stosunku do tego co nas spotyka; bardzo ważne jest zaangażowanie w modlitwę całym sercem i uczuciami (cos na wzor kontemplacji). I stąd moje pytanie - co na ten temat sądzą religie chrześcijańskie. Jeśli jest ona sprzeczna z chrześcijaństwem to dlaczego?

I drugie pytanie czy praktykowanie Huny, czyli modlitwy i medytacji jest dobre czy złe, zwłaszcza w kontekście tego, że w takiej modlitwie (chociaż dla mnie bardziej pasowałoby mi i tutaj pojęcie medytacji, albo wyrażania swoich uczuć) nie zwraca się do innych Bogów tylko próbuje stworzyć pewną pozytywną wizję i się w nią wczuć? Po przeanalizowaniu pobieżnym tego systemu wydaje mi się, że można by go użyć do czynienia dobra i nauczenia się życia w harmonii i dobru.
Z góry dziękuję za odpowiedź. Zależy mi szczególnie na odpowiedzi przedstawiciela Kościoła Rzymsko-Katolickiego, ale wypowiedzi osób z innych Kościołów będą dla mnie równie cenne.

Na pytanie nadesłane przez Czytelnika odpowiada Roman Zając - biblista i demonolog z KUL.

Wywodząca się z Hawajów duchowa tradycja i praktyka życiowa nazywana Huną, cieszy się wielką popularnością. We wczesnych latach 80-tych Sir Georg Trevelyan próbował udowodnić, że nauka Huny jest identyczna z mądrością esseńczyków. Według niego Jezus był ostatnim "nauczycielem sprawiedliwości", a więc przewodnikiem, czyli kahuną esseńczyków. Istnieją również publikacje, które próbują dowieść, że ewangelie, a szczególnie kazanie na górze, wyrażają mądrość Huny. Już Max Freedom Long widział w Hunie praźródło wszelkich religii, w tym również chrześcijaństwa. Warto zapoznać się z poglądami Maxa Freedoma Longa, gdyż praktycznie wszystko o Hunie wiemy  od niego. To on odkrył ją na Hawajach, opisał i zinterpretował. On był głównym propagatorem praktykowania Huny, stanowiącej rzekomo jedyny klucz do pełnego, świadomego, wewnętrznie uporządkowanego i harmonijnego życia. Niestety praktykowanie Huny, nie uchroniło go przed popełnieniem samobójstwa, co było szokiem dla wielu ludzi wierzących, że jedynie za pomocą Huny można rozwiązać wszelkie problemy i zdobyć prawdziwe szczęście.

Przytoczę parę cytatów z książki Maxa Freedoma Longa "Huna - Wiedza tajmna w praktyce", aby Czytelnik mógł sobie sam wyrobić opinię, jakie związki Huny z nauką Chrystusa widział człowiek, który odkrył Hunę dla człowieka cywilizacji zachodniej.

"Kiedy Jezus został ochrzczony i zaczął nauczać, podążył za tradycją, która jest tak stara jak sama tajemna nauka, ukazująca się jako Światło Prawdy. Jezus, będący jej ucieleśnieniem, uczył w tajemnych symbolach Huny (...)Naukę tę jednak później zmieniono w dogmat głoszący, że zbawienie jednostki zależy od zaakceptowania Jezusa jako osobistego zbawiciela. (...).

Ze wszystkich badań nad słowami i wypowiedziami Jezusa jasno wynika, iż uczył on, w jaki sposób możemy zbudować normalny stosunek między naszymi trzema Ja. Taki stosunek jest sumą tego wszystkiego, co rozumiemy pod pojęciem zbawienie. Jezus nie mówił, że jego osoba jest prostym środkiem do uzyskania zbawienia lub że ludziom dlatego tylko będą przebaczone ich grzechy - i przez to staną się doskonali fizycznie, duchowo i moralnie - że po prostu uwierzą, iż Jezus ma ich zbawić.Człowiek sam musi starać się o swoje zbawienie. Jezus wskazał właściwą drogę ku temu i pomógł w jej obraniu tym, którzy stali przy nim. Polecił swoim uczniom, aby dalej przekazali naukę i pomogli tym, którzy sami z siebie nie potrafili jeszcze zastosować danych im wskazówek i potrzebowali pomocy z zewnątrz, przynajmniej na początku nowej drogi. (Pomoc ta była, jak jeszcze zobaczymy, potrzebna szczególnie tym, którzy nie mogli uwolnić się od swoich fiksacji lub od wpływu obcych istot duchowych, a także nie potrafili osiągnąć swojego Wyższego Ja z powodu zablokowania ścieżki i nie mogli uzyskać od niego prawdziwego i trwałego wsparcia).

Jeżeli jasno zdamy sobie sprawę z tego, iż Jezus przybył na ziemię, aby uczyć ludzi, w jaki sposób mogą osiągnąć własne zbawienie, i zrozumiemy, że przyniósł on ludziom zbawienie nie jako tajemniczy dar, na który można sobie zasłużyć, "wierząc w Jego Imię", będziemy przygotowani na badanie fundamentalnych obrzędów, które powinny nauczyć ludzi pomagania samym sobie. Jest to w końcu jedyna możliwa droga, którą ludzkość może dojść do zbawienia (...).

Jan (Chrzciciel) był wtajemniczonym w Hunę. "Droga" i "Pan" są słowami kluczowymi jego mowy. Wszędzie, gdzie kahuni przynosili swoją wiedzę, symbolizowali sznur widmowy przez (1) drogę, (2) ścieżkę, (3) ulicę i (4) nić, nitkę pajęczyny, sznur, powróz, rzemień, linę. Wygładzanie i napinanie sznura symbolizowało jego połączenie z Wyższym Ja. Usuwanie blokad z drogi lub z ulicy miało takie samo znaczenie. "Pan" był Wyższym Ja. Jezus odróżnił później wyraźnie Wyższe Ja od Jehowy, nazywając je "Ojcem". Pan nie był Bogiem Najwyższym; był on Haku kahunów, "Panem podzielonej wody", many, którą trzeba dzielić między niższe, średnie i Wyższe Ja, aby to ostatnie mogło wypełniać fundamentalne dla życia człowieka zadanie.(...). W języku Huny każdy rodzaj ducha symbolizowany jest przez ptaka. W tym przypadku to, co widziano opadające w dół podczas chrztu Jezusa, było Wyższym Ja, Duchem Świętym lub Duchem Bożym. Na zewnątrz obserwowano opadanie Ducha Świętego z nieba. W znaczeniu wewnętrznym Wyższe Ja opada w dół, aby wejść w kontakt z niższym i średnim Ja poprzez wolny od blokad widmowy sznur(...).

Zdanie: "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie" dotyczy nie tylko Jezusa, lecz każdego człowieka. Jest wyrazem miłości i aprobaty, którą Wyższe Ja może dać każdemu człowiekowi utrzymującemu otwartą ścieżkę w celu tworzenia pełnego kontaktu między trzema Ja. Rzeczywiście, wszystkie Wyższe Ja mają upodobanie w każdym "synu", który poczynił konieczne kroki w celu oczyszczenia swojej ścieżki.(...)

Kahuni zajmujący się uzdrawianiem albo sami byli wyszkolonymi mediami, albo pracowali z kimś o zdolnościach parapsychicznych. Ciągle rozglądali się za Istotami duchowymi, które atakowały żyjących ludzi i w pewnym stopniu wywoływały choroby lub zaburzenia umysłowe. Ponieważ istoty takie we wszystkich przypadkach zabierały żyjącym ludziom manę, aby same siebie wzmocnić, kahuni nazywali je "zżerającymi"lub "wyniszczającymi od środka towarzyszami". Przy wszystkich zabiegach uzdrawiających sprawdzali, czy w grę wchodzą obce duchy; jeżeli tak było, usuwali je podobnie jak kompleksy. Technika, którą posługiwano się przy usuwaniu złych duchów, polegała na gromadzeniu silnego ładunku many i przelewaniu go na pacjenta wraz z pewnego rodzaju mesmeryczną sugestią.

(...) Wiemy, iż Jezus był kahuną najwyższego stopnia. Dlatego też już od dawna wolny był od fiksacji i "zżerających od środka towarzyszy", które być może dręczyły go we wcześniejszym okresie życia. W latach swego duchowego szkolenia nauczył się nie tylko samodzielnie dawać sobie radę z tym problemem, lecz udzielać w tym względzie wskazówek innym. Jednak, aby własne życiowe doświadczenia zaprezentować w trwałej, dramatycznej formie, a przez to ugruntować wielką wiedzę Huny, poszedł na pustynię, by stanąć do dramatu kuszenia. (...)

Ze słów Jezusa wynika, że skłonił On swoich uczniów do wprowadzenia innych w tajemną naukę i do przekazywania jej z pokolenia na pokolenie. Jest również oczywiste, że miał On nadzieję na powiększenie się liczby wtajemniczonych, jak również na rozprzestrzenienie się jego nauki (...)Znalezienie ludzi gotowych przyjąć prawdziwe, nie sfałszowane wtajemniczenie okazało się zdumiewająco trudne, podczas gdy rozwój dogmatycznych teorii i bezpodstawnych założeń był niezwykle szybki. Paweł, który osobiście nie znał Jezusa, wywarł na jego naukę niszczący wpływ(...).

Dla badaczy i znawców oczywiste jest, że Paweł nie był wtajemniczonym kahuną. Ponieważ nie był wtajemniczonym i nie znał tajemnicy ukrytej za trzema ustanowionymi przez Jezusa podstawowymi rytuałami, powrócił do wczesnych żydowskich obrzędów, aby usprawiedliwić swoje dogmatyczne wypowiedzi na temat prawdziwego znaczenia życia i nauk Jezusa. W Liście do Rzymian Paweł przedstawia swoje dogmaty i nauki w bardzo charakterystyczny sposób. Ponieważ Adam zgrzeszył - wyjaśnia - wszystkie jego dzieci, cała ludzkość, ma udział w jego grzechu. Śmierć Jezusa była konieczna i właściwa, ponieważ niosła ze sobą przebaczenie, a dzięki przelewowi krwi usprawiedliwienie dla wszystkich, którzy akceptowali ten dogmat i wierzyli, że Jezus zmazał wszystkie grzechy świata i przez swą najwyższą ofiarę "uwolnił świat".

(...) Jeżeli chcemy otrzymać prawdziwy wgląd w nauki Jezusa, nieodzowne Jest uznanie bezpodstawnych dogmatów Pawła za coś, czym są w rzeczywistości: za deklaracje bez znaczenia, które nie mają nic wspólnego albo tylko niewiele z wewnętrzną zawartością nauki Jezusa.
(...) Kahuni uczyli, że wszystkie modlitwy najpierw muszą być! kierowane do własnego Wyższego Ja, ponieważ nasz sznur widmowy sięga tylko do niego i nie może połączyć nas z jeszcze wyższymi istotami. Wierzono jednak, że jeśli Wyższe Ja samo nie będzie mogło urzeczywistnić modlitewnego życzenia, przekaże je dalej do jeszcze Wyższych Istot (...)".


Po tym dość długim wyborze cytatów z dzieła Maxa Freedoma Longa można wyraźnie zobaczyć, jak postrzega on naukę Chrystusa i chrześcijaństwo. Doktryna chrześcijańska o zbawieniu w imię Jezusa, jest według niego wynikiem deformacji dokonanej przez Pawła, który niczego nie rozumiał. Jezus był bowiem kahuną, czyli właściwie szamanem pokrewnym szamanom hawajskim, pokazującym drogę do samozbawienia poprzez odpowiednie praktyki medytacyjne. Nie był Synem Bożym w jakimś szczególnym sensie, bo poprzez praktykowanie Huny każdy może stać się Synem Bożym. Bóg według Longa to jakieś enigmatyczne Wyższe Ja, a zarazem człowiek posiada swoje Wyższe Ja.

Duchem opętującym jest wg Longa nasze niższe ja, które się zagubiło lub zbuntowało przeciw współpracy ze średnim i Wyższym Ja. Z tego wynika, że to nie żaden demon, czy Szatan, ale źle wychowana (zaprogramowana) podświadomość powoduje, że robimy to, czego robić nie powinniśmy. Demony są wyłacznie naszymi kompleksami. Modlitwę Long rozumiał jako rozmowę z własnym Wyższym Ja, czyli była ona dla niego kontaktowaniem się z podświadomością, która może spełniać nasze prośby. A zatem według Huny modlimy się do samego siebie. W takiej wizji świata nie ma w niej miejsca dla Boga-Stwórcy, który powołał nas do istnienia z miłości i zbawił poprzez śmierć na krzyżu. Oczywiście nasuwa się pytnie, czy można Hynę praktykować po prostu jako medytację, bez przejmowania związanych z nią poglądów na chrześcijaństwo. Problem w tym, ze praktykowanie Huny wiąże się w sosób nierozerwalny z pewną wizją człowieka i świata, która nie jest zgodna z wizją chrześcijańską. Naprawdę trudno to oddzielić. Nie posuwałbym się do zarzutów, spotykanych w niektórych apologetycznych publikacjach, że Huna jest formą magii i okultyzmu, ale trudno mi jakoś wyobrazic sobie, że chrześcijanin może praktykowac Hunę, która tak diametralnie inaczej patrzy na człowieka. Niewątpliwie w Hunie są elementy wartościowe i nie pozbawione podstaw z psychologicznego punktu widzenia. W ogóle Huna ma wiele wspólnego z psychologią. Jest to jednak psychologia powiązana z pewnymi ideami religijnymi i światopogladowymi sprzecznymi z chrześcijaństwem.


 



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050603022606437

No trackback comments for this entry.
Huna - co sądzą o niej chrześcijanie? | 3 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Huna - co sądzą o niej chrześcijanie?
Stanley śro, 15 cze 2005, 08:40:38
"Nie posuwałbym się do zarzutów, spotykanych w niektórych apologetycznych publikacjach, że Huna jest formą magii i okultyzmu"

A ja posunąłbym się do poparcia tego stwierdzenia, że Huna jest formą okultyzmu, czasami wykorzystującą praktyki magiczne.

---
- Maranatha! Przyjdź Panie Jezu!
- "Przyjdę niebawem, a moja zapłata jest ze mną"
 
Huna - co sądzą o niej chrześcijanie?
jivani pon, 23 cze 2008, 14:07:34
Ten komentarz jest tym czego najbardziej nie lubię w Kościele Rzymsko-Katolickim: nieumiejętność czytania ze zrozumieniem. "A zatem według Huny modlimy się do samego siebie".  Przecież to nie o to chodzi żeby wychwalać siebie jako boga całkowicie zapominając o Stwórcy. Ja to rozumiem tak że najpierw człowiek sam siebie musi przekonać iż jest wart otrzymania czegoś od Boga. Przez umysł człowieka przewija się codziennie tysiące pragnień. Po co Bóg miałby je wszystkie spełniać skoro człowiek nieraz sam nie wie czy chce czegoś czy mu się tylko wydaje. A prawdziwe, wielkie marzenia spełniają się zawsze! i tu widzę działania Boga.
 
Huna - co sądzą o niej chrześcijanie?
eviva wto, 24 cze 2008, 11:51:30
Pan M.Zając pisze nieprawdę:

" Modlitwę Long rozumiał jako rozmowę z własnym Wyższym Ja, czyli była ona dla niego kontaktowaniem się z podświadomością, która może spełniać nasze prośby. A zatem według Huny modlimy się do samego siebie."

Wyższe Ja wg M.Longa w rzeczywistości jest Ojcem,do którego się modlimy wg Bibli:"Ojcze nasz,któryś jest w niebie".. itd.To nie podświadomośc spełnia nasze prośby,ale je jedynie zanosi do Ojca,naszego Wyższego Ja.W NT pisze,że:"modlitwy  trzeba zanosic w Duchu".Na czym to polega pisze M.F.Long,ale P.Zając już o tym nie wspomina.Nieprawdziwe jest Jego stwierdzenie,że "według Huny modlimy się do samego siebie",bo modlimy się do Ojca w niebie.Wg wiedzy ezoterycznej Ojciec jest Duchem Świętym Bożym,obecnym w każdym człowieku,w "niebie duchowym" tj. w 7 czakrze wg religii wschodnich.Pan M.Zając nie widzi obecności w każdym człowieku Ojca,chociaż NT o tym jasno pisze.

Modlitwa wg metody Huny jest bardzo skuteczna,podobnie jak modlitwa wg metody E.Monaham.

---
W każdym człowieku jest DUCH BOŻY-OJCIEC i DUCH CHRYSTUSOWY-SYN.Kto ma SYNA,ma żywot wieczny.

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń