Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Świadkowie XX wieku - Jan Tyranowski

Gdy staram się wyobrazić sobie jego postać odwołuję się do wielkiej literatury, do Singera. To jego przestrzeń literacką zaludniają krawcy-filozofowie, kupcy bławatni – mistycy, rzemieślnicy w jarmułkach i pejsach traktujący swój fach jak środek do utrzymania w jedności ciała i duszy wyrywającej się ku Wiecznemu. Przygarbieni nad swoimi warsztatami, które dawały im ciszę i skupienie niezbędne do myśleń błądzących po skrzyżowaniu transcendencji i eschatologii. Oczy skupione na igle i nitce tylko pozornie, prawdziwe skupienie było na literach świętych ksiąg. Taka postać pojawiła się w Krakowie w pierwszej połowie XX wieku wywierając niezatarty wpływ na Największego Polaka.

Jan Leopold Tyranowski (1901-1947), bo o nim mowa, był postacią tyle niezwykłą, co tajemniczą. Z wykształcenia był księgowym ale zawód ten wykonywał dość krótko. Utrzymywał się z krawiectwa, pracownię odziedziczył po ojcu, co przed wojną było ogromną sensacją. Człowiek z maturą pochylony nad maszyną do szycia? Przyjmując posadę, jak to się wtedy mówiło, miałby okazję do nieporównywalnego awansu materialnego, społecznego i towarzyskiego. Ale taki awans go w ogóle nie interesował. Jego interesował ON. Aby kontemplować TEGO KTÓRY JEST zaszył się w ciszy pracowni krawieckiej w swoim mieszkanku na krakowski Dębniku. To tam, przy maszynie do szycia, znajdował niezbędny spokój, skupienie i jakieś niewypowiedziane oderwanie od rzeczywistości niezbędne do ześrodkowaniu własnego „ja” w kierunku Boga. Miał dostatecznie dużo czasu aby zgłębiać dzieła mistyków, przede wszystkim św.św. Jana od Krzyża i Teresy z Avila. Ale nie był człowiekiem całkowicie oderwanym od rzeczywistości. Ta bowiem nie dała mu na to szansy, nawet gdyby miał na to ochotę.

Mówi się, że każdy ma życiu swoje pięć minut, swój gwiezdny czas, moment kiedy sięga nieba. Jan Tyranowski miał swój gwiezdny czas w najtragiczniejszym okresie Polski, w największym momencie próby swojego narodu, w latach 1939-1945. Wraz z nastaniem okupacji niemieckiej ten nieśmiały, samotny, niepozorny i wyglądający na dużo starszego niż był w rzeczywistości, poczuł niezwykłą potrzebę zgromadzenia wokół siebie młodzieży i dzielenia się z nimi darem wiary i wspólnego poszukiwania dróg do Boga. Potrzeba ta spotkała się z inną potrzebą. W parafii, do której należał, gestapo aresztowało 11 księży, zakonników salezjańskich. Większość z nich nie przeżyła tego spotkania z historią, w tym ks. Józef Kowalski, późniejszy błogosławiony męczennik za wiarę, który nie chciał podeptać w Auschwitz różańca. Parafii groziło zamknięcie i pewnie do tego by doszło, gdyby nie Jan Tyranowski. Włączył się życie parafialne w wymiarze przekraczającym uprawnienia świeckiego. Głosił nauki, które co prawda nie były nazywane katechezami ale de facto nimi były. Animował kółka biblijne i stworzył Koła Żywego Różańca. W swoim maleńkim mieszkaniu-pracowni gromadził ludzi i rozmawiał z nimi na tematy wiary. Starannie dobierał sobie otocznie. Długo i wnikliwie przyglądał się komuś nim zaproponował: „może byśmy porozmawiali...”. Gromadził wokół siebie głównie młodzież i był dla niej niewątpliwym autorytetem, nazywali go „prezydentem”. Częste spotkania młodzieży w jego domu nie mogły ujść uwadze gestapowskich szpicli. Pewnego dnia, w trakcie jednego z takich spotkań gromadzącego 25 osób, do lokalu Tyranowskiego wkroczyła policja. W warunkach okupacyjnego Krakowa taka wizyta kończyła się na ul.Montelupich z niezbyt optymistycznymi widokami na przyszłość. Gestapowcy odstąpili jednak od represji uznając właściciela lokalu za niespełna rozumu fanatyka religijnego. Ze środowiska Tyranowskiego wyszło 11 późniejszych księży (dokładnie tylu samo ilu zaaresztowało gestapo), w tym Mietek Maliński i jego przyjaciel, który wiele, wiele lat później został najważniejszym księdzem na świecie. Tak opisał to co robił Tyranowski: "nieraz można go było spotkać w pobliżu Wisły albo po prostu zastać we własnym domu, kiedy wyjaśniał młodym słuchaczom istotę cnót Boskich, sposoby rozmyślania czy też tajemnicze dary Ducha Świętego. Wiedział o nadprzyrodzonych darach złożonych przez łaskę w głębi dusz i chciał być wychowawcą tej wewnętrznej Boskości w człowieku, chciał ją odkryć i uświadomić każdemu ze swych młodych towarzyszy. Chciał pomóc rozwinąć ten zasób, wlany człowiekowi, a jednak ciągle zdobywany".

Tyranowski spotkał Wojtyłę w trakcie rekolekcji w parafii salezjańskiej. Przyglądał mu się przez dłuższy czas, także w trakcie spotkań w trakcie spotkań biblijnych. Zaprosił Karola do uczestnictwa w Żywym Różańcu. Tak narodziła się wielka przyjaźń, bez której nie można zrozumieć fenomenu Jana Pawła Wielkiego. Nie ulega, żadnej wątpliwości, a potwierdzają to słowa poźniejszego papieża, że Tyranowski miał największy wpływ na Karola Wojtyłę w najważniejszym dla jego formacji duchowej okresie: między śmiercią ojca a przenosinami, z polecenia abp Sapiehy, do Pałacu Biskupiego: "Byłbym niesprawiedliwy, gdybym w tym miejscu [słowa wypowiadane w 1964 w trakcie uroczystego ingresu Karola Wojtyły na stolicę biskupią] nie wspomniał Jana Tyranowskiego, inteligenta, a równocześnie rzemieślnika, człowieka, który wybrał swój zawód po to, ażeby się bardziej oddać obcowaniu z Bogiem. Człowieka, który potrafił wywierać na młodych ogromny wpływ. Nie wiem, czy jemu zawdzięczam powołanie kapłańskie, ale w każdym razie ono zrodziło się w jego klimacie”. Tyranowski i Wojtyła spacerowali całymi godzinami wzdłuż Wisły prowadząc rozmowy religijne. Krawiec z Różanej wskazał Wojtyle konieczność poszukiwania Boga przede wszystkim w samym sobie. „[Tyranowski]reprezentował nowy świat, którego dotąd nie znałem. Ujrzałem piękno duszy otwartej na oścież przez łaskę" – tak papież opisał ten zwrotny punkt swojego życia. „Prezydent” był nie tylko przyjacielem. Był także surowym i pedantycznym nauczycielem. Zorganizował plan zajęć dziennych krakowskiego poety-aktora w sposób bardzo precyzyjny. Ustalił listę obowiązkowych lektur religijnych i teologicznych, z których „odpytywał” przyjaciela. Bóg w nas jest nie po to, abyśmy Go zacieśniali do wąskich granic naszego ludzkiego ducha, Bóg w nas jest po to, aby nas wyrwać z nas samych w stronę swojej nadprzyrodzonej transcendencji. (...)
Od niego [Tyranowskiego] nauczyłem się między innymi elementarnych metod pracy nad sobą, które wyprzedziły to, co potem znalazłem w seminarium”
– powie papież w książce wywiadzie „Jestem z Wami” pięćdziesiąt lat później

Zaszczepił w nim zainteresowanie mistykami chrześcijańskimi, szczególnie św. Janem od Krzyża. Aby czytać dzieła mistyka w oryginale Wojtyła opanował mistrzowsko hiszpański. Praca magisterska „Pojęcie środka zjednoczenia duszy z Bogiem w nauce św. Jana od Krzyża” i praca doktorska „Doktryna wiary według św. Jana od Krzyża” otwierały szlak teologiczny Karola Wojtyły. Nie ulega żadnej wątpliwości, że pojęcia takie jak „świętość osobista”, „świętym może być każdy” i pojmowanie wiary nie jako zestawu zakazów i nakazów ale jako drogi prowadzącej do mistycznego zjednoczenia z Bogiem, które były wyznacznikami pontyfikatu Jana Pawła Wielkiego zostały zaszczepione w młodym Karolu przez „Prezydenta”. Także ten niesamowity i niepowtarzalny dar przyciągania do siebie młodzieży. Oceniając charakter kultu maryjnego reprezentowany przez Jana Pawła Wielkiego widzi się w nim przede wszystkim spadkobiercę polskiej tradycji jasnogórsko-kalwaryjnej (robi tak Küng) ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, że duchowy i charyzmatyczny wymiar czci maryjnej, znacznie głębszy niż wizualna obrzędowość, wypracował w Wojtyle właśnie ów skromny krawiec. Niektórzy krzywią się na „inflację świętych” promowanych przez Jana Pawła II. W zasadzie powinni mieć pretensje do „Prezydenta”.

Jan Tyranowski zmarł w roku 1947. Jego doczesne szczątki spoczywają w „jego” kościele św. Stanisława Kostki księży Salezjanów na ul. Konfederackiej na Dębnikach. W tym samym kościele w dniu 3. listopada 1946 odprawił swoją mszę prymicyjną ks. Karol Wojtyła. W roku 1997 rozpoczął się diecezjalny proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Jana Leopolda Tyranowskiego.

Artykuł został nadesłany przez Czytelnika VerbaDocent. Serdecznie dziękujemy.



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050616130047653

No trackback comments for this entry.
Świadkowie XX wieku - Jan Tyranowski | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Świadkowie XX wieku - Jan Tyranowski
Dezerter wto, 10 lut 2009, 15:24:26

Dla mnie bomba!

Kompletnie nieznane fakty - a jak ważne i istotne

Dzięki temu artykółowi lepiej i głębiej rozumię nauki JPW

 


 

---
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń