Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

"Filtrowanie" Tradycji drogą do jedności

Nie wiem drodzy Czytelnicy, czy temat ten lepiej nadaje się na artykuł, czy raczej jako post na forum, ale "com napisał, napisałem". Z tym tematem (w celu podjęcia dyskusji, w której niekoniecznie ja muszę uczestniczyć, ponieważ nie posiadam wykształcenia teologicznego, ani jakiegokolwiek innego "wyższego") zwracam się przede wszystkim do duchownych kościołów historyczno-episkopalnych (uznających min sukcesję apostolską biskupów, prymat honorowy, bądź jurysdykcyjny Biskupa Rzymskiego oraz Świętą Tradycję jako równorzędne z Pismem Świętym źródło Objawienia Bożego).

Zanim rozwinę temat, chcę zaznaczyć moje (czyli subiektywne) poglądy na temat celu ekumenizmu:
1) celem ruchu ekumenicznego nie jest jurysdykcyjne i doktrynalne podporządkowanie wyznań chrześcijańskich Biskupowi Rzymskiemu,
2) celem ruchu ekumenicznego jest zbliżenie, a raczej pełna unifikacja (z zachowaniem kontekstu kulturowego i ekumenicznych elementów własnej tradycji) wszystkich wyznań chrześcijańskich na zasadach równoprawnych (przy czym nie wykluczam tu prymatu honorowego i "apelacyjnego" Biskupa Rzymskiego, ale wolałbym bardziej w tej roli widzieć Biskupa Jerozolimskiego nie istniejącego jeszcze Obrządku Hebrajskiego), a drogą do tego celu jest "filtrowanie" (co wcale nie znaczy "odrzucenie") Tradycji, czyli "powrót do korzeni".

Mam nadzieję, że wszyscy chrześcijanie zauważają problemy, które Święta Tradycja (a może lepiej się wyrażę, jeśli powiem - tradycje różnych kościołów) stawia na drodze ku jedności uczniów Chrystusa. Tę właściwość Świętej Tradycji nazwałem dla własnych potrzeb (poprzez zaczerpnięcie z języka, którym posługuje się prawo kanoniczne) "przeszkodami ekumenicznymi".
Chcę tu wyraźnie powiedzieć, że Święta Tradycja nie jest dla mnie w całości przeszkodą lecz, że zawiera przeszkody ekumeniczne. (PODOBNIE JAK NIEKTÓRE KOŚCIOŁY TWIERDZĄ, ŻE PISMO ŚWIĘTĘ NIE JEST W CAŁOŚCI JEDNYM WIELKIM BŁĘDEM, A JEDYNIE, ŻE ZAWIERA BŁĘDY)(sic!).

Żeby było sprawiedliwie (to znaczy, żeby moich słów nie brali do siebie tylko przedstawiciele kościołów historyczno-episkopalnych), to protestanci też mają swoją "tradycyjkę". Uwierzcie mi na słowo, że nawet powstałe w Polsce w ostatnim piętnastoleciu wspólnoty wolnokościelne już zdążyły wytworzyć swoją ustną lub spisaną tradycję, która także zawiera przeszkody ekumeniczne!

Chciałbym wywołać dyskusję na parę subiektywnie wybranych tematów, które może nie są najważniejsze (niektóre ważniejsze, np. "prymat papieża" już zostały umieszczone przez moich "współkościelnopeelowców" na Forum), ale dobrze obrazują konflikt tradycji z parciem ekumenizmu do swego celu. (Nie narzucam jednak ekumenizmowi jego celu, a jedynie podaję tu "niby" jego cel ustalony (sic!) przeze mnie. Uznaję przy tym pełną swoją omylność).

Oto one:
1) biskup monarchiczny (tradycja), a prezbiterium kościoła partykularnego/diecezji, pod przewodnictwem "biskupa" (Pismo),
2) celibat duchownych (tradycja), a wolność wyboru stanu cywilnego (Pismo),
3) zbawienie z wiary lub uczynków (tradycja), a zbawienie z wiary i uczynków (Pismo).
4) przewodniczenie liturgii w szatach liturgicznych lub garniturach z krawatami (tradycja) czy w ubiorze zwykłym, nie wyłączająć garniturów z krawatami (Pismo)(zdaję sobie sprawę, że ten temat jest dla niektórych śmieszny, ale także dotyczy filtrowania Tradycji),
5) pełne wyłączenie kobiet z posługi duchownej (tradycja), a dopuszczenie ich do urzędu diakonisy (Pismo),
6) Eucharystia (Wieczerza Pańska) - Ciało i Krew Chrystusa (tradycja), czy "Ciało i Krew Chrystusa" (Pismo)(Jeśli w tym temacie będzie dyskusja to już jestem wystraszony, bo zdaję sobie sprawę, że zadarłem w nie byle jakiej sprawie z 98% Polaków).

Zdaję sobie sprawę, że Święta Tradycja (oraz tradycje protestanckie) zawiera przeogromne bogactwo treści, a jej "prześwietlenie" i "przefiltrowanie" zależy od dobrej woli bardzo wielu ludzi, a przede wszystkim od ponaglającego działania Ducha Świętego. Gruntowne "prześwietlenie" różnych tradycji i odsianie kąkolu od zboża wywołuje na światło dzienne nie jakiśch tam sześć (może nie za bardzo trafnych) tematów, ale tysiące. Uporanie się zaś z tym dziełem jest pracą wręcz tytaniczną. Jednak skutki tej pracy mogą się okazać błogosławione.

I RZECZ NAJWAŻNIEJSZA - ŻEBY ZACZĄC "GRZEBAĆ" SWOIMI LUDZKIMI, OMYLNYMI RĘKAMI W ŚWIĘTEJ TRADYCJI, TRZEBA UZNAĆ, ŻE ŚWIĘTA TRADYCJA JEST TAKŻE DZIEŁEM LUDZKICH, OMYLNYCH RĄK, OWIEWANYCH OD CZASU DO CZASU ŚWIĘTYM POWIEWEM DUCHA BOŻEGO. A TE RZECZY W TRADYCJI, KTÓRE NIE BYŁY OWIEWANE ŚWIĘTYM TCHNIENIEM MOŻNA MODYFIKOWAĆ, ZMIENIAĆ, A NAWET ODRZUCAĆ. (Tylko szkopuł w tym, jak ustalić, które rzeczy były "owiewane", a które nie. Można założyć, że pozbawione "owiewu" były te, które jawnie zaprzeczają Pismu. Ale przecież wiemy, że są kościoły które interpretują Pismo tak, że wszystko się zgadza. No i znów nasuwa się ta sama konkluzja - Duch Święty i ludzie dobrej woli).

Pozwólcie, że teraz dodam do moich sześciu tematów po parę zdań moich ludzkich, omylnych wyjaśnień.

Zanim to jednak zrobię, chcę wskazać kim jest autor tej wypowiedzi, bo może się to okazać pomocne dla czytelników. Jestem (ochrzczonym, bierzmowanym i komunikowanym - zarówno w tradycji katolickiej, jak i powtórnie w tradycji ewangeliczno-charyzmatycznej, przy czym wyraz 'bierzmowanie' jest w tym drugim przypadku synonimem biblijnego chrztu w Duchu Świętym) grzesznikiem zbawionym przez Jezusa Chrystusa. Jednak mimo zbawienia nie stałem się podobnym do aniołów i dalej grzeszę, lecz wiem do Kogo mam się zwracać z błaganiem o przebaczenie i umocnienie ducha. Przypuszczam, że nie przestanę grzeszyć (a jednocześnie brzydzić się grzechu i wołać o przebaczenie) do końca ziemskiego żywota. Czasami tak nagrzeszę, że boję się przyznać sam przed sobą, że jestem chrześcijaninem (gr. christianos: "[należący do] Chrystusa"). Jednak wiem, że nie wolno mi wątpić w zbawienie, ani tym bardziej popaść w apostazję/odstępstwo (inaczej: grzech przeciwko Duchowi Świętemu), bo jeśli posłucham tego najgorszego z podszeptów piekła to nie będzie dla mnie ratunku, ani w tym świecie, ani w przyszłym. (Prawdę mówiąc chciałbym czasem wierzyć w czyściec, ale "tak stoję i inaczej nie mogę"). Na szczęście zbawienie jest w Jezusie, który zamiast mnie jest mocny, mimo, że ja jestem słaby jak trawa polna, którą wiatr unosi. Nie uwalnia mnie to jednak od stania przed Nim w popiele, jako robak ziemski.

To co powiedziałem wyżej jest najważniejsze, ale nie w temacie, a teraz dopiero będzie w temacie. Nie jestem (przynajmniej w tej chwili, ale nie wiem co zrobię w wypadku bezpośredniego zagrożenia życia i potrzeby wezwania "starszych kościoła") członkiem żadnego z kościołów widzialnych (posiadających widzialną strukturę organizacyjną, ludzkie zwierzchnictwo i doktrynę biblijno-ludzką). Uważam się jedynie za członka niewidzialnego Kościoła Powszechnego, którego głową jest Jezus Chrystus. Uznaję bowiem braki wszystkich kościołów, które są organizmami Bosko-ludzkimi (często z przewagą cech ludzkich).

Przede wszystkim jednak uznaję braki w sobie, dlatego nie byłbym chyba (słowa "chyba" nie powinno być, ale jestem tylko człowiekiem) zdolny do posłuchania podszeptu Szatana, aby popełnić grzech przeciw jedności i założyć chociaż maciupeńki kościółek partykularny, w którym mógłbym się "wykazać" swoimi omylnymi przemyśleniami i w ten sposób prowadzić owce na wypalone łąki (sam NIESTETY palę tytoń, więc pewnie po moim "dobrym uzasadnieniu biblijnym" i owce zaczęły by palić i w ten sposób wypalilibyśmy sobie płuca, za pomocą których oddychamy i przemawaiamy głosząc Ewangelię)(Palenie tytoniu jest dla mnie ościeniem, o którym mówił apostoł Paweł, przyczym nie mam pojęcia co dla niego było ościeniem). Bałbym się bowiem "wpaść w ręce Boga żywego", "który za dobro wynagradza, a za zło karze", i który żąda więcej od tych, którym więcej powierzono. Niech każdy ma swoich przełożonych i pasterzy, którzy za was zdadzą sprawę Bogu, a moje teksty czytajcie, będąc świadomymi, że jestem bardzo omylny i na dodatek nie mam przygotowania akademickiego do autorytatywnego zabierania głosu w wielu sprawach.

Jeśli jednak czasem w moich artykułach lub tekstach na forum zauważacie stwierdzenia brzmiące "autorytatywnie i stanowczo" to jest to przeważnie wynikiem mojego stylu wypowiedzi, który nie łatwo już zmienić w wieku 34 lat. Mój styl wynika między innymi z tego, że byłem kiedyś gorliwym katolikiem i "psem łańcuchowym papiestwa" (za papieża i jego prymat dałbym się nawet rozszarpać protestanckim "amstafom"), a później jeszcze gorliwszym fanatykiem protestanckim (oczywiście z wielkimi klapkami na oczach, żebym przypadkiem nie widział nic dobrego w braciach katolikach), zdolnym do upodlenia w oczach ludzi każdej doktryny, która jasno nie mówi: "a sprawiedliwy z wiary żyć będzie".

Dziś mogę powiedzieć, że choć stałem się chrześcijaninem w tym samym momencie, w którym stałem się protestantem (co wcale nie wyklucza tego, że katolik może się stać chrześcijaninem pozostając nadal w swoim kościele), to moje niechrześcijańskie zachowanie było bardziej widoczne w moim (i to naprawdę tylko w moim prywatnie interpretowanym) protestantyzmie. Na szczęście nie jestem już ani "psem łańcuchowym", ani "amstafem" i dlatego pozwalam sobie zabierać głos w tym portalu.

Uff, ale się uzewnętrzniłem! Mógłbym się spowiadać dalej (a mam z czego), ale wtedy bym już całkiem zrobił "odlot" od artykułu i Admin by pomyślała, że coś ze mną nie w porządku (i w pewnym sensie, to znaczy w sensie kondycji duchowej, a nie psycho-fizycznej, miałaby rację). Pewnie stwierdziłaby za św. Hieronimem, że jest to "bredzenie apokryfów". (Swoją drogą żal mi trochę Hieronima, bo pewnie przewrócił się w grobie w momencie kiedy przetłumaczone przez niego drobnym pismem apokryfy Starego Testamentu Sobór Trydencki włączył do katolickiego kanonu).

A teraz w kwestii formalnej:

1) Wiadomo, że w aż do połowy IIi w. (a Antiochii i paru innych kościołach) do końca
I w. na czela kościołów partykularnych stały kolegia prezbiterów (prezbiteria). Możemy się domyślać, że miały one swych przewodniczących, którzy jednak z racji sprawowanej funkcji nie mieli "specjalnych" tytułów. Tytuł biskupa, na oznaczenie przewodniczącego prezbiterium pojawił się później. (Pierwotnie wyraz 'biskup' był synonimem wyrazu 'prezbiter').

Nawet jeśli założymy, że ci przewodniczący różnili się stopniem święceń (ordynacji) od współprezbiterów, to czy nie powinno się obecnie zaznaczać większej wspólnoty biskupa i prezbiterium diecezjalnego? Msza Wielkiego Czwartku nie powinna być jedynym zgromadzeniem prezbiterium, które przecież nie jest powolane do zarządzania parafiami tylko kościołem partykularnym - diecezją.

Takie organy jak Kapituła Katedralna, Rada Kapłańska i Rada Ekonomiczna rozbijają jedność prezbiterium, stawiając jednych ponad drugimi i ograniczając tym mniej uprzywilejowanym udział w zarządzaniu diecezją. Mimo, że w prawie kanonicznym biskup jest jedynowładcą, to powinien samoograniczyć się do roli przewodniczącego prezbiterium (tak jak Biskup Rzymski często ogranicza się do roli przewodniczącego kolegium biskupów) i faktycznie wzywać całe prezbiterium do współdecydowania, tak jak to robił Jakub Sprawiedliwy (por. Dz 21,18).

I niech nikt nie tłumaczy, ze jest to technicznie niemożliwe, bo jeśli są fundusze to i odpowiednio duże pomieszczenie się znajdzie. W ten sposób biskup, zamiast brać odpowiedzialność sam, może ją rozłożyć na prezbiterów, co jest zresztą zgodne z Pismem.

Powinien wzywać prezbiterium nawet jeśli jest wewnętrznie przekonany, że wszystko i tak zależy od niego, a prezbiterzy mogą co najwyżej ucałować pierścień i wielbić pod niebiosa wszystkie jego dekrety.

2)Zajmuję się celibatem dlatego, że żal mi tych celibatariuszy, którzy się bardzo męczą swoim celibatem, czyli tymi, którym nie została dana łaska bezżeństwa. Uważam, że jeśli od czegoś (np. od celibatu) można zyskać dyspensę (a jeśli można to nie jest to prawo Boskie lecz ludzkie), to można to bez szkody znieść powszechnie, tak jak ze szkodą się to kiedyś (w X w., a w Polsce w XIII w.) powszechnie wprowadziło.

Wolność wyboru stanu cywilnego przez duchownych gwarantuje Pismo. Paweł mówiąc o diakonisach, diakonach i prezbiterach-biskupach stwierdza, że powinni mieć żony, ale w cale nie mówi że muszą. Podobnie chrystus w tekście o bezżeństwie w cale nie mówi, że wszyscy maja być bezżeni, ale tylko ci, którym jest to dane. Niech więc, żyje wolność duchownych-kawalerów i duchownych-żonatych w Chrystusie!

3) Jest co prawda katolicko-protestancka deklaracja o usprawiedliwieniu, ale może podyskutujmy językiem mniej teologicznym?

4) W początkach chrześcijaństwa duchowni przewodniczyli liturgii identycznych szatach jakie nosili uczestnicy. Przyjęcie przez duchownych szat urzędników rzymskich doprowadziło do "widzialnego" rozdzielenia kleru i ludu. Jeśli więc teraz kler brata się z ludem, niech nosi się jak lud. A jeśli niedziela jest Dniem Pańskim, to niech prezbiter nie ubiera się w dresik, lecz w garnitur, białą koszulkę i ładny krawat!

5) W Piśmie nie mamy kobiet-prezbiterów, ale mamy kobiety-diakonisy, dlatego dajmy się trochę wykazać kobietom w służbie kościelnej.

6) Tematu Eucharystii nie podejmuję, bo to długi i trudny temat, ale kto udowodni, że postacie Eucharystyczne to nie tylko symbole "Ciała i Krwi" Chrystusa?

Na tym kończę i zostawiam pole do odpowiedzi i komentarzy (jeśli ktoś zechce oczywiście zabrać głos).



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050622150022995

No trackback comments for this entry.
"Filtrowanie" Tradycji drogą do jedności | 2 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
kacerz_Marek sob, 25 cze 2005, 13:42:32
Wg mnie jeżeli chcemy przefiltrować tradycję i stanąć na gruncie prawdy, powinniśmy wziąć do rąk Ewangelie i słowa Jezusa konfrontować z nią. Bo słowa i czyny Jezusa są podstawą naszej wiary - cała reszta, tj. Dzieje Apostolskie i listy - należą już do dokumentów i tradycji Kościoła. To, co rzekł i uczynił Bóg - jest fundamentem naszej wiary. To, co mówili i czynili św. Piotr, św. Paweł i inni - należy już do w pewnym sensie do Tradycji i ich słowa winniśmy traktować jak encykliki papieży, dokumenty kościoła etc.

---
Życie bez Boga jest jak latająca łopata - bez sensu.

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń