Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Reformacja prawosławia a la polacca

Określenie „Reformacja” kojarzone jest, w ślad za większością encyklopedii, podręczników, słowników z próbą (mniej lub bardziej udaną, to kwestia dyskusji, która nie jest przedmiotem naszych rozważań) reformowania Kościoła na Zachodzie. Nikt nie kojarzy go z Kościołem prawosławnym, może poza przypadkiem patriarchy Konstantynopola Cyryla Lukarisa i jego prób zbliżenia teologicznego z kalwinizmem w XVII wieku. Wcześniejszą była próba reformowania Kościoła prawosławnego w Mołdawii, przy znaczącym udziale polskich protestantów. Okoliczności tego zdarzenia mogłyby posłużyć za doskonały scenariusz filmowy.

Doktor Marcin Luter odnosił się do Kościoła prawosławnego z dużą dozą nieufności, wręcz niechęci. No bo jak mogły znaleźć w jego oczach uznanie takie fundamenty prawosławnej teologii jak: kult ikon, koncepcja dogmatycznej nieomylności soborów powszechnych, wyjątkowa pozycja monastycyzmu, biblijny kanon oparty na Septuagincie a nie na Biblii Hebrajskiej, rola Tradycji i sukcesji apostolskiej, kult świętych i ich relikwii czy celibat prezbiterów?

W zasadzie tylko niechęć do Rzymu i jego biskupa, głoszącego swój prymat między chrześcijanami, łączyła wtedy reformatorów i prawosławnych. Luter nie znał dokładnie świata greckiego i jego wrażliwości, która legła u podstaw Kościoła Wschodu. Co innego jego najbliższy współpracownik Melanchton. Ten hellenista z wykształcenia i pasji, renesansowy humanista (Luter nie cierpiał Renesansu), profesor greki na Uniwersytecie w Wittenberdze wraz ze swoim otoczeniem szukali od samego początku kontaktu z Kościołem Wschodu w sposób jak najbardziej naturalny. Poprzez swoje kontakty uniwersyteckie oraz znajomych Greków z Wenecji próbowali ok. roku 1542 nawiązać kontakty patriarchą Konstantynopola. Bez większego skutku. Przyczyny były dwojakie: teologiczne i polityczne. Te pierwsze wyraźnie zostały wyartykułowane w późniejszej (1576) odpowiedzi, punkt po punkcie, patriarchy Jeremiasza na 21 artykułów Konfesji Augsburgskiej, bardzo uprzejmej ale, co tu kryć, bardzo krytycznej.

Przyczyny polityczne, które powstrzymywały Greków od kontaktów z luteranami wynikały właśnie z owej fundamentalnej wrogości protestantów wobec Rzymu. Upadek Konstantynopola w 1453 i zniewolenie Kościoła przez Turków były wtedy jeszcze świeżo krwawiącymi ranami. Grecy, których przywódcą duchowym i narodowym był patriarcha, marzyli o odbiciu Konstantynopola (marzenie to ostatecznie zniweczył dopiero Attatürk w latach 20’ XX wieku). W połowie XVI wieku możliwe to było tylko w oparciu o wielką koalicję tych sił europejskich, którym zagrażali Turcy (m.in. Niemcy, Węgry, Francja, państwa włoskie), a które (skonfliktowane między sobą na wielu innych polach) mogły skupić się jedynie wokół autorytetu biskupa Rzymu. I rzeczywiście to nastąpiło. Tyle, że dopiero w końcu XVII wieku, kiedy to koalcja zwana Świętą Ligą pokonała dowodzona przez króla Polski Jana III Sobieskiego zatrzymała ofensywę turecką pod Wiedniem a potem pod wodzą francusko-włosko-niemieckiego (wszystkie trzy narody przyznają się do niego) Eugeniusza księcia Sabaudzkiego przystąpiła do kontrofensywy zakończonej traktatem w Karlovacu (po polsku: Pokój Karłowicki), momentu w którym kończy się strategiczna inicjatywa imperium tureckiego, od tego momentu będzie się ono tylko kurczyć. Ale póki co jesteśmy w połowie XVI wieku.

Około roku 1555 pojawił się w otoczeniu Melanchtona człowiek jak z powieści sensacyjnych. Sam mówił, że nazywa się Heraklida ale prawdziwe jego nazwisko brzmiało Jakub Basilikos Marchetti. Miał wtedy ok. 40 lat, podawał się za potomka despotów Epiru i samego Heraklesa (stąd jego „nazwisko”), oraz syna dziedzicznego władcy wyspy Samos, który po zamordowaniu przez Turków rodziców cudownie został ocalony przez niańkę. Tak naprawdę pochodził z Krety (będącej wtedy własnością Wenecji) , był synem żeglarza służącemu właśnie władcy Samos, Heraklidzie. Jakub wkradł się w jego łaski i opanował jego dwór, w tym archiwa, w oparciu o które stworzył swoją legendę. Jest to, jak okaże się później, kluczowy moment jego kariery, fundament, na którym zbuduje wszystko. Prawdziwy Heraklida został wygnany z Samos przez Turków i zmarł w jednym z miast Peloponezu, wśród swoich najwiernieszych dworzan, w tym Jakuba.

Tak się złożyło, że jakiś czas później miasto to zostało okupowane przez armię cesarza Karola V toczącego wojnę z Turkami. Bezrobotny po śmierci swojego patrona Basilikos przyłączył się do armii i razem z nią został ewakuowany do Europy, gdzie walczył dzielnie przez ponad dwadzieścia lat pod sztandarami cesarskimi w oddziałach hrabiów Mansfelda i Schwanzerburga, dowódców będących protestantami. W uznaniu za bohaterskie czyny cesarz powołał go na swój dwór w Brukseli nadając tytuł hrabiego-palatyna, w oparciu o dokumenty genealogiczne, które Basilikos sprokurował był onegdaj na dworze Heraklidy. Cesarski hrabia-palatyn miał prestiżowy przywilej powoływania nadwornego poety (poeta laureatus). Poeta był czołowym w ówczesnej Europie propagandzistą cesarskim. Jakub Basilikos umiejętnie z tego skorzystał mianując swojego protegowanego Sommera, dobrego zresztą poetę. Sommer będzie później opiewał czyny nie tyle cesarza, co Basilikosa właśnie, stanie się jego biografem.

Sam Basilikos nie był lubiany przez cesarskich dworzan, z uwagi na swoje skłonności do intryg i uprawianych potajemnie czarnej magii i nekromancji. Myślę, że w dużej części mit naszego poczciwego mistrza Jana Twardowskiego (żyjącego w mniej więcej tym samym czasie) oparty jest na „dokonaniach” Basilikosa. Gdy Karol V abdykował w końcu 1555 Basilikos nie miał znów patrona. Polecony przez swoich dawnych dowódców pojawił się w Wittenberdze w otoczeniu Melanchtona. Oczarował go swoimi dworskimi manierami, świetnym (bo zrobionym na swoje własne potrzeby) curriculum vitae, wykształceniem a przede wszystkim mirażem sojuszu z patriarchą Konstantynopola, Jozafa, który miał być jego bliskim kuzynem. Melanchton znalazł wreszcie człowieka, który mógł spełnić jego marzenia i pomóc nawiązać konstruktywny dialog z prawosławiem zakończony unią kościelną. Polecił go więc wielu władcom i wielmożom europejskim, którzy sprzyjali protestantom (m.in. polskim i litewskim magnatom).

Basilikos rozpoczął wędrówkę po dworach europejskich. W roku 1558 trafił na dwór mołdawskiego hospodara Aleksandra IV Lapucheanu. Mołdawia była niewielkim ale bogatym księstwem, leżącym na pograniczu wpływów imperium ottomańskiego i Rzeczpospolitej, raz po raz ogłaszając się lennikiem to jednej, to drugiej potęgi, zręcznie lawirując i wykorzystując swoje korzystne położenie geograficzne na szlakach kupieckich. Było to jedyne, obok sąsiedniej Wołoszczyzny, romańskojęzyczne państwo będące onegdaj w strefie wpływów cesarstwa bizantyjskiego, a tym samym prawosławne. Ponownie manipulując swoimi dokumentami wykazał, że jest kuzynem małżonki władcy mołdawskiego i wkradł się w jego łaski.

W roku 1560 Aleksander wykrył jego spiski zmierzające się do obalenia go i wygnał Basilikosa z kraju. Basilikos udał się na wygnanie najpierw do Siedmiogrodu, potem do Polski do ludzi, do których Melanchton zwracał się o protekcję dla swego greckiego przyjaciela. Tam, udowodniwszy najpotężniejszej wtedy polskiej rodzinie magnackiej, protektorom kalwinizmu, Zborowskim swoje pretensje do tronu Mołdawii, zorganizował w ich oparciu armię, złożoną głównie z polskich i litewskich protestantów. Armia ta najechała Mołdawię. Za pierwszym razem się nie udało ale w za drugim tak. W roku 1561 przegoniła Aleksandra do Konstantynopola i jej wódz, Basilikos ogłosił się władcą Mołdawii jako Jan I.

Jan I okazał się bardzo zręcznym dyplomatą. Jego pierwszym ruchem było wysłanie poselstw do ościennych mocarstw. W Konstantynopolu, po wypłaceniu poważnego „bakszyszu” dworzanom sułtańskim, uzyskano zatwierdzenie sułtańskie na tronie Mołdawii dla zwycięzcy. Rzeczpospolita, początkowo mu nieprzychylna (zwłaszcza po uznaniu protekcji tureckiej), dzięki wpływom jego protektorów, Zborowskich, okazała się w sumie życzliwie neutralna. Zygmunt August ostatecznie uznał go za władcę Mołdawii i zaproponował Janowi małżeństwo z Krystyną, córką głowy klanu Zborowskich, Marcina celem zacieśnienia wzajemnych stosunków. Marcin Zborowski, kasztelan krakowski, był wtedy najpotężniejszym polskim magnatem.

Nieprzeciętny umysł polityczny (to jego przedstawił Matejko w środku obrazu „Unia Lubelska” jako trzymającego w ręku zwinięty już tekst unii), gorliwy protestant i propagator kalwinizmu, nie wahający się przed rozwiązaniami siłowymi przeciw papistom na chwałę reformacji, skoligacony i spokrewniony ze wszystkim znanymi rodami w Koronie i Litwie. To był bardzo ważny sojusznik na skalę europejską. Cesarza niemieckiego Ferdynanda zjednał sobie Basilikos poufnym zapewnieniem o pomocy w trakcie planowanej wojnie z sułtanem. Jan I rozwijał szkolnictwo, popierał handel. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, który był nie lubianym przez poddanych mrukiem i samotnikiem, zjednał sobie przychylność ludu swoją otwartością i sympatycznym usposobieniem. Jedyną grupą społeczną, której sobie nie zjednał, na swoją późniejszą zgubę, byli prawosławni dostojnicy i kler. Nie lubili go i mieli swoje powody.

Basilikos jak wydaje się nie uczynił żadnych istotnych kroków celem skontaktowania Melanchtona ze swoim „kuzynem” patriarchą Konstantynopola. Może i chciał ale nie miał zbyt dużych możliwości, a gdy jej już miał, to Melanchton ich nie doczekał, zmarł w roku 1560. Jan I postanowił inaczej spełnić marzenie przyjaciela i protektora. Przystąpił gorliwie do reformy Kościoła Mołdawii w duchu nauk Lutra i Kalwina. Korzystając ze swoich władczych prerogatyw usunął dotychczasowego metropolitę Jass, głowę lokalnego Kościoła i mianował na jego miejsce Polaka, protestanta Jana Lutyńskiego. Był to jedyny w historii tego typu przypadek.

Nowy arcybiskup był nie do przyjęcia dla kleru i ludu prawosławnego. Nie dość, że był człowiekiem żonatym (biskup prawosławny musi być mnichem celibatariuszem), to jeszcze gorliwie zabrał się do przerabiania Kościoła mołdawskiego na modłę protestancką. Największy opór, co może dziś zdziwić, wywołała jego polityka odnośnie małżeństw a w zasadzie sposobu i trybu ich rozwiązywania. Prawosławie wychodzi z zasady, podobnie jak katolicyzm, nierozerwalności związku jednak, w imię tzw. Ekonomii zbawczej, dopuszcza rozwiązanie małżeństwa na zasadzie wyjątku. Utarło się, że niedopuszczalne jest zawieranie więcej niż czterech związków małżeńskich (także w przypadku wdowieństwa). W Mołdawii, znajdującej się wtedy pod ogromnym wpływem obyczaju tureckiego, nie przestrzegano tych reguł zbyt ortodoksyjnie. Arcybiskup Lutyński uznał dotychczasową praktykę mołdawską za zachętę do pogańskiego wielożeństwa i ostro ją zwalczał. Nie spodobało się to mołdawskim wielmożom, którzy widzieli małżeństwo jako środek do zawierania korzystnych aliansów polityczno-majątkowych i w oparciu o posłusznych im duchownych, w zależności od sytuacji albo je zawiązywali albo rozwiązywali. Następnie wziął się Lutyński energicznie za nieakceptowane do dziś przez protestantów a to co jest podstawą prawosławnej wrażliwości: ikony i monastery. Chciał osiągnąć za dużo i za szybko. Jego protestancka gorliwość zgubiła go, w roku 1562 przestał być metropolitą w sposób definitywny, bo go po prostu otruto.

Polityka Jana I oparta na zasadzie zyskiwania sobie tylko sojuszników była chwalebna ale bardzo kosztowna, oparta była bowiem na przekupstwie. A Mołdawia mimo, że bogata (dziś brzmi to niewiarygodnie ale tak było) nie była w stanie sprostać finansowo takim potrzebom. Opinia publiczna Mołdawii uznała go, pewnie nie bez przyczyny, za inicjatora akcji Lutyńskiego likwidowania klasztorów i przejmowania ich majątków (wariant praktykowany ówcześnie przez wielu władców w potrzebie finansowej m.in. Henryka VIII). Dodatkowo ogłoszono, że przyszła żona władcy, Krystyna Zborowska pochodzi z rodu popierającego wyłaniającą się wtedy z polskiego kalwinizmu sektę arian, zaciekłych antytrynitarzy. Kto dziś zerknie do preambuły konstytucji prawosławnej Grecji zrozumie jakie znaczenie ma Trójca Święta dla bieżącej polityki.

Krystyna nie była wprawdzie arianką ale tak naprawdę nikogo to nie interesowało. Została żoną Jana w roku 1560 ale nie tego mołdawskiego tylko litewskiego noszącego nazwisko Chodkiewicz. Ich syn, Jan Karol, który rychło przyszedł na świat, przejdzie do historii jako jedne z największych wodzów Rzeczpospolitej, będzie hetmanem wielkim litewskim, rozgromi Szwedów pod Kircholmem i Kockenhausen, nieugięcie broniąc Chocimia nie wpuści armii tureckiej w granice Rzeczpospolitej w dramatycznym roku 1621. Ale to będzie w Polsce i potem, teraz nikogo w Mołdawii prawda o pani Katarzynie nie była istotna. Liczyło się, że lud i tak wiedział swoje: Jan nie wierzy w Trójcę Przenajświętszą! Do tego doszło jeszcze to, że najbliższe otoczenie Basilikosa składało się z obcokrajowców. Głównie protestantów z Polski, obnoszących się ze swoją wyższością wobec „greckiej ciemnoty” i szarogęszących się po kraju. Ciekawe ale podobne schematy obowiązywał w pięćdziesiąt lat później w przypadku „dymitriad” moskiewskich, w których pierwsze skrzydła grali katoliccy polscy magnaci. Podobieństwa między obiema awanturami są zresztą zaskakujące, tak w przyczynach jak i przebiegu i skutkach. Były to ostatnie lata, gdy Rzeczpospolita Obojga Narodów wykazywała zainteresowanie ekspansją zewnętrzną. Nie realizowała ją nie na drodze przemyślanej konsekwentnej polityki zagranicznej popartej handlem, osadnictwem i orężem (jak np. Anglia czy później Rosja) ale awantur podejmowanych na zasadzie „private venture”. Zaiste ciekawy to temat do analizy. Może jednak kiedy indziej.

W oparciu o protestancką krytykę relikwii, Jan I skonfiskował je, po to by…. wystawić je na sprzedaż. Tego było za dużo. Wybuchło powstanie przeciwko Basilikosowi i jego dworowi. Zamordowano licznych przybyszów (np. ową żonę arcybiskupa Lutyńskiego i nieślubną córkę Basilikosa, którą przywiózł ze sobą do Mołdawii). Pozostali uciekli ledwo ratując swoje życie (m.in. poeta laureatus Sommer). Sam Basilikos udał się po pomoc za granicę, do Polski. Rzeczpospolita nie była zainteresowana wchodzeniem w konflikt z Wysoką Portą, zwłaszcza, że w tym czasie władca Moskwy Iwan zwany Groźnym postanowił oderwać od niej bogate i strategicznie ważne Inflanty i przyłączyć do swojego carstwa. Mąż pani Katarzyny z domu Zborowskiej, hetman litewski Jan Chodkiewicz skutecznie mu to wybijał z głowy.

„Inicjatywa prywatna” też się nie udała. Polscy protestanccy, protektorzy Basilikosa mieli wtedy problemy, w Polsce zaczynała się kontrreformacja. Sam potężny ród Zborowskich miał za kilka lat rozpaść się w gruzy, wraz z egzekucją syna Marcina, Samuela, późniejszego bohatera dramatu Słowackiego. Katolicy, zrażeni nachalną „protestantyzacją” Mołdawii nie kwapili się do pomocy.

Jakub Basilikos, hospodar Jan I, okazał się jednak, mimo wszystkich swych wad, odważnym człowiekiem. Bez sojuszników ruszył na Mołdawię, aby odzyskać swoje władztwo. Wierzył w swoją dobrą gwiazdę i kunszt wojenny. Ale się zawiódł. Zginął w walce w roku 1563 a wraz z jego śmiercią zakończyła się jedyna w historii próba reformacji w Kościele prawosławnym będąca pierwszą polską dymitriadą, o której w polskich podręcznikach nie poczytasz. Kontakty protestantyzmu z prawosławiem, wbrew pozorom, polepszyły się. Ale kiedy indziej, gdzie indziej i z innych przyczyn. Jest to już inna historia, do której może kiedyś opowiem.

Artykuł został nadesłany przez Czytelnika VerbaDocent. Serdecznie dziękujemy.



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050627150048156

No trackback comments for this entry.
Reformacja prawosławia a la polacca | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
mateuszwroc pon, 27 cze 2005, 19:48:13

oraz syna dziedzicznego władcy wyspy Samos, który po zamordowaniu przez Turków rodziców cudownie został ocalony przez niańkę

Czy mi się zdaje, czy w świecie prawosławnym jest obfitość cudownych ocaleń osób z gron królewskich? :D

---
"Bo nadejdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swych pragnień zgromadzą sobie nauczycieli"; (2 Tym 4, 3)

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń