Fałszywe święcenia

czw, 30 cze 2005, 21:38:11

Autor: Jakub Piotr Sowiński

Niemal nudne stają się powoli informacje prasowe oraz brukowe "newsy" o kolejnych "święceniach" kobiet będące wyrazem feministycznego protestu wobec konserwatywnego zdania w tej kwestii dwóch ostatnich papieży - Jana Pawła II i obecnego Benedykta XVI. Afery te rozdmuchuje się conajmniej na miarę kolejnej schizmy zachodniej gdy tymczasem są one tylko (aczkolwiek bolesnym) formalnym wyrazem odejścia od Kościoła.

Myślę, że w związku z tym warto jednak przyjrzeć się nieskuteczności udzielania takiego sakramentu. Nieskutecznością oczywiście z punktu widzenia Kościoła Katolickiego - i być może niektórych zachowujących ciągłość sukcesji apostolskiej.

Po pierwsze sakrament ten jest nieważny, bo jest udzielany kobiecie. Już ktoś razy podał bardzo dobre, aczkolwiek mogące płeć piękną urazić porównanie. Próbować udzielić kapłaństwa kobiecie to tak jak ochrzcić kota. Sakrament jest nieważny ze względu na błędny podmiot.

Idąc dalej warunkiem kapłaństwa jest przyjęcie wcześniej diakonatu. W związku z tym kobieta, która "przyjęłaby" diakonat bez zgody Kościoła (o ważności lub tego święcenia nie będę się rozpisywał choć wiele wskazuje na to, że diakonat kobiet sam w sobie istnieje i wydają się go potwierdzać starożytne wschodnie księgi liturgiczne) jest ekskomunikowana. Skutkiem ekskomuniki jest nieważne przyjmowanie niektórych sakrmentów - w związku z tym nawet po ważnym acz niegodnym diakonacie nie może nastąpić kapłaństwo już z samej racji ekskomuniki - i to bez względu na płeć! Z drugiej strony nie da się przyjąć kapłaństwa bez diakonatu - czyli próba ominięcia ekskomuniki jest niemożliwa...

Oprócz wszak wymienionych aspektów pozostaje trzeci - poruszony już w pytaniu od czytelnika i za który dostałem, niesłuszną jak się później okazało - ekumeniczną burę (niewtajemniczonym wspomnę, że chodziło o zdradę swego wyznania w przypadku konwersji tylko w celu zyskania posługi pasterskiej). Jak dotąd wszystkie te panie "przyjmowały" sakrament święceń w ramach buntu wobec Kościoła, tak więc i warunek (może podstawowy) odpowiedniej intencji nie zostaje spełniony.

Jedyny skutek rzekomych święceń to niestety rana zadana Kościołowi, a przede wszystkim sobie przez te kobiety. Wyłączenie siebie ze wspólnoty i świadome narażenie swojej duszy na potępienie...

Ostatnio nadziałem się na stronki KEA. Z działu liturgicznego wyczytałem, że Kościół ten czuje się trochę oburzony faktem, że KRK niespecjalnie chce uznawać luterańskiej ordynacji i idącej wraz z nią sukcesji apostolskiej. O ile zwłaszcza teraz - kiedy luteranie korzystają ze współkonsekracji biskupów z historycznie potiwerdzoną sukcesją apostolską ewentualne roszczenia wobec KRK wydają się słuszne o tyle wraz z wyświęceniem pierwszej kobiety na biskupa KEA i każdy inny Kościoł będą się musiałby liczyć, że z czasem ani KK ani Prawosławne sukcjesji uznawac wogóle nie będą. Co oczywiscie tym Kościołom do szczęścia potrzebne bć nie musi...Ani do zbawienia.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050630162704685