Świadectwo: Chrześcijanin w wojsku

sob, 16 lip 2005, 17:30:44

Autor: Igor Sawicki

Pewien oficer jednej z armii NATO powiedział: „Nie każdy chrześcijanin musi zostać żołnierzem. Ale nigdy nie służyłbym w armii, w której nie ma chrześcijan. Nikomu też nie życzyłbym znaleźć się w obszarze działań armii, w której nie byłoby prawdziwych chrześcijan”. Przykładem wagi takiego stwierdzenia może być konflikt argentyńsko-angielski o Falklandy w 1982 roku, który zakończony został między innymi dzięki temu, że żołnierze wrogich sobie armii odwołali się do swojego chrześcijaństwa.

Kiedy spojrzę na swoje życie wstecz, to widzę, że właściwie od samego początku związane było ono z wojskiem. Mój ojciec był oficerem Wojska Polskiego, i ja spędziłem w armii 31 lat. Ktoś by powiedział - nie ma czym się chwalić. Zdaję sobie sprawę, że w naszych kręgach ewangelicznych zawodowa służba wojskowa często jest traktowana jako profesja niezbyt odpowiednia dla prawdziwego chrześcijanina. Nie raz słyszałem takie opinie, szczególnie od młodych ludzi.

Przyznam, że i ja, kiedy 12 lat temu powierzyłem swoje życie Jezusowi, miałem z tym problem. Wcześniej mógłbym nazwać siebie agnostykiem. Choć nie zaprzeczałem istnieniu Boga, to jednak uważałem, że żołnierz zawodowy, oficer powinien sam odpowiadać za swoje decyzje. A już zwracanie się z tym do Boga traktowałem jako oznakę słabości. Ale przyszedł pewien marcowy dzień 1993 roku, kiedy to wraz z moją rodziną otrzymałem zaproszenie na ewangelizację satelitarną Billy’ego Grahama, która była zorganizowana w sali widowiskowej wynajętej na ten cel od Wyższej Szkoły Oficerskiej, w której wówczas pracowałem. Moja córka i żona jeszcze tego samego dnia powierzyły swoje życie Jezusowi. Ja potrzebowałem na to kolejnych 6 miesięcy. Ale gdy podjąłem tę najważniejszą decyzję w moim życiu i potwierdziłem ją chrztem, w ślad za tym powstała sytuacja odwrotna do tej sprzed paru miesięcy. Jeśli przedtem miałem wątpliwości, czy będąc oficerem powinienem powierzyć swoje życie Jezusowi, to po chrzcie zacząłem się zastanawiać, czy będąc chrześcijaninem powinienem nadal służyć w wojsku.

Ale od czego jest Biblia? Jeśli ona jest przewodnikiem w naszej drodze z Jezusem, to można tam znaleźć też historię Korneliusza, jednego z pierwszych pogan, którzy stali się chrześcijanami. Czytając 10 rozdział Dziejów Apostolskich możemy poznać wiele wspaniałych cech tego rzymskiego oficera, ale nigdzie nie znajdziemy choć wzmianki, że goszczący u niego apostoł nakazał mu porzucenie służby w armii. Stąd i ja, po przeczytaniu tej historii, przestałem się zastanawiać, czy powinienem nadal służyć w wojsku, ale raczej, jak powinienem tę służbę pełnić.

O swoich rozterkach i przemyśleniach rozmawiałem też z moim pastorem i przyjacielem Piotrem Zarembą ze Zboru Chrześcijan Baptystów w Poznaniu. Na jednym ze środowych spotkań biblijnych Piotr przedstawił mi pilota wojskowego Darka Wujciuka z Kościoła Zielonoświątkowego, zachęcając nas, abyśmy rozejrzeli się za innymi ewangelicznie wierzącymi chrześcijanami w wojsku. Szukając kontaktów dowiedzieliśmy się o organizowanej w Niemczech konferencji chrześcijan z Bundeswehry, na którą wkrótce otrzymaliśmy zaproszenie. Tam zobaczyliśmy, jak oficerowie wspólnie się modlą, czytają Biblię, wielbią Boga. Dowiedzieliśmy się też, że w innych armiach są podobne stowarzyszenia skupiające chrześcijan w mundurach. Postanowiliśmy i w naszej armii powołać takie stowarzyszenie. W 1999 roku udało nam się uzyskać zgodę ministra Obrony Narodowej i zarejestrować w sądzie Chrześcijańskie Stowarzyszenie Wojskowe „KORNELIUSZ”.

Do Stowarzyszenia mogą należeć zarówno wojskowi, jak i funkcjonariusze innych służb mundurowych, niezależnie od tego, do którego z chrześcijańskich Kościołów należą, jak również bez względu na stopień i stanowisko służbowe. Wystarczy, że powierzyli swoje życie Jezusowi Chrystusowi i wierzą, że Biblia jest natchnionym Słowem Bożym.

Dlaczego takie Stowarzyszenie właśnie dla służb mundurowych?

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że żołnierz zawodowy, policjant, funkcjonariusz służby granicznej czy służby więziennej - to specyficzne zawody. Charakteryzują je specyficzne relacje międzyludzkie oparte na posłuszeństwie, a także fakt posiadania broni, a tym samym możliwości jej użycia przeciwko drugiemu człowiekowi. Stąd też, już od czasów nowotestamentowego Korneliusza żołnierz-chrześcijanin staje przed tymi samymi dylematami: z jednej strony dyscyplina, podporządkowanie się wydanemu rozkazowi, z drugiej strony podporządkowanie się Bogu. Co zrobić, jeśli wydany rozkaz jest sprzeczny z naszym sumieniem? Jak się zachować wśród kolegów czy w stosunku do przełożonych, którzy nie są chrześcijanami? A jak władzę daną oficerowi wykorzystywać w stosunku do podwładnych? Jak zdobyć i utrzymać wśród nich autorytet?

I nie są to tylko pytania stawiane w naszej armii. W zeszłym roku uczestniczyliśmy w Seulu na światowej konferencji Chrześcijańskich Stowarzyszeń Wojskowych. Oprócz gospodarzy byli przedstawiciele stowarzyszeń ze 134 krajów ze wszystkich kontynentów. I bez względu na to, czy reprezentowali takie państwa, jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy czy Polska, czy też takie, jak: Sudan, Mongolia, Sierra Leone czy Białoruś - problemy są bardzo podobne. I po to właśnie mamy takie stowarzyszenia, aby nawzajem się wspierać, dzielić się doświadczeniami ze swojego życia chrześcijańskiego i zawodowego, wspólnie studiować Słowo Boże, modlić się, organizować ewangelizacje wśród żołnierzy.

Trzy lata temu moja sytuacja rodzinna spowodowała, iż podjąłem decyzję o zakończeniu służby wojskowej. Była to trudna decyzja i trudny czas. Moja żona Ewa umierała na raka i chciałem jej poświęcić każdą chwilę, jaka nam jeszcze wspólnie została. Dwa miesiące później odeszła do Pana. I po raz kolejny otrzymałem dowód, iż Bóg nie pozostawia nas samych, choć czasami nie możemy zrozumieć Jego planów względem nas, a czasami wręcz się buntujemy, nie możemy się z nimi pogodzić. Kiedy i ja za bardzo nie wiedziałem, co dalej ze sobą robić, kiedy zacząłem zadawać Bogu prawie Hiobowe pytania, wówczas otrzymałem zaproszenie do pracy misyjnej w stowarzyszeniu Accts Military Ministry International, międzynarodowej organizacji wspierającej chrześcijańskie stowarzyszenia wojskowe, a także pracę kapelanów wojskowych. A z tej racji, że prawie 20 lat swojej służby zawodowej spędziłem jako nauczyciel akademicki w Wyższej Szkole Oficerskiej, zaproponowano mi pracę wśród podchorążych i młodych oficerów w Europie.

Dlaczego właśnie ta grupa jest tak ważna? Bo dzisiejsi podchorążowie to przyszli oficerowie, dowódcy, generałowie. Ci, od których działań może zależeć nasze bezpieczeństwo. Dlatego też staramy się utrzymywać kontakty z akademiami wojskowymi, organizować tam spotkania czy konferencje chrześcijańskie, jak w akademiach wojskowych w Wilnie czy w Rumunii w Sibiu, gdzie mówimy o naszym osobistym Zbawicielu - Jezusie Chrystusie, o potrzebie czytania Pisma Świętego; organizujemy też studia nad wybranymi tematami z Biblii. Często ci młodzi ludzie mają Biblię pierwszy raz w ręku. Rokrocznie organizujemy też obozy, jak zimowy obóz narciarski w Alpach w Austrii czy letni obóz żeglarski w Holandii, gdzie staramy się łączyć zdobywanie umiejętności narciarskich czy żeglarskich ze wspólnym studiowaniem Biblii oraz wykładami i dyskusjami o postawach żołnierza chrześcijanina w jednostce (szkole) wojskowej, czy też o cechach, jakie powinien posiadać dowódca (na przykładzie stosunku Jezusa do swoich 12 uczniów).

Na nasze spotkania, konferencje zapraszani są młodzi ludzie ze wszystkich denominacji chrześcijańskich. Szczególnie staramy się docierać do krajów byłego bloku wschodniego. Ostatnio w grudniu odwiedziliśmy pierwszy raz Mołdawię, gdzie podobnie jak w Serbii czy Macedonii mówienie wśród żołnierzy o Bogu jest - mówiąc delikatnie - niemile widziane przez władze.

W naszej służbie duży nacisk kładziemy na modlitwę, zarówno podczas planowania jak i realizowania zamierzeń. Często nasze spotkania mają nazwę „pray and plan”. Modlimy się i planujemy. Planujemy i modlimy się. I Bóg odpowiada na nasze modlitwy. Czasami musimy na te odpowiedź poczekać, czasami jest ona natychmiastowa. Dwa lata temu przygotowywaliśmy nasz rejs żeglarski w Holandii, który odbywa się na ponad 100-letnim żaglowcu, gdzie jest wymagane minimum 10 osób, żeby można było postawić główny żagiel. Kiedy mieliśmy już skompletowaną wymaganą liczebnie załogę, na 3 tygodnie przed planowanym rejsem otrzymałem wiadomość od komendanta rumuńskiej akademii, iż wycofał on swoich podchorążych. Tydzień później podobną wiadomość otrzymałem z Bułgarii. Tym samym nasz rejs nie mógł się odbyć. Akurat ta ostatnia wiadomość dotarła do nas, gdy byliśmy na jednym z takich weekendowych spotkań „pray and plan”. Upadliśmy na kolana i zaczęliśmy się wspólnie modlić.

Jakaż była moja radość, kiedy następnego dnia przed południem, po otwarciu swojej skrzynki pocztowej znalazłem tam wiadomość od komendanta rumuńskiej akademii. Cytuję: Drogi Panie, okazuje się jeszcze raz, że tylko Boże Słowo jest ponad wszystkim, rządząc nami i błogosławiąc nas. Dzisiaj z rana rozważyłem ponownie swoją decyzję i jeśli nie jest za późno, to chciałbym wysłać jednak swoich podchorążych". Chwała Panu!

Takich wspaniałych odpowiedzi na modlitwę doświadczam nie tylko w swojej służbie, ale i w życiu osobistym. 12 lat temu, po wspomnianej wcześniej ewangelizacji Billy’ego Grahama, kiedy moja żona Ewa i córka Urszula modliły się codziennie o mnie, Pan wykonał taką pracę w moim sercu, że pozwolił mi się otworzyć na Ewangelię. Kiedy powołał Ewę do siebie, nie pozostawił mnie samemu sobie. Pozwolił mi podjąć na nowo służbę wśród młodych ludzi w mundurach nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Dał mi też przyjaciół, którzy wspierali mnie w tych trudnych chwilach. Wreszcie kiedy przeprowadził mnie przez ten trudny czas, pozwolił mi również poznać Aldonę, która od roku jest moją żoną, wspierając mnie w mojej służbie.

Informacje o ChSW „Korneliusz” w tym między innymi statut i deklaracja członkowska.

Artykuł pochodzi z miesięcznika Słowo Prawdy i został opublikowany za zgodą redakcji.

Kiosk Kosciol.pl - Słowo Prawdy

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050716171646907