Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Na tropie etyki chrześcijańskiej (2) - dochodzimy do sedna

Przestrzeganie tak rozumianego Prawa jest jednak ponad ludzkie siły. Choćbym chciał, nie jestem w stanie pomóc każdemu, kto jest w potrzebie. Choćby dzień miał 365 godzin, nie dam rady uczynić dobrze każdemu. bez względu na moje chęci nie jestem więc w stanie wykonać takiego programu moralnego. Jak mam więc to uczynić? Jezus daje jednak wskazówkę, jak wykonać tak niewykonalne normy zachowania: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.” (Mat. 22:37-40). Poprzez Miłość jestem w stanie wykonać wszystko. Pomogę ocalić rozpadające się małżeństwo przyjaciela, uratuję rannego w wypadku, udzielę pomocy okradzionemu, zajmę się opuszczonym mieszkaniem sąsiada. Poprzez Miłość na wszystko znajdę czas, miejsce i porę. Poprzez Miłość jestem w stanie podołać wymaganiom.

Podstawą Miłość 

Etyka Jezusa i Jego uczniów jest więc etyką Miłości. To już nie jest przestrzeganie zasad ze strachu przed Bogiem. To wyrażanie Miłości do Boga poprzez Miłość do bliźniego:  „Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.” (1Jan 4:20) W tym duchu utrzymane są też inne listy apostolskie. Wszyscy piszą o Miłości, jako najważniejszym kryterium postawy chrześcijanina. „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.” pisze apostoł Paweł. (1Kor 13:1-3) Nie jest to jednak miłość fizyczna, ani deklaratywna postawa. W swoim Hymnie do Miłości, czyli 13 rozdziale 1 listu do Koryntian apostoł Paweł wskazuje cechy Miłości:

cierpliwa, łaskawa, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą, wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma, nigdy nie ustaje (1Kor 13:3-8).

Jaki jest więc chrześcijanin, a raczej, jakim być powinien?

Radosny, spokojny i pokój czyniący, cierpliwy, uprzejmy, dobry, wierny, łagodny, opanowany, łaskawy, pełen ufności, pełen nadziei, wytrwały i nie ustępliwy w Miłości.

Jaki chrześcijanin nie jest, a raczej jaki być nie powinien?

Zazdrosny, próżny, pyszny, bezwstydny, zacietrzewiony pieniacz, gniewny, pamiętliwy, złośliwy. 

Bez sądu

Ale te zasady można powiedzieć pojawiały się już w Starym Testamencie. Co w tym nowego? Ano to, że w Starym Testamencie dotyczyły Narodu Wybranego. U Jezusa ich działanie zostaje rozszerzone na cały świat. Na pytanie „kto jest moim bliźnim?” - bardzo istotne z punktu widzenia wcześniejszej analizy Prawa Naturalnego i Dekalogu - Jezus odpowiada jednoznacznie: każdy (Łuk. 10:38-39). W ślad za tym apostoł Paweł pisze:  „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie.” (Gal. 3:27-28) Wczorajsze dzielenie na kategorie ustępuje właśnie miejsca powszechnej równości i jedności wobec Boga. „Wszystkim we wszystkich /jest/ Chrystus.” (Kol. 3:11)

Chrześcijanin, jak to wynika z Ewangelii i listów apostolskich, wszystko wybaczy i usprawiedliwi, niczego i nikogo nie osądzi. Osądzanie, bowiem, powoduje podział między człowiekiem a człowiekiem, a podział szkodzi wspólnocie Bożej i przez to jest zaprzeczeniem Bożego Prawa Naturalnego.

Bo co w istocie stało się w Raju, gdy pierwsi ludzie zerwali owoc i czemu był dla nich taki groźny? Od czego zaczęła się cała historia? Wiadomo: wąż i Ewa oraz pytanie: czy rzeczywiście Bóg wam zabronił? Ewa potwierdziła i dodała, że jeśli zjedzą owoc, na pewno umrą. I co odpowiedział wąż?

„Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.” (Rodz. 3:4-5)

Istotny jest ten fragment: „otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”.

Co daje wiedza na temat dobra i zła? Przede wszystkim daje możliwość oceniania. Jeśli wiem, co jest dobre, a co złe, mogę podzielić świat na to, co dobre i na to, co złe. Mogę przyczepić etykietki „dobry” i „zły”. Mogę wrzucić w odpowiednie szufladki. Mogę podzielić współdomowników na dobrych i złych, słusznych i niesłusznych, przydatnych i nieprzydatnych, potrzebnych i niepotrzebnych. Poznanie dobra i zła daje mi więc WŁADZĘ SĄDZENIA. Potwierdzają to słowa psalmu 82, w którym sędziowie nazwani są bogami i synami Najwyższego.

Dlatego właśnie Jezus mówi: „nie sądźcie!”. Sąd jest zastrzeżony dla Stwórcy, bo tylko Stwórca bada serca i wie naprawdę wszystko. Nawet Jezus nie przyszedł na sąd, ale by zbawić to, co zginęło (Jan 12:47) . Nawet Jezus nie zna dnia sądu (Ew.Marka 13:32).

Pierwszym i podstawowym grzechem ludzkości - pociągającym za sobą wszelkie konsekwencje - jest zamach na Boską władzę sądzenia. Dość symptomatyczne, że najwięcej sceptyków występuje w zawodach opierających się na sądzeniu: prawnicy, dziennikarze, naukowcy... To nie jest kwestia wykształcenia.

Uzurpując sobie władzę oceniania i segregowania na dobro i zło, usuwamy ze swego otoczenia Boga. Najgorsze zbrodnie zaczęły się od podzielenia ludzi na dobrych, słusznych, prawdziwych i tę resztę do kasacji. I nie ma tu znaczenia w imię czego tego podziału dokonano. Dokonując go, określając kategorie ludzi, wprowadzając ich rozróżnienie powtarzamy grzech Adama i Ewy, chcemy z uporem maniaka określać dobro i zło i z uporem uzurpujemy sobie należny Bogu tron sędziowski. Co gorsza, nie możemy się wyrwać z tego kręgu, bo pierwsze co dziecko poznaje po słowach „tata” i „mama” jest „cacy” i „be”. Dopiero Ewangelia i spotkanie z Jezusem znosi ten podział uświadamiając, że wszystko jest „be”, ale dzięki Jezusowi przez wiarę staje się „cacy”.

A jaki jest człowiek, który osądza? Jest pyszny, próżny, pieniacz, kłótliwy, zacietrzewiony, pamiętliwy, złośliwy, bezwstydnie demaskujący problemy bliźniego. Ten, który nie sądzi „wszystko zakrywa i wszystkiemu wierzy”

Szatan osądza

W istocie całe zło świata wzięło się właśnie z sądzenia. Szatan znaczy po hebrajsku „oskarżyciel”. Szatan być może mający stać na straży Bożej społeczności, stanął jednak na czele „aniołów (...) którzy nie zachowali swojej godności, ale opuścili własne mieszkanie”(Juda 6). Księga Hioba pokazuje, na czym to mogło polegać. Szatan za wszelką cenę chce tam wykazać grzeszność Hioba.

Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi. I rzekł Bóg do szatana: Skąd przychodzisz? Szatan odrzekł Panu: Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej. Mówi Pan do szatana: A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on. Szatan na to do Pana: Czyż za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył. (Hiob 1:6-11)

Zamiast być strażnikiem ostrzegającym przed naruszeniem porządku i stawiającym przed Bogiem tego, kto porządek naruszy, sam zajął miejsce Boga uznając wszystkich ad hoc winnymi i usiłując za wszelką cenę udowodnić, że ma rację. Zapomniał, że tylko niesie światło i uznał, że sam jest światłem. Miejsce sprawiedliwości i wybaczenia w umyśle szatana zajęło knucie i szukanie „haka”. Może w Raju miał strzec Adama i Ewy, a zamiast tego postanowił samowolnie poddać ich  próbie, do której nie byli gotowi, aby wykazać Bogu, że są niegodni Jego miłości. Działanie szatana ma wszelkie cechy prowokacji. Sprawdzianu, jakich codziennie dokonują policyjni agenci.

W istocie najstraszniejsze systemy represyjne polegały właśnie na przeroście funkcji oskarżyciela, przy zredukowaniu roli sędziego i wyeliminowaniu obrońcy. Sądy stalinowskie, republikańskiej Francji, hitlerowskie i inne cechowało to, że słowo prokuratora było prawem. Sędzia miał tylko stwierdzić legalność procesu, a gdyby się wyłamał i usiłował wykonywać swój zawód, groziło mu oskarżenie o działalność antypaństwową, antyrewolucyjną, antyradziecką. Adwokaci, którzy podjęli się obrony oskarżonych w tych krajach byli sami potem poddani represjom i oskarżeniom. Każdy każdego śledził i każdy każdego oskarżał, a wzorem dla młodzieży byli ludzie, którzy oskarżyli własnych rodziców. Całkowicie bez przenośni systemy te można nazwać oskarżycielskimi, czyli szatańskimi. Szatan, to oskarżyciel.

Wynika stąd, że każda działalność człowieka polegająca na wynajdywaniu człowiekowi jego słabości i demaskowaniu braków jest ze swej istoty diabelska (diabolos=oskarżyciel), Jakub mówi wyraźnie:„Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego. Kto oczernia brata swego lub sądzi go, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś sądzisz Prawo, jesteś nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią.” (Jak. 4:11), a Paweł dodaje: „ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego.” (1Kor. 6:10) i „Podobnie starsze kobiety winny być w zewnętrznym ułożeniu jak najskromniejsze, winny unikać plotek i oszczerstw, nie upijać się winem, a uczyć innych dobrego.” (Tyt. 2:3).  A więc plotka, oszczerstwo, obmowa, osądzanie są takim samym grzechem, jak kradzież, oszustwo, pijaństwo i chciwość. Jezus mówi nawet, że tylko krytykowanie drugiego jest już grzechem: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka /tkwi/ w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata. (Mat. 7:1-5) Obłudnika zaś nie czeka nagroda, ale potępienie: „z obłudnikami wyznaczy mu miejsce. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.” (Mat. 24:51)

Apostoł Paweł ostrzega: „Ty, który uczysz drugich, sam siebie nie uczysz. Głosisz, że nie wolno kraść, a kradniesz. Mówiąc, że nie wolno cudzołożyć, cudzołożysz? Który brzydzisz się bożkami, okradasz świątynie? Ty, który chlubisz się Prawem, przez przekraczanie Prawa znieważasz Boga. Z waszej to bowiem przyczyny - zgodnie z tym, jest napisane - poganie bluźnią imieniu Boga.” (Rzymian 2:21-24). Kto zaś postępuje inaczej, ucząc czegoś, do czego sam nie jest przekonany, popełnia zło. Bo, jak powiedział święty Paweł: „Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem.”(Rzym. 14:23)

Oceniać innych może tylko ktoś, kto jest bez skazy, kto sam jest w porządku wobec Boga, siebie i bliźnich. Czyli sam Bóg. „Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić.” - pisze apostoł Jakub. (Jak. 4:12) 

Sąd przez Światłość

Celem Boga nie jest zniszczenie ludzkości, ani jej potępienie. Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie (Rzym. 11:32). Ale jednocześnie Bóg jest sędzią: „Jeden jest Prawodawca i Sędzia, w którego mocy jest zbawić lub potępić. A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego?” - pisze Jakub (Jak. 4:12). Jezus natomiast dodaje: „Ja nie szukam własnej chwały. Jest Ktoś, kto jej szuka i sądzi.” (Jan 8:50). To, że Bóg jest sędzią nie ulega dla nikogo wątpliwości. Wielu wyobraża Go sobie, jako starca z siwą brodą siedzącego na sędziowskim tronie. Nic bardziej błędnego. Ludzie ci zapominają, że: „Ojciec (...) nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi” (Jan 5:22). „Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym.”(Jan 5:27), mówi Jezus i dodaje: „A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić.” (Jan 12:47).

- No to w końcu, jak jest? - spytasz. - Sądzi Bóg, czy nie sądzi. Oddał sąd Synowi, czy nie?

Sądzi, ale nie tak, jak my to sobie wyobrażamy. To nie jest i nie będzie tak, że sędzia zasiądzie na tronie i będzie wyrokował. Jezus sam wyjaśnia, co rozumie poprzez sąd: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki.” (Jan 3:19)

„Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym. (Jan 12:48).

Istotę Bożego sądu oddają odniesienia do światła. W ciemnym pokoju nie sposób odróżnić kotów białych, czarnych i szarych. Wszystko jest ciemne, czarne, jednakowo złe i niebezpieczne. Ale wystarczy mała iskierka, a wszystko staje się jasne i oczywiste. Nie trzeba już żadnego sędziego, żadnego przewodnika. Wszystko widać. Tak jest z sądem Bożym. Światło przyszło na świat. Na świeczniku stoi świeca. Każdy, kto chce może do tego światła podejść. Może stanąć w świetle. Ale wtedy wielu się zastanowi: może mam brudne ubranie? przecież w świetle nie da się ukryć splamionych krwią rąk; może stanę nażarty do nieprzytomności obok wygłodniałego chudzielca i ten widok da jednoznaczne świadectwo o mnie? I to jest właśnie sąd. Sąd poprzez Jezusa.

Jezus, jego życie, postawa aż do śmierci, posłuszeństwo wobec Boga i Miłość wobec ludzi są jednoznacznym oskarżeniem. To nie jest wyszukiwanie haków i wpadek, w których lubuje się szatan. To jest postawienie człowiekowi przed oczy prawdy o nim samym. Sąd bez sądu.

Dobrze sytuację tę oddał Juliusz Słowacki w „Balladynie”. Kiedy główna bohaterka zasiadła na tronie, zaczęła sądzić i trzykrotnie wydała zaocznie wyrok na osobę, która popełniła zbrodnie. Tylko ona i Bóg wiedzieli, że to ona była owym zbrodniarzem. Bóg uderzając Balladynę piorunem wykonał tylko wyrok, który ona wydała na siebie sama. Co mogłoby ją uratować? Tylko jedno, gdyby zeszła z sędziowskiego tronu powiedziała:

- To ja, proszę was wszystkich i Boga o wybaczenie, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.

Siedząc na miejscu sędziego, człowiek osądza sam siebie. Schodząc z niego, nie podlega sądowi, ale swoją postawą osądza innych. Jak to napisał apostoł Paweł: „Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony.” (1Kor. 2:14-15), a w innym miejscu: „Jeżeli zaś sami siebie osądzimy, nie będziemy sądzeni.” (1Kor. 11:31)

Nieraz zdarza się tak, że kiedy w gromadzie ludzi czyniących źle trafi się jeden czyniący dobrze, nie potrafią go znieść i robią wszystko, żeby go zniszczyć. Dobry uczeń, nie chodzący na wagary, ten który nie pije alkoholu i nie urywa się na „fajki”, unikający narkotyków, pomagający słabszym w lekcjach - każdy z nich drażni swoim postępowaniem ogół. Bo uświadamia pozostałym, że można żyć inaczej, uczciwie, honorowo, prawdziwie. I ta świadomość dla złych jest nie do zniesienia. Bo palacz, alkoholik, narkoman mówią, że inaczej nie mogą. A tu zjawia się ktoś, kto może i udowadnia im, że kłamią. Faryzeusze i uczeni w Piśmie nienawidzili Jezusa właśnie dlatego, że na każdym kroku udowadniał im, że ich rozumienie Prawa jest błędne, że można przestrzegać Prawa i pozostać człowiekiem. Ta świadomość była nie do zniesienia.

Kiedyś spotkaliśmy się z taką sytuacją w harcerstwie. Mówiono wtedy, że nie da się stworzyć drużyny starszej, złożonej z dorosłych, bo harcerstwo jest „niemodne”. Mówiono tak, by uzasadnić własną nieudolność i nieumiejętność działania. I wtedy nagle na biednym Żoliborzu powstała silna drużyna złożona z 20 dorosłych ludzi, którzy potrafili wygrywać wszystko, co było do wygrania i zorganizować wyprawę zagraniczną.  Poprzez tę drużynę odbył się sąd nad pozostałymi. Udowodniono im, że kłamią. Toteż, kiedy nadarzyła się okazja zrobili wszystko, żeby się zemścić. 

Wykonało się

Bóg dla nas zrezygnował z sądu, bo sąd już się dokonał poprzez Jezusa i my decydując o sposobie życia dokonujemy sami sądu nad sobą. Bóg ustanawiając Jezusa sędzią dał nam możliwość wyboru, a dokonując go dopełniamy sądu.

Nie chodzi tu jednak o wyrzuty sumienia. „A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko.” (1Jan 3:20) Bez względu na nasze wątpliwości, ostatecznie decyduje nasza wiara, a nie to, co nas trapi. A co najważniejsze, to to, że sądu tego dokonujemy nad sobą bez przerwy, stale. Wraz z każdą życiową decyzją ponawiamy go. I o ostatecznym kierunku naszego marszu zadecyduje nasze ostatnie tchnienie. To, czy z ufnością powiemy: „wspomnij na mnie Jezu, kiedy wejdziesz do Królestwa Swego”, czy też będziemy się szarpać przeklinając cały świat i Boga.

Tę wielką możliwość stałego powtarzania, stałego powrotu do Boga mamy właśnie dzięki Jezusowi i dokonanemu przezeń sądowi nad śmiercią, szatanem i światem. Cóż, bowiem, stało się w tragiczny piątek paschalny około 30 roku naszej ery? Oto cały świat stanął na głowie. Sąd złożony ze sprawiedliwych, bogobojnie żyjących mężów zażądał śmierci Człowieka, który nie zrobił niczego złego, a w powszechnie przyjętych kategoriach ludzkich był, co najwyżej, nawiedzony. Takich „nawiedzonych” było wtedy w Palestynie bez liku. Dzisiaj też mamy takich, co mówią: ja jestem mesjaszem. Tylko za to, że Jezus twierdził o sobie, że jest synem Boga nie można Go było skazać, zwłaszcza, że jak sam Jezus wskazał Biblia dopuszczała takie określenie w stosunku do Izraela (Jan 10:32-36).

A więc w Wielki Piątek bogobojni mężowie skazują na śmierć niewinnego człowieka, wbrew prawdzie i wbrew Pismu, które mówi: „Nie pozwolisz wydać przewrotnego wyroku na ubogiego, który się zwraca do ciebie w swym procesie. Oddalisz sprawę kłamliwą i nie wydasz wyroku śmierci na niewinnego i sprawiedliwego, bo Ja nie uniewinnię nieprawego.”(Wyj. 23:6-7). Wyrok wydano tylko na podstawie ludzkich ustanowień i obyczajów.

To nie koniec, oto król Izraela, zamiast wstawić się za Jezusem, odsyła Go poganom, a pogański prokurator, który nienawidzi Żydów i ich Boga, zaczyna bronić Jezusa. Mężczyźni tchórzliwie uciekają i kłamią wypierając się znajomości z Jezusem, a kobiety i dziecko (Jan nie miał więcej, niż 15 lat) trwają do końca. Pogańska żona prokuratora ma widzenie od Boga, ostrzegające ją przed skrzywdzeniem niewinnego człowieka. Nagle poganka - nie dość, że nie wyznająca Boga, to jeszcze kobieta, pogardzana przez uczonych w Piśmie - jest najbardziej sprawiedliwą osobą w Jerozolimie. Jej mąż, opierając się na prawie rzymskim, ustanowionym przecież przez ludzi, odmawia skazania Jezusa. Ale ci, którzy mieli bronić Prawa Bożego i świadczyć poganom o Bogu żądają śmierci niewinnego człowieka. Jest to grzech wprost niewyobrażalny  w świetle Prawa Mojżeszowego.

A kiedy Piłat w rozpaczy pyta: „Czyż króla waszego mam ukrzyżować? Odpowiedzieli arcykapłani: Poza Cezarem nie mamy króla.” (Jan 19:15). 

A przecież Prawo mówi wyraźnie: „Pan jest królem na zawsze, na wieki!” (Wyj. 15:18), a Bóg na to wyznanie odpowiada:„Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym. Takie to słowa powiedz Izraelitom.” (Wyj. 19:6). Póki Izrael był wierny swemu królowi, pozostawał w czystości: „Ja nie dostrzegam grzechu u Jakuba, ni w Izraelu nie widzę ja złości. Pan, ich Bóg, jest z nimi: wznoszą Mu okrzyk jako królowi.” (Liczb 23:21)

Tymczasem w paschalny piątek, dzień przypominający o tym, że Pan jest królem Izraela i że wyprowadził go z Egiptu, przywódcy Narodu mówią: „Poza Cezarem nie mamy króla.” Równie dobrze mogliby powiedzieć: „Cesarz jest naszym Bogiem”. Tymi słowami przywódcy Narodu odrzucili Boga i w konsekwencji Bóg odrzucił przywódców. Odwołali się do cesarza i Pan zostawił ich na cesarskiej łasce. Kiedy w 40 lat potem pod Jerozolimę podejdą rzymskie wojska, Bóg nie przyjdzie z pomocą, a Izrael na prawie 2000 lat zostanie rozproszony i pozbawiony państwa. Nie było w nim godnych przywództwa, skoro Boga zamienili na Cesarza. Ocaleli tylko ci, którzy wzywali imienia Jezusa. Oni nie włączyli się do wojny i wycofali się na pustynię.

W Wielki Piątek Bóg doprowadził do absurdu to, co człowiek wziął w raju - władzę sądzenia. Człowiek chciał być, jak Bóg i kiedy tego spróbował, skazał Boga na śmierć. Sprawiedliwi okazali się kłamcami, pogardzani, trwający w grzechu poganie stanęli po stronie Sprawiedliwości. Człowiek i szatan zostali ośmieszeni, bezsens i małość ich sądów zdemaskowane raz na zawsze. W ten sposób Jezus unieważnił wszelkie sądy, także sądy naszego serca.

Jednocześnie tego dnia Jezus osądził swoich sędziów. Nic nie mówiąc, nie wygłaszając obrończych wystąpień, swoim milczeniem i pokorą Jezus pokazał małość tych, którzy twierdzą, że mają prawo oceniać innych. Czytając relację z procesu - pozbawioną jakichkolwiek komentarzy, to suchy i rzeczowy zapis - mamy jednoznaczną opinię o jego uczestnikach. Na tym właśnie polega sąd. O wyroku nie decyduje ważenie uczynków, ani tryb procesowy, jaki znamy z amerykańskich filmów. O wyroku zadecyduje, po której stronie staniemy wobec Jezusa Ukrzyżowanego: uczonych sędziów, bezmyślnych katów, tchórzliwych uczniów, czy sprawiedliwych pogan i wiernych uczniów, którzy pod krzyżem stali do końca. Tak naprawdę to my wydamy ten wyrok. Tak, jak to napisał apostoł Paweł: „Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata? A jeśli świat będzie przez was sądzony, to czyż nie jesteście godni wyrokować w tak błahych sprawach? Czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów? O ileż przeto więcej sprawy doczesne!” (1Kor. 6:3) 

Rozsądzanie a osądzanie

- No i tu cię mamy - powie ktoś. - Skoro jesteśmy przez Pawła upoważnieni, mamy prawo sądzić.

To jest nieporozumienie. W Biblii słowo sądzenie występuje w dwojakim rozumieniu:

* osądzanie - polegające na dzieleniu ludzi na dobrych i złych oraz

* rozsądzanie - oznaczające po prostu rozwiązywanie spraw konfliktowych.

Pierwsze jest bezwzględnie zakazane. Drugie jest nieuniknione i występowało nawet wśród apostołów, których Jezus musiał godzić.

W takim kontekście pisał też Paweł, ganiąc Koryntian za rozwiązywanie spornych spraw przed sądami złożonymi z pogan. Argumentuje, że potem poganie mają zabawę ze sporów wśród chrześcijan. Wcześniej jednak pisze on: „Jakże bowiem mogę sądzić tych, którzy są na zewnątrz? Czyż i wy nie sądzicie tych, którzy są wewnątrz? Tych, którzy są na zewnątrz, osądzi Bóg. Usuńcie złego spośród was samych” (1Kor. 5:12-13) Zdania te są w innej formie powtórzeniem słów Jezusa o belce i źdźble. Paweł chce powiedzieć: nie szukajcie źdźbła w oczach pogan, bo nimi zajmie się Bóg, pilnujcie siebie i poszukajcie belek pomiędzy sobą. Podobnie mówi też na początku listu do Rzymian.„Ty, który uczysz drugich, sam siebie nie uczysz. Głosisz, że nie wolno kraść, a kradniesz. Mówiąc, że nie wolno cudzołożyć, cudzołożysz? Który brzydzisz się bożkami, okradasz świątynie? Ty, który chlubisz się Prawem, przez przekraczanie Prawa znieważasz Boga. Z waszej to bowiem przyczyny - zgodnie z tym, jest napisane - poganie bluźnią imieniu Boga.” (Rzym. 2:21-24).

Z drugiej strony każdy wie, że w społeczności może się zdarzyć tak, że ktoś będzie łamał zasady, zachowywał się w sposób rażący dla członków społeczności dodatkowo kompromitując nas na zewnątrz. Jezus zdawał sobie sprawę, że tak będzie: „Rzekł znowu do swoich uczniów: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie.” (Łuk. 6:1-2)  A więc przyniesienie zgorszenia, spowodowanie czyjegoś odejścia pod wpływem sprzeczności między uznanymi powszechnie zasadami moralnymi i głoszonymi naukami z jednej, a rzeczywistej postawy z drugiej, jest grzechem i to grzechem strasznym. Tak strasznym, że lepiej byłoby utopić się, niż zrobić coś takiego. Co gorsza, jeden nikczemnik może zepsuć całość: Czyż nie wiecie, że odrobina kwasu całe ciasto zakwasza?, pyta apostoł Paweł (1Kor. 5:6)

Dlatego Jezus dał dokładną instrukcję, jak postępować z takim człowiekiem: „Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” (Mat. 18:15-17) „Jak poganin i celnik” oznacza zerwanie wszelkich kontaktów, nie podawanie nawet ręki na powitanie, usunięcie poza nawias. O tym właśnie pisze apostoł Paweł w 1 liście do Koryntian: „Słyszy się powszechnie o rozpuście między wami, i to o takiej rozpuście, jaka się nie zdarza nawet wśród pogan; mianowicie, że ktoś żyje z żoną swego ojca. A wy unieśliście się pychą, zamiast z ubolewaniem żądać, by usunięto spośród was tego, który się dopuścił wspomnianego czynu. Ja zaś nieobecny wprawdzie ciałem, ale obecny duchem, już potępiłem, tak jakby był wśród was, sprawcę owego przestępstwa. Przeto wy, zebrawszy się razem w imię Pana naszego Jezusa, w łączności z duchem moim i z mocą Pana naszego Jezusa, wydajcie takiego szatanowi na zatracenie ciała, lecz ku ratunkowi jego ducha w dzień Pana Jezusa. (1Kor 5:1-5).

Potępieniu podlega więc tylko ktoś taki, kto deklaruje się, jako wierzący, a mimo to jawnie i bez ogródek obnosi się z postępowaniem hańbiącym i nie ma zamiaru się poprawić. Polega ono  jednak nie na jakichś strasznych karach, więzieniu i procesach, ale na wykluczeniu grzesznika spośród wierzących. Od tego momentu jednak nikt nie ma prawa oceniać wykluczonej osoby. Tych, którzy są na zewnątrz, sądzi Pan.

Potępienie to nie jest jednak wieczne. „Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: żałuję tego, przebacz mu” (Ew.Łukasza 17:4-5). Warto przy tym pamiętac, że w hebrajskim liczba siedem oznacza pełnię i doskonałość oraz nieskończoność. Innymi słowy, jeśli nawet będzie cię ktoś nieskończoną ilość razy krzywdził i prosił o wybaczenie, nieskończoną ilość razy mu wybacz.

Co więcej, słowa: „jak poganin i celnik” mają także drugie znaczenie. Bo do kogo przyszedł Jezus? Do sprawiedliwych, czy do grzeszników? Komu głosił? Tym, co żyli bogobojnie, czy tym, co błądzili? Oczywiście, głosił celnikom i grzesznikom. Rozmawiał z poganami i Samarytanami. Tak też i my takiego, co odpadł mamy traktować, jako tego, któremu trzeba z jeszcze większą mocą głosić Pana. 

Rada, a nie krytyka

Nasze, chrześcijańskie sądzenie, ma więc raczej postać upominania, pełnego miłości i świadomości, że samemu popełnia się błędy. Ktoś, kto powie: „ja nie sądzę i dlatego nie zwrócę uwagi pijakowi, żeby nie bił żony, dlatego nie przeciwstawię się pedofilowi, dlatego nie kiwnę palcem przeciw człowiekowi szykującemu morderstwo”, ktoś taki nie tylko sprzeciwia się Bożemu nakazowi czynienia dobra, ale staje się wspólnikiem pijaka, zboczeńca i mordercy, jak to napisano w Prawie: „Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu.”(Kapł. 19:17).

Ezechiel, otrzymując od Pana nakaz głoszenia, usłyszał również: „Synu człowieczy, ustanowiłem cię stróżem nad pokoleniami izraelskimi. Gdy usłyszysz słowo z ust moich, upomnisz ich w moim imieniu. Jeśli powiem bezbożnemu: Z pewnością umrzesz, a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. Ale jeślibyś upomniał bezbożnego, a on by nie odwrócił się od swej bezbożności i od swej bezbożnej drogi, to chociaż on umrze z powodu swojego grzechu, ty jednak ocalisz samego siebie. Gdyby zaś sprawiedliwy odstąpił od swej prawości i dopuścił się grzechu, i gdybym zesłał na niego jakieś doświadczenie, to on umrze, bo go nie upomniałeś z powodu jego grzechu; sprawiedliwości, którą czynił, nie będzie mu się pamiętać, ciebie jednak uczynię odpowiedzialnym za jego krew. Jeśli jednak upomnisz sprawiedliwego, by sprawiedliwy nie grzeszył, i jeśli nie popełni grzechu, to z pewnością pozostanie przy życiu, ponieważ przyjął upomnienie, ty zaś ocalisz samego siebie. (Ez. 3:17-21).

Według Starego Testamentu każdy, kto wie, jaka jest wola Boga, ma upomnieć bliźniego, który czyni źle. Upomnieć, a nie potępić. Upomnieć, a więc po prostu ostrzec. Jeśli tego nie zrobi, stanie się współwinien grzechu, jaki popełnia jego bliźni. Co więcej, według Prawa nie uprzedzenie bliźniego, że kroczy złą drogą jest przejawem nienawiści. Dokładnie to powtórzył apostoł Paweł pisząc do Tessaloniczan: „Jeżeli ktoś nie posłucha słów naszego listu, tego sobie zaznaczcie i nie obcujcie z nim, aby się zawstydził. A nie uważajcie go za nieprzyjaciela, lecz jak brata go napominajcie!” (2Tes. 3:14-15). Z tym, kogo się nienawidzi nie rozmawia się.

Uczciwa i obiektywna ocena jest największym dowodem przyjaźni. Szczerze mówiąc bardziej boję się ludzi, którzy nie mają mi nic do zarzucenia i ciągle mnie chwalą, niż takich, którzy potrafią mi szczerze powiedzieć, co robię źle i jak się poprawić. Pierwsi albo życzą mi źle, albo czegoś ode mnie chcą. Dlatego chcą mi się przypodobać. Drudzy dbają o moje dobro, bo ostrzegają mnie przed błędem.

Dlatego właśnie Jezus tak ostro ganił faryzeuszy i uczonych w Piśmie, którzy zamiast nauczać lud potępiali „grzeszników” i odcinali się od nich. Taka postawa jest właśnie, jak widać, zaprzeczeniem istoty Prawa. Apostoł Paweł pisał do Kolosan: „Na to zaś wszystko /przyobleczcie/ miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! Słowo Chrystusa niech w was przebywa z /całym swym/ bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko /czyńcie/ w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego.” (Kol. 3:14-17). Napominajmy samych siebie. To znaczy, zanim pójdziemy do drugiego człowieka, wyjmować mu z oka źdźbło, wyjmijmy z własnego oka belkę.

Część I Wielkie nieporozumienie - na tropie etyki chrześcijańskiej

Na tropie etyki chrześcijańskiej (3) - chrześcijanin na codzień



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050716202932540

No trackback comments for this entry.
Na tropie etyki chrześcijańskiej (2) - dochodzimy do sedna | 2 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Abigeill czw, 21 lip 2005, 09:12:21
Dawno nie przeczytałam tak mądrego i treściwego artykułu.Dziękuję i pozdrawiam
 
remigius czw, 21 lip 2005, 10:57:32
<FONT size=1>Przeczytałem juz dwie części tego artykułu i obydwie są ciekawe i budujące. Jednak w kwestii formalnej. Fragment Kol 3,14-17 nie odnosi sie do napominania w sensie upominania lub pouczania. Słowo tłumaczone zwykle jako napominanie, w zalezności od kontekstu, może znaczyć "upominanie" lub "zachęcanie". Wyżej wspomniany fragment&nbsp;powinien byc tłumaczony&nbsp;"zachęcajcie samych siebie".</FONT>

---
A ja odniosłem to do siebie samego i do Apollosa przez wzgląd na was, bracia, abyście na nas się nauczyli nie rozumieć więcej ponad to, co napisano. (1 Kor 4,6)
 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń