Na tropie etyki chrześcijańskiej (3) - chrześcijanin na codzień

czw, 21 lip 2005, 23:31:17

Autor: Maciej Pasternak

Etyka chrześcijańska to nie tylko teoretyczne rozważania. Ostatnia część dotyczy praktycznych problemów takich jak władza, wolność czy konieczność podejmowania wyborów. Co w praktyce oznacza: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę”.

Chrześcijanin wobec władzy

Wiemy już, że chrześcijanie nie powinni procesować się pomiędzy sobą i unikać kłótni, jak to nakazał apostoł Paweł: „Już samo to jest godne potępienia, że w ogóle zdarzają się wśród was sądowe sprawy. Czemuż nie znosicie raczej niesprawiedliwości? Czemuż nie ponosicie raczej szkody?” (1Kor. 6:7) Nie powinni też odwoływać się do sądów, w których zasiadają niewierzący, na co Paweł zwracał uwagę: „Czy odważy się ktoś z was, gdy zdarzy się nieporozumienie z drugim, szukać sprawiedliwości u niesprawiedliwych, zamiast u świętych? Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata? A jeśli świat będzie przez was sądzony, to czyż nie jesteście godni wyrokować w tak błahych sprawach? Czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów? O ileż przeto więcej sprawy doczesne!” (1 list do Koryntian 6:1-3)

Z drugiej jednak strony chrześcijanin jest poddany władzy świeckiej i ma się zastosować do jej nakazów: „Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy - przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle.”(Rzym. 13:1-4)

Co jednak zrobić z władzą, która „przeciwstawia się porządkowi Bożemu”? Jak ma postąpić chrześcijanin wobec systemu, który wymusza na nim akceptowanie rzeczy sprzecznych z Bożym ustanowieniem? Jak powinien postąpić wobec komunizmu, faszyzmu, tyranii? Być posłusznym, czy się zbuntować?

Większość słów odnoszących się do stosunku między chrześcijaninem a władzą mówi wyraźnie o posłuszeństwie. Piotr pisze: „Bądźcie poddani każdej ludzkiej zwierzchności ze względu na Pana: czy to królowi jako mającemu władzę, czy to namiestnikom jako przez niego posłanym celem karania złoczyńców, udzielania zaś pochwały tym, którzy dobrze czynią.” (1 Piotr 2:13-14). I dodaje uzasadnienie: „Taka bowiem jest wola Boża, abyście przez dobre uczynki zmusili do milczenia niewiedzę ludzi głupich. (1 Piotr 2:15)

Paweł z kolei instruuje Tytusa: „Przypominaj im, że powinni podporządkować się zwierzchnim władzom, słuchać ich i okazywać gotowość do wszelkiego dobrego czynu: nikogo nie lżyć, unikać sporów, odznaczać się uprzejmością, okazywać każdemu człowiekowi wszelką łagodność.” (Tyt. 3:1-2) Dla Pawła więc posłuszeństwo władzy jest częścią ogólnego katalogu cnót i ich wypełnieniem. Kto nie słucha władzy, ten: lży, wszczyna spory, jest nieuprzejmy i nie okazuje łagodności. Postępuje więc wbrew przykazaniu Miłości. Marcin Luter w swoim „Dużym Katechiźmie”, omawiając przykazanie „Szanuj ojca swego i matkę swoją”, utożsamiał szacunek należny rodzicom z szacunkiem należnym przełożonym. W tamtych czasach ojciec rodziny oznaczał gospodarza zarządzającego całym gospodarstwem, a w skład rodziny wchodziła też służba. Podobnie było w czasach apostolskich.

W liście do Efezjan Paweł dodaje jeszcze, że nasz stosunek do przełożonych ma być taki, jak do Chrystusa: „nie służąc tylko dla oka, by ludziom się podobać, lecz jako niewolnicy Chrystusa, który z duszy pełnią wolę Bożą. Z ochotą służcie, jak gdybyście [służyli] Panu, a nie ludziom, świadomi tego, że każdy - jeśli uczyni co dobrego, otrzyma to z powrotem od Pana - czy to niewolnik, czy wolny.” (Efez, 6:6-8)

W całym Nowym Testamencie są trzy miejsca, w których wyznaczono granice tego posłuszeństwa: W Ewangeliach Jezus pytany o płacenie podatków mówi wyraźnie: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.” (Mat. 22:21). Piotr w cytowanym wyżej liście napomina: Jak ludzie wolni [postępujcie], nie jak ci, dla których wolność jest usprawiedliwieniem zła, ale jak niewolnicy Boga. Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, czcijcie króla!” (1 Piotr 2:16-17) Ten sam Piotr, postawiony przed Sanhedrynem - najwyższą duchową i świecką władzą Żydów, za głoszenie Ewangelii na słowa: „Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię...” (Dzieje Apost. 5:28) odpowiedział: „- Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. (Dzieje Apost. 5:29)

W Starym Testamencie Jeremiasz w imieniu Boga pisze do hebrajskich zesłańców: „Starajcie się o pomyślność kraju, do którego was zesłałem. Módlcie się do Pana za niego, bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność.” (Jer. 29:7)  Słowa te o tyle odnoszą się do nas, że każdy z nas jest zesłany przez Boga do jakiegoś kraju. I o pomyślność tego kraju ma obowiązek dbać. Ale żyjący krótko potem Daniel, kiedy przy pomocy rozpalonego pieca był zmuszany do wyrzeczenia się swego Boga, odrzekł tak samo, jak Piotr Sanhedrynowi: „Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś.”(Dan. 3:17-18)

Granicą posłuszeństwa władzy, a zarazem granicą sprzeciwu wobec niej jest wola Boga i pomyślność narodu, w którym żyjemy. Jako chrześcijanie mamy obowiązek przestrzegać ustanowień władzy świeckiej i świeckiego prawa. Mamy być wzorem praworządności dla niewierzących. A jednocześnie mamy prawo odmówić podporządkowania się jej, kiedy przymusza nas do czynu sprzecznego z naszą wiarą: oddania hołdu bałwanowi, kradzieży, morderstwa, cudzołóstwa. Możemy sprzeciwić się jej także wtedy, kiedy jej działania wyraźnie szkodzą pomyślności narodu wśród którego żyjemy - na przykład poprzez popychanie go do wojny i nienawiści. Sprzeciw ten jednak musi być zgodny z zasadami chrześcijańskimi, jak napisał Piotr: „Boga się bójcie, króla czcijcie”.   Możemy władców napomnieć, zwrócić im uwagę, sprzeciwić się ich szkodliwej lub bezbożnej polityce. Ale nie wolno nam ich oceniać, nie wolno ubliżać, nie wolno nam mówić, że są tacy, albo owacy. Nie mamy prawa władców osądzać. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy - przeciwstawia się porządkowi Bożemu.” A kontynuując tę myśl, kto osądza rządzących, osądza Boga.

 

Chrześcijanin u władzy

Ale jakie zasady obowiązują chrześcijanina, kiedy sam zasiądzie na urzędowym krześle? Czy ma prawo domagać się należnego mu szacunku? Kiedy apostołowie posprzeczali się, który z nich jest najważniejszy: „Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym.” (Mar. 10:42-43)

Sługą, a nie panem. Warto pamiętać, że wyraz „minister”, oznaczający dziś wysokiego urzędnika państwowego, pierwotnie oznaczał w łacinie „sługę”. Premier, czyli pierwszy minister oznacza po prostu głównego sługę. Warto pamiętać o tym, kiedy myśli się o piastowaniu jakichkolwiek  funkcji publicznych. Każda z nich jest służbą Bogu, który nas na niej postawił i ludziom, których nam powierzył.

Paweł pisze, że wobec Boga nie ma różnicy między panem a sługą: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie”(Gal. 3:28). A w odsyłając Filemonowi nawróconego niewolnika, poucza go: „Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas, abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego. /Takim jest on/ zwłaszcza dla mnie, ileż więcej dla ciebie zarówno w doczesności, jak w Panu.”  (Fil. 15-16) Z tej przemiany niewolnika, sługi w brata wynika następny nakaz: „A wy, panowie, tak samo wobec nich postępujcie: zaniechajcie groźby, świadomi tego, że w niebie jest Pan zarówno ich, jak wasz, a u Niego nie ma względu na osoby.”  (Efez. 6:9)

A więc niewolnik służy tak, jakby nie był niewolnikiem - bo z ochotą i radością, a nie z przymusu, a pan rządzi, jakby nie był panem - bo z wyrozumiałością i szacunkiem, a nie strachem. „Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.” (1 Kor. 7:29-31)

Czy ta zasada zwierzchności poprzez podległość, władzy w służbie, sprawdza się zawsze? Tak. Mężowie mają zwierzchność nad żonami, bo: „Tak Sara była posłuszna Abrahamowi, nazywając go panem.” (1Piotr 3:6) Ale jednocześnie mężowie: „Darzcie żony czcią jako te, które są razem z wami dziedzicami łaski, [to jest] życia, aby nie stawiać przeszkód waszym modlitwom.” (1Piotr 3:7) A więc żona, choć poddana mężowi, jest mu równa wobec Boga i jak z równą ma mąż z nią postępować. Podobnie „Dzieci, bądźcie posłuszne w Panu waszym rodzicom, bo to jest sprawiedliwe. Czcij ojca twego i matkę - jest to pierwsze przykazanie z obietnicą - aby ci było dobrze i abyś był długowieczny na ziemi. A [wy], ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je stosując karcenie i napominanie Pańskie!”(List do Efezjan 6:1-4). Pańskie, a więc nie ludzkie kary, bicia i represje, ale raczej upominanie przez Słowo Boże. Wskazywanie, jak należy postępować, bez potępiania i obrażania. Bez pobudzania do gniewu.

W końcu Piotr pisze: „Wszyscy zaś wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę, Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili.”(1Piotr 5:5-6) A więc chrześcijanin, któremu Bóg pozwolił piastować zaszczytne funkcje nie domaga się należnych sobie hołdów, bo hołdy należą się wiecznemu Bogu, a my jesteśmy tu tylko „przejazdem”. Chrześcijanin pozostaje pokornym sługą Boga i nie obnosi się ze swoimi zaszczytami. Jeśli postępuje inaczej nie jest chrześcijaninem, lecz raczej oddaje hołd demonowi władzy, który oszukuje go złudzeniami chwały, jak usiłował  oszukać Jezusa na pustyni (Mat. 4:8-10). Wreszcie o naszych wzajemnych obowiązkach Paweł pisze: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo.” (Rzym. 13:8).

 

Wolność chrześcijanina

Prawdziwym sensem etyki chrześcijańskiej jest więc wolność wynikająca z Bożej Miłości. Chrześcijanin jest więc wolny. Nie ma nad nim władzy Prawo, bo nie podlega sądowi. Nie ma nad nim władzy pan, bo jego Panem jest Chrystus. Nic mu nie może zrobić władza, bo jego królem jest Chrystus. Nie ma nad nim władzy żądza władzy, bo on jest zawsze niewolnikiem Chrystusa. Jeśli jednak chrześcijanin poddaje się zarządzeniom władzy ziemskiej lub podejmuje się sprawowania urzędu, jeśli wypełnia Prawo, to nie z musu, nie ze strachu, ale przez wiarę z Miłością.

Paweł ujął to w 1 liście do Koryntian: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.”(1Kor. 6:12) Te dwa zdania są w moim przekonaniu kwintesencją, istotą, treścią chrześcijańskiego sposobu życia. Chrześcijanin może wszystko. Nie ma żadnych ograniczeń. Nie wolno mu tylko jednego: uzależnić się. Czemu? Bo wtedy zacząłby miłować swój nałóg, nie mogąc bez niego żyć i robiąc z niego swego bożka. „Whisky, moja żono” śpiewał Rysiek Riedel, który oddał się bożkom alkoholu i narkotyków i nigdy od nich nie uwolnił. „Ja niczemu nie oddam się w niewolę” - pisał Paweł, jakby prorokując tragedię Ryśka.„Dlatego pisałem wam wówczas, byście nie przestawali z takim, który nazywając się bratem, w rzeczywistości jest rozpustnikiem, chciwcem, bałwochwalcą, oszczercą, pijakiem lub zdziercą.(1 Kor. 5:11) Paweł doskonale wiedział, co może zdziałać zły przykład.

Jesteśmy wolni, bo nie ciąży na nas żaden sąd, ani żaden wyrok. Jesteśmy wolni, bo nie kierujemy się uprzedzeniem, nienawiścią, gniewem ani fanatyzmem, bo dzięki Miłości, szukając w każdym tego, co dobre, potrafimy być obiektywni. jesteśmy wolni, bo zawsze możemy dokonać wyboru i postępować tak, jak chcemy, a nie tak, jak musimy. Jesteśmy wolni, bo to, co robimy, robimy ze szczerego, chętnego serca, a nie z przymusu. Jesteśmy wolni, bo zawsze możemy wrócić do Ojca poprzez Jezusa.

„On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (Rzym. 8:32-39)

 

Dylematy

„Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony.” - pisze apostoł Paweł (1Kor. 2:15) i tak jest w rzeczywistości. W odróżnieniu od Prawa Mojżeszowego - zajmującego trzy księgi Starego Testamentu - Ewangelie dają nam bardzo mało instrukcji do działania. Poza ogólnymi wskazówkami, stanowiącymi właściwie nieprzekraczalne ramy chrześcijańskiej postawy, nie mamy szczegółowych danych, jak postąpić w określonej sytuacji. Prawo opisywało pięć sytuacji, kiedy na dziewczynę padało podejrzenie o cudzołóstwo i szczegółowo instruowało, jak w każdej  z nich postąpić: kiedy zabić, kiedy uniewinnić, a kiedy wydać za mąż za uwodziciela. Jezus mówi tylko: nie cudzołóż i nie dawaj powodu do cudzołóstwa, a Paweł dodaje, żeby młode kobiety wychodziły za mąż i nie dawały powodu do obmowy. I tyle. Żadnych szczegółowych instrukcji. Taka sytuacja powoduje, że powstaje mnóstwo sytuacji wątpliwych, kiedy sami musimy zdecydować, co jest słuszne, a co nie. I tu każda decyzja, jeśli tylko wynika z chrześcijańskiego nakazu Miłości, będzie decyzją słuszną.

Najbardziej drastycznym przykładem takich dylematów jest kwestia życia i śmierci, a ściślej wyboru między dwoma życiami.

Nie mam wielkich wątpliwości, co zrobiłbym, gdyby chodziło tylko o mnie. Gdyby nie ciążyła na mnie odpowiedzialność za innych i mógł stanąć twarzą w twarz z oprawcą. Nie wiem, co zrobię, ale wiem, co powinienem i co chciałbym zrobić - oddałbym SWOJE życie w ręce Pana.

Ale sprawa ma się zupełnie inaczej, kiedy chodzi o cudze życie. Zawsze mam przed oczyma obraz ze znanego zdjęcia, na którym niemiecki żołnierz strzela do kobiety, która swoim ciałem osłania małe dziecko. I wtedy pytam siebie: co zrobiłbym gdyby to działo się na moich oczach.

Istnieją trzy możliwości:

1. Pozwalam żołnierzowi zastrzelić kobietę i jej dziecko, licząc na jakiś cud i Bożą łaskę. Mam w świadomości, że i ja będę następny, ale to nie ma znaczenia. Mam też w świadomości, że po tej kobiecie i jej dziecku oraz po mnie będą następne ofiary mordercy. Taka postawa jest dla mnie nie do przyjęcia, bo zgadzając sie na zabójstwo, staję się wspólnikiem zabójcy.

Ale z drugiej strony może moja modlitwa i pokora zachwieje sumieniem tego żołnierza i spowoduje jego nawrócenie, jak to sie działo w czasach apostolskich. Wtedy ginie wiele ciał, ale ocaleje wiele dusz. Ale czy ja mam prawo podejmować taką decyzję?

2. Zasłaniam kobietę swoim ciałem i usiłuję przekonać żołnierza, aby nie strzelał - jest to w zasadzie inna wersja pierwszej możliwosci, bo do tego się w zasadzie sprowadzi. Tyle, że ja zginę pierwszy. Tę metodę można stosować wobec człowieka działającego w wyniku wzburzenia albo szoku. Wobec gościa planującego zabójstwo na chłodno, to strata czasu. Najpierw zginę ja, potem kobieta i jej dziecko, a potem jeszcze wiele, wiele osób.

Ale może sumienie go ruszy i się nawróci?

3. Jesli mam przy sobie broń, strzelam do tego żołnierza, jeśli nie, rzucam sie na niego z gołymi rękami i choć nie chcę, liczę się z tym, że go zranię lub zabiję, co w zasadzie jest jednoznaczne moralnie - wyrządzę mu krzywdę, zadam ból. Tylko w ten sposób ograniczam liczbę ofiar do minimum: żołnierza i ewentualnie mnie. Jeśli przeżyjemy, będę starał się go nawrócić, jeśli nie, będę się za niego modlił.

W takiej sytuacji decyduje rachunek zysków i strat, a nie przekonania. Dobre jest to, co maksymalnie ogranicza ofiary. Smutne, ale taka jest prawda. Wszystko co pozwala ograniczyć liczbę ofiar wojny i skrócić jej trwanie, jest dobre.

Podobne problemy ma kierownik akcji ratunkowej, ktory ma trzy zespoły ratownicze, a musi je posłać do 5 miejsc. Kogoś musi skazać na śmierć. Pytanie, kogo?

A sprawa miłości i seksu? Jeśli seks przed małżeństwem uznajemy za cudzołóstwo, a rozwody za grzech, to co powiemy o małżeństwach „z rozsądku”, dla pieniędzy i o rozdzielaniu narzeczonych w imię rodzinnych i środowiskowych układów? Co jest większym cudzołóstwem: trwały związek dwojga kochających się ludzi, nie poparty kościelnym obrzędem, czy zawarte w kościele małżeństwo, którego jedyną podstawą są pieniądze i umowa między rodzinami i który skończy się rozwodem? Kto z tych par bardziej grzeszy, a kto jest czysty?

Moim zdaniem i jedni i drudzy są nie w porządku, ale tam, gdzie podstawą jest prawdziwa, szczera miłość, grzechu nie ma, ale tam będzie również zaufanie i taki związek prędzej, czy później doczeka się kościelnego uprawomocnienia. Ślub kościelny zaistniał dopiero w średniowieczu. Wcześniej zaślubiny polegały na wprowadzeniu panny młodej do domu narzeczonego. Ale ślub kościelny nie pojawił się przypadkiem. Chodziło o ukrócenie samowoli wielmożów biorących sobie po kilka żon. To przeciw nim Kościół wprowadził rejestrację i religijną sankcję dla związków.

Tam, gdzie filarem są pieniądze, pożądanie, prestiż i ambicje, wszystko, co zostanie uczynione, będzie grzechem, bo nie wynika z przekonania, a z wyrachowania.

 To są problemy, które każdy chrześcijanin musi sam w swoim sumieniu rozwiązać. „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę”.

Wielkie nieporozumienie - na tropie etyki chrześcijańskiej (1) 

Na tropie etyki chrześcijańskiej (2) - dochodzimy do sedna

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050716203117257