Dziecinny, brutalny, leniwy - papież w oczach polskiego religioznawcy

czw, 28 lip 2005, 02:10:14

Autor: Mirosław Miarczyński

- O kształcie Kościoła nie decyduje to, że Ratzinger wykrztusi z kartki trzy słowa po polsku - powiedział w wywiadzie dla "Życia Warszawy", religioznawca, prof. Zbigniew Mikołejko z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, dodając że obecny papież niczym go nie zaskoczył i że jak dotychczas jest to "bezbarwny pontyfikat". Historyk religii i filozof nie szczędzi przy tym słów krytyki obejmującej niemal wszystkie aspekty pontyfikatu a także wiele cech osobowości papieża. Prezentujemy fragmenty wywiadu.

- Jutro upływa setny dzień pontyfikatu Benedykta XVI. Czy papież zaskoczył czymś Pana w czasie tych pierwszych 100 dni?

- Niczym. Papież pojechał właśnie na wakacje, ale, moim zdaniem, właściwie jest na wakacjach przez całe te 100 dni. To bardzo bezbarwny pontyfikat. Nie zdarzyło się nic, co w jakiś sposób określiłoby jego charakter. Za poprzedników Ratzingera działo się coś ważnego, podejmowano zasadnicze decyzje. Jan XXIII – to sobór, Paweł VI – druga sesja soboru. Za Jana Pawła II mieliśmy jeden wielki spektakl – niezwykle ciekawy, intensywny, bogaty w treści. A teraz mamy do czynienia z człowiekiem, który po prostu sobie tkwi w Watykanie.

- Brakuje mu koncepcji pontyfikatu?

- Jest intelektualnie sprawnym, niezłym teologiem, ale w warstwie emocjonalnej wydaje się jakiś niedojrzały, wręcz dziecinny. Widać to w sytuacjach, gdy nie występuje jako stróż doktryny wiary. Proszę zauważyć, że kultura masowa świetnie to wyczuwa, produkując te wszystkie misie-benedykty, lalki papieskie, wykorzystując jego fascynacje Pończoszanką itd.

Potwierdzają się przypuszczenia, że pontyfikat Ratzingera ma być z założenia przejściowy?

Być może. Jako ciekawostkę można podać fakt, że ze wszystkich sześciu papieży niemieckich w historii żaden nie rządził długo. To było jednak w średniowieczu; dziś ludzie żyją znacznie dłużej, a papieże są pod dobrą opieką medyczną. Czy będziemy więc świadkami 10-15 lat pontyfikatu, w czasie którego nic znaczącego się nie zdarzy? Zobaczymy.

(...)

- Benedykt postawił zaporę tzw. kościelnym rozwodom, które są furtką dla katolików chcących „po bożemu” uciec z małżeństwa. To świadczy, że jest bardziej rygorystyczny od Jana Pawła II?

W wielu sprawach jest ostrzejszy, twardszy. Co ciekawe, podczas konklawe zawarto kontrakt pomiędzy liberałami i konserwatystami. Polegał na tym, że Benedykt miał się wycofać ze swoich najbardziej konserwatywnych poglądów, w zamian za co dostał głosy również liberalnych kardynałów. Tymczasem jednak na prefekta ds. doktryny wiary powołał niesłychanie twardogłowego arcybiskupa Levadę z USA. Z realizacją kontraktu jest więc chyba coś nie tak.

- Konserwatywną linię potwierdza też chyba dokument „Eucharystia – źródło i szczyt życia Kościoła”, w którym papież potwierdził zakaz przystępowania do komunii rozwodników.

- Jeden z głównych konkurentów Ratzingera na konklawe, mediolański arcybiskup Tettamanzi, opowiadał się za tym, by do komunii mogli przystępować przymajmniej ci rozwodnicy, którzy stali się rozwodnikami nie z własnej woli. Bo co oni mają zrobić, kiedy małżonkowie po prostu od nich odeszli? Mówiło się, że i Ratzinger będzie chciał dokonać zmian w tym duchu, które wydają się logiczne. Okazało się jednak, że kontrakt z liberałami, przynajmniej w tej materii, nie jest respektowany.

(...)

Po wyborze Ratzingera wyrażano obawy, że zahamuje dialog ekumeniczny. Tymczasem mówi się o śmiałych koncepcjach, na przykład zwołania synodu katolicko-prawosławnego. Może w tej dziedzinie będzie jakiś przełom?

Nie spodziewam się. Jeszcze w dokumencie „Dominus Jesus” Ratzinger odmówił kościołom prawosławnym pojęcia „kościoły siostrzane”, choć wcześniej było to stosowane. Są pewne środowiska w Rosji, które uważają, że ma on w sobie poczucie niemieckiej winy za wojnę i dzięki temu będzie bardziej uległy wobec patriarchatu moskiewskiego niż Jan Paweł II. Któryś z historyków napisał, że Niemcy szli na Rosję z hasłem „Gott mit uns” i że Ratzingerowi można wypomnieć udział w Hitlerjugend. Ja jednak sądzę, że Rosjanie liczą na zbyt wiele. Poczucie niemieckiej winy jest bowiem u Ratzingera słabe, żeby nie powiedzieć żadne.

(...)

Niektórzy wieszczyli, że Benedykt dokona „wietrzenia stanowisk” w hierarchii. Spodziewa się Pan jakichś znaczących ruchów w Rzymie i w Polsce?

Wszystko wskazuje na to, że nie można oczekiwać rewolucji. Najpotężniejsi hierarchowie, np. Sodano, utrzymują swoje stanowiska. Natomiast przesunięcia w Kościele polskim, marginalnym i peryferyjnym z punktu widzenia Watykanu, nie mają większego znaczenia. Swe pozycje wzmacniają oczywiście hierarchowie konserwatywni, ratzingerianie tacy jak Dziwisz i Grocholewski.

Ratzinger był przedstawiany jako zimny, bezduszny teolog, tymczasem jako papież okazuje się całkiem sympatyczny. To chyba jego atut?

Na pewno jest miło, gdy papież się uśmiecha, lubi misie, czyta Pończoszankę. Ale istotne jest co innego: jako najważniejszy człowiek Kościoła zajmuje w sprawach teologii i moralności absolutnie twarde stanowisko. Znam wszystkie istotne dokumenty Kongregacji Doktryny Wiary; są apodyktyczne, brutalne, sformułowane w sposób straszny. A o kształcie Kościoła decyduje się właśnie w tych tekstach, a nie w tym, że ktoś pogłaszcze dzieci po główce albo wykrztusi z kartki trzy słowa po polsku. Sympatyczne zachowanie to tylko kwiatek do kożucha, a ten kożuch jest niestety bardzo ciężki.

Raz dziecinny, raz brutalny papież Benedykt - pełna treść wywiadu na stronie "Życia Warszawy"

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20050728015546418