Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Książka na wakacje 2005 - "Kochanek wielkiej niedźwiedzicy"

Dziś nie będzie teologii, Bizancjum, krzyżowców, filozofów ani genialnych fizyków. Jest środek wakacji i czas na lektury stricte wakacyjne, co nie oznacza, że byle jakie.  Książka, którą chciałbym dziś przedstawić jest niezwykła. W swoim czasie była absolutnym bestsellerem, bywały lata, gdy miała po dwa lub trzy wydania rocznie, tłumaczono ją na kilkanaście języków, sfilmowano (nie znam nikogo, kto widziałby ekranizację). Biografia jej Autora była sama w sobie na tyle niezwykła, że też mogłaby posłużyć za kanwę romansu awanturniczego lub scenariusza filmu sensacyjnego. Przez prawie pięćdziesiąt lat nie wznawiano jej w Polsce, a pojedyncze egzemplarze, wydane przed wojną lub na emigracji wydzielane były w wąskim kręgu znajomych na zasadach niemal relikwii.

Sergiusz Piasecki urodził się 1. kwietnia 1901 koło Baranowicz, między Brześciem Litewskim a Mińskiem Białoruskim. Był nieślubnym synem zruszczonego urzędnika pocztowego i jego służącej. Niemal od urodzenia był oddzielony od matki, ojciec uznał go dopiero po 11 latach nadawszy swoje rodowe polsko-szlacheckie nazwisko. Wychowywany w surowej atmosferze, często uciekał z domu, najlepiej czuł się w lesie, w samotności.

Posłany do rosyjskiego gimnazjum był odludkiem, szykanowanym przez lepiej urodzonych kolegów. Na szykany odpowiadał pięściami, w pewnym momencie został skazany, za pobicie innego ucznia, na pobyt w więzieniu do nieletnich. Wykorzystując wybuch rewolucji październikowej i czas zamętu wojny domowej zbiegł, przyłączył się do polskich wojsk walczących z bolszewikami, był ranny. Wtedy nie czuł się Polakiem, nie znał polskiego, był prawosławny. 

W wojnie polsko-bolszewickiej walczył ochotniczo w dywizji białoruskiej. Wyróżnił się w walce, odznaczony, zdemobilizowany w stopniu oficerskim. Granice wytyczone w Rydze oddzieliły go od ojczystych stron. Doskonała znajomość języka, stosunków i  odwaga przyciągnęły uwagę polskich służb specjalnych. Został agentem II Oddziału Sztabu Generalnego WP. Jego zasadniczym zajęciem było jednak co innego. Został przemytnikiem, przechodzącym niezliczoną ilość razy właśnie co wytyczoną ale jeszcze słabo strzeżoną granicę między RP a ZSRR. Przenosił towary, przeprowadzał uciekinierów z bolszewickiej Rosji. Obracał się w dziwnych środowiskach, gdzie alkohol, kokaina, śmierć i przyjaźń mieszały się ze sobą. Strzelaniny, akcje, ucieczki, zasadzki to był jego żywioł.

Był wielokrotnie aresztowany i siedział w więzieniach tak w Polsce jak i ZSRR. Bywał  wielokrotnie ranny, sam odpowiadał ogniem. W 1926 roku zostaje, mimo doskonałych wyników stricte wywiadowczych, zwolniony ze służby. Był zbyt nietuzinkowym agentem, nie mieścił się w żadnych regulaminach, obawiano się jego narkotykowych i alkoholowych stanów.. Nie miał wtedy żadnych środków do życia, ogromne fortuny jakich się dorobił na granicy, rozpłynęły się w knajpach, kasynach i burdelach Wilna i przygranicznych miasteczek.

Po zamachu majowym w 1926 granica polsko-sowiecka stała się nieprzekraczalną. Nie miał z czego żyć a jego prośby o wyjazd do Francji, do Legii Cudzoziemskiej, spotkały się ze sprzeciwem polskich władz wojskowych. Za dużo wiedział. Został bandytą napadającym na ludzi podróżujących na drogach Wileńszczyzny. Uzbrojonym i o tyle groźnym, że działającym pod wpływem narkotyków. Po serii rozbojów i zbrojnych napadów został złapany (na skutek zdrady kochanki), postawiony przed sąd doraźny i skazany na śmierć.  Dzięki dawnym zasługom dla Polski był  ułaskawiony przez prezydenta Mościckiego i ostatecznie przysądzono mu 15 lat więzienia o najostrzejszym rygorze. Jego późniejsze podania o skrócenie kary były konsekwentnie odrzucane. Wielokrotnie się buntuje, ostatecznie, z objawami gruźlicy, zostaje osadzony w najcięższym więzieniu II RP, na Świętym Krzyżu. Tam następuje jego przemiana.

W oparciu o jedyną dozwoloną w tamtejszych warunkach książkę, Biblię, poznaje  literacką polszczyznę. W roku 1934 wpada mu przypadkiem w ręce kawałek gazety z informacją o konkursie literackim. Postanawia spisać swoje wspomnienia i jako powieść wysłać na konkurs.  Napisał powieść, której dwa pierwsze tomy zostały skonfiskowane przez cenzurę więzienną a trzeci pod tytułem "Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" trafił do rąk Melchiora Wańkowicza. Ten wielki reporter i krajan Piaseckiego od razu wyczuł wielki talent. Odwiedził go w więzieniu, zaopatrzył w pióro, papier, atrament i kazał pisać.

Wańkowicz rozpoczął akcję zmierzającą do uwolnienia więźnia. Sprzyjał temu niewyobrażalny wprost sukces czytelniczy "Kochanka...". Pięć wydań w ciągu dwóch lat!!! Prominentne osoby i cisi wielbiciele talentu Piaseckiego wysyłają listy do prezydenta z prośbą o łaskę. Latem 1937 przeprowadzono błyskawiczne postępowanie, które doprowadziło do warunkowego zwolnienia pisarza (przesiedział  łącznie 11 lat)  i obietnicę zatarcia kary. Po wyjściu zajmował się głównie leczeniem zdrowia i pisaniem.

We wrześniu 1939  wstąpił  do wojska i walczył na Wileńszczyźnie z sowieckimi agresorami. Legenda głosi, że wtedy to ostatecznie porzucił prawosławie i przeszedł  na katolicyzm. W czasie okupacji służył w AK, jako dowódca oddziału wykonującego wyroki śmierci Sądu Specjalnego AK  na konfidentach i kolaborantach. Podobno wyznaczono go do likwidacji wybitnego pisarza Józefa Mackiewicza podejrzewanego o kolaborację z hitlerowcami. Piasecki miał ponoć nie wykonać wyroku w ostatniej chwili. Pisywał również do prasy podziemnej. Odznaczono go Krzyżem Zasługi.

Jego poglądy polityczne, "wrodzony" antysowietyzm oraz przeszłość zmuszają go do ucieczki na Zachód  latem 1946, po ogłoszeniu listu otwartego do nowych władz polskich. Znów był bez środków do życia i dokumentów. Żył z lekcji rosyjskiego i skromnego honorarium, które otrzymał od włoskiego wydawcy "Kochanka...". Znów pomógł mu Wańkowicz, pomaga wyrobić legalne papiery, załatwił pomoc rządu londyńskiego i namawiał do przenosin do Anglii.

Umarł  w nędzy w polskim szpitalu w Walii 17. lutego 1964. Pochowany zostaje w Hastings, na nagrobku wyrzeźbiono gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy. Powieści jego cieszyły się  ogromny powodzeniem, były bestsellerami wydawniczymi na całym świecie, z wyjątkiem Polski. Do  1989 obowiązywał na Piaseckiego tzw. "zapis cenzorski".  Było to specyficzne  „wyróżnienie” komunistycznych władz dla pisarzy. Nie tylko, że nie można było publikować ich  prac ale nawet z nimi polemizować, cytować, w ogóle nie wolno było wymieniać  ich nazwiska  w jakimkolwiek (nawet najbardziej niewinnym) kontekście. Piasecki zasłużył sobie na ten "przywilej" na równi z Miłoszem, Gombrowiczem, Józefem Mackiewiczem. Doborowe towarzystwo, prawda? Sam zresztą był zgłoszony do literackiego Nobla w roku 1938. Smutnym jest fakt, że na skutek jego skomplikowanej biografii zniszczeniu uległ poważna część dorobku, łącznie z "Dziennikiem", spalonym  przez Autora tuż przed śmiercią. 

"Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" wbrew tytułowi to nie romans ale prawdziwa powieść sensacyjna, pierwsza i jak do tej pory największa w języku polskim. Wątki erotyczne są dość słabo zarysowane. Tu dominuje  niesamowita, żywa i ciągle zmieniająca się akcja.

Rzeczy dzieją się na polsko-sowieckim pograniczu początku lat dwudziestych ubiegłego stulecia w środowisku tamtejszych przemytników. Ludzi żyjących z dnia na dzień, w ogromnym napięciu, kierujących się własnym prawem i posługujących się własnym językiem, na tyle specyficznym, że na końcu książki, którą mam, znajduje się słownik tłumaczący "z ichniego na nasze". Świat ludzi idących przed siebie według gwiazd na niebie, nie bojących się niczego i nikogo, wykonujących zadania niemożliwe do wykonania. Okrutnych, sprytnych ale i honorowych, w pewnym sensie uczciwych.  Ludzi kochających przede wszystkim wolność i prawo do własnego sposobu życia. Niektórzy zagraniczni krytycy literaccy stawiali postawy opisane prze Piaseckiego jako archetypiczny przykład polskiego umiłowania wolności i niezależności.

Świat opisanych tam Polaków, Rosjan, Żydów, Białorusinów i Litwinów to świat, którego już nie ma. Świat małych pogranicznych miasteczek i Wilna, które dziś nazywa się Vilnius. Jest coś w tej książce z atmosfery powieści Konwickiego ale opisywane środowisko jest tak odmiennie różne od tego, w którym wychował się panicz Tadeusz. Inne są też opisy tej samej przyrody. Mniej romantyczne, mniej poetyckie ale bardzo przemawiające do wyobraźni czytelnika.

Losy tych dwóch pisarzy miały przeciąć się później w wileńskiej AK. I obaj nigdy nie zobaczyli już "swojej ojczyzny do której nie wrócę". Słowa Piaseckiego są jak kropla żywicy, którą zalał dawno miniony fragment świata. Widzimy go teraz jak bursztyn mieniący się żywym blaskiem. Blaskiem fantastycznego języka. Paradoksem jest, że wielcy mistrzowie polskiego słowa: Leśmian, Tuwim, Stryjkowski, Schulz, Parnicki dochodzili to tego słowa dopiero długiej drodze, najeżonej przygodami, często w wieku dojrzałym. Ale jak już doszli... Piasecki, mistrz mowy jest w ich gronie. Wańkowicza, późniejszego autora "Karafki La Fontaine'a" nie można było byle czym zachwycić. On zachwycił! 

Samą powieść czyta się błyskawicznie. Akcja skonstruowana w sposób iście scenariuszowy, pełna napięcia i zaskakujących zwrotów. Nie można się wprost oderwać od tekstu. Nie wierzycie? Spróbujcie!!!



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050804174745504

No trackback comments for this entry.
Książka na wakacje 2005 - "Kochanek wielkiej niedźwiedzicy" | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń