Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Gdy odwaga kosztowała

Do zwalczania Kościoła w różnych okresach, władza próbowała różnych metod. Pod koniec lat pięćdziesiątych jednym z głównych narzędzi tej walki stał się ucisk fiskalny. Tytuł niniejszego tekstu wziąłem z książki ks. Stefana Dzierżka (TJ), który właśnie oddał ducha Bogu skończywszy 92 lata. I o nim też będzie to epitafium.

Bo wszyscy pamiętamy nazwiska ks. Popiełuszki, Niedzielaka, Suchowolca czy Zycha, którzy zginęli męczeńską śmiercią za wierność zasadom i poglądom, ale byli też wśród nas tacy księża, którzy swą odwagą, a czasami nawet sprytem graniczącym z brawurą w myśl słów przypisywanych majorowi Henrykowi Sucharskiemu jeszcze się ojczyźnie przydacie, potrafili wyprowadzić w pole komunistyczne służby i uniknąć poważniejszych represji. Taki właśnie był o. Stefan Dzierżek.

Urodził się w Szymanowicach koło Łowicza w roku 1913, a w 1928 r. wstąpił do nowicjatu jezuitów w Kaliszu. Po zdaniu matury wyjechał do Francji, gdzie studiował filozofię, a po powrocie do kraju, w roku 1937 rozpoczął studia na kierunku fizyka w Uniwersytecie Wileńskim. Po wybuchu wojny wziął czynny udział w kampanii wrześniowej, jako ochotnik 261 kompanii sanitarnej, a po klęsce powrócił do Wilna i natychmiast rozpoczął walkę podziemną, działając w tajnej organizacji aż do aresztowania go przez gestapo w marcu 1942 r. W hitlerowskim więzieniu spędził 7 miesięcy, skąd następnie trafia do obozu dla internowanych. 3 października 1944 roku, po uwolnieniu, przyjmuje święcenia kapłańskie w kaplicy ostrobramskiej. Koniec wojny zastaje go w Wilnie.

Na rozkaz przełożonych w roku 1946 wyjeżdża z anektowanej przez ZSRS Litwy do komunistycznej Polski, gdzie pełni ważne dla kościoła funkcje, organizując działalność jezuitów w całej prowincji zakonnej. Najdłużej, bo aż do swojej śmierci przebywał w Kaliszu. Tutaj też za działalność opozycyjną spotykają go represje ze strony komunistycznej władzy. Swoją cichą walkę z systemem opisał właśnie w książce pt. Gdy odwaga kosztowała. W książce tej z właściwym sobie humorem opisuje niektóre ze swoich przygód z miejscową Służbą Bezpieczeństwa, która ze względu na popularność o. Dzierżka wśród wiernych i jego aktywność wzięła go pod szczególną opiekę nie szczędząc na to sił i środków.

Ojciec Dzierżek w swojej książce opisuje różne metody walki z Kościołem. Jedną z tych metod był ucisk fiskalny. Władze PRL-u - pisze ks. Dzierżek - do zwalczania Kościoła w różnych okresach, różnych próbowały metod. Pod koniec lat pięćdziesiątych jednym z głównych narzędzi tej walki stał się ucisk fiskalny. Osobom i instytucjom kościelnym wymierzano absurdalnie wysokie podatki, które niepłacone, szybko rosły w krociowe sumy, czyniąc Kościół wobec państwa opornym dłużnikiem, skazanym na konfiskaty i komornicze egzekucje.

Najwdzięczniejszym terenem do popisów urzędu finansowego były podatki dochodowe i lokalowe. Pierwsze z nich uderzały przede wszystkim w seminaria diecezjalne oraz zakonne domy studiów i nowicjaty. Obliczanie tych podatków sięgało szczytów absurdu. Ustalano zasadniczą stawkę na utrzymanie miesięczne jednego alumna. Nie była o­na nawet wygórowana, o ile pamiętam szacowano ją na 700 zł. Tę stawkę mnożono przez ilość alumnów. Dajmy na to, że było ich stu. Otrzymywano w ten sposób pokaźną już sumę 70.000 zł. Był to dochód miesięczny seminarium. Od tej łącznej sumy wyznaczano podatki. "Dowcip" polegał na tym, że od 700 zł podatek wynosił kilka procent, od 70.000 – 40 do 50%. Jeśli więc seminarium liczyło stu alumnów, to co roku miało płacić około czterystu tysięcy zł. podatku dochodowego. Do tego dochodził podatek od nieruchomości, który wg autora wynosił dla budynków kościelnych kilkadziesiąt razy więcej niż dla prywatnych domów.

Tak zaczęła się w Kaliszu słynna wojna kokosza między komunistycznym państwem, a jezuitami. Wybrałem akurat ten epizod z życia ks. Dzierżka, aby uwypuklić jego świetne poczucie humoru, umiejętność odpowiedniego znalezienia się w trudnej sytuacji oraz po to, by pokazać, że w walce z komuną liczyły się nie tylko męczeńska śmierć, czy wieloletnie przebywanie w więzieniach, ale także drobne epizody, które działy się w wielu miejscach w Polsce i przyczyniły się w końcu do wzrostu społecznego niezadowolenia i wybuchu.

Braci zakonnych oczywiście nie było stać na zapłacenie tak wysokich podatków. Pierwsza faza wojny to walka na dokumenty. Urzędy przysyłały przypomnienia, upomnienia, zagrożenia. My odpowiadaliśmy odwołaniami. Następnie system przystąpił do ofensywy i przysłał zawiadomienie o wszczęciu egzekucji komorniczej. Jak dalej pisze o. Dzierżek działania wojenne rozpoczęły się w poniedziałek, 2 października (1961). O godz. 8 rano na nasze podwórko gospodarcze przez nie zamkniętą bramę wtoczyła się ciężarówka z komornikiem, dwoma jego pomocnikami i kierowcą. Komornik przez furtiana zażądał widzenia z o. Dzierżkiem, na co ten, stosując się do zasady o­nufrego Zagłoby, że Cunctator też był wielkim wodzem, ze stoickim spokojem odpowiedział:

- Powiedz im bracie, że nie jestem jeszcze przygotowany na ich przyjęcie. Niech zaczekają nieco.

Wreszcie jednak musiał wyjść i rozmówić się z urzędnikiem. Do porozumienia nie doszło, bo pieniędzy na zaległe podatki nie było, więc przystąpiono do egzekucji. Na pierwszy ogień poszło 150 kur, które bracia hodowali na obszernym przyklasztornym wybiegu. Tak opisuje to autor:

Zaczęło się polowanie. Dwóch pomocników komornika ile krzepy w nogach cwałowało wzdłuż i wszerz za uciekającym w panicznym popłochu ptactwem. Sypało się pierze, schwytane ofiary darły się wniebogłosy. Nasza nowicjacka młodzież kończyła akurat śniadanie. Kazałem im przyjść na plac boju, niech się trochę rozerwą, niech popatrzą na to widowisko, które jest jakimś drobnym, ale znaczącym epizodem stosunków na styku Kościół – Państwo.

Po półgodzinie urzędnicy mieli dość. Wreszcie ktoś wpadł na pomysł, żeby zapędzić drób do kurnika i udało się wyłapać wszystkie kury.

Gdy ciężarówka z cennym łupem zmieniała stanowisko bojowe (...) w tym samym czasie nadchodziła odsiecz. Przez otwartą szeroko bramę podwórza, od strony miasta wkraczało na plac boju kilkanaście kaliszanek. A była to tylko straż przednia. Tymczasem komornik zaczął się dobijać do zamkniętego na klucz chlewika. Okazało się, ze klucz ma brat gospodarz, który akurat jest w mieście i nie wiadomo kiedy wróci. Trzeba było czekać.

Batalia zaczęła się według klasycznych, homeryckich wzorów. Pamiętamy ze szkolnej lektury, jak bohaterowie “Iliady” zanim zaczęli rzucać dzidami, ciskali najpierw w przeciwnika obelżywymi wyzwiskami. I w naszym wypadku zaczęły padać słowa, choć może nie obelżywe, to przecież nabrzmiałe żalem, urazą, pretensjami do władzy ludowej. W pewnym momencie, komornik poszedł zatelefonować. A gdy wrócił... na ciężarówce dostrzegamy chłopca, który nie liczy sobie więcej jak 10 wiosen i kobietę około osiemdziesiątki. Nie próżnują. Z wozu na wszystkie strony fruwa rozkrzyczane ptactwo (...) – A wy komuniści, a wy złodzieje. Przyjechaliście naszych Ojców rabować? Wstydu nie macie? Sumienia nie macie?.... Konflikt eskalował.

Władza ściągnęła posiłki: na placu boju zjawia się kilkudziesięciu milicjantów, nie licząc ubowskich szpiclów wmieszanych w tłum, który wypełnił całe podwórze. Uznałem, że sytuacja dojrzała już do tego, by otworzyć chlewnię (...). Tymczasem bitwa nabierała rozmachu, ściągano nowe posiłki milicyjne, ale przybywało i obrońców. Pech władzy polegał m.in. na tym, że cała akcja miała miejsce w dzień targowy, a klasztor graniczył z miejskim targowiskiem. Gdy tylko rozeszła się wieść o rekwizycji w sukurs ruszyły przekupki, przekupnie i ich klienci. Nie pomogło zamykanie bramy – obrońców przybywało z każdą minutą. Zaczęło dochodzić do drobnych incydentów. Wreszcie kierujący akcją oficer zdecydował się negocjować. Poprosił ks. Dzierzka o uspokojenie tłumu, na co ten oczywiście się nie zgodził. Milicjantowi nie pozostawało nic innego, jak skonsultować się z władzą zwierzchnią. W tym czasie ks. Dzierżek skontaktował się z adwokatem, pytając co ma robić.

Usłyszał: Nic nie robić! (...) Siedzieć w celi i różaniec odmawiać. To nie wasza sprawa! Nawarzyli sobie piwa, niech teraz sami piją. Wreszcie doszło do rozejmu. Władza ludowa zrezygnowała z egzekucji długów w zamian za to, że... jezuici napiszą odwołanie od nakazu. W ten sposób pierwsza ofensywa wojny kokoszej została odparta. Pod presją tłumu i bez zarekwirowanego drobiu urzędnicy zmuszeni byli opuścić plac boju. Ale to nie był koniec wojny, bo rezolutni braciszkowie nagrywali wszystko co się działo na dziedzińcu.

Drugi atak był staranniej przygotowany. Agresor przeprowadził rozpoznanie terenu, rozstawił warty wokół klasztoru i 10 dni później do furty klasztornej zapukało 3 cywilów. Nie mamy czasu na dyskusję, przystępujemy do rzeczy. Jestem wiceprokuratorem wojewódzkim z Poznania (...) przyjechałem zażądać wydania taśmy magnetofonowej i filmowej, nakręconych przy dokonywaniu egzekucji przez wydział finansowy dnia 2 października. Jeżeli ksiądz tych rzeczy nie odda, dokonamy przeszukania w całym domu.

Ks. Dzierżek wiedział, że przeszukanie jest bezprawne i nie zgodził się ani na wydanie taśm, ani na rewizję. Mimo to około 30 ubeków przez 8 godzin przeszukiwało klasztor. Ich łupem padła taśma magnetofonowa z nagraniami piosenek religijnych, przysłana nowicjuszom przez ich współbraci zakonnych z Karkowa. Nie dało się jej skontrolować na miejscu, bo nie pasowała do naszego magnetofonu. Drugą zdobyczą stały się pieczątki Akcji Charytatywnej, prowadzonej z wielkim rozmachem przez Ojca Urpszę. I nic więcej. Po rewizji, tym razem z sukcesem zarekwirowano żywy inwentarz, na poczet długów fiskalnych. Pokryło to zaledwie 10% należności.

Wydaje się zatem, że wojna kokosza została w końcu przegrana. Ale było to pyrrusowe zwycięstwo władzy ludowej. W ciągu paru dni od nieudanej egzekucji zdjęto ze stanowiska kierownika finansów. Pracownice tego oddziału zrobiły między sobą składkę i zamówiły msze św. dziękczynną w kościele św. Mikołaja. Po następnych paru dniach musiał ustąpić również przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej. Pierwszy sekretarz partii utrzymał się jeszcze na swym stołku około dwóch do trzech tygodni, ale za to spadł z niego z większym trzaskiem. Zjechał mianowicie do Kalisza z Warszawy z KC towarzysz Kliszko i zwołał zebranie partyjne (...). Tow. Kliszko przedstawił sekretarzowi kaliskiemu pewne zarzuty odnośnie nadużyć przy sprawowaniu jego funkcji. Za przykładem Kliszki poszli inni towarzysze i zaczęło się wyciąganie na światło dzienne różnych brudów. Próbował się początkowo bronić towarzysz sekretarz, potem dał spokój, potem się popłakał i wreszcie zemdlał... – Towarzysze, pomóżcie koledze! – wołał Zenon Kliszko. – Jak to? Przedtem piliście razem, a teraz nikt się do niego nie chce przyznać? Nie ruszył się nikt.

Nie dość, że stracili mnóstwo sił i środków na przeprowadzenie tej akcji, to jeszcze bardziej nastawili wrogo przeciwko sobie kaliszan. Wielu z nich było potem ciąganych po sądach i prokuratorach i nakłanianych do fałszywych zeznań, że to jakoby jezuici wywołali rozróbę. Spośród całego tłumu zebranego 2 października na klasztornym dziedzińcu nikt się nie złamał, a w stan oskarżenia postawiono jedynie ową staruszkę, która wypuściła kury z ciężarówki i jej córkę. Zostały skazane na 4 miesiące więzienia w zawieszeniu.

To wszystko procentowało w przyszłości, gdy ks. Dzierżek toczył inne swoje boje z komunistycznym systemem. A ma ich w swoim życiorysie bardzo dużo. Między innymi za wystawienie patriotycznego żłóbka po wprowadzeniu stanu wojennego został skazany na rok więzienia w zawieszeniu, a w 1983 za działalność opozycyjną polegającą na pomocy represjonowanym przez 2 miesiące przebywał w zakładzie karnym w Strzelinie. Te trzy wątki spośród wielu w jego życiu są kanwą wydanej własnym sumptem w 1991 roku książki pt. Gdy odwaga kosztowała. Stanowi ona świadectwo o życiu Człowieka, który nie ugiął się przed ciemiężcą, Księdza, który jak wielu jemu podobnych w tym czasie po cichu i bez rozgłosu robił dobry grunt pod zryw narodowy i upadek znienawidzonego systemu komunistycznego. Cześć Jego pamięci.

Autor jest dziennikarzem Biuletynu Liberum veto! i członkiem kaliskiego oddziału UPR.

Artykuł pochodzi z Serwisu Wolnorynkowego Korespondent.pl



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050809030553588

No trackback comments for this entry.
Gdy odwaga kosztowała | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Bazyli wto, 9 sie 2005, 11:12:04

Pogrzeb o. Stefana Dzierżka będzie miał miejsce jutro, tj. w środę 10 sierpnia o godz. 12, w naszym kościele przy ul. Stwiszyńskiej 2 w Kaliszu.

Adam Matras, SI

---
matrasek

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń