Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Diabeł kradnie naszą młodzież!

Nawet w naszym serwisie trwają ideologiczne walki pomiędzy chrześcijanami różnych wyznań. Tymczasem, zaś gdy my rozważamy problemy dialogu pomiędzy chrześcijanami pod naszym nosem "kradną" nam ludzi - zwłaszcza młodych.

Żadna to dla wyznawców Chrystusa nowina, iż otoczeni jesteśmy przez świat pełen ideologii i metod zupełnie obcych chrzescijaństwu. Religie wywodząc się z dalekich krajów lub rodzimy (eropejski/z innych częsci basenu Morza Śródziemnego) nawrót do pogaństwa, magii i innyh zdawałoby sie dawno zapomnianych już praktyk. Tymczasem wystarczy przejść się po ulicy by zobaczyć iż jest inaczej, otworzyć zwykłą gazetę - np. z programem telewizyjnym.

Magia - mocny powrót szatańskiej praktyki. W zwykłej prasie, telewizji zobaczyć mozna prawdziwe zatrzęsienie ogłoszeń reklamowych różnego rodzaju magów, uzdrowicieli, astrologów, wróżek. Kto z tego korzysta? W racjonalnym świecie - magia? A jednak - wiele osób jest zagubionych, słabych, niedoinformowanych, a przez nachalną propagandę m.in. filmów - wiele młodych osób z takowych praktyk korzysta. Dziś wiele młodych osóbnie wie co chce robić w życiu, jaką decyzję podjąć - liczni ulegają magom. Wiara w horoskopy zaś jest powszechna. Ciągle słyszeć można tłumaczenia - "to tylko zabawa". Tak samo mówi się o powrocie innych przesądów. Horoskopy też są bardzo łatwe do znalezienia w prasie. W swiecie znaznego spłycenia kultury i religijności przesądy (zwłaszcza astrologiczne) są tylko gwoździem do trumny. Magiczny sposób myślenia wyklucza bowiem praktykowanie modlitwy.

Drugie z wybranych zagadnień - inwazja religii dalekowschodnich. Różnych - wiele osób dołącza do grup buddyjskich, do krisznitów, innego rodzaju grup wyznaniowych i filozoficznych. Sprzyja też temu sfera komercyjna - ileż widzi się ogłoszeń o zajęciach z jogi (mając na myśli jogę ciała). Wiele jednak z tych zajęc ma głębokie podłoże filozoficzno - religijne. To zaś wszystko wciąga. Cała ideologia roku 1968 na Zachodzie obfitowała inwazją tej kultury, która do Nas dotarła dopiero kilkanaście lat temu. Zbiera jednak wśród chrześcijan żniwo. I ta wschodnia filozofia jest obca nawet naszej formie modlitwy - zastąpionej przez praktyki medytacji, transów i zabiegów na ludzkiej świadomości. Niewiele (lub często nic) nie mają wspólnego z modlitwą błagalną, dziękczynną czy prośbą o przebacznie - czyli formami modlitwy chrześcijan.

Ciągle groźną ideologią jest wyrosły na rodzimym gruncie ateizm wojujący. Zwłaszcza przestrzeń internetowa jest zapełniona "wojownikami racjonalizmu" w wieku od 16 do 21 lat, którzy uświadamiają uciskanych przez "mit o Panu Bogu" ludzi o tym jak to nas oszukują. Ta idea w odróżnieniu od innych antychrześcijańskich zagrożeń jest jednak o tyle mniej groźna, że niemiłosiernie nudna. Nie należy jednak i tego zagrożenia ignorować.

Trzecim ze zjawisk jakie poruszę jest moda na dziwne praktyki religijne, trudne często (dla laika - obserwatora jakim jestem) niektóre z nich jednoznacznie zakwalifikować. Po wyrzuceniu Pana Boga pojawia się więc wiara w "pozytywną energię", "siły dobra" itd. Jednak szczególnie niebezpieczna jest popularna moda na satanizm. I to nie tylko dotyczy prawdziwych satanistów czy młodzików składających diabłom krwawe ofiary. Zainfekowana jest spora część środowiska muzycznego, liczne grupy młodzieżowe które nie oddając wprost Lucyferowi czci tolerują lub aprobują satanistyczne elementy subkulturowe. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć jak bardzo groźne jest to zjawisko.

Obok więc zróżnicowanego chrześcijańskiego świata istnieje pole zupełnie od nas różne. Przez coraz większe wpływy wielu złych zjawisk pole to niestety rośnie. Atauje nie tylko naiwnych, ale i inteligentnych, zdolnych młodych ludzi. Do nich wszelkie misje winy iść przede wszystkim. A zadanie to jest najtrudniejsze. Do ludzi, których już pod naszym oknem uformowła ideologia nie mająca z chrześcijaństwem żadnych wspólnych punktów (mimo, że zwłaszcza do religii wschodu próbuje się dowodzić, ze coś tam jednak łączy).

Oprócz ludzi, którzy zupełnie wiarę porzucili i na inną w pełni przeszli mamy mnóstwo osób formalnie chrześcijańskich a w istocie zainfekowanych. Wiara w reinkarnację, astrologię, magię jest powszechna. Brońmy tych ludzi przed uczynieniem kroku dalej w tym zgubnym kierunku. Coraz więcej jest bowiem ludzi, którzy różnią się od nas bez porównania bardziej niż najskrajniejsi z chrześcijan między sobą. Wyrasta cywilizacja dla której imię naszego Zbawiciela, całej Trójcy Przenajświętszej, pojęcie samej modlitwy czy kultu Bożego jest niezrozumiałe. Stanowi to ogromne zagrożenie dla dusz ludzkich i może wepchnąć cywilizację w tak wielką niewrażliwość na Chrystusa jakiej jeszcze nie było.

Ci biedni ludzie, którzy popadli w odstępstwo od chrześcijaństwa powinni być podstawowym polem misyjnym wszystkich chrześcijan. Zanieśmy Ewangelię tym którzy jej nie znają najpierw! Ciężko nazwać mnie pierwszej marki ekumenistą - ale na tym polu widzę nie tylko ogromną możliwosć współdziałania. To przede wszystkim wielki obowiązek! Nie wolno marginalizować tego zagrożenia ani losu ludzi dotkniętych zupełnym oddaleniem od Boga. Ta walka musi być stoczona wspólnie. Do broni!



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/2005082122155644

No trackback comments for this entry.
Diabeł kradnie naszą młodzież! | 39 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Jakub pon, 22 sie 2005, 08:32:02
Bardzo ciekawy artykuł. Dodam, że magie/horoskopy etc. można znaleźć już nie tylko w poszczególnych programach, ale istnieją stacje TV w tym specjalizujące się :(
Wydaje mi sie, że w tymi walkami ideologicznymi między chrześcijanami, to lekka przesada. Są to raczej dyskusje, choc zdarza sie wsrod nich napotkac nieco za niski poziom kultury i slowne przepychanki czy obrzucanie miesem

---
"Z hlubin volám k Tobě Pane,
Pane vyslechni můj hlas!
Ať tvé ucho vlídně slyší
na mé snažné volání."

 
montsegur pon, 22 sie 2005, 08:36:12

Witam, Panie Jakubie!

Zaczne wiec od siebie: kim jestem, to juz Pan wie, pogawedek mielismy tu juz sporo. Werze w reinkarnacje (artykul na ten temat jest w tym serwisie); magii nie uprawiam; horoskopow nie czytam (1); wojujacym ateista nie jestem juz z cala pewnoscia (jeszcze czego!); nie jestem satanista; nie definiuje Boga jako "pozytywnej energii", bo jego sie zdefiniowac nie da (choc mi takie definicje nie przeszkadzaja...). Nie zaliczam sie tez do wyznawcow zadnej religii wschodniej (choc chyba rozumiem, czemu staja sie popularne...).

Ja mam swoje zdanie na ten temat, dlaczego inne religie i praktyki sa popularne. Wielu ludzi oczekuje od religii inspiracji raczej niz sztywnych "danych do wierzenia" prawd wiary i dogmatow (przyznam, ze dla mnie samo juz okreslenie "dac do wierzenia" to niczym "policzek", obraza dla mojego umyslu. Chcialbym, aby mnie Pan dobrze zrozumial: to dla mnie - ale prosze sie nie obrazic - tak jak "dac (psu kosc) do gryzienia"; ot - niech ma i niech wierzy... Sadze, ze nie jestem odosobniony, dlatego rozumiem tych, co odchodza).

Widzi Pan, ja znalazlem inspiracje w chrzescijanstwie za przykladem pewnej znanej w historii kosciola postaci (a wiec nie z inspiracji Buddy czy Mahometa...); jestem dzieki temu bardziej chrzescijanski niz kiedykolwiek przedtem. A tu masz: co chwila ten i ow "ortodoks" wyskakuje i twierdzi, ze "nie mam prawa" nawet siebie za chrzescijanina uwazac... Ostatnio jeden taki "ortodoks" wrecz zasugerowal tu publicznie, zebym sie wynosil z tej strony (nie odpowiedzialem mu w ten sam sposob, choc mnie palce swierzbialy, by to na klawiaturze - i to calkiem dosadnie - wystukac...).

A Pan wzywa "do broni!". No, wiec jak chcialby Pan tej "broni" uzyc wobec mnie? ma Pan jakis pomysl? Ciekaw jestem jak Pan odpowie, bo choc sprzeczek mielismy sporo, to jednak rozmowy nasze zawsze byly na poziomie wzjemnego szcunku...

Licze na "rycerska" odpowiedz "Integrysty".

Cheers!!!

 

(1) ale w zeszlym tygodniu otrzymalem w "prezencie" cos w rodzaju "karty astrologicznej", ktora wykonala mi tu pewna znajoma "Kangurzyca". Sam bym pewnie o taka karte nie poprosil, ale skoro mi sama zaproponowala i to gratis, to chetnie sie zgodzilem. Otoz jest tam napisane, ze w poprzednim wcieleniu bylem kobieta zyjaca w Korei ok. 1100 roku n.e. i zajmujaca sie wyrobem przedmiotow jubilerskich (przyznam, ze samemu by mi cos takiego nie przyszlo do glowy...). Tego rodzaju karty traktuje istotnie na zasadzie zartu raczej, ale rozumiem, ze ci, ktorzy sami prosza o takie karty, tez szukaja w zyciu inspiracji, ktorej juz nie znajduja w "tradycyjnym" chrzescijanstwie...

 
Maaia pon, 22 sie 2005, 09:20:43

Moze mam dziwne podejscie do religii, ale wedlug mnie skoro Bog jest jeden, to mozna zaryzykowac stwierdzenie, ze rozne religie sa po prostu jedna z drog do Boga. Cos tak jak "wszystkie drogi prowadza do Rzymu". Bo co tu duzo ukrywac - wiary nie wybieramy, w wielkim stopniu to, czy jestesmy religijni czy nie, czy jestesmy chrzescijanami, czy buddystami, jest wynikiem naszego wychowania w tej, a nie innej kulturze.

W kazdej religii jest ziarno prawdy, chociaz zadna nie powinna sobie uzurpowac prawa tej jedynej. Ja uwielbiam joge - rewitalizuje cialo, pozwala sie skoncentrowac, wyciszyc. A juz moja to sprawa, czy powtarzam wtedy mantre, czy chrzescijanska modlitwe. Z buddyzmu mozna podziwiac ahimse - zasade zycia tak, by nie krzywdzic istot zywych. Z innych religii - inne rzeczy. W astrologii akurat niczego nie podziwiam, bo to nie jest religia. Lecz nie rozumiem stawiania krysznowcow w jednym rzedzie z magia i astrologia.

Wiara kazdego z nas jest nasza wlasna droga w poszukiwaniu Absolutu. Jedni akceptuja bez zastrzezen dogmaty katolicyzmu, inni sa muzulmanami czy buddystami. Fichte powiedzial kiedys, ze Bog jest nasza odpowiedzia na niemoznosc zrozumienia wszechswiata - gdziekolwiek pojdziemy nasza mysla, jakkolwiek bedziemy sie starac rozszyfrowac wszechswiat, zawsze natkniemy sie na granice nie do pojecia dla umyslu ludzkiego. Te granice ludzie roznych kultur i wyznan nazwali Bogiem.

Bog jest jeden, ale jest wszedzie i jest wszystkim. Jest w drzewach, kwiatach, roslinach, jest w gwiazdach i powietrzu. Jesli wiec niektorzy wierza, ze w drzewach zyje duch, to jest to po prostu inna droga do Boga. Bo te wyznacza dobre zycie, a nie to, czy Boga nazwiemy Bogiem, czy Jahwe, czy Absolutem. On sam powiedzial o sobie "jestem, ktory jestem". Nic dodac, nic ujac.

I co to znaczy "formalnie chrzescijanskich, lecz zainfekowanych"? Nasza wiara chrzescijanska nie jest "czysta". Przez wieki naroslo na niej wiele dogmatow, wiele nakazow i zakazow, nawet Biblia jest ksiega, do ktorej ewangelie zostaly starannie wyselekcjonowane. Nie wiemy, co tak naprawde jest czysta wiara chrzescijanska. A w Biblii jest wiele sprzecznosci.

Wedlug mnie najwazniejsze nie jest nazewnictwo, lecz milosc, szacunek do drugiej zywej istoty (nie tylko czlowieka). Dlatego nie odpowiem na wezwanie "do broni" - Bog po to nam dal wolna wole, bysmy mysleli i szukali, "szukajcie, a znajdziecie". Lepiej walczmy przykladem swoim, swoim dobrym i pelnym milosci zyciem, niz dogmatami.

 
mateuszwroc pon, 22 sie 2005, 10:23:19

Bardzo dobrze, że podjąłeś ten temat. Szkoda, że nie dodałeś islamu, który zdobywa także coraz liczniejsze rzesze wiernych. Może nie zwróciłeś uwagi, albo po prostu zapomniałeś, ale i tak dobry artykuł.

P.S. Ja nie wiedziałem, że masz talent pisarski.

---
"Prawa wiara w niegodziwym życiu nie przynosi żadnego pożytku." św. Jan Złotousty

 
Maciek pon, 22 sie 2005, 11:12:42
Od dawna mówię, że mamy więcej do obrony wspólnie, niż do zwalczania między sobą. Gratulacje. Maaia: Jeśli wszystkie religie są różnymi drogami do tego samego Boga, to czemu prowadzą w różne strony? Jeśli Ewangelia i Koran pochodzą z tego samego źródła, to czemu wykluczaja się wzajemnie w kwestii tak fundamentalnej jak osoba i rola Jezusa? Islamskie wyznanie wiary wyklucza wiarę w Chrystusa. Wiara chrześcijańska wyklucza uznanie Mahometa za proroka. I tyle.

---

Kto umie czynić dobrze, a nie czyni, dopuszcza się grzechu.

 
  • Maaia pon, 22 sie 2005, 22:52:01
remigius wto, 23 sie 2005, 10:32:21
<P>To co zostało przedstawione przez autora jako różne religie i światopoglądy wrogie chrześcijaństwu, to nic innego jak nowa religia światowa o nazwie New Age. W niej zawiera się zarówno zachodnioeuropejski okultyzm, satanizm&nbsp;i neopogaństwo jak również systemy religijne wschodu - zwłaszcza hinduizm. Ta nowa uniwersalna religia ma za zadanie przejęcie kontroli nad umysłami ludzi, po to aby przygotować ich na poddanie się władzy Antychrysta. New Age będzie religią panującą w Erze Wodnika (czyli w okresie 7-letnich rządów Antychrysta), zastępującą chrześcijaństwo z Ery Ryb. Wielu badaczy problemu sądzi, że tym pozornie zróznicowanym ruchem światowym zarządza najwyższa rada masonerii z siedzibą w Waszyngtonie. Poza kreowaniem nowej religii masoneria dąży także do budowania struktur politycznych, przygotowujących grunt pod powstanie rządu światowego.</P>

---
A ja odniosłem to do siebie samego i do Apollosa przez wzgląd na was, bracia, abyście na nas się nauczyli nie rozumieć więcej ponad to, co napisano. (1 Kor 4,6)
 
Edith wto, 23 sie 2005, 10:57:43
Witam! O tym, jak bardzo New Age "przeżera" naszą kulturę, niech swiadczy taki przykład: po kilkutygodniowej wakacyjnej przerwie w sobote zasiadłam z dziecmi do oglądania "Ziarna" (żeby tłumaczyć niektóre przerysowane rzeczy lub odpowiadać na pytania). I co? i zastanawiam się, czy to nie ostatnie "Ziarno", jakie moje pociechy ogladały. W tym, jakby nie było, katolickim czyli chrystocentrycznym (z założenia) programie ks. biskup wraz z dziećmi porusza się iędzy studiem a łąką oraz między łąką a studiem za pomocą... kilku obrotów wokół swojej osi, o ile dobrze sledziłą wyczyny ekranowe, wspomagane te obroty były ruchami wachlarza Zofii Merle. Reakcja sześciolatka "Mamo, czy ksiądz biskup może czarować?" Ile jest rodzin, w których rodzice nie pomagają dziecim w poznawaniu świata, tylko "parkują" je przed TV? Dzięki "Ziarnie" przekonanie, że biskup posługujący się czarami, nawet tylko telewizyjnymi, jest OK, bedzie bardzo mocne. Bolesne jest to, że magia wdziera się bezpardonowo, pod płaszczykiem niewinnych sztuczek urozmaicajacych chrześcijańskie tresci. TVP ma "tajne" skrzynki e-mail i na prośbę o podanie adresu redakcji "Ziarna" nie odpowiada :( Pozostaje modlitwa za chrześcijan pracujących w mediach i za ludzi, mamionych przez NA. pozdr

---
Benedictus

 
montsegur śro, 24 sie 2005, 12:12:42

To odpowiedz na komentarz "Macka"

 

Nie, nie ma tu ani problemu ani zadnego “logicznego absurdu”. Pozwol, ze Ci to wyjasnie:

W wypunktowanym prze Ciebie mozliwym „pochodzeniu” ksiag („boskim”, „ludzlim”, „szatanskim”) moznaby jeszcze dodac inne, np. NT jest „boski”, ST – nie; Koran i NT sa „boskie”, ST – nie. I tak moznaby ciagnac jeszcze szereg mozliwosci. Ale jesli juz sie takim wyliczaniem zajmowac, to przeciez owego „boskiego”, „szatanskiego” i „ludzkiego” pochodzenia doszukiwac sie mozna w rozmaitych pismach naraz. Wszystkie one spisane sa przez ludzi, zatem ich ludzkie pochodzenie nie ulega watpliwosci. A szatanskosc i boskosc wynika z tego co nakazuja – a jeszcze bardziej z tego, co praktycznie sie robi, kierujac sie tymi ksiegami. Trudno byloby mi uznac, ze np. mojzeszowe przyzwolenie na masowy gwalt na dziewczynkach jest trescia „boska”. Natomiast jest z pewnoscia „ludzka” i „szatanska”. Podobnie ma sie rzecz z wymordowaniem Kanaanitow. Jesli dalej isc tym tropem, to z ST wynika, ze nakazane ono zostalo przez Jahwego. (czy dziwi Cie zatem, ze byli tacy, co w Jahwem upatrywali szatana? Jak Ty bys sie na to zapatrywal?).

Rzecz w tym, ze porownujac rozne ksiegi, porownujesz nie jednego boga z drugim bogiem, lecz co najwyzej koncepcje boga, ktore sa autorswa ludzkiego. Uznanie zatem roznych drog za prowadzace do tego samego celu jest tu niemozliwe wiec dla literalistow, ktorzy w ten sposob „wielbia ksiegi” raczej niz to, co te ksiegi chca opisac. Ksiega ma sluzyc pomoca, a nie przeslaniac widok. Jesli ktos utyka i musi chodzic o lasce, to nawet jezeli bez niej chodzic nie potrafi, to i tak nazwie ja jedynie „pomoca”, a nie np. „autorytetem w sprawach chodzenia”... Ksiega jest jak naczynie, ktorego zawartosc musi byc przez nas odnaleziona (naczyniem wiec, nie trescia sama w sobie). Tak jak sakrament jest „widzialnym znakiem niewidzialnej łaski”, a niekoniecznie jeszcze  łaską samą w sobie.

Piszesz o „rzekomym szacunku” Koranu do Jezusa. To nieprawda. Jezus jest uznany za jednego z prorokow w islamie, a nie ma ta religia ich zbyt wielu. Jest on tam zatem wyniesiony do rzedu najwazniejszych osob w tamtej religii. Trudno byloby zatem twierdzic, ze tego szacunku nie ma. Jesli natomiast bedziemy mowili, ze ktos mu tam odbiera „zasluge”, czy „godnosc” czy jeszcze cokolwiek innego, a nam „nadzieje”, no to co bedzie, jesli muzulmanom powiemy, ze nie ma zbawienia bez Chrystusa? Czy „odbierzemy zasluge” Mahometowi, a muzulmanom „nadzieje”? Wyobrazmy sobie dalej, ze wszystkie religie traktuja siebie w taki sposob i w taki sposob wzajemnie interpretuja. To swiat juz by do reszty powariowal i skonczyl na „trzaskaniu sie sil ostatecznym”. Drogi do Boga trudno byloby sie w tym wszystkim dopatrzyc.

Szkopul w tym, ze cala Twoja dluga ocena (choc dodajesz na koncu, ze „nie wyciągam tu wniosków, która z ksiąg jest obajwiona, a która nie.”) bazowana jest tylko na punkcie widzenia jednej religii i to nawet nie wszystkich jej opcji. I to tak, ze kontrastujesz dobrego i madrego boga Biblii (pisze z malej litery, bo chodzi o koncepcje) z gorszym bogiem Koranu. Ten bog Koranu chce, by zwalczac nieprzyjaciol (a bog ST tego nie mowi? Nawet „precyzuje” jak to robic: kogo zniewalac, a kogo eksterminiwac...). Ten bog Koranu dalej „cofa postep moralny o 2000 lat, do czasow niewoli egipskiej”. Ejze! A co pisze ST? Ze „Pan nakazal Mojzeszowi” wyekstrminowanie Kanaanitow (co to za „postep moralny” w porownaniu do niewoli egipskiej? To juz przeciez Egipcjanie traktowali Zydow lepiej i to wedlug swiadectw tego samego ST!). Potem tenze Mojzesz nakazuje wymordowac wszystkich Midianitow i wscieka sie, ze dowodcy zydowscy jeszcze nie wszystkich powyrzynali, pozwala tez, by midianickie dziewczynki byly zgwalcone przez Izraelitow (co tu powiesz o „postepie”?). Gdzie indziej znowu „nalezalo” zebrac caly tlum (poganskich) kaplanow w ich swiatyni, tam ich powyrzynac niczym wieprze, potem swiatynie zburzyc i spalic, a jej pozostalosci uzywac jako latryne... (i my to mamy w kanonie i twierdzimy, ze „nasz” bog lepszy niz ten „koraniczny”). Kazdy innowierca zblizajacy sie do zydowskiego miejsca kultu mial byc „natychmiast zabity”. Liste mozna kontynuowac. Przyznam, ze nie pasuje mi to do obrazu, wg ktorego ten koraniczny bog jest „bardziej wyniosly i niedostepny” od opisanego w ST...

Ty potem nazywasz swoje porownanie owych „dwoch bogow” „krytyczna analiza ksiag”. Ona jest u Ciebie krytyczna jedynie w odniesieniu do Koranu, bo w odniesieniu do ST i NT jest ona raczej tu bezkrytyczna. A calosc tych porownan jest wybiorcza raczej niz analityczna.

Pragne zwrocic uwage na nastepujacy fragment z twojego tekstu:

„Jeśli jednak zakładamy, że Bóg jest doskonałą Istotą Najwyższą, zawsze stałą i niezmienną, to nasze wnioski z porównania pism stoja w kolizji z założeniem. Albo więc mamy błędne założenie i Bóg nie jest doskonałą i niezmienną Istotą Najwyższą, czyli nie jest Bogiem, czyli Boga nie ma; albo pisma te nie pochodzą z tego samego źródła.”

Lista mozliwosci jest tu takze dluzsza. Jesli dany bog nie jest doskonaly, nie wynika jeszcze, ze boga zadnego nie ma. Bo opisany w jakichs ksiegach bog moze byc rownie dobrze ‘demiurgiem”, ktory jedynie wykonal swiat fizyczny i to w sposob niedoskonaly (bo niedoskonalosci w nim wiele...). I nie brakowalo w historii ludzi, ktorzy tak wlasnie uwazali.

Jesli o tym wspominam, to nie dlatego, ze ja wierze w demiurgow czy rozmaitych bogow. Przypominam, ze mowie jedynie o koncepcjach, o tym, w co ludzie wierzyli i wierza i w jaki sposob probuja opisac niewidzialna i nieznana dla nich rzeczywistosc. Tworzyli cala mase mitow w tym celu, ktore z kolei stanowia symboliczne „wizerunki” tej rzeczywistosci. I to wlasnie te „wizerunki” sie ze soba kloca...

Masz racje: nie mozna isc dwiema drogami naraz, czyli jak to wyjasnia bp. Hoeller w katechizmie kosciola gnostycznego: „mozna szanowac wiele religii, lecz praktykowac tylko jedna”. Otoz wlasnie: szanowac. Tymczasem teza, ktora Pan Jakub „Integrysta” postawil, to ta, ze „diabel kradnie” wyznawcow i zabiera do innych religii. Odnosze wrazenie, ze masz przynajmniej w jakims sensie podobne podejscie. Tymczasem czy sie idzie (w tej alegorii z „górami”) w prawo czy w lewo, jak sie juz zajdzie na górę, to widok stamtąd ten sam. Niestety, wielu literalistow tego nie chce uznac i dokonujac wyboru oraz odrzucajac jakas „droge” przyznaja sobie rownoczesnie „prawo” do diabolizowania jej i jej wyznawcow. Stad wlasnie te twierdzenia o „szatanstwie” itp. Doslownie ostatnio jeden ortodoks w tymze serwisie (i to podobno dziennikarz!) uznal za jak najbardziej naturalne wyzwanie mnie publicznie od „narzedzi szatana”, a to tylko dlatego, ze mam poglady inne niz on. I nie mozna sie pozniej dziwic wzajemnemu obrzucaniu sie blotem wyznawcow rozmaitych religii, jesli literalizm „nie pozwala” np. na interkomunie miedzy denominacjami nawet jednej i tej samej religii, jesli jeden religionista wyzywa publicznie drugiego od klamcow, bo ten drugi reprezentuje zupelnie inna (acz co najmniej rownie stara) orientacje w tej samej religii, a gdzie indziej znowuz wyjatkowo „oswiecony” biskup uniewaznia pierwsza komunie jakiegos dziecka, bo w Hostii nie bylo... glutenu.

Tak: literalizm i nieliteralizm to tez dwie różne drogi, spośród których można wybrać. I to właśnie wybór jednej z tych dróg decyduje, czy widzi się w różnych religiach i kultach różne drogi do tego samego celu czy też całkowicie różne cele same w sobie. I ten wybor rowniez decyduje o tym, czy ktos „popelnia blad logiczny”, bazuje poglady na „logicznym absurdzie” czy nie. To, co dla Ciebie jest absurdem, ja jestem w stanie pokazac jako rzecz jaknajbardziej logiczna i zrozumiala. Ale to jeszcze nie znaczy, ze mnie „szatan porwal” lub, ze jestem klamca (co po raz kolejny Ci przypominam...). Ja co prawda uważam, że jakie pisma, takie nauki; jakie nauki, takie rezultaty ( a w oparciu o rozmaite pisma wyeksterminowywano cale populacje, terroryzowano ludnosc i popelniano cala mase innych jeszcze zbrodni w sredniowieczu, ktore przycmic dopiero miala epidemia dzumy...) ale wiem, ze nawet najbardziej „krwawe” pisma swiete nie musza takiemu barbarzynstwu sluzyc. Bo wiele zalezy od... interpretacji wlasnie, czyli od wyboru jednej z tych dwoch drog. Mozna to zobrazowac przykladami. Poniewaz zakladam, ze dla Ciebie przyklad „poganski” akurat nie bylby zbyt „gustowny”, to posluze sie „czysto zydowskim” (talmudycznym):

Tuz przed poczatkiem naszej ery zylo dwoch znamienitych rabinow: Shammai i Hillel. Shammai byl bardzo sztywny i byl tym, co moznaby dzis uznac za stojacego na strazy „litery prawa”. Legendarny Hillel natomiast zainteresowany byl raczej „duchem prawa” niz jego „litera”. Ci dwaj otrzymali kiedys propozycje od pewnego wesolka (zapewne Greka), by wytlumaczyli mu cala Tore w tak bardzo krotkim czasie, ze zdola on ustac na jednej nodze, a jesli tak sie stanie, to on sie nawroci na religie Zydow. Shammai sie skrzywil i propozycje zdecydowanie odrzucil. Hillel natomiast byl madrzejszy i wyzwanie przyjal, wyjasniajac Grekowi jak nastepuje:

„Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe - oto najważniejsza treść Tory. Reszta to jedynie komentarze do niej. Idź i naucz się ich”.

Tym chcialbym zakonczyc. Choc rozumiem, ze ze wzgledu na moje wczesniejsze komentarze ktos moglby np. spytac: no dobrze, ale jesli tak istotnie jest, ze rozmaite religie to tak naprawde tylko rozne tradycje proby dojscia do tego samego celu, to czemu niejednokrotnie tak uszczypliwie wyrazasz sie o islamie? Moja odpowiedz bylaby taka: bo tam obecnie za wielu jest „Shammai’ow”, a za malo „Hillelow”...

Wiec zakonczeniem bedzie cytat:

„Pismo to ledwie pismo. Pragnę istotności

I aby wyrzekł we mnie Bóg słowo wieczności”

Angelus Silesius (Johanne Scheffler) „Cherubinischer Wandersmann”, ksiega II

 

Cheers!!!

 

 
montsegur sob, 27 sie 2005, 08:40:13

Pragne zaczac od szczerych podziekowan za ten powyzszy obszerny komentarz polemiczny. I to pragne podziekowac z dwoch powodow: po pierwsze, pokazuje on szczera chec merytorycznego prowadzenia dyskusji, juz tym razem bez zbednych posądzen. Po drugie, punkt widzenia, ktory zaprezentowales, jest bliski temu, co ja sam jeszcze z 6-5 lat temu myslalem. Gdybym to ja mial 6 lat temu napisac komentarz na ten sam temat, to pewnie wyszloby mi cos bardzo podobnego do tego, co umiesciles powyzej.

No wiec w dalszym ciagu prezentujesz stanowisko literalistyczne, wedle ktorego albo sie wierzy Biblii (obu Testamentow), albo sie jest wystawionym na niebezpieczenstwo ze strony ‘szatana’. Wystarczy, ze ktos nie uwaza Jezusa za Boga, to mu zarzucasz „szacunek węża”.

Co do Twego stwierdzenia, ze „Nie, ty nie kłamiesz. ty po prostu tego nie wiesz, że nim (t.j. chrzescijaninem) nie jesteś”, to dzieki przynajmniej za owo „nie klamiesz”. To juz postep, gratulacje! Ale caly argument przypomnial mi pewien dowcip, jaki uslyszalem ponad 7 lat temu od znajomego Serba, a odnoszacy sie do Chorwatow: „Chorwaci to tez Serbowie, tylko o tym nie wiedza” (w domysle: „im sie tylko wydaje, ze sa Chorwatami, ale tak naprawde nie sa nimi”). Tak wiec w sumie ten Twoj argument wali sie sam w drebiezgi, bez potrzeby nawet konfrontowania go z powazna krytyka.

Tak, mowie o niedoskonalych bogach. Ale w sensie ‘koncepcji boga’. I w tym celu odwolalem sie juz wczesniej do maksymy, ze „lepiej byloby dla takich bogow, by wielbili ludzi”. Nie wiem zatem skad wyciagnales wniosek, ze ja „chce ufac komus niedoskonalemu”? Przeciez ja nie twierdze, ze tego chce. Jest wrecz odwrotnie: ja wlasnie tego nie chce, a poniewaz zadne pismo nie jest w stanie odzwierciedlic Boga (odsylam do cytatu z Johannesa Schefflera z mojego poprzedniego komentarza!), wiec pisma sa jedynie dla mnie pod tym wzgledem zapisem czyjejs koncepcji i wyobrazni przelanej czy to na granit, czy na papirus czy na papier.  Wlasnie dlatego nie jestem juz literalista. Pisma sa pomoca zatem, nie autorytetem. Bo wlasnie uznajac je za definitywny autorytet, oddawalbym czesc boska tworom niedoskonalym. Zupelnie tez nie jest prawda, ze „biore to, co mi się podoba i co mi pasuje” (to tez cytat z Twego komentarza). To niestety jest taki klopot, jaki my, gnostycy, mamy z Wami: gdy tylko wspomnimy sumienie lub zasugerujemy wolnomyslicielstwo, to zaraz zaczyna sie ‘wylewanie’ na nas calej Niagary zarzutow, ze ‘bierzemy to, co nam pasuje’. To nie jest definicja wolnomyslicielstwa ani swobody sumienia. To co najwyzej odniesienie do „myslenia zyczeniowego”. W istocie jest bowiem tak, ze to mysl jest wolna, a nie zachcianka, z ktora zdajecie sie owa mysl mylic. I to ta mysl ciagnie czlowieka za soba. Mam zamiar odniesc sie do tej kwestii szerzej w przygotowywanym artykule. A tu jedynie dodam, ze nie inaczej jest z wiara i to jak najbardziej religijnej natury: czlowiek wierzacy w cos jest zdolny nawet do ogromnych wyrzeczen na rzecz tego, w co wierzy, a to juz zupelnie obala mit o „braniu tego, co sie chce”.

  

“Jeśli chodzi o kwestie etyczne, to porównaj przepisy Szariatu z Prawem Mojżeszowym, dostrzeżesz rożnice sam.”

Prawo mojzeszowe, jak przedstawione w ST, bylo barbarzynskie (wedlug naszych standardow) i dzis Zydzi go w tej formie nie stosuja. Szariat jest natomiast prawem spoleczenstw, ktore nie doszlusowaly jeszcze do pewnego poziomu cywilizacyjnego. Poglady, jakie wielu imamow wypowiada np. tu u nas, sa pogladami typowymi dla tej roznicy cywilizacyjnej wlasnie, u nas kiedys rowniez powszechne bylo np. bicie żon, choć NT tego nie nakazuje...

Ale „a propos”: jesli przeczytasz biblijna i koraniczna wersje ‘upadku’ w Raju, to zauwazysz, ze ta koraniczna wersja nie czyni kobiety bardziej odpowiedzialną za ten ‘akt nieposluszenstwa’ niz mezczyzne. Ani Adam nie zwala winy na Ewe (por: Gen 3;12) – wg Koranu oni oboje wspolnie przyznaja sie do winy (patrz: Koran 7;23) ani tez pozniej pod adresem kobiet raczej w islamie nie uzywano „argumentow”, na ktore zdobywali sie „koryfeusze” ortodoksji chrzescijanskiej (az sie czlowiek brzydzi czytaniam tych inwektyw dzisiaj...). Jako ciekawostke przytocze komentarz Allamaha Noorudina ze wstepu do Koranu, ktory akurat lezy przede mna na biurku:

„Ten werset (chodzi o ten koraniczny) stawia mezczyzne na rowni z kobieta. To nie Koran (Qur’an) naucza, ze jak dlugo dziewica zyje w domu ojca, to ma byc rzadzona przez tego, co ma wladze nad jej cialem. Nie ma byc ona przedmiotem handlu wymiennego, ani oddawana, by zazegnac wasnie miedzy rodzinami, ani byc przyneta na wrogow, ani byc ‘pulapka’” (ale porownanie z ST, co?) Ja doprawdy w takich sprawach widze wiecej wspolnego jednak miedzy NT i Koranem, niz miedzy NT i ST...

No, ale zostawmy to, ja w koncu nie zajmuje sie tu propagowaniem Koranu. Tylko wspomne, ze trudno byloby w nim znalezc tyle sprzecznosci pomiedzy poszczegolnymi „surami” niz miedzy ksiegami Biblii, zwlaszcza miedzy ST i pismami chrzescijanskimi (juz Marcjon napisal cala ksiege na temat tych sprzecznosci i zatytulowal ja „Antytezy” czyli wlasnie...”Sprzecznosci”).

 „...etyka chrześcijańsko-żydowska ponad władzą i świeckim prawem (zwyczajem) stawia Boga i Jego wolę.”

No coz, to juz tu w ogole nie byloby roznicy akurat miedzy ta tradycja a islamem, bo tam czesto robi sie wlasnie to („panstwa islamskie”, „republiki islamskie” to wlasnie maja byc praktyczne przyklady stawiania woli Boga nad wladza swiecka. Skutki znamy...).

A co do przykladu z tonącymi Chinczykami, to raczej trudno byloby wsrod jako tako wyrobionych Chinczykow znalezc takich, ktorzy by odmowili ratowania tonacego. Wole ich tu o takie rzeczy nie pytac, bo nie chce wyjsc na prymitywa. Raz mi sie to juz zdarzylo wobec Cejlonczyka. A bylo to tak: pastor Billy Graham (tak, ten Billy Graham!) w swoich wspomnieniach („Just as I am”) napisal byl o tym, ze w hinduizmie propaguje sie seks sakralny i prostytucje swiatynna. Zapytalem znajomego (wlasciwie juz kolege) z Cejlonu czy to prawda. Najpierw spojrzal na mnie jak na cepa, a potem rzekl: „No, ty to masz wielkie szczescie, ze ty mnie o to zapytales!” (w domysle: „bo inny hinduista by ci juz ‘przemodelowal’ facjate..”). Nie znaczy to, ze w Indiach nie ma dziewczat, ktore z biedy oddaja sie rozmaitym ludziom przed swiatyniami (nawet nie tak dawno ogladalem w tutejszej TV film na ten temat), ale w sredniowieczu tez sie w Europie oddawaly ksiezom i zakonnikom, ktorzy sie nawet nie krepowali na ulicy je zaczepiac. Ale jesli juz przy tym watku jestesmy o „ingerencji w wole bogow”, to pozwol, ze podam Ci przyklad: ze trzy lata temu tutaj, w Perth, pewna mloda chrzescijanska fundamentalistka, ktora w czasie porodu (i po nim) wymagala (wskutek komplikacji) dodatkowej opieki lekarskiej, odmowila jej przyjecia, tlumaczac to wlasnie tym, ze byloby to „ingerencja w wole Boga”. O Chinach nie miala wielkiego pojecia, dla niej podstawa i najwyzszym autorytetem byla Biblia Starego i Nowego Testamentu... Powiem wiecej: w historii medycyny ostatnich 200 lat nie bylo bodaj jednego przykladu przelomowego odkrycia i wprowadzenia nowej metody bez glosno wyrazanego sprzeciwu ze strony t.zw. „Bible Christians”, ktorzy zarzucali innowatorom wlasnie to, ze „probuja czynic siebie bogami” (Ty mi to nawet tez tu zarzuciles, choc ja nie jestem lekarzem). Nawet wprowadzenie szczepionek napotykalo na tak motywowane opory (musialbym teraz dobrze poszperac w bibliotekach, zeby odnalezc przynajmniej czesc wypowiedzi pewnego bardzo wplywowego w USA pastora, ktory wiele lat temu zdobyl swoista slawe, gdy owe szczepionki probowal zastopowac Biblia wlasnie...

Co do oceny motywow Jezusa, Kajfasza i Pilata i tego jak je oceniac, to oczywiscie mamy jednak pewna podstawe wspolna: intencje. One pomagaja ocenic uczynki. Nitzsche z tej trojki wyraznie faworyzowal Poncjusza Pilata.  Ale Pilat znany byl z bezwzglednosci. Kajfasz moglby byc „bohaterem”, ale mial interes pozbyc sie niewygodnego czlowieka pioracego publicznie brudy hierarchii zydowskiej (bo tak sie sklada, ze wrogiem Rzymu to oskarzony akurat nie byl...). I tak wychodzi, ze najlepsze intencje mial Pomazaniec... Wiec dla mnie wybor jest jasny.

 „A w kwestii szacunku, to twierdzenie że Mesjasz i Syn Boży jest TYLKO prorokiem da się porównać tylko z tym jakbyś Króla z pełnym szacunkiem nazwał heroldem. Bo prorok, to wyłącznie tuba Boga. To degradacja. Daruj sobie taki szacunek. Podobnie twierdzenie, że największe Zwycięstwo Króla jest wyłącznie złudzeniem.”

No, coz – literalistycznie rzecz biorac, to jego Ojciec poslal...

O ile wiem, to Marks i Engels nie tworzyli (ani nawet nie starali sie tworzyc) zadnej religii; wiec akurat porownanie ich to do islamu nie przyda sie na nic. Co do tych satanistow, o ktorych piszesz, to ja tych Twoich znajomych nie znam, wiec nie moge sie wypowiadac w ogole. Natomiast wiemy obydwaj, ze wiele osob wierzacych w fizyczne zmartwychwstanie Pomazanca popelnilo – tak w pojedynke jak i ‘systemowo’ – wiele okrucienstw i eksterminacji, tych wlasnie, ktore dopiero epidemia dzumy byla w stanie przycmic swymi rozmiarami. Wiec na co ten wielki szacunek dla Pomazanca jako Boga? Doprawdy – juz wielu innowiercow i ateistow prezentuje sie na tym tle o cale niebiosa lepiej, choc nikogo z ludzi za boga nie uwazaja, a niektorzy w jego istnienie nawet nie wierza. Czyli wracamy do poczatku: owoce, rezultaty praktyczne inspirowane przez religie licza sie najbardziej. Wyniesienie czlowieka do rzedu bostw nie daje zatem lepszych ‘wynikow’ – i to jak najbardziej obiektywnie, nie subiektywnie.

Tak, to prawda, co piszesz, ze „każda kultura wykształciła własny system etyczny najczęściej stojący w kolizji z innymi systemami.” Dokladnie wlasnie to mialem na mysli, piszac „I to wlasnie te „wizerunki” sie ze soba kloca...”. Z tym, ze nie zawsze jest to kolizja, a w kazdym razie nigdy nie jest to kolizja totalna. Tak jak dla Ciebie „najwyzszy szacunek” okazany Pomazancowi przejawia sie w formie uznania go za Boga, tak dla muzulmanina najwyzsza forma szacunku jest uznanie kogos za proroka. Wyzszej formy „szacunku” (jesli to tak nazywac) w islamie po prostu nie ma. To, co dla Ciebie jest naturalne w „wizerunku” Pomazanca jako Boga, to z kolei dla muzulmanina jest „obraza Boska”. Przypominam sobie niedawna dyskusje z „MarcinemW” tutaj. Chodzilo o to, ze jego zdaniem Pomazaniec – jako Bog – jest „osmieszony” (przez D. Browna w „Kodzie Leonarda...”), bo w tej powiesci zeni sie on z Magdalena i ma dzieci. To takie nie-boskie, zdaniem „MarcinaW”. Ale on sam nie ma nic przeciw temu, ze Bog Ojciec „mogl miec syna”. Dla Koranu to nie do przyjecia: „...Zaprawde, Bog jest Jednym i jedynym Bogiem. Jest On Swiety. Znacznie ponad posiadanie syna.” (podkreslenie moje) (4;117). I tak mozna w kolko.

Mozna probowac porownywac rozmaite systemy obiektywnie (i Ty mi to proponowales w formie porownania prawa mojzeszowego z Szariatem), lub tez oceniajac kazdy system wedlug jego wlasnych ocen etycznych. Co z kolei oznacza, ze bez „wejscia” w kazdy taki system z osobna, nie da sie tego robic. Czyli, ze – konsekwentnie trzymajac sie tego stylu myslenia – trudno oceniac islam czy buddyzm z punktu widzenia chrzescijanskiego ortodoksa, bo byloby to „nie fair”. Zatem jest juz „super nie fair”, jesli ktos sugeruje, ze „diabel kradnie” ludzi, jesli przechodza z jednej religii do drugiej, a to jest wlasnie glownym tutaj tematem zaproponowanym do dyskusji przez p. „Integryste”. Doprawdy nie wiem, dlaczego zakladasz, ze inne „drogi” musza byc Boga pozbawione? Dlaczego piszesz wiec „możesz próbować dojść do Boga sam, bez Niego”? Kto powiedzial, ze bez niego? Wydaje mi sie jednak, ze znam odpowiedz na pytanie dlaczego tak sadzisz. Bo Ty, jako literalista, uwazasz, ze „z Bogiem” to znaczy akceptujac Biblie, bo akceptujac cokolwiek innego niz Biblia, to juz jakas „wieza Babel”. Twoje ostrzezenie wobec mnie „Tylko POTEM nie dziw się. Sam wybrałeś” (wraz z jego kontekstem) stanowi jedynie bardziej wygladzona wersje grozby „jak nie bedziesz wierzyc tak jak ja, to pojdziesz do piekla!”.

Ale idzmy dalej tym samym tropem: powyzsze oznacza, ze jesli oceniac systemy subiektywnie, to wtedy wlasne sumienie staje sie najwyzszym sedzia osiagalnym dla smiertelnika. Pism swietych mozna przeczytac wiele, ale to sumienie dokonuje wyboru. W Twoim wypadku tez, jak sadze, nie bylo inaczej. I nie byl to juz Twoj pierwszy wybor, jak wynika z Twego opisu. Ty byles kiedys buddysta, ja bylem chrzescijanskim ortodoksem. Obaj w koncu musielismy dokonac zmiany, wiec akurat pod tym wzgledem jedziemy na „tym samym wozku”. Ty kiedys ‘wiedziales’, ze Prawda jest w buddyzmie, teraz ‘wiesz’ ze w Biblii, co bedziesz ‘wiedzial’ w przyszlosci, to ja nie wiem. Ale o jedno sie zaloze: ze gdy byles buddysta, to nie uwazales, ze Toba jakis „szatan” kieruje. Teraz tez tak nie myslisz. I jesli kiedykolwiek w przyszlosci mialbys zmienic poglady, to tez bys uznal za naduzycie, gdyby Ci ktos sugerowal, ze jestes „narzedziem w reku szatana”. Czym zatem sa takie posadzenia, jesli nie „propagandowka” w rekach prozelityzmu?

To tyle, jesli chodzi o glowne watki naszej rozmowy. Na zakonczenie jeszcze odniose sie do nastepujacej Twojej wypowiedzi:

„Co możemy powiedzieć o Mahomecie? Że żył, umarł i ma grób. Co wiemy o Buddzie? Że żył, umarł i ma grób. Możemy to powiedzieć o wszystkich „nauczycielach”. Co możemy powiedzieć o Jezusie? Że żył, umarł, a Jego grób jest pusty i że od pierwszego dnia po ogłoszeniu przez uczniów Jego Zmartwychwstania nikomu nie udało się obalić tego twierdzenia (najprostszą metodą trzy dni po śmierci byłoby wystawienie trupa na widok publiczny, czego nie zrobiono – gdyby zrobiono, byłoby w Talmudzie). Ale co z tego wynika?”

Uzupelnic twoj wywod mozna o stwierdzenie, ze nikomu rowniez nie udalo sie udowodnic fizycznego zmartwychwstania. Ale przypatrzmy sie blizej: o Mahomecie i Buddzie wiemy, ze maja groby (tak nawiasem: dlaczego w odniesieniu do nauczycieli innych niz Jezus stosujesz slowo nauczyciel wziete w cudzyslow? To juz nawet nauczycielami nie byli? Pytam, bo znam baptystow, ktorzy takich nauczycieli otwarcie nazywaja „deceivers” czyli „oszusci”). Chrystus natomiast... wlasnie, gdzie ten jego grob? Obojetnie, czy ktos lezy w grobie 1000 lat, czy tez wykopia go po 1 roku, czy przelezy tam 3 dni, grob pozostaje jednak grobem. A jesli juz lezal w nim ktos, kto jako jedyny zmartwychwstal fizycznie, to taki grob musialby byc najlepiej znanym grobem na kuli ziemskiej! Sw. Pawel, autor najstarszej czesci NT, nie pisze nic o „pustym grobie”, choc nalezal do zwolennikow nowego ruchu; ale taki grob musialby byc znany i ludziom spoza tego ruchu. No, wiec gdzie on jest? Tam, gdzie wedlug tradycji – tylko wedlug tradycji – mial on byc, jest dzis kosciol. Tymczasem nie tak dawno temu odkryto w tamtych okolicach inny jeszcze „grob Jezusa”, o czym triumfalnie doniesli ewangelikanie (nawet widzialem – razem z zafascynowanymi bapstystami -  film wypuszczony przez firme ‘Zondervan’ na ten temat). Tak nawiasem: znalezli oni rowniez ‘alternatywne’ miejsce, w ktorym stal krzyz Jezusa. No, to mamy juz dwa miejsca stracenia i dwa groby. Albo jeden jest prawdziwy, a drugi falszywy, albo oba sa falszywe. Tak czy owak do II w.n.e. nikt nie wiedzial gdzie ten grob byl. Poza tym sa jeszcze dwa groby, ktore sie wymienia: ten w Kaszmirze i ten w Rennes-le-Chateau. Wychodzi na to, ze najslawniejszy zmarly nie ma swego grobulub ma ich az cztery! Powiem Ci wiecej: Chrystus ma wiele grobow: tyle ilu bylo, jest i bedzie ludzi. Bo to w ludziach dokonuje sie to ‘ponadhistoryczne’ ukrzyzowanie i zmartwychwstanie:

„Choćby Chrystus i tysiąckroć w Betlejem był zrodzony,
lecz nie w tobie samym, toś w duszy swej zgubiony
W krzyż na Golgocie daremnieś jest wpatrzony,
jesli w samym tobie nie jest znów wzniesiony”

(Angelus Silesius, „Cherubinischer Wandersmann”)

I to jest najwazniejsza historia Ukrzyzowania, Grobu i Zmartwychwstania.

 

Cheers!!!

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń