Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Historia Taize - cz. 4

Taize – niewielka burgundzka wioska, odcisnęło swoje piętno na światowym chrześcijaństwie. Miało po części też wpływ – dzięki przyjaźni z Watkanem – na stopniowe przemiany zachodzące w Kościele Rzymsko – Katolickim. Pomogło w otwarciu serc i umysłów na chrześcijan nie uznających zwierzchności Rzymu. Przełamano lody, by pchnąć Kościoły ku lepszej przyszłości. Czas chyba o tym opowiedzieć. A także o młodych pielgrzymach z lat 60-tych i 70-tych, którzy przynieśli ze sobą do Taize wielki duchowy niepokój, ogarniający cały świat.

NOWA WIOSNA KOŚCIOŁA - STOSUNKI Z WATYKANEM

W 1958 roku zmarł Pius XII a jego miejsce zajął kard. Angelo Roncalli, który przeszedł do historii jako papież Jan XXIII. W trzy dni po objęciu przez niego urzędu Bracia zostali przyjęci na specjalnej audiencji, podczas której mogli przybliżyć nowemu Papieżowi, z którym wcześniej nie mieli bezpośrednich kontaktów, idee swojej Wspólnoty. Ojciec Święty powitał swych tak niezwykłych gości słowami: "Taizé! Ach, ta mała wiosna!" "Od tego pierwszego spotkania - wspomina jeden z Braci - nawiązała się między nimi serdeczna więź na płaszczyźnie, której nie można ująć rozumowo." Gdy Ojciec Święty ogłosił zamiar zwołania Soboru Watykańskiego II, w którym mieli wziąć udział także przedstawiciele kościołów niekatolickich, Brat Roger napisał: "Otwierając oczy na zgorszenie naszych wewnątrzchrześcijańskich podziałów szukamy jakiejś widzialnej jedności, bo tylko ona umożliwi zryw misyjny, zdolny nieść Ewangelię każdemu człowiekowi na świecie. Niektórzy spodziewają się tej widzialnej jedności, zbudowanej na proteście przeciw takiej czy innej ideologii. Chrześcijanie nie mogą się jednoczyć przeciw innym ludziom. Mogą to robić wyłącznie po to, by wszyscy mogli wierzyć. (...) Wiemy, że Kościół katolicki głosi, że zachował jedność, do której wzywał Chrystus. Jednakże dialog doznaje zahamowania, kiedy Kościół katolicki określa jedność wszystkich chrześcijan jako 'powrót'. Czy nie można by posłużyć się językiem, który zawierał by pojęcia 'marszu naprzód' lub 'spełnienia' Bez tego nie można spodziewać się prawdziwego dialogu... Protestantyzm potrzebuje powtarzania takich deklaracji, jak deklaracja Papieża: 'nie będziemy przeprowadzać historycznego procesu, nie będziemy dochodzić kto miał rację, a kto się mylił. Powiemy tylko: zgromadźmy się, skończmy z rozdziałami.'"

Gdy 10 października 1962 roku rozpoczął się II Synod Watykański, Bracia Roger i Max byli jednymi z jego uczestników. Pomogło to Wspólnocie nie tylko w pogłębieniu kontaktów ze Stolicą Apostolską, ale także w nawiązaniu licznych przyjaźni z biskupami katolickimi oraz przedstawicielami innych wyznań. Należy w tym miejscu wyjaśnić, że Wspólnocie zależało na przyjaźni i współpracy z Rzymem, gdyż właśnie w ten sposób Bracia postrzegają możliwość pojednania pomiędzy kościołami. Jedność wyznań chrześcijańskich widzą pod pewnymi wpływami Watykanu, choć nie jako władzy zwierzchniej.

Jan XXIII nie dożył końca Synodu. Trzy miesiące przed śmiercią odwiedzili go Bracia ze Wspólnoty, by usłyszeć od niego odpowiedź na pytanie: czy możemy znaleźć jakąś drogę pojednania się chrześcijan w taki sposób, żeby nikt nie stał się symbolem zaparcia się swojej pierwotnej duchowej rodziny? Śmierć tego wspaniałego człowieka, wielkiego Papieża, napełniła ogromnym smutkiem serce Brata Rogera i całej Wspólnoty. Jana XXIII zastąpił dobrze znany Braciom z wcześniejszych wizyt na Watykanie, kard. Montini, który przyjął imię Pawła VI. Za jego pontyfikatu nastąpiło znaczne ożywienie kontaktów pomiędzy Taizé i Rzymem. Brat Roger zwierzał się niejednokrotnie Papieżowi ze swych obaw i wątpliwości. Ten zaś widział, według nieoficjalnych świadectw, w Taizé nowy Asyż. Życzliwość dla Wspólnoty i jej ideałów wykazywał także kolejny papież, Jan Paweł I - jego tak krótki pontyfikat (przypomnijmy - zmarł w zaledwie 33 dni po objęciu urzędu) nie mógł jednak, z przyczyn oczywistych odcisnąć się zbyt mocno na kontaktach pomiędzy Watykanem i Taizé.

5 października 1986. Ta data kryje za sobą wydarzenie szczególne w historii Wspólnoty a także, można to stwierdzić bez cienia przesady, światowego ekumenizmu. Oto do Taizé, na spotkanie z Braćmi i zgromadzonymi młodymi, przybył "Piotr Naszych Czasów" - Ojciec Święty Jan Paweł II. Papież powiedział wówczas następujące słowa:
"Jestem szczęśliwy, że jestem pośród was i że mogę się razem z Wami modlić. - mówił wówczas Papież - Tak samo jak wy, pielgrzymi i przyjaciele Wspólnoty papież jest tutaj tylko przechodniem. Ale przez Taizé przechodzi się tak, jak przechodzi się obok źródła. Wędrowiec zatrzymuje się, gasi pragnienie i rusza w dalszą drogę. Wiecie, że Bracia ze Wspólnoty nie chcą was zatrzymywać. Chcą, byście w modlitwie i ciszy napili się obiecanej przez Chrystusa wody żywej, zaznali Jego radości, rozpoznali Jego obecność, udzielili odpowiedzi na Jego wezwanie a potem poszli dalej świadczyć o Jego miłości i służyć braciom w parafiach, miastach i wsiach, w szkołach i uniwersytetach i we wszystkich miejscach waszej pracy. Niechaj będzie błogosławiony Chrystus, który sprawia, że tutaj, w Taizé, i w wielu innych miejscach w Jego Kościele, tryskają źródła dla spragnionych Go wędrowców, takich, jak my! We wszystkich Kościołach i wspólnotach chrześcijańskich, a nawet pośród ludzi obarczonych najwyższą polityczną odpowiedzialnością za świat, Wspólnota z Taizé jest dziś znana z tej pełnej nadziei ufności, jaką pokłada w młodych. Jestem tu dziś (...) dlatego, że podzielam tą ufność i tę nadzieję."10

LATA 60-TE I 70-TE CZAS DUCHOWEGO NIEPOKOJU

    Wbrew początkowym cichym nadziejom Brata Rogera "moda" na Taizé pozostała i miała się coraz lepiej. Wraz ze wzrostem liczebności młodych gości rozrastała się także sama Wspólnota. Można było spokojnie zapomnieć o początkowych planach zamknięcia jej w gronie dwunastu zaledwie Braci. Równolegle rozpoczął się też etap stopniowego przemieniania wewnętrznych potrzeb młodych pielgrzymów przybywających na wzgórze. O ile w latach 50-tych i na początku 50-tych młodzi po prostu chcieli żyć ekumenizmem, najzwyczajniej "oddychać" tym, czym żyła Wspólnota i dyskutować o tym w szerszym gronie osób o podobnych zainteresowaniach, o tyle od mniej więcej od połowy lat 50-tych można było wyraźnie wyczuć, że to już im nie wystarczało... Wprawdzie nadal pozostawała w nich głęboka potrzeba życia "ekumenizmem dnia powszedniego", ale chcieli też poszukiwać źródeł, odnaleźć odpowiedź na pytanie o to, jak żyć.

"W tamtych czasach pytania stawiane przez młodych wskazywały, że interesują się oni bardziej osobami aniżeli ideami. Spotykając się z Braćmi chcieli zrozumieć w jaki sposób człowiek może żyć Bogiem przez całe życie. (...) Brat Roger (...) zdawał sobie sprawę, że młodzi odczuwali potrzebę zrozumienia nie poprzez argumenty, ale poprzez świadectwo życia."11 Ta nowa rzeczywistość pociągnęła za sobą zmianę w sposobie podejścia Brata Rogera, który z myślą o młodych zaczął publikować książki będące w rzeczywistości w większości fragmentami prowadzonego przez niego od wielu lat dziennika, w którym zapisywał swoje spostrzeżenia, rozważania, refleksje itp. Coraz bardziej też Bracia nastawiali się na słuchanie przybywających do nich młodych (choć oczywiście czynili to już wcześniej)... Kathryn Spink na stronach swojej znakomitej, wielokrotnie już tu przytaczanej książki pt. "Brat Roger - założyciel Taizé " właśnie w tej umiejętności słuchania, jaka cechuje Braci, upatruje cząstkę tej "nadzwyczajności" Taizé, która do tej małej, burgundzkiej wioski przyciąga każdego roku tysiące młodych...

Druga polowa lat 50-tych i początek 70-tych były czasem wielkiego, duchowego niepokoju wśród młodych. Dał się on wyraźnie odczuć na całym świecie - nie mógł więc ominąć także i Taizé. Atmosfera panująca na wzgórzu z biegiem czasu stawała się coraz bardziej napięta, trudna do wytrzymania dla samych Braci. Do tego stopnia, że w ostatnich latach dekady lat 50-tych Brat Roger i pozostali zaczęli poważnie zastanawiać się nad możliwością opuszczenia Taizé. Brat Roger wspomina: "Jeden z Braci powiedział mi pewnego dnia: Nie powinniśmy zostawać tutaj. Trzeba iść gdzie indziej - na pustynię. Nie możemy ciągnąć tego dalej, bo naszemu powołaniu grozi zniekształcenie." Rychło jednak Bracia zdali sobie sprawę, że gdyby się przenieśli w jakieś inne miejsce w Europie - młodzi poszli by tam za nimi. Rozważali więc możliwość przeprowadzki do któregoś z krajów "Trzeciego Świata", gdzie już od pewnego czasu aktywnie działali na rzecz pomocy najuboższym. Było by to jednak zbyt kosztowne i przerastało możliwości materialne Wspólnoty.

  W ten sposób kwestia się jakby "sama" rozwiązała - Bracia musieli pozostać w Taizé. A nawet gdyby nie, to czy ostatecznie zdecydowali by się, pomimo wszelkich trudności, definitywnie opuścić młodych, którzy tak bardzo ich potrzebowali? Jakże by mogli ich porzucić, zawieść ich nadzieje? Bóg na to nie pozwolił - wymusił na Wspólnocie przetrwanie i przezwyciężenie kryzysu.

  "W tym okresie społeczeństwo proponowało niewiele takich miejsc, gdzie starsi próbowali by zrozumieć te głębokie przemiany, jakie dokonywały się w młodych pokoleniach. Tymczasem zorganizowane w Taizé latem 1966 roku międzynarodowe spotkanie młodych pozwoliło przeczuć, że niecierpliwość młodych wyładuje się niebawem w wybuchu, ponieważ zbyt wielu starszych odrzucało to, co powstało w świadomości młodzieży."12

Tak się rzeczywiście wkrótce stało. W mieście Meksyku strzelanina na placu Trzech Kultur w której zginęło kilkuset studentów, radziecka inwazja na Czechosłowację, niepokoje w Polsce, demonstracje studenckie we Francji, USA i innych krajach, strajki, wystąpienia przeciw wojnom i przemocy, rodzący się ruch hippisowski... Długo można by wymieniać... Widząc to wszystko, co działo się na świecie, jak zwykle pełen troski Brat Roger włożył w ręce młodych książkę pt. Violence des pacyfiques" ("Walka ludzi pokoju"). Musiał jednak zdawać sobie sprawę z tego, że to było jeszcze zbyt mało. Krótko potem więc Wspólnota zaczęła stawiać kolejne kroki... W tym samym czasie w życiu Braci nastąpił poważny przełom. Aż do roku 1969 nie przyjmowali do Wspólnoty katolików, chociaż wielu chętnych się do nich zgłaszało. Powodem były problemy w dialogu ekumenicznym. Mogło to być wówczas odebrane jako odrywanie ludzi od ich rodzimych wspólnot a Bracia Z Taizé nie chcieli budzić wokół siebie kontrowersji. Prawdziwa "wiosna" przyszłą w roku 1969, kiedy to przyjęli w swoje szeregi; za zgodą władz kościelnych, pierwszego katolika.

Historia Taize - cz. 1

Historia Taizé - cz. 2

Historia Taize - cz. 3



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050907223527301

No trackback comments for this entry.
Historia Taize - cz. 4 | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Historia Taize - cz. 4
Miki_K wto, 20 wrz 2005, 08:12:17
Marcinie!
Wielkie dzięki za dobrą pracę- Twoje przedstawienie historii wspólnoty z Taize jest świetnie napisane i wygląda na rzetelnie przygotowane..., ale czekam na obiecaną cześć 5 (tym bardziej, że zawiera opis do odnośników)!!
-Miki
 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń