Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Chrześcijaństwo gnostyczne?

PolemikiPan Michał Monikowski zaprezentował na "łamach" kosciol.pl bardzo interesujący artykuł pt. Gnostyk i chrześcijanin (dalej GiCh). Przeczytałem go z tym większym zainteresowaniem, gdyż swego czasu Pan Michał wezwał mnie do polemiki na temat reinkarnacji, w zwiazku z artykułem, który kiedyś napisałem i w którym wykluczyłem możliwość pogodzenia reinkarnacji z Biblią i chrześcijaństwem. Odpowiedzią Pana Michała Monikowskiego był artykuł "Reinkarnacja czyli wszystko w porządku, Panowie" (dalej jako Rei). Spróbuję teraz ustosunkować się do niektórych tez i wątków, podejmowanych przez autora w obu tych artykułach (a dla jasności bedę używał skrótów: GiCh i Rei, aby było wiadomo, do którego z artykułów się odnoszę).

Wydaje mi się, że zasadniczy i fundamentalny problem dotyczy tego, czym jest tożsamość chrześcijańka. W gruncie rzeczy bowiem zagadnienie reinkarnacji jest wtórne. Najpierw powinna być jakaś wspólna płaszczyzna do prowadzenia dyskusji. Czy taka wspólna płasczyzna istnieje między mną a Panem Michałem?

Przede wszystkim chcę zapewnić, że szanuję to w co wierzy pan Michał Monikowski. Nie chcę ranić niczyich uczuć i nie chcę nikomu zabraniać używania określenia "chrześcijanin", jeśli dla danej osoby jest to ważne. Pan Monikowski polemizował m.in. z moim stwierdzeniem, że wiara w reinkaranację stanowi zaprzeczenie tożsamości chrześcijańskiej. No cóż, ujmę to więc w taki sposób: MOJA TOŻSAMOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKA NIEWĄTPLIWIE WYKLUCZA WIARĘ W REINKARNACJĘ. Wynika to jak sądzę z faktu, że moja tożsamość chrześcijańska nie jest zwiazana gnostycycyzmem, ale z Biblią i tradycją Kościoła, w którym się urodziłem.

Myślę, że warto sobie postawić pytanie, czy istnieją w ogóle jakiekolwiek granice chrześcijańskiej tożsamości. Moim zdaniem mimo wszystko istnieją. Przynajmniej w kwestii światopoglądowej, bo zgodzę się z Karlem Rahnerem, że istnieją chrześcijanie anonimowi. W tym sensie chrześcijaninem jest każdy, kto (nawet nieświadomie) podąża za Chrystusem, realizując idee wyrażone w Kazaniu na Górze.

Pan Michał przywołuje Józefa Flawiusza, aby pokazać jak odmienne były nurty na łonie judaizmu. Saduceusze np. (w przeciweństwie da faryzeuszy) nie wierzyli w zmartwychwstanie ani nieśmiertelnosć duszy. Pan Monikowski pisze: "poglądy Żydów w tej mierze różniły się między sobą w zależności od tego, które stronnictwo je reprezentowało (...) Były miedzy nimi rywalizacje, spory, nawet odżegnywanie od czci i wiary, ale dziś nikt nie ma wątpliwości, że wszystkie one reprezentowały jednak religię żydowską. Nie ma zatem powodu - tak nawiasem - by uznawać, że różnice między nami dzisiaj (w tej samej kwestii) decydują o czyjejś przynależności (lub nieprzynależności) do chrześcijaństwa" (Rei).

Tu muszę wyraźnie podkreślić, że jako katolik nigdy nie kwestionowałem, że prawosławni, ewangelicy, reformowani, zielonoswiątkowcy, baptyści, metodyści, adwentyści i wszyscy inni wyzawcy Chrystusa to chrześcijanie. Mimo tak wielu spornych kwestii i różnic doktrynalnych nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Ba! Uważam wręcz, że my - chrześcijanie - tworzymy wszyscy razem Jeden Niepodzielny Kościół Chrystusowy, którego ontycznej i niewidzalnej jedności nie zniszczyły nasze ludzkie podziały, uwarunkowane sporami teologicznymi i historycznymi zaszłościami.

Tym niemniej zakładam, że nie jest zupełnie obojętne w co chrześcijanie wierzą i że są pewne granice, po przekroczeniu których chrześcijańska tożsamość staje pod znakiem zapytania.

Jestem przekonany, że nie każdy, kto odwołuje się do Jezusa Chrystusa, staje się od razu dzięki temu chrześcijaninem. Na przyład mormoni, którzy używają nazwy "Kościół Jezusa Chrystusa Świętych Dnia Ostatniego" nie staną się chrześcijanami tylko dlatego, że uważają się za Kościół Jezusa Chrystusa. Czy wyznawcy islamu są chrześcijanami, dlatego, że w Koranie jest mowa o Jezusie, którego muzułamnie darzą wielką czcią i nawet nie kwestionują jego narodzin z Dziewicy? Czy wyznawca jakiegoś odłamu hinduizmu jest chrześcijaninem, jeśli mówi, że Jezus był joginem albo jedną z inkarnacji Kriszny? Czy chrześcijaninem jest ktoś, kto wierzy, że Jezus był buddystą i jako kolejna inkarnacja Buddy przyszedł na świat właściwie tylko po to, aby nauczyć Żydów wegeterianizmu, za co został skazany na śmierć przez kapłanów zabijających zwierząta w ofierze? (To nie jest żart, proszę zajrzeć do tzw. Ewangelii Życia Doskonałego, która została wydana przez nieistniejące już gdańskie Wydawnictwo MEFIS w 1995 r., a ostanio przez wydawnictwo LSW w 2004 r. Na okładce tej przedziwnej książki można przeczytać: "Ta Praewangelia przez wiele lat była przechowywana w jednym z buddyjskich klasztorów w Tybecie, aby nie skalały jej ręce fałszerzy. Zawiara ona wydarzenia oraz rozmowy, których nie ma w dotychczas znanych Ewangeliach. Uwagę zwraca braterski stosunek Jezusa do zwierząt, wielokrotnie akcentowana idea reinkarnacji. Tekst Ewangelii Życia Doskonałego można uznać za miarodajny, wolny od przeróbek, jakie czyniono po soborze nicejskim w 325 r.").

Ludzie, którzy głoszą takie poglądy też nierzadko twierdzą, że są chrześcijanami, ale czy to ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? Oczywiście odpowiedź zależy od tego, jak zdefiniujemy chrześcijaństwo.

Pan Michał przywołuje zresztą cytat z katechizmu gnostyckiego, na temat rozumienia kryteriów przynależności do chrześcjaństwa według gnostyków:
"132. Czy Kościół Gnostyczny jest chrześcijańskim w tym samym sensie, w jakim inne kościoły nazywają siebie chrześcijańskimi? Nie. Kościół Gnostyczny jest chrześcijańskim z własnej definicji, bazowanej na gnozie.
133. Czy pozostawia to Kościół Gnostyczny poza wspólnotą (ekumene) Powszechnego Chrześcijaństwa? Nie, ponieważ kryteria chrześcijaństwa uznawane przez chrześcijan różnią się poważnie między sobą. Odmiany wprowadzone przez gnostyków są jednymi wśród wielu.(GiCh)"

A więc Kościół Gnostyczny odrzuca kryteria innych Kościołów Chrześcijańskich (które mimo różnic przyjmują jednak pewien niekwestionowany fundament), ale twierdzi, że nie jest poza wspólnotą Powszechnego Chrześcijaństwa, opierając się na własnej definicji. Czy gnostycyzm chrześcijński jest więc po prostu jedną z odmian chrześcijaństwa taką jak protestantyzm, prawosławie czy katolicyzm? Otóż gnostycyzm chrześcijański należałoby uznać za zupełnie inny nurt niż chrześcijaństwo opierające się na Nowym Testamencie, jako świadectwie o Jezusie Chrystusie.

Bardzo popularna w ostatnich czasach książka "Kod Leonarda da Vinci" lansuje nawet pogląd, że chrześcijaństwo w wydaniu gnostyków było pierwotne, a chrześcijaństwo jakie znamy z Ewangelii kanonicznych to efekt fałszerstwa. Ponieważ zaś "historię piszą zwycięzcy" środowiska gnostyckie przedstawiano później jako heretyckie i istniejące na obrzeżach prawdziwego chrześcijaństwa. Jak pisze najbardziej znany polski gnostyk Jerzy Prokopiuk: "synkretystyczna religia zwana chrześcijaństwem i jej cztery Kościoły - judeochrześcijański, greckoortodoksyjny, rzymskokatolicki i protestancki (w jego licznych sektach) - w toku swych dziejów sformułowały podział chrześcijaństwa na "ortodoksyjne" (prawowierne) i "heretyckie" (nieprawowierne) i "zawłaszczyły" sobie Chrystusa Jezusa, Jana i Pawła, ich naukę we własnej interpretacji uważając za prawdziwą, wszelkie zaś inne jej interpretacje uznając za fałszywe (w pierwszej kolejności - interpretację gnostycką). Jednocześnie Kościoły te zwalczały - i w dalszym ciągu zwalczają - gnozę i gnostycyzm, nader niechętnie i jedynie marginesowo godząc się z obecnością gnostycznych i gnostyckich wątków w nauce Chrystusa Jezusa, Jana i Pawła, czy (także) takich Ojców Kościoła, jak Klemens z Aleksandrii i Orygenes, i to tylko pod warunkiem akceptacji jedynie "ortodoksyjnych" wątków ich nauki" (http://www.gnosis.art.pl/)

Pan Michał Monikowski właściwie głosi podobny poglad: "trudno byłoby obecnie powiedzieć który nurt mógłby uchodzić za ortodoksyjny w pierwszych dziesiecioleciach tego ruchu religijnego [chodzi o chrześcijaństwo] (...) o tym, kogo uznawano za takich ojców [tzn. Ojców Kościoła], decydowali później przywódcy jednego tylko nurtu" (Rei).

Dlaczego jakiś nurt zwyciężył? Ja wierzę, że powodem było raczej działanie Ducha Świętego, niż rozgrywki polityczne. Omówienie historii gnostycyzmu nie jest możliwe w krótkim artykule, postaram się jednak podać kilka informacji, świadomy nieuniknionych uproszczeń.

Tak zwany chrześcijański gnosycyzm pochodził ze środowisk mniej lub bardziej dysydenckich, zwłaszcza hellenistycznych. Już pisma Janowe polemizują z pierwszymi gnostykami chrześcijańskimi: Apokalipsa wspomina nikolaitów (Ap 2,1-76 i12- 15). Ireneusz, Hipolit i Euzebiusz utożsamiają przywódcę nikolaitów - Mikołaja z Antiochii z jednym z siedmiu diakonów wybranych na polecenie apostołów. Jeśli nawet nie jest to prawdą, wzmianki tego rodzaju świadczą o istnieniu bardzo wczesnych relacji między gminami chrześcijańskimi i ruchami gnostyckimi oraz o obecności elementów doktryny gnostyckiej wewnątrz gmin chrześcijańskich. Jako ciekawostkę można wspomnieć, że św. Ireneusz uważał za ojca gnostycyzmu Szymona Maga znanego z Dziejów Apostolskich 8,9-24.

Gnostycyzm był zjawiskiem barwnym i niezwykle różnorodnym. Według Bultmanna gnostycyzm był religijnością charakteryzującą się dualistycznym pojmowaniem relacji między Bogiem a światem, a także człowiekiem i światem oraz dążeniem do odkupienia jednostki poprzez zbawczą ezoteryczną wiedzę (gnosis) o tajemnicach boskich (R. Bultmann, Le christianisme primitive dans le cadre des religions antiques, tłum. P. Jundt, Paris 1950, s. 134.). Gnostycyzm istniał pierwotnie przed chrześcijaństwem i niezależnie od chrześcijaństwa. Gdy powstało chrześcijństwo, do niektórych wspólnot zaczęły przenikać także elementy światopogladu gnostyckiego charakteryzującące się dualizmem, prowadzącym często do negacji zmartwychwstania i wcielenia np. Kerynt, twierdził, że na cielesnego Jezusa w momencie chrztu w Jordanie zstąpił Chrystus i wtedy zaczął on głosić naukę o nieznanym Bogu. W momencie śmierci zaś Chrystus oddzielił się od Jezusa).

W połowie II wieku historia gnostycyzmu chrześcijańskiego została zdominowana przez dwie wielkie postacie: Walentyna i Marcjona. Walentyn pochodził z Aleksandrii i tam też zdobył wykształcenie za panowania cesarza Hadriana. Następnie przybył do Rzymu i zerwał z Kościołem, gdy papieżem był Anicet. Walentyn jest teologiem pleromy trzydziestu eonów, doktryny opartej na alegorycznej egzegezie tekstów Pisma. Do jego uczniów zalicza się na Wschodzie Bardesanesa i Markosa; na Zachodzie Ptolemeusza i Herakleona. Szkoła walentyniańska była najlepiej znana Ojcom Kościoła, którzy z nią żarliwie polemizowali.

Matomiast Marcjon urodził się w Foncie około roku 85. Jako dualista po zetknięciu się z chrześcijaństwem, uznał, że nowe wino Ewangelii nie może być przechowywane w dawnych bukłakach Starego Testamentu, który odrzucił. Twierdził, że pełen miłości Ojciec Jezusa nie może być Bogiem mścicielem Starego Przymierza. Według niego Stary Testament był więc dziełem niedoskonałego demoiurga. Z ewangelii jedynie Ewangelia wg Łukasza została przez niego zaakceptowana jako najmniej żydowska.

W obliczu tego ruchu, wiara chrześcijańska rozumiała sama siebie jako "prawdziwą gnozę". Termin "gnosis" był używany w NT w innym znaczeniu niż używali go gnostycy, odnajdujemy go np. w myśli Pawłowej (1 Kor 2,7-8; 2 Kor 12,2-4; Kol 2,2-3). Idea poznania jest również obecna w Ewangelii Jana (J 17,3). Ireneusz piętnuje jednak nie tyle gnozę, co "fałszywą gnozę". Walka z gnostykami była toczona przeciw owej "domniemanej" czy "fałszywej" gnozie (Ireneusz) przez "prawdziwą gnozę" (Klemens Aleksandryjski). Na czym polegała różnica miedzy "fałszywą" gnozą gnostyków, a "prawdziwą" gnozą chrześcijan?

Pozwolę sobie na cytat z artykułu Pana Alfreda Palli :"Jedną z przyczyn, dla których wczesnochrześcijańscy pisarze krytykowali gnostyków, było to, że nie mówili oni o Jezusie jako o człowieku. Gnostyckie ewangelie nie ukazywały Jezusa jako cieśli, który je, pije, śmieje się, płacze, współczuje, gniewa się, smuci. Nie mówiły o Nim jako o Mesjaszu, który trwoży się, cierpi, krwawi i umiera. Jezus gnostyków to istota eteryczna. Ten sterylny obraz Jezusa brał się z filozofii gnostyckiej, według której materialny świat był zły, a zatem Chrystus nie mógł z nim mieć nic wspólnego. Prawdą jest, że Chrystus gnostyków jest inny od Chrystusa z Nowego Testamentu. Nie znaczy to jednak, że bardziej prawdziwy. Gnostycy zaczerpnęli wiele swoich idei z religii pogańskich, a ich pisma powstały 100-300 lat po powstaniu ewangelii kanonicznych, dlatego ich Jezus to fantom oderwany od rzeczywistości. W związku z powyższym nie ma większego znaczenia, za kogo gnostycy uważali Jezusa, ani tym bardziej za kogo uważają Go współcześni autorzy. Ważniejsze dla nas powinno być to, za kogo uważał się sam Jezus" (zob. Gnoza i Gnostycy).

Kilka cech w szczególny sposób charakteryzuje dawny gnostycyzm: obfite używanie przedstawień mitologicznych; bardzo wyobrażeniowa interpretacja Pisma, która uprzywilejowane miejsce oddaje pierwszym rozdziałom Księgi Rodzaju i stosuje symbolikę liczb; upodobanie do apokalips; zasadniczy ezoteryzm, który przekłada się na elitaryzm, albowiem gnostycyzm cieszy się objawieniem tajemnicy, zarezerwowanym dla wtajemniczonych; postawa anty-kosmiczna i antycielesna: świat widzialny jest zły, jest bowiem owocem upadku; z tego powodu człowiek jest więźniem ciała niezdolnego do zbawienia, stąd brała się doketystyczna interpretacja chrystologii: człowieczeństwo Chrystusa jest tylko pozorem (dokein), nie mogło ono cierpieć na krzyżu; postawa antyhistoryczna: człowiek jest więźniem czasu i powinien się zeń wyzwolić; postawa antynomiczna lub dualistyczna: świat jest mieszaniną dwóch przeciwnych sobie i niemożliwych do pogodzenia natur (światła i ciemności); gnostyk winien zatem wyrwać się ze świata niższego i uwolnić swój duchowy związek ze światem wyższym; wreszcie metafizyka pośredników, dzięki którym gnostyk ma wznieść się ku swemu początkowi i swemu celowi.

Gnoza walentyniańska na podstawie pewnych przesłanek z listów św. Pawła w szczególności dzieliła ludzi na trzy grupy, określone w zależności od pochodzenia: istnieją ludzie duchowi (pneumatyczni) - należą do nich gnostycy, którzy są "prawdziwymi chrześcijanami" i będą zbawieni; istnieją także tacy, którzy są owocem Demiurga czy też boga "pośrednika" (psychiczni), z którymi gnostycy utożsamiali chrześcijan nie będących gnostykami; wreszcie ludzie "cieleśni" (hyliczni), którzy są wykluczeni z wszelkiego zbawienia.

Gnostycy tworzyli rozbudowane systemy teologiczne, które faktycznie mogły być alternatywą dla ortodoksyjnego chrześcijaństwa: przedstawiali oni misterium Boga w teologii pleromy; mówili o upadku; posiadali teologię stworzenia i zbawienia, w którym różnorodne objawienia Jezusa lub Chrystusa zajmowały decydujące miejsce; posiadali eschatologię; tworzyli swoje struktury kościelne.

Jednakże jakkolwiek wyglądałaby sprawa rozgraniczenia, dziś nie zawsze nieuchwytnego, pomiędzy ortodoksją a gnozą oraz zbieżność niektórych tematów, która usprawiedliwiałaby używanie wyrażenia "gnoza chrześcijańska", nie można stąd wnioskować, iż literatura gnostycka w swych najważniejszych tezach mogłaby stanowić jakś pierwszą teologię chrześcijańską.

Przynależny tej literaturze głęboki dualizm jest radykalnie obcy chrześcijaństwu nowotestamentalnemu, wprowadził on chrystologię "doketystyczną", która formalnie sprzeciwia się misterium wcielenia, uznając w Chrystusie jedynie "pozór" człowieczeństwa. Teogonia trzydziestu eonów Walentyna nie ma nic wspólnego z misterium trynitarnym. To również w reakcji na niebezpieczeństwa, jakie niósł ze sobą gnostycyzm, Kościół sformalizował i w niektórych przypadkach określił największe punkty orientacyjne swej ortodoksji: utworzenie kanonu Pism w obliczu okrojeń, do których uciekł się Marcjon; ustanowienie formuł wiary, które staną się treścią Credo wyznawanego przez chrześcijan wszystkich denominacji; pojawienie się episkopatu stanowiącego sukcesję apostolską - urzędu, co do którego istnieje przekonanie, iż został ustanowiony dla zachowania prawdy wiary. Jak pisze Jacek Salij, "ta nowa regulacja życia wiary nie obyła się bez utraty pewnej "wolności twórczej" na rzecz Instytucji zatroskanej o swą samoobronę. Idzie tu jednak o reakcję "instynktowną", bez której masowe odrzucenie gnostycyzmu, wyrażone przez Justyna, Ireneusza i ich następców nie mogłoby mieć miejsca".

Odrzucenie gnostycyzmu tak przez Kościół, jak i przez Synagogę miało wielkie znaczenie dla chrześcijańskiej teologii. Oznaczało uznanie rzeczywistości ziemskiej. Chrześcijanie nie przestali czcić w Bogu Ojcu Stworzyciela nieba i ziemi, uznając świat za rzeczywistość pozytywną. Pomimo wszystkich ataków gnostyckich, Kościół zachował Stary Testament i stanowczo twierdził, że historia Jezusa nie może być pojmowana w terminach czysto symbolicznych.

Pan Michał stwierdza :"Na zawsze już odrzuciłem możliwość uważania części pism Starego Testamentu za cokolwiek bodaj zbliżonego do "kanonicznego". Barbaria ziejąca z tych pism była już dla mnie tak skrajnie rażąca, że uznałem je za nie mające z chrześcijaństwem absolutnie niczego wspólnego" (GiCh). Jest to właściwe powtórzenie słów Marcjona.

Jakie jest zaś stanowisko katolików, protestantów i prawosławnych? Otóż, wierzymy, że Biblia (Stary i Nowy Testament), choć pisana przez ludzi w konkretnych uwarunkowaniach kulturowych, które wpływały na mentalność autorów, zawiera nie tylko ludzkie słowo, ale również prawdę, którą o sobie i o człowieku zechciał nam ukazać Bóg. Moja tożsamość chrześcjańska jest zbudowana na fundamencie ST i NT, a nie np. Ewangelii gnostyckich.

O Ewangeliach kanonicznych Pan Michał stwierdza: "Piszący ewangelie z drugiej strony okazali się być autorami na tyle nieortodoksyjnymi, że zaadaptowali i przypisali Pomazańcowi mity pogańskie o wcielonym Bogu narodzonym w grocie z dziewicy, nauczającym i oferującym swym uczniom Ciało i Krew w postaci chleba i wina, skazanym, ukrzyżowanym i zmartwychwstałym trzeciego dnia, by zbawić rodzaj ludzki".

Tu dotykamy kolejnej kwestii. Fundmentem mojej tożsamosci chrześcijańskiej jest wiara (podzielana przez innych katolików, protestantów i prawosławnych), że Jezus umarł na krzyżu dla naszego zbawienia, a potem zmartwychwstał. Z tym zgadzają się wszyscy chrześcijanie, niezależnie od konfesji! O tym mówi też pierwsze wyznanie wiary tzw. Credo korynckie św. Pawła, do którego jeszcze wrócę.

Tłumaczenie wiary w zmartwychwstanie np. analogiami z elementami wierzeń w kultach misteryjnych nie jest niczym nowym. Już ojcowie Koscioła dostrzegali, że występujący w różnych kultach młody bóg, umierający i powracający do życia (np. Dumuzi/Tammuz, Attis czy Adonis względnie także Ozyrys lub Dionizos) może przypominać Jezusa Chrystusa. Czy więc nasza wiara to pogańskie mity przetworzone przez autorów Ewangelii? To jest temat, który mógły być przedmiotem obszernrj monografii. Teraz zaznaczę jedynie, że istnieje zasadnicza różnica między wiarą chrzescijan w Zmartwychwstanie Chrystusa a wiarą związaną z różnymi kultami misteryjnymi w czasach, gdy rodziło się chrześcijaństwo. Wiara paschalna apostołów, za którą gotowi byli oddać życie, opierała się na historycznym doświadczeniu odkrycia pustego grobu i spotkaniu Zmartwychwstałego. Dla uwiarygodnienia tego doświadczenia przytacza się w NT listy świadków godnych wiary, ponadto Zmartwychwstanie jako fakt historyczny stoi w centrum całej kerygmy apostolskiej (por. mowy w Dziejach Apostolskich), jest ono fundamentem pierwotnych, krótkich wyznań wiary, a więc znakiem tożsamości chrześcijańskiej: "Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także nasza wiara!" (1 Kor 15, 14). Nad tak zwanym credo korynckim zatrzymam się trochę. I List do Koryntian został napisany około 53 - 54 roku po Chr. w Efezie. W zasadzie nie ma wątpliwości co do Pawłowego autorstwa listu oraz integralności tekstu. Wśród biblistów zajmujących się tym tematem można spotkać opinię, że Paweł piętnuje w swym liscie właśnie poglady chrzescijan ulegających wpływom gnostycyzmu. Pod koniec listu, w rozdziale 15, Paweł polemizuje z prezentowanym przez niektórych rozumieniem eschatologii, które negowało zmartwychwstanie. Zwolennicy tego poglądu nie uwolnili się od pogańskiej mentalności akceptującej tylko duchowy sposób ewentualnej pośmiertnej egzystencji, a zatem spirytualizowali zmartwychwstanie. Stwierdzenie Zmartwychwstania Jezusa i jego konsekwencji dla losów ca­łej ludzkości stanowi właściwie jądro całej teologii Pawłowej - powraca w niej 52 razy.

Jak pisze ks. Jerzy Szymik: "Chrześcijańska wiara w zmartwychwstałą wieczność człowieka nie opiera się żadną miarą na pogańskich przekonaniach o misteryjnej witalności przyrody, na ezoterycznych (a współcześnie też new age'owskich) tezach o boskości samego życia i jego ostatecznej niezniszczalności czy na wschodniej teorii cykliczności bytu (a więc np. na reinkarnacji). Chrześcijańska wiara czerpie swoją siłę, swoją życiową i argumentatywną moc z Wszechmocy pochylonego nad człowiekiem i światem Boga-Miłości, Stwórcy i Zbawiciela. Kim On jest, czego On pragnie dla człowieka i co On może - pokazuje najdobitniej Wydarzenie Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa są bowiem tym miejscem historii świata i człowieka, w którym to miejscu najpełniej objawił się człowiekowi Bóg: objawił, kim jest i objawił, czego chce dla człowieka. Jest to również to samo miejsce, w którym Bóg objawił najpełniej człowieka człowiekowi: kim jest i jaka jest jego przyszłość. Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa są w ludzkich dziejach ostatnim i ostatecznym słowem Boga na te tematy. I jest to największa w dziejach świata nowina. Dobra Nowina. Jego zmartwychwstanie nie jest ani tylko przywróceniem życia, które minęło, ani prostą jego kontynuacją, ani cudownym do niego dodatkiem, ale dzięki Bogu jest prawdziwą i prawdziwie nową przyszłością tego, co samo w sobie minęło, jest nowym stworzeniem. Dobra Nowina, którą chrześcijaństwo głosi światu dwadzieścia wieków, mówi o tym, że powtórzymy los Jezusa. W śmierci i nowym życiu Jezusa objawia się cel i sens Bożego działania w ludzkiej historii - miłość do końca".

Pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat z Ks. Szymika: "W temacie 'ciała zmartwychwstania' śmiertelnym wrogiem chrześcijaństwa jest herezja zwana gnozą. Najogólniej rzecz biorąc (bo gnoza to wiele subtelnych odmian wizji rzeczywistości, wizji dawnych i nowych), myślenie gnostyckie gardzi cielesnością człowieczej egzystencji. Uwikłane w materię ciało jest jedynie ciężarem dla duszy, prymitywnym balastem obciążającym duchowe wzloty i takież przeznaczenie ludzkiego bytu - twierdzą gnostycy starożytni i współcześni. Próba podważenia realizmu wcielenia Bożego Syna, obrzydzenie ludzką płciowością, dręczenie ciała wyniszczającymi praktykami pokutnymi, wprowadzanie dualizmu w antropologię (ducha stworzył Bóg, ciało - szatan), rozumienie śmierci jako ostateczne uwolnienie się od ciała - to tylko niektóre z gnostyckich reakcji na zgrzebną materialność ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Gnoza chce uczynić z chrześcijaństwa spirytualistyczną sektę, obcą prawdziwemu (duchowo-cielesnemu) człowiekowi, nienawistną wobec realizmu życia. Dlatego chrześcijaństwo autentyczne, wywiedzione z 'w-cielenia' Bożego Syna, zmaga się z gnozą bezustannie... ".

Tak charakterystyczna dla gnostycyzmu idea samozbawienia, a raczej zbawienia przez gnozis (którą odkrywamy w sobie), redukuje osobę Jezusa Chrystusa do tego, który przyniósł nam gnozę, lub uswiadomił nam, że możemy ją odkryć w sobie. Gnotycy zakładali, że Jezus przekazał swym uczniom tajemną, ezoteryczną wiedzę i to ona daje zbawienie. Gnostycyzm propagował pogląd, że człowiek może zbawić się poprzez oswiecenie i przyjęcie ezoterycznej nauki gnostyków o kondycji człowieka, jako duszy uwięzionej w matrialnym świecie złego demiurga, co jest oczywiście sprzeczne z chrześcijańską soteriologią Nowego Testamentu, której podstawę stanowi wiara, że Bóg stał się człowiekiem i umarł za grzechy ludzkości, aby każdy kto w Niego wierzy miał życie wieczne. Dlatego w Ewangeliach kanonicznych tak ważne miejsze zajmuje opis męki i zmartwychwstania Chrystusa. A to było coś, co gnostyków w ogóle nie interesowało, a nawet przeszkadzało im (czego konsekwencją był nurt gnostyckiego doketyzmu, według którego Chrystus nie umarł w ogóle na krzyżu, bo albo ukrzyżowano Szymona z Cyreny zamiast niego, albo Logos opuścił przed męką ciało Jezusa).

Pan Michał uważa chyba, że gnozę możemy utożsamiać z chrystusem, który jest w nas. Pisze on : "Czytamy na przykład w Biblii (i to niejednokrotnie), że prawym jest tylko Bóg. Tym niemniej widzimy tam również i to nawet jeszcze częściej słowo 'prawy' odnoszone do rozmaitych osób ludzkich. Bardzo podobnie jest dla mnie z określeniem 'Chrystus'. Jezus z Nazaretu jest Christos (namaszczony), ale jednocześnie wspomina się tam o Chrystusie jako o będącym w nas, co oznacza, że również każdy człowiek ma w sobie owo namaszczenie" (GiCh).

Gnoza nie pokłada nadziei w śmierci i Zmartwychwstaniu Syna Bożego, ale w odkryciu ukrytej, ezoterycznej wiedzy.

Pan Michał Monikowski przywołuje Toma Harpura, który twierdzi, że "Christos to imię nadane wcielonej obecności Boga w człowieku (...). Aby wyzwolić potencjalną moc Christosa w sobie, każdy musi poznać swoją własną naturę duchową oraz moc (...)To za naszym przyzwoleniem Christos zostaje rozbudzony, by uduchowić naszą naturę. Nie stajemy się Bogiem, lecz każdy z nas jest częścią Boga z boskim potencjałem (GiCh)".

We wcześniejszym artykule (o reinkarnacji) Pan Michał powołuje się na wczesne poglądy zwolenników Ariusza : "Arianizm czerpawszy z orygenizmu nauczał, że Chrystus nie był Bogiem, lecz że został Synem Bozym. Mogłoby to na dłuższa metę sugerować, że inni ludzie również mogliby zostać synami bożymi, jeśli naśladowaliby Chrystusa. W połączeniu zaś z doktryną pre- egzystencji dusz i ich reinkarnacji oznaczać by to mogło (choć oczywiście niekoniecznie musiałoby), że dusza do zbawienia niekoniecznie potrzebuje pośrednictwa zinstytucjonalizowanego kościoła i jego hierarchii".

No cóż, spór z arianizmem dotyczył tego czy Jezus Chrystus jest tożsamy z Jedynym Bogiem Jahwe. Pan Monikowski prezentuje poglądy Ariusza niezbyt dokładnie. Nie chodziło bowiem Ariuszowi o to, że Jezus stał się Synem Bozym np. drogą oświecenia poprzez gnozę. Jezus według Ariusza to wcielony Logos, czyli pierwszy byt stworzony przez Boga, bedący pośrednikiem między nim, a swiatem stworzonym.

Dla Ariusza stwierdzenie współwieczności Ojca i Syna było równoznaczne z przyjęciem dwóch principiów w boskości. Ariusz nie przyjmuje bowiem, od dawna już uznawanego w tradycji orygenesowskiej, rozróżnienia pomiędzy początkiem (arche) ontologicznym i początkiem czasowym. Wedle tej tradycji Syn ma w Ojcu początek ontologiczny, ale nie ma początku czasowego, dlatego możemy mówić jednocześnie, że pochodzi od Ojca i że istnieje odwiecznie. Ariusz zaś uznaje, że stwierdzenie, iż Syn jest odwiecznie zrodzony oznacza to samo, co stwierdzenie, że w Bogu istnieją dwa principia, dwie równorzędne boskości. Ariusz przyznaje co prawda że Syn istniał przed wszystkimi czasami, gdyż czas przynależy do porządku stworzenia świata, a Syn jest od niego wcześniejszy. Ale z tego nie wynika według Ariusza że Syn jest współwieczny z Ojcem.

Ariusz, chciał chronić absolutną jedność i transcendencję Boga poprzez radykalne podporządkowanie Syna Ojcu. Skoro jest tylko jeden Bóg, nie może być mowy o żadnej dwoistości wewnątrz bożej istoty. A zatem zrodzony przed wiekami Syn Boży istnieje samodzielnie, ale nie jest Bogiem we właściwym tego słowa znaczeniu. Bóg Ojciec ma swoją własną boską naturę i istotę. Ta jest prosta i niepodzielna. Syn też ma swoją własną naturę i istotę, ale różną od tej, którą ma Ojciec. Tylko Ojciec, jako prawdziwy Bóg, jest bez początku. Syn pochodzi od Ojca, jako swojego początku. ). Ariusz pisze czasem wprost o Synu jako stworzeniu, choć całkiem innym od pozostałych stworzeń. Jest to stworzenie przez które wszystko inne zostało stworzone i w tym sensie może być nazwane nawet stworzycielem.

Ariusz również bez kłopotu nazywa Syna niezmiennym,stwierdzając, że jest to niezmienność podarowana przez Ojca. Tak samo z łaski Ojca Syn jest pośrednikiem pomiędzy Bogiem a światem, tym który objawiał Boga w teofaniach starotestamentalnych.

Nie wiem dlaczego Pan Monikowski uważa, że poglady Ariusza dawały możliwość, aby chrześcijanie wyciągneli z nich wniosek, że mogą stać się Synami Bożymi tak jak Jezus? (Chrześcijanie nie negowali oczywiście nigdy, że istnieje coś takiego jak dziecięctwo przybrania za synów Bożych, ale nawet według Ariusza Jezus był synem Bożym w sposób jedyny i wyjątkowy jako pierwszy byt powołany do istnienia i pośrednik w stworzeniu wszystkich innych bytów).

Ewangelia Jana mówi, że odwieczny boski Logos (Słowo Boga; Umysł Boga; Ten, który miał stać się ciałem jako Jezus) "oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi". A więc jest On w pewnym sensie obecny w umyśle i sumieniu każdego niechrześcijanina. Czy możliwe, aby był obecny w marzeniach twórców mitów, opowiadających dziwne historie o umierających i odradzajacych się Bogach? Czy było to jakimś przeczuciem, tego co dokona się w Chrystusie? Wielu Ojców Koscioła wydaje się sugerować taką możliwość.

Czy to możliwe, by Chrystus jako Logos był obecny także w innych religiach i w ich ideach religijnych? Już św. Justyn mówił o "logos spermaticos" - rozsianym Słowie, stanowiącym okruchy Prawdy Jedynej. Raymond Pannikar mówił o "ukrytym Chrystusie hinduizmu". Kiedy pobożny muzułmanin praktykuje swój islam, swoje poddanie, czy możliwe, aby odbywało się to poprzez Chrystusa, Jego łaskę i obecność, chociaż muzułmanin tego nie wie, ani nie uznaje? Chrystus oświeca przecież kazdego człowieka przychodzącego na świat. Czy ukrywa się więc w duszach muzułmanów i buddystów, którzy mają tak odmienne od chrześcijan koncepcje, ale pragną przecież tego samego Boga, który jest ich Stwórcą i Odkupicielem (nawet jeśli tego nie wiedzą)? Czy Chrystus-Logos jest obecny w duszach szukających Boga agnostyków i w poganach? Takie pytania stawia Peter Kreeft w książce "Ekumeniczny Dżihad" (Wyd AA, Warszawa 2005).

Nie ukrywam, że zadaję sobie podobne pytania. I tutaj widziałbym moją jedyną chyba zbieżność oraz wspólną płaszczyznę z Panem Michałem Monikowskim, aczkolwiek dzieli nas prawie wszystko. Przede wszystkim zaś dzieli nas to, ze dla mnie prawdziwą chrześcijańską gnozą jest prawda, że ten odwieczny Logos, oświecający każdego człowieka przychodzącego na świat, Syn Boży równy i współistotny Bogu Ojcu, stał się człowiekiem i umarł na Krzyżu za Żydów, Greków, pogan, za mnie, za Pana Panie Michale, za buddystów, za wyznawców hinduizmu i za CAŁĄ LUDZKOŚĆ, abyśmy, cokolwiek uczynimy, mogli uzyskać przebaczenie na mocy tej śmierci.

Każdy z nas zasługuje na karę, której domaga się sprawiedliwość, ale nie musimy jej ponieść, bo Jezus już poniósł ją ZA NAS. Umarł w strasznych męczarniach, biorąc na siebie nasze grzechy. Rz 8, 31-34. zawiera streszczenie tego w czym pokładamy nadzieję jako chrześcijanie: "Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?". Przed Bogiem już nie ma oskarżyciela. Jest tylko i wyłącznie Paraklet - kochający nas Obrońca. "Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył mamy Rzecznika u Ojca - Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy" (1J 2, 1-2).

Odkupienie ludzkości dokonało się na krzyżu. Tak mówi Pismo Święte, które powstało w Kościele (a więc wspólnocie ludzi wierzących w Chrystusa jako swego Zbawcę i Odkupiciela), aby stanowić mogło dla wszystkichpokoleń utrwalone świadectwo (testimonium) tego jak Bóg umiłował swiat.

To jest właśnie Dobra Nowina: Bóg tak umiłował świat, że Syna swojego Jedynego dał... Wiem, że Pan Michał nie zgadza sie z tym poglądem. Idea Krzyża jako narzędzia zbawienia wydaje się być dla wielu osób prymitywna i okrutna. Ale jest najważniejszym składnikiem naszej chrześcijańskiej (katolickiej, prawosławnej i protestanckiej) tożsamości. Święty Paweł stwierdził wyraźnie, że choć dla innych jest głupstwem, dla nas stanowi "moc Bożą i mądrość" (por. 1 Kor 1,17). Serdecznie Pana pozdrawiam Roman Zając


Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20050927120137241

No trackback comments for this entry.
Chrześcijaństwo gnostyczne? | 6 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Chrześcijaństwo gnostyczne?
montsegur śro, 28 wrz 2005, 11:33:50

No, i bardzo, bardzo mi sie Panski artykul podoba, Panie Romanie. Rowniez dlatego, ze odniosl sie Pan do wczesniejszego artykulu o reinkarnacji. Wiedzialem, ze moge na Pana liczyc i nie zawiodlem sie!

Oczywiscie, jak sie Pan zapewne domysla, zamierzam odpowiedziec na Panski tekst. Tylko prosze o troche czasu, bo chcialbym jednak ustosunkowac sie dosc szczegolowo.

Tu tylko na marginesie wspomne, ze akurat Ariusa nie zaliczam do gnostykow. A pod pojeciem "dalszej mety" rozumiem dalszy mozliwy rozwoj sytuacji w kosciele katolickim (tym antycznym), tym bardziej, ze gnostykow w nim akurat wowczas nie brakowalo (i poza nim takze...), wiec poglady Ariusa (nawet juz po jego smierci) moglyby sie "wpasowac" w zbiorcza interpretacje rozmaitych watkow mysli chrzescijanskiej. To troche tak jak z Marcjonem: on zainicjowal opracowywanie kanonu chrzescijanskiego (bo nie jest historykom znany jakikolwiek inny chrzescijanin przed nim, ktory by sie tego podjal), ale ostatecznie ten kanon jest inny niz marcjonicki.

Reszte porusze juz w artykule, za ktory zamierzam sie niebawem zabrac. jeszcze raz jednak dziekuje za powyzszy tekst. Jak widac, z Panem zawsze mozna przyzwoicie i kulturalnie porozmawiac. Tym bardziej zatem dziekuje!

Cheers!!!

 
Chrześcijaństwo gnostyczne?
nowy45 śro, 28 wrz 2005, 21:59:34
Zdaje się, że tutaj nie chodzi o to w co wierzyli gnostycy, albo w co wierzy albo karze wierzyć kościół chrzescijański, ale jaka była prawda na temat Jezusa Chrystusa.
Ile cudów Jezusa było prawdziwych a ile wymyślonych?
I na ile Jezus z Ewangelii ze swoimi naukami ma wspólnego z prawdziwym Jezusem? Czy tzw. sukcesja apostolska pochodzi od prawdziwego Jezusa? Także m. in. czy Jezus Chrystus był
gnostykiem?
Żydowska sekta ebionitów. Niewykluczone Ebionici mogli mieć najwięcej wspólnego z Jezusem Chrystusem. Podobno ebionici do III wieku n.e wybierali na biskupa kogoś z ziemskich kuzynów Jezusa. Sami ebionici mieli dużo wspólnego z gnostykami i znowu nie wiadomo czy byli gnostykami od początku czy dopiero później stali się gnostykami.
Nie ma takiego doskonałego, który mógłby powiedzieć na ile ewangelie kościelne mają wspólnego z prawdziwym Jezusem Chrystusem.
Same ewangelie kanoniczne nie były najstarsze. Wcześniej powstała Ewangelia Hebrajczyków oraz Ewangelia Ebionitów obie zaginione, nawet nie sposób powiedzieć czy
to były dwie różne Ew czy jedna o dwóch tytułach, (najprawdobodobniej dwie różne i obie starsze od kanonicznych). Nie należy ich mylić z tzw. "ewangeliami gnostycznymi" odnalezionymi w Nag Hamadi bo to jeszcze
trzecia inna grupa ewangelii.
Tak więc mamy:
1. Ew. Hebrajczyków, Ew Ebionitów i być może jeszcze trzecia
Ew. Nazarejczyków (wszystkie zaginione)
2. Ewangelie Kanoniczne: Ew Marka, ew Mateusza, ew Łukasza
3. "Ewangelie gnostyczne" odnalezione w Nag Hamadi
To są trzy różne grupy. Ewangelie z pierwszej grupy są starsze niż kanoniczne,
Ewangelie z Nag Hamadi są młodsze niż kanoniczne może za wyjątkiem Ew. Tomasza, która może być starsza od kościelnych.
Ebionici uważali św. Pawła z Tarsu za apostoła fałszywego.
Inna dosyć ciekawa sprawa, dlaczego Jakub Starszy, byc może rodzony brat Jezusa nie pojawia sie w ewangeliach kanonicznych? Jak widać różne siły, różni apostołowie, różne ewangelie a wiara rzekomo ta sama. Każdy może wierzyć w to co chce, ale często nie sposób tego udowodnić.
Sam gnostycyzm to nie jest wiara, sama nazwa pochodzi od greckiego gnosis tj. wiedza, to nie jest wiara tylko rodzaj ezoterycznej wiedzy. Sprawy wiary albo nie wiary albo jak powinno się wierzyć nie mają z tym wiele wspólnego.












 
Chrześcijaństwo gnostyczne?
Oless wto, 14 mar 2006, 14:53:36
Świetny tekst!
Mistrzowsko opisuje różnicę między judeochrześcijaństwem a gnostycyzmem dziś propagowanym w ramach new-age.
Szczere gratulacje
 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń