Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Książka na wakacje 2005 - "Samolubny gen"- o Richardzie Dawkinsie słów kilka

Przełomowe odkrycia w nauce kojarzą się na ogół z czymś spektakularnym – o doniosłym znaczeniu. Najczęściej przywołujemy na myśl wielkie wynalazki techniczne o praktycznym zastosowaniu - jak żarówka czy komputer. Zdarza się jednak, że odkrycia odbywają się poza sferą ich praktycznego wykorzystania. Często nie są one tworami materialnymi, ale stanowią wynalazki myśli ludzkiej. Nie umniejsza to doniosłości roli, jaką odgrywają. O randze wynalazku, poza skalą jego praktycznego wykorzystania, decyduje również wpływ, jaki wywiera on na dalszy postęp cywilizacyjny ludzkości. Takie dziedziny wiedzy jak filozofia czy psychologia, pomimo ich niematerialnej natury, wywierają znaczący wpływ na nasze codzienne życie.



Stanowią rodzaj drogowskazu, wytyczają cele, ujmują znane rzeczy w odmienny sposób. Odmienność ta zaznacza się często w innym spojrzeniu na zachodzące procesy - głównie na skalę ich przebiegu.

Współczesna nauka nie może cechować się alienacją dziedzin. Stanowiłoby to główny czynnik ograniczający rozwój. Potrzeba nam holistycznych ujęć otaczającej nas rzeczywistości. Niezbędne staje się tworzenie interdyscyplinarnych pomostów nauki stanowiących koła zamachowe postępu.

Inną zawadą rozwojową nauki jest jej konserwatyzm. Przejawia się on w niepodważalności teorii głoszonych przez wielkie autorytety świata nauki. Powszechny szacunek, jakim się cieszą sprawia, że głosy krytyki traktowane są jako herezje wymierzone przeciw jedynie słusznej teorii. Potrzeba niekiedy długiego okresu czasu, zanim obowiązujące teorie upowszechnią się a istniejący wokół nich entuzjazm, przyjmujący postać sacrum, okrzepnie. Dochodzi wówczas do głosu krytyka, umożliwiając ponowne spojrzenie na badane zagadnienie, stymulując do poszukiwania rozwiązań alternatywnych. Taka jest już natura naszych odkryć naukowych. Obowiązujące współcześnie teorie uważamy za pewnik, wyśmiewając naiwność teorii głoszonych w dawnych czasach. Przyszłe pokolenia wystawią na próbę nasz sposób pojmowania świata i wytworzą nowy. W ten sposób niektóre ze współczesnych teorii odejdą do lamusa, jako dziwolągi minionej epoki.

Scjentyzm – religia naukowa

Wymienione postulaty rozwoju nauki realizują się we wszelkich przejawach nowego rodzaju zjawiska, znanego pod nazwą scjentyzmu. Jest to naukowy światopogląd, akceptujący jedynie racjonalne wyjaśnienia zjawisk. Odrzuca całkowicie transcendentną sferę zagadnienia, opierając się wyłącznie na zjawiskach empirycznych i rozumowym sposobie ich pojmowania. Swój najpełniejszy wyraz znajduje scjentyzm w nurcie literatury popularnonaukowej, tworzonej przez takich naukowców jak: Richard Dawkins, Carl Sagan, Edward O. Wilson, Jared Diamond, Stephen W. Hawkins, czy nieżyjący już Stephen Jay Gould. To, co szczególnie wyróżnia ich prace spośród kanonu literatury naukowej, to nie poprzestawanie na stwierdzeniu faktu zaistnienia odkryć naukowych, ale zgłębianie ich implikacji, krytycznych wobec wszystkiego, co wykracza poza granice rozumu.

Postać Richarda Dawkinsa

Niebotyczne miejsce wśród wymienionych sław świata nauki zajmuje postać Richarda Dawkinsa – profesora biologii na Uniwersytecie Oksfordzkim. Jeden on jednym z najbardziej holistycznych umysłów naszych czasów - autor największych bestsellerów popularnonaukowych na świecie. Nieomal każda pozycja Dawkinsa, stanowi przełomowy punkt, w dotychczasowym sposobie rozumienia nauki. Niektóre z nich, jak „Ślepy zegarmistrz”, czy „Samolubny gen”, uzyskały miano kanonu światowej klasyki naukowej. Inne, nie mniej ważne, jak „Rzeka genów”, stanowią kontynuację i rozwinięcie wcześniej sformułowanych założeń.

Szczególną specyfiką talentu pisarskiego Dawkinsa jest umiejętność odmiennego sposobu spojrzenia na to, co od dawna znane. Umożliwia to unaocznienie zachodzących zmian, rozpatrywanie ich w innym aspekcie, wreszcie przejście do wyżej uorganizowanych systemów, gdzie owe zmiany realizują się. Innymi słowy Dawkins stara się wyjaśnić przebieg procesów postrzeganych w aspekcie wielkoskalowym, poprzez ich rozłożenie na czynniki pierwsze. Jest to swoista wiwisekcja, odbywająca się na naszych oczach bez żadnego znieczulenia.

„Samolubny gen” – dawkinowskie credo

Zapewne żadna inna publikacja Richarda Dawkinsa nie wywołała tak burzliwych dyskusji w gronie naukowców, jak wydany w 1976 r. „Samolubny gen”. O ogromnej popularności książki stanowi fakt, że została ona przetłumaczona na blisko dwadzieścia języków.

Nowe podejście do zagadnień przebiegu mechanizmów ewolucyjnych, będące treścią książki, nie wzbudziłoby tak dużych kontrowersji, gdyby nie fakt, że styka się ono bezpośrednio z zagadnieniami istoty człowieczeństwa. Autor próbuje odpowiedzieć na pytanie o celowość naszego istnienia. Podejmując tego rodzaju zagadnienie wkracza Dawkins w sferę sacrum. Może być to odbierane jako bezczeszczenie humanistycznych wartości. Co wywołuje tak ogromne kontrowersje? Wystarczy przytoczyć słowa samego autora, aby móc odpowiedzieć na to pytanie: „Jesteśmy oto maszynami przetrwania (survival machines) – zaprogramowanymi zawczasu robotami, których zadaniem jest ochranianie samolubnych cząsteczek, zwanych genami”. Ten sposób rozumowania nie prowadzi do konstruktywnych wniosków w odniesieniu do celu egzystencji człowieka. Wzbudza raczej uczucie bezcelowości istnienia, deprecjonując znaczenie tych sfer świadomości, które stanowią główny wyznacznik naszego człowieczeństwa. Zagadnienia związane z ludzką psychiką, czy też jego duchowością, są trywializowane. Głównym celem naszego istnienia jest możliwość zapewnienia genom jak najlepszych możliwości tworzenia własnych kopii. Dawkins wypowiada się na ten temat lakonicznym stwierdzeniem : „oto przesłanie – jakże okrutne!”.

Widmo fatalizmu

Zagadnienia celu istnienia, poruszane przez autora mogą wywołać dramatyczne skutki w sposobie pojmowania zjawiska życia. Każdy byt obdarzony samoświadomością istnienia dochodzi w pewnym momencie swojego życia do refleksji nad jego celowością. Istnieją dwie drogi, prowadzące do odpowiedzi na to jakże kluczowe pytanie. Jedną z nich jest dojście do wniosku, że poza sferą materialną naszego ziemskiego bytu istnieje jeszcze pewien pierwiastek transcendentny. Taki sposób pojmowania życia wiąże się ściśle z wszelkiego rodzaju praktykami religijnymi. Zapewnia to poczucie celowości i głębszego pojmowania aspektu istnienia, aniżeli ten tylko ujmowany w kontekście jego materialnej istoty. Poza tym stanowi siłę napędową do podejmowania działań, wykraczających poza obszar naszej fizyczności.

Druga koncepcja wydaje się być niewrażliwa na tego rodzaju argumentację. Upatruje wyłącznie materialny aspekt bytu. Ową koncepcję podsuwa nam Dawkins jako alternatywę szeroko rozumianej religii, stwierdzając: „Odpowiadając na tak fundamentalne pytania: Czy życie ma jakikolwiek sens? Po co istniejemy? Kim jest człowiek? – już nie musimy odwoływać się do sił nadprzyrodzonych. Po postawieniu ostatniego z tych pytań, wybitny zoolog G. G. Simpson wyraził się następująco: „Chciałbym zwrócić uwagę, że wszystkie próby odpowiedzi na to pytanie, datowane przed 1859 rokiem są bezwartościowe i będzie lepiej, jeśli zignorujemy je całkowicie””. Skutki przyjęcia tego sposobu odpowiedzi na zadane pytanie, to przede wszystkim uświadomienie sobie determinizmu własnego istnienia. Dalsze konsekwencje, to niemożność zmiany zaistniałego stanu rzeczy, mogąca w skrajności prowadzić do akceptacji postawy życiowej, określanej mianem fatalizmu. Polega ona na utracie celowości podejmowanych działań, braku wytyczonego celu. Jest to typowa reakcja ludzka w obliczu stwierdzenia, że wszystko jest już z góry przesądzone. Zagrożenie ze strony koncepcji Dawkinsa wydaje się być o tyle realne, że dla wielu ludzi stanowić może alternatywę dla powszechnego ateizmu.

Nieprzyzwoita pewność siebie

W trakcie lektury „Samolubnego genu” jedna rzecz szczególnie daje się we znaki, sprawiając, że momentami staje się niemiła. Chociaż właściwość ta nie wpływa znacząco na merytoryczną wartość książki, nie powinna pozostać bez komentarza. Chodzi o ogromne zaufanie autora do wypowiadanych przez siebie koncepcji. Dawkins nie pozostawia dla siebie choćby nawet najmniejszego marginesu błędu, który mógłby umożliwić mu weryfikację jego własnych koncepcji w przyszłości. W niektórych przypadkach może być to poczytane jako wysoce niestosowny brak skromności. Poczucie własnej wartości stanowi ważną cechę, ale po przekroczeniu granicy dobrego smaku, przekształca się w swoistą formę samouwielbienia. Przykładem jest fragment z przedmowy do drugiego wydania książki: „W kilkanaście lat od wydania Samolubnego genu jego główne przesłanie stało się wiedzą podręcznikową. Jest to paradoks, choć niezamierzony”. Tego rodzaju stwierdzenie powinno wyjść raczej z ust niezależnego recenzenta, niż autora.

Dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?

Opis procesu powstawania życia na Ziemi przedstawiony przez Dawkinsa skrzętnie przemilcza wszelkie niejasności. Przebieg procesu przekształcenia materii nieorganicznej w zjawisko życia był według autora tak oczywisty i logiczny, że nie wymaga żadnego komentarza.

Zaproponowany przez Dawkinsa schemat preferowania stabilności i odrzucania struktur niestabilnych, w żaden sposób nie pomaga w odpowiedzi na zadane w zamierzchłych czasach pytanie „dlaczego istnieje raczej coś, niż nic?”. W historii filozofii europejskiej odpowiedzi na to pytanie prowadzą w dwóch kierunkach, jedne w stronę istnienia, inne - dobra. Począwszy od Parmenidesa, przez filozofów średniowiecza, św. Anzelma, św. Tomasza z Akwinu, aż do wielu filozofów nowożytnych, wskazywano, że podstawę wszelkiego bytu stanowić musi byt konieczny, przyczyna wszystkiego, co istnieje. Dawkins poprzestaje na lakonicznym stwierdzeniu: „Nie ma w tym nic tajemniczego. To musiało się zdarzyć z definicji.”.
Klasyczny, choć ujęty w nietypowy sposób...

Wróćmy jednak do samej treści książki, abstrahując od mankamentów stylu i formy. Główny cel książki przedstawia nam sam autor: „Mam zamiar dowieść, że podstawową jednostką, która może odnieść egoistyczną korzyść, nie jest gatunek ani grupa, ani nawet nie sam osobnik. Jest nią gen, jednostka dziedziczenia”. Nowatorstwo podejścia Dawkinsa polega na wyzwoleniu się z ram klasycznego ewolucjonizmu. Jest to nowe spojrzenie na procesy, których przebieg bada się od wielu lat. Jak zresztą zauważył sam Dawkins - jego pogląd jest „...w istocie klasyczny, choć ujęty w nietypowy sposób”. Owa nietypowość zaznacza się w spojrzeniu na całość zagadnienia w innej, niż dotychczas, skali. Wcześniejsze badania skupiały się głównie na populacji, a w najlepszym przypadku na osobniku, jako podstawowej jednostce realizowania się mechanizmów ewolucji. Dawkins zaproponował jeszcze mniejszą jednostkę – gen. 

Cóż w tym niezwykłego? Czy zmiana skali pojmowania może w jakiś zasadniczy sposób zmienić teorię na temat całego procesu? Okazuje się, że tak. Nie chodzi tu tylko o zmianę podmiotu ewolucji, ale również o zweryfikowanie naszego dotychczasowego rozumienia takich zjawisk jak dobór naturalny, zachowanie altruistyczne, czy zachowanie egoistyczne.

Sama koncepcja „doboru genowego” niesie za sobą wielokierunkowe konsekwencje. Po pierwsze dowodzi słabości teorii doboru grupowego. Argumentacja Dawkinsa polega na trudności wskazania rozmiarów grupy w obrębie której dobór taki mógłby się realizować: „Skoro mamy do czynienia z doborem między grupami w obrębie gatunku, a także między gatunkami, czemu nie miałby on również mieć miejsca między większymi grupami taksonomicznymi?”. Dalszy tok rozumowania prowadzi do absurdalnych wniosków: „...lwy i antylopy należą, tak jak my, do gromady ssaków. Czy nie powinniśmy więc oczekiwać od lwów, by powstrzymały się od zabijania antylop „dla dobra ssaków?””. Autor rozprawia się z głęboko zakorzenionymi eufemizmami w postaci takich zwrotów jak dobro gatunku oraz przedłużanie i zachowanie gatunku.

Podsumowanie

„Samolubny gen” R. Dawkinsa jest ksiązką nietypową. Odmienność ta zaznacza się nie tylko w sposobie pojmowania zjawisk. Lektura przez cały czas, zmusza do przemyśleń i wyciągania wniosków. Trudno ocenić ile w tym zamierzonego przez autora efektu, a ile sprzeciwu własnego czytającego.
 Jednej rzeczy z pewnością nie można książce zarzucić. Nie jest to pozycja przemijająca niezauważenie, nie wzbudzająca kontrowersji. Przez cały czas intryguje. Być może jest to jej najwspanialszy atut. W dobie dzisiejszych sit-komów i romansów Harlequin, książki takie odgrywają dużą rolę w kształtowaniu własnego systemu poglądów, skłaniając do dogłębnej analizy czytanego tekstu, ucząc sztuki polemizowania i argumentacji.


Piotr Klimczak

Recenzja zgłoszona do konkursu "Książka na wakacje 2005"



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20051002114939482

No trackback comments for this entry.
Książka na wakacje 2005 - "Samolubny gen"- o Richardzie Dawkinsie słów kilka | 6 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Marcin W nie, 2 paź 2005, 13:20:18
"Ksiażka na wakcje 2005"? No to chyba, że ktoś wreszcie wynalazł wehikuł czasu! ;-)

---
Nie jest ważne do jakiego Kościoła się należy, ale czy miłuje się Boga i podąża śladem jego słów.

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń