Terra felix (cz. I)

wto, 14 lut 2006, 01:39:27

Autor: Grzegorz Gacki

Pomysł tekstu, który za chwilę Państwo przeczytają, chodził mi po głowie od bardzo dawna. Stosunki cywilizacji półksiężyca i cywilizacji krzyża weszły parę dni temu w stadium, w którym znów pojawia się pytanie o to, czy oba światy mogą żyć razem, w zgodzie i wzajemnej tolerancji. Czy konflikt ma charakter immanentny, nieuchronny?

W powszechnej świadomości (nie tylko islamskiej) utarł się obraz pewnej asymetrii. Opiszę go w skrócie. Islam ma być ze swojej natury bardziej tolerancyjny niż chrześcijaństwo. Pobożny muzułmanin ma szanować proroka Jezusa („niech pokój będzie z Nim!”, Koran wychwala czystość i dziewictwo Matki Jego, władcy muzułmańscy mają obowiązek szanować „ludy Księgi”, czemu dawali wielokrotnie dowody w historii. Sztandarowym przykładem mają być rządy muzułmańskie w Hiszpanii w latach 711-1492.

A chrześcijanie? Wiadomo: nieuznawanie Mahometa i Koranu, krucjaty, rzezie, rekonkwista, wygnania, nawracanie na siłę, stosy inkwizycji hiszpańskiej, imperializm i kolonializm. Nie ma nic gorszego niż klisze historyczne powtarzane przez wieki. Powoli stają się oczywistością. Jest jednak takie miejsce, w którym władcy chrześcijańscy, potężni i wielcy, prawdziwe dzieci swoich czasów pokazali, że mogą władać muzułmańskim ludem sprawiedliwie i ku ludu tego zadowoleniu, wywołując tym powszechną aprobatę i podziw. Pokazali, że jest możliwa islamska Terra Felix w Civitas Christiana.

Pamiętają Państwo mało udany film „Królestwo niebieskie” Ridley’a Scotta z Orlando Boomem, Liamem Neesonem i Jeremy Ironsem? Bezsensowny w wątku fabularnym, kiepski artystycznie, finansowa klapa, w warstwie historycznej niezwykle i zadziwiająco, jak na hollywoodzkie standardy, precyzyjny, aż do najdrobniejszych detali. Jest tam taka scena, w której bohater filmu, młody krzyżowiec, Bailan, czeka w jednym z europejskich portów na statek zmierzający do Ziemi Świętej. Dziwi się publicznie modlącym się w południe tłumom mahometan, których nikt nie nawraca, nie prześladuje, wszyscy przyglądający się temu chrześcijanie uważają ich dziwne ( z punktu widzenia przybysza z Europy) rytuały za rzecz najzupełniej naturalną i oczywistą. Wtedy, kiedy działa się akcja filmu (tj. dwunastym wieku) mogło być to możliwe tylko w jednym miejscu w Europie, dziś kojarzącym się raczej niesympatycznie: na Sycylii.

Wyspa ta, łącząca jak most Europę z Afryką, była z racji swojego położenia i bogactw obiektem pożądania wszystkich wielkich mocarstw na przestrzeni dziejów. Najpierw byli prehistoryczni Sykanowie, których wyparli przybyli z Italii Sykułowie (od nich wyspa ma swoją nazwę). Sykułów podbili Grecy (Archimedes był Sycylijczykiem, Platon na Sycylii starał się urzeczywistnić swoje idee, z opłakanym dla siebie samego skutkiem), Greków poskromili kartagińscy Fenicjanie, tych wyparli Rzymianie, Rzymian Wandale, Wandalów Ostrogoci, Ostrogotów Bizantyjczycy.

W VII wieku ekspansja islamu zagroziła Konstantynopolowi na tyle, że ówczesny cesarz bizantyjski Konstans II myślał poważnie o poddaniu miasta i przeniesieniu stolicy cesarstwa na Sycylię i przeniósł się z dworem do Syrakuzy, głównego miasta wyspy. Plan ten ostatecznie nie został zrealizowany, cesarz został zabity w trakcie kąpieli przez jednego ze swoich urzędników mydelniczką (!!!) ale sam pomysł świadczył o potencjale wyspy i jej znaczeniu w ówczesnej geopolityce oraz ambicjach mieszkańców. Sycylia nie była łatwą prowincją do rządzenia dla Bizancjum. Co jakiś czas buntowała się przeciwko metropolii. W pierwszej połowie IX wieku buntownicy poprosili o pomoc Arabów z terenów dzisiejszej Tunezji. I jak to w takich przypadkach często bywa, pomocy udzielono aż za skutecznie. W ciągu 70 lat cała wyspa przeszła pod władzę muzułmańską.

Trzeba przyznać, że była to władza bardzo udana dla Sycylii i jej mieszkańców. Arabowie ustanowili ład i porządek. Dbali o rozwój gospodarczy. To im właśnie Sycylia zawdzięcza cytrusy, którymi chlubi się do dziś. Wprowadzili też, zupełnie nieznane Wedy w Europie, a bardzo, bardzo dochodowe uprawy: bawełnę i trzcinę cukrową. Sycylia czerpała ogromne zyski stając się centrum handlu śródziemnomorskiego, podatki były umiarkowane, a rządy bardzo tolerancyjne dla chrześcijan (pod warunkiem, że płacili odpowiednie podatki – każda władza jest, była i będzie bardzo nietolerancyjna dla tych, którzy nie płacą podatków).

Jedyną niechlubną pamiątką tych rządach, widoczną do dziś gołym okiem jest nagi, pozbawiony roślinności krajobraz sycylijski. Przyczyną jego była klęska ekologiczna tych czasów: intensywna hodowla kóz połączona z rabunkowym pozyskiwaniem drewna na nowo budowane domy, w większości dla arabskich kolonistów przybyłych z Afryki. Z czasem muzułmańscy władcy Sycylii uniezależnili się od afrykańskiej metropolii i przez prawie 200 lat panowali samodzielnie.

O ile siła militarna Sycylijczyków wystarczała na odparcie zakusów afrykańskich współbraci w wierze oraz Bizantyjczyków, o tyle nie miała szans w starciu z najdzielniejszymi z dzielnych wojownikami tamtych czasów jakimi byli nieustraszeni żeglarze, nieulękli i okrutni Normanowie. W tym samym mniej więcej czasie (ok. 1060 roku) Normanowie podjęli równolegle w Anglii i Italii próby podboju, obie udane.

Anglia padła dość szybko, na Sycylii potrzeba im było 30 lat. Od roku 1091 na wyspie panował samodzielnie Roger Giscard, hrabia Sycylii. Po nim panował syn, Roger II. W Boże Narodzenie 1130 Roger II został koronowany w katedrze w Palermo na króla Sycylii. Jego syn i następca, Wilhelm miał przydomek Zły, bowiem rządził surowo i konsekwentnie. Z kolei wnuka, też Wilhelma nazwanego przez współczesnych Dobrym, Dante uwiecznił w „Boskiej komedii”; umieszczając go w raju jako przykład chrześcijańskiego władcy Rządy Rogera II, Wilhelma I i Wilhelma II uczyniły z Sycylii potęgę na skalę ówczesnego świata, nie tylko militarną ale przede wszystkim gospodarczą.

Normanowie zastali na Sycylii oryginalną strukturę społeczną, kulturową i etniczną: arabsko-grecką. Wprowadzili ze swojej strony ustrój feudalny lecz tak, że nie naruszyli subtelnej równowagi lecz wykorzystali wszystkie zalety, tak nowego jak i starych systemów. Sycylia była państwem feudalnym ale z doskonale zorganizowaną (na wzór bizantyjski) administracją centralną i bardzo dużym samorządem (na wzór arabski) miejskim i wiejskim. Był to chyba pierwszy kraj europejski, w którym władza sądownicza była niezależna od władzy wykonawczej.

Lokalni feudałowie nie mieli (w większości przypadków) prawa sądzenia poddanych, co było standardem europejskim aż do czasów nowożytnych. Muzułmanie, licznie zamieszkali na wyspie, sądzeni byli według zasad Koranu , Grecy według prawa bizantyjskiego. Chrześcijanie wyznania greckiego podlegali co prawda łacińskiej hierarchii ale ta zostawiła im pełną swobodę w zakresie rytu. Różnice teologiczne między wschodnim a zachodnim chrześcijaństwem nie były wtedy jeszcze tak widoczne i wyczuwalne dla ludu Bożego, jeśli nawet to na Sycylii nie akcentowano ich. Królowie sycylijscy byli uznani przez papieża za stałych legatów apostolskich (więc oficjalnymi przedstawicielami papieża) i mieli w związku z tym prawa ostatecznej i niezaskarżalnej instancji sądowej. Od ich wyroków nie było odwołania, sprzeciwianie się im było aktem świętokradczym!

Urzędowymi językami Sycylii, w których publikowane były dokumenty królewskie były: łacina, greka i arabski. Rządy Giscardów były surowe ale, co zgodnie przywołują wszyscy kronikarze, sprawiedliwe. Nie było, tak typowych dla ówczesnych czasów nadużyć władzy królewskiej. Nie było tak charakterystycznych dla Sycylii, wcześniej i później, spisków, buntów, przewrotów. Możliwe było to dzięki temu, że normańscy władcy Sycylii dokonali arcytrudnej sztuki, która dziś stanowi niedościgłe marzenie polityków. Zapewnili swoim poddanym powszechny dobrobyt oraz harmonię współżycia różnych nacji i kultur.

Sycylia stała się „ziemią obiecaną” dla chrześcijan, muzułmanów, żydów, szczególnie dla rzemieślników, artystów i kupców. Przybywali masowo na wyspę, zachęcani przez jej władców i mający ich gwarancję tego, że nikomu nie będzie przeszkadzało to jak modlą się do Boga. Zdumienie ówczesnych przybyszów z innych stron (tak arabskich jak chrześcijańskich) budziły nie tylko unikalna architektura sycylijska objawiająca się np. w ornamentyce arabskiej i ikonografii greckiej w łacińskich kościołach, czy meczetach przypominających bardziej katedry niż obiekty, które znamy z Damaszku czy Bagdadu ale i obyczaj.

Bardzo zdziwiliby się dzisiejsi urzędnicy Republiki Francuskiej ( ustalający szczegółowo, to czego i gdzie nie wolno obywatelkom tej republiki nosić na głowie), że ich przodkom rządzącym wtedy Sycylią w ogóle nie przeszkadzało, że chrześcijanki chodzą zakwefione wzorem swoich islamskich sąsiadek. I robią to całkowicie dobrowolnie, no może nie tak nie do końca, bo przecież hołdowanie modzie jest i było jakąś formą niewolnictwa.

Sycylijczycy znani byli ze wspólnej chrześcijańsko-muzułmańskiej działalności na niwie charytatywnej i opieki zdrowotnej, co dziś jeszcze należy do rzadkości. Poszczególne wspólnoty etniczno-wyznaniowe nie żyły „obok siebie”, zamknięte w odrębnych gettach, co było normą średniowiecza, ale razem. Co ciekawe, współpraca i koegzystencja chrześcijańsko-muzułmańska nie ograniczała się do jakiś wybranych stanów, warstw społecznych czy regionów geograficznych. Była zjawiskiem powszechnym i akceptowalnym.

Oczywiście trzeba uwzględnić to, że wtedy obowiązywały inne, tak odmienne od dzisiejszych zasady organizacji społecznej, sposobu komunikowania czy mentalności. W tyglu różnorodności wytapiał się unikalny sycylijski stop. Można stwierdzić, że pod koniec XII wieku na Sycylii pojawiła się wspólna, sycylijska tożsamość etniczna. Tożsamość, której wyróżnikiem nie były religia, język czy pochodzenie plemienne lecz nowa jakość kulturalna, wspólnota interesów realizowana pod berłem mądrych i silnych władców cieszących się powszechnym szacunkiem poddanych i budzących respekt zawistnych sąsiadów. Kto wie, czy nie można mówić o początkach jakiejś nowej, „trzeciej” drogi.

Niestety każda bajka, nawet ta najpiękniejsza kiedyś ma swój koniec. W roku 1189 umarł bezpotomnie Wilhelm II Dobry. W efekcie skomplikowanych powiązań monarchiczno-rodzinnych pretensje do tronu sycylijskiego wysunęli władcy cesarstwa rzymsko-niemieckiego, Hohenstaufowie w osobie następcy tronu Henryka. Spotkało się to z niechęcią dużej części mieszkańców Sycylii. Na tle tego, kto ma zostać władcą wyspy doszło do rozłamów, podziałów i konfliktów. Nie było już mądrych, spolegliwych władców, pojawili się kandydaci do tronu. Każdy z nich chciał wygrać jedną grupę przeciwko drugiej i tą drogą uzyskać tron bogatego królestwa. Zaczął działać znany od tysięcy lat mechanizm szczucia, korupcji, konfliktów i intryg.

Obce mocarstwa nie omieszkały wykorzystać sytuację. Król Francji obstawił swojego kandydata, król Anglii Ryszard Lwie Serce swojego. Henryk, który w międzyczasie objął tron cesarski nie zamierzał zrezygnować ze swoich pretensji. Papież Celestyn III poparł go, licząc na to, że z Sycylii poprowadzi swoją armię na pomoc Królestwu Jerozolimskiemu znajdującemu się w stanie agonii. Na Sycylii wybuchło powstanie mahomentan, któremu nie mógł obojętnie przyglądać się Saladyn, opromieniony w świecie islamu zasłużoną sławą nieposkromionego i jedynego obrońcy wiary proroka przeciwko niewiernym. Ostatecznie wygrał Henryk, w finałowej rozgrywce pokonując regentkę sycylijską Sybillę (widzowie „Królestwa niebieskiego” wiedzą o kogo chodzi). Zwyczajem sycylijskim koronowany został na króla Sycylii w katedrze w Palermo w Boże Narodzenie 1194 roku. Nie towarzyszyła mu w koronacji żona, Konstancja, z pochodzenia Normanka. Jej nieobecność była w pełni usprawiedliwiona. Miała bowiem w tym samym czasie inne, bardzo ważne zajęcie.

I to właśnie zajęcie spowodowało, że do Sycylijczyków w przyszłości znów na jakiś czas uśmiechnęło się szczęście. Po opisanym powyżej okresie chaosu, zamieszania Sycylia znów stała się oazą dobrobytu, tolerancji, współżycia i współpracy chrześcijańsko-islamskiej, znów miała swoje „pięć minut” w historii powszechnej. Ale o tym napiszę osobno. Nie wszystko na raz!

Artykuł został nadesłany przez Czytelnika VerbaDocent. Serdecznie dziękujemy.

Terra felix (cz. II)

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20060214013250460