Unieważnienie małżeństwa czy separacja?

pon, 13 mar 2006, 10:21:07

Autor: renia

Proszę o radę osobę kompetentną. Zależy mi na wiarygodnych informacjach. Oto moja sytuacja: Jestem mężatką od 9 miesięcy, wzięłam slub z człowiekiem którego kochałam choć przed ślubem zawiódł już moje zaufanie. Pół roku przed ślubem mój mąż uchodzący za osobę opanowaną i spokojną pobił mnie i zniszczył mi płaszcz który miałam wtedy na sobie. Gdy dotarło do mnie co się stało zagroziłam mu, że odwołam wszystko, bo nie będę wychodzić za człowieka który się tak zachowuje przed ślubem. A co będzie później - po ślubie?. Jednak mąż udał się w skruchę, płakał, żałował tego co zrobił i obiecał że nigdy się to więcej nie powtórzy - kupił kwiaty i przeprosił mnie. Ponieważ kochałam go i zależało mi jeszcze na nim dałam się nabrać.

Miałam jednak wątpliwości, bo wcześniej szantażował mnie - jeśli wszystko odwołam to zrobi sobie krzywde i będę go miała na sumieniu - i tu mam wątpliwości- dałam mu szansę choć nie byłam całkiem do tego przekonana, a z drugiej strony nie chciałam być obwiniana za to co się stałoby. Czy więc mówiąc "tak" nie działałam pod wpływem przymusu - czy szantażowanie utratą życia nie był dla mnie przymusem? Tego do końca nie wiem.

Po ślubie ok. miesiąc zachowania agresywne zaczęły się powtarzać z częstotliwością miesiąc, 3 tygodnie a ostatnio 2 tygodnie. Za każdym razem jest to samo: wielkie żałowanie, pokora, lament, płacz i obietnice poprawy - jednak bezskuteczne. Obecnie jestem w 2 tyg. ciąży i już 2 razy zostałam pobita - po twarzy, byłam popychana.

W tym momencie ostatecznie powiedziałam dość, bo nie mogę tego dłużej tolerować- nie jestem w końcu workiem treningowym, zagroziłam że skoro potrafi podnieść rękę na kobietę w ciąży to jest skończonym draniem, nigdy mu nie zaufam i nie będę z nim. dalej szantaże i naprzykszanie się, potrafił nawet pójść do księdza i przyznać się co zrobił bardzo tego żałując i obiecując księdzu poprawę - nawet zamówił mszę. Rozmawiałam z księdzem, poznał moją wersję i przyznał że nie można tak się zachowywać i że mąż źle postępuje.

Za karę dostał 3 miesiące braku kontaktu ze mną i zero telefonów. Ale czy to wystarczy? Nie wierzę w poprawę mojego męża i jego zmianę. Czy moja sytuacja w jakiej się znalazłam jest wystarczająca do unieważnienia małżeństwa czy tylko ma podstawy do separacji? Co mogę zrobić - naprawdę mam dosyć tego małżeństwa, mój mąż okazał się zupełnie innym człowiekiem niż wcześniej, czuje do niego wstręt i obrzydzenie. Proszę o wskazówki.

Opisana przez Panią sytuacja i okoliczności przez Pani podane kwalifikują się do prowadzenia sprawy o orzeczenie nieważności małżeństwa. Natomiast przy tej okazji pragnę wyjaśnić znaczenie separacji w prawie kanonicznym. Według literatury prawno-kanonicznej separacja to uchylenie wspólnoty małżeńskiej bez prawa wstępowania przez strony w nowe związki małżeńskie. Tylko określone prawem przyczyny, uzasadniają orzeczenie separacji. Prawo Kanoniczne dopuszcza separacje wieczystą jeśli jest podjęta do końca życia bądź czasowo czyli wprowadzona na pewien czas. Separacja wieczysta może nastąpić tylko na skutek cudzołóstwa współmałżonka., jeśli cudzołóstwo było rzeczywiste, popełnione świadomie i dobrowolnie oraz moralnie pewne. W takiej sytuacja małżonek niewinny może zerwać wspólnotę małżeńską.

Zgodnie z prawem kanonicznym kan. 1152 -

§ 1. Chociaż bardzo zaleca się, aby współmałżonek pobudzony chrześcijańską miłością i zatroskany o dobro rodziny, nie odmawiał stronie cudzołożnej przebaczenia oraz nie zrywał z nią życia małżeńskiego, to jednak, gdy wyraźnie lub milcząco nie darował winy, ma prawo przerwać pożycie małżeńskie, chyba że zgodził się na cudzołóstwo, albo stał się jego przyczyną lub sam także popełnił cudzołóstwo.

§ 2. Zachodzi milczące darowanie, gdy strona niewinna upewniona już o zdradzie małżeńskiej, dobrowolnie z miłością małżeńską współżyje z tą, która zawiniła. Domniemywa się zaś je, jeśli przez okres sześciu miesięcy zachowała współżycie małżeńskie i nie odniosła się do władzy kościelnej lub państwowej.

§ 3. Jeśli współmałżonek niewinny sam zerwał dobrowolnie współżycie małżeńskie, powinien w ciągu sześciu miesięcy wnieść sprawę o separację do kompetentnej władzy kościelnej, która, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, rozważy, czy niewinny współmałżonek mógłby być skłoniony do darowania winy i nie przedłużania separacji na stałe.

Przyczyn upoważniające do zerwania wspólnoty na pewien czas to narażenie drugiego współmałżonka lub potomstwa na wielkie niebezpieczeństwo duszy bądź ciała bądź takie zachowanie współmałżonka, że życie z nim jest niezwykle ciężki.

Zgodnie z kan. 1153 - § 1. Jeśli jedno z małżonków stanowi źródło poważnego niebezpieczeństwa dla duszy lub ciała drugiej strony albo dla potomstwa, lub w inny sposób czyni zbyt trudnym życie wspólne, tym samym daje drugiej stronie zgodną z prawem przyczynę odejścia, bądź na mocy dekretu ordynariusza miejsca, bądź też gdy niebezpieczeństwo jest bezpośrednie, również własną powagą.

Opisana powyżej sytuacja, na podstawie przedłożonych faktów kwalifikuje się zarówno do wniesienia sprawy o separację czasową, gdyż okoliczność nadużywania siły fizycznej, stanowi zagrożenie zdrowia i życia kobiety, jak i sprawy o orzeczenie nieważności małżeństwa z tytułu niezdolności mężczyzny z przyczyn natury psychicznej, do podjęcia zobowiązań małżeńskich.

Mgr lic prawa kanonicznego Małgorzata Baran

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20060218183907160