W poszukiwaniu historycznego Jezusa

śro, 15 mar 2006, 00:22:00

Autor: Alfred Palla

Wielu liberalnych teologów chce grać rolę obiektywnych uczonych, ale zamiast egzegezą tekstu biblijnego posługują się w swych badaniach psychoanalizą i innymi instrumentami psychologicznymi o wątpliwej wartości. Stosują „hermeneutykę podejrzliwości”, przypisując autorom ksiąg biblijnych patologiczną chęć zniekształcenia prawdy historycznej, dając im wiarę tylko wtedy, gdy ich słowa mają niezbite potwierdzenie poza Biblią. Pismo Święte jest więc winne, dopóki w każdym szczególe nie udowodni swej niewinności. Takie podejście trąci bigoterią, dlatego nie podzielają go poważni historycy badający starożytne źródła.

Prym wśród myślicieli podchodzących do Pisma Świętego z takim nastawieniem wiedzie kilkudziesięciu teologów z tzw. Jesus Seminar (Seminarium o Jezusie), którzy odkrywają rzekomo prawdziwego, historycznego Jezusa, w miejsce Tego, którego znamy z Ewangelii, przypisując Mu zaledwie garść słów i czynów wymienionych w Nowym Testamencie. Wśród nich prym wiodą James M. Robinson, John Dominic Crossan, Robert Funk, Marcus Borg, John Shelby Spong. Próbują uchodzić za uczonych, ale w ich pismach nietrudno doszukać się religijnej agendy, w miejsce naukowej bezstronności, a tą agendą jest osłabienie autorytetu Pisma Świętego i ortodoksyjnego chrześcijaństwa.

Poglądy teologów z Jesus Seminar, mimo rozgłosu, uważane są przez większość biblistów za niepoważne. Dr Howard C. Kee nazwał je „hańbą świata akademickiego”; prof. Richard Hayes z Duke University w ocenie książki The Five Gospels, która wyraża poglądy uczonych z Jesus Seminar, stwierdził, że „sprawa, którą próbują udowodnić w tej książce, nie ostałaby się w żadnym sądzie”. Dr L. T. Johnson z Uniwersytetu Emory napisał, że ich poglądy „nie są przykładem rzetelnego ani nawet krytycznego podejścia naukowego, lecz pełnym samouwielbienia szachrajstwem”.

Owi pseudouczeni zbierają się od czasu do czasu, aby zadeklarować upadek kolejnego filaru chrześcijaństwa, co media odnotowują z wielką solennością, no, ale są to te same media, które zachłysnęły się pełnym błędów i gaf kiczem w rodzaju Kodu Leonarda da Vinci, czy promocją okultyzmu ubranego w szaty dziecięcej powieści o Harrym Potterze.

Uczeni z Jesus Seminar stwierdzili, że aż 82% wypowiedzi Jezusa w Ewangeliach nie pochodzi od Niego, bo Jezus był przecież zwykłym cieślą. Jak mógłby powiedzieć o sobie, że jest jedyną Drogą, Prawdą i Życiem, i że nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przez Niego? (J.14:6).
Wielu z nich to wykształceni teolodzy, mający na koncie liczne publikacje. Ludzie wychodzą więc z założenia, że ważkie zarzuty, jakie stawiają Ewangeliom, muszą być produktem rzetelnej metodologii. Tak nie jest.

Uczeni z Jesus Seminar, po debacie nad danym fragmentem Ewangelii, głosują przy pomocy kolorowych flamastrów. Zaznaczają tekst Ewangelii jednym z czterech kolorów: czerwonym wypowiedzi, które uznają za Jezusowe; różowym możliwe; szarym wątpliwe; czarnym niemożliwe, a więc, których Jezus nie mógł ich zdaniem wypowiedzieć. O wynikach tych „badań” decyduje większość, przy czym panuje wśród nich reguła: When in sufficient doubt, leave it out („Jeśli masz wątpliwości, usuń to z całości”).

W efekcie tej prostej, powiedziałbym, prostackiej metody, tylko 2% wypowiedzi w Ewangeliach przyznano Jezusowi (podkreślone na czerwono), a 16% określono jako możliwe (zaznaczone na różowo). Prawie całą Ewangelię wg Jana zakreślono na czarno, ponieważ Jezus występuje w niej jako Zbawiciel świata i Bóg, którym według owych uczonych być nie mógł.

Na pocieszenie wszystkim wierzącym pozostaje to, że według kolorowanki uczonych z Jesus Seminar, aż dwa (!) słowa z Modlitwy Pańskiej rzeczywiście wypowiedział Pan Jezus. Jakie? „Ojcze Nasz”!
Każdy z tych badaczy proponuje swojego „Jezusa historycznego”, ale Jezus każdego z nich jest inny, a zatem czy można tu mówić o „Jezusie historycznym”? Zgodni są tylko w tym, że Jezus nie mógł być taki, jakim ukazują Go Ewangelie, a więc Bogiem i Sędzią, przed którym każdy będzie musiał zdać sprawę ze swego życia.

Psychologicznie nietrudno to zjawisko wyjaśnić. Człowiek, który odrzuca autorytet Nowego Testamentu kształtować będzie Chrystusa na swój obraz. Zwrócił na to uwagę już Albert Schweitzer, pisząc: „Każdy człowiek maluje Jezusa na obraz i podobieństwo własnego charakteru”.
Paradoksalnie, ci sami ludzie, którzy odrzucają Jezusa opisanego przez czterech ewangelistów, akceptują Jego wizerunek oparty nie tylko na swoich spekulacjach, ale bywa, że na mistycznych objawieniach i źródłach trzeciorzędnych, czasami zależnych od kanonicznych Ewangelii, jak to ma miejsce w przypadku gnostyckiej Ewangelii wg Tomasza czy wg Filipa.

Założenie niektórych z owych badaczy, że gnostycka Ewangelia wg Tomasza powstała wcześniej niż Ewangelie kanoniczne nie ma za sobą dotąd żadnego historycznego dowodu i prawie nikt nie datuje Ewangelii wg Tomasza, Filipa czy Piotra przed połową II w. n.e.
Dlaczego liberalni uczeni preferują gnostyckie Ewangelie, mimo że nie zawierają historii, a za to wiele w nich nonsensu (kilka przykładów podałem w książce pt. Kod Leonadra da Vinci: fakt czy fikcja). Otóż gnostycy nie wierzyli w Boskość Chrystusa, Jego inkarnację i zmartwychwstanie, a więc w to, co liberalni teolodzy odrzucają jako późne mity i dodatki.

Prof. Millar Burrows z uniwersytetu w Yale ujawnił agendę, która towarzyszy dyskredytowaniu Ewangelii kanonicznych przez liberalnych uczonych: „Nadmierny sceptycyzm wielu liberalnych teologów nie bierze się z uważnej ewaluacji dostępnych danych, lecz ich ogromnego uprzedzenia wobec zjawisk nadprzyrodzonych”.

A przecież Ewangelie nie są wcale jedynymi starożytnymi księgami, które mówią o nadprzyrodzonych zjawiskach. Herodot uważany za „ojca historii” pisze o swej wierze w proroctwa wyroczni w Delfach, co w oczach historyków nie dyskwalifikuje jego dzieła jako historycznego. Nikt nie odrzuca też faktów z inskrypcji na skale Behistun tylko dlatego, że jej twórca, król Dariusz, wielokrotnie wymienia w niej perskiego boga Ahurę Mazdę!

Arogancją jest postawa tych, którzy ignorują dane historyczne i archeologiczne, zakładając z góry, że Ewangelie są w błędzie tam, gdzie nie zgadzają się z ich światopoglądem. A na takim założeniu powstała racjonalistyczno-liberalna krytyka Starego i Nowego Testamentu. Wielki uczony i archeolog W. F. Albright słusznie zaobserwował: „Wszystkie dzisiejsze radykalne szkoły krytyki Nowego Testamentu powstały przed współczesną archeologią. Zbudowano je z powietrza, dziś już bardzo stęchłego.”


Powyższy tekst jest kolejnym z serii fragmentów książki "Sekrety Biblii", udostępnionych serwisowi Kosciol.pl przez jej autora, dr Alfreda J. Palla. Na naszych łamach prezentujemy kilka obszernych fragmentów tej książki, wydanej przez wydawnictwo Betezda

Książkę "Sekrety Biblii" można kupić w sklepie Kosciol.pl

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20060315002259762