Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

W poszukiwaniu historycznego Jezusa

Wielu liberalnych teologów chce grać rolę obiektywnych uczonych, ale zamiast egzegezą tekstu biblijnego posługują się w swych badaniach psychoanalizą i innymi instrumentami psychologicznymi o wątpliwej wartości. Stosują „hermeneutykę podejrzliwości”, przypisując autorom ksiąg biblijnych patologiczną chęć zniekształcenia prawdy historycznej, dając im wiarę tylko wtedy, gdy ich słowa mają niezbite potwierdzenie poza Biblią. Pismo Święte jest więc winne, dopóki w każdym szczególe nie udowodni swej niewinności. Takie podejście trąci bigoterią, dlatego nie podzielają go poważni historycy badający starożytne źródła.

Prym wśród myślicieli podchodzących do Pisma Świętego z takim nastawieniem wiedzie kilkudziesięciu teologów z tzw. Jesus Seminar (Seminarium o Jezusie), którzy odkrywają rzekomo prawdziwego, historycznego Jezusa, w miejsce Tego, którego znamy z Ewangelii, przypisując Mu zaledwie garść słów i czynów wymienionych w Nowym Testamencie. Wśród nich prym wiodą James M. Robinson, John Dominic Crossan, Robert Funk, Marcus Borg, John Shelby Spong. Próbują uchodzić za uczonych, ale w ich pismach nietrudno doszukać się religijnej agendy, w miejsce naukowej bezstronności, a tą agendą jest osłabienie autorytetu Pisma Świętego i ortodoksyjnego chrześcijaństwa.

Poglądy teologów z Jesus Seminar, mimo rozgłosu, uważane są przez większość biblistów za niepoważne. Dr Howard C. Kee nazwał je „hańbą świata akademickiego”; prof. Richard Hayes z Duke University w ocenie książki The Five Gospels, która wyraża poglądy uczonych z Jesus Seminar, stwierdził, że „sprawa, którą próbują udowodnić w tej książce, nie ostałaby się w żadnym sądzie”. Dr L. T. Johnson z Uniwersytetu Emory napisał, że ich poglądy „nie są przykładem rzetelnego ani nawet krytycznego podejścia naukowego, lecz pełnym samouwielbienia szachrajstwem”.

Owi pseudouczeni zbierają się od czasu do czasu, aby zadeklarować upadek kolejnego filaru chrześcijaństwa, co media odnotowują z wielką solennością, no, ale są to te same media, które zachłysnęły się pełnym błędów i gaf kiczem w rodzaju Kodu Leonarda da Vinci, czy promocją okultyzmu ubranego w szaty dziecięcej powieści o Harrym Potterze.

Uczeni z Jesus Seminar stwierdzili, że aż 82% wypowiedzi Jezusa w Ewangeliach nie pochodzi od Niego, bo Jezus był przecież zwykłym cieślą. Jak mógłby powiedzieć o sobie, że jest jedyną Drogą, Prawdą i Życiem, i że nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przez Niego? (J.14:6).
Wielu z nich to wykształceni teolodzy, mający na koncie liczne publikacje. Ludzie wychodzą więc z założenia, że ważkie zarzuty, jakie stawiają Ewangeliom, muszą być produktem rzetelnej metodologii. Tak nie jest.

Uczeni z Jesus Seminar, po debacie nad danym fragmentem Ewangelii, głosują przy pomocy kolorowych flamastrów. Zaznaczają tekst Ewangelii jednym z czterech kolorów: czerwonym wypowiedzi, które uznają za Jezusowe; różowym możliwe; szarym wątpliwe; czarnym niemożliwe, a więc, których Jezus nie mógł ich zdaniem wypowiedzieć. O wynikach tych „badań” decyduje większość, przy czym panuje wśród nich reguła: When in sufficient doubt, leave it out („Jeśli masz wątpliwości, usuń to z całości”).

W efekcie tej prostej, powiedziałbym, prostackiej metody, tylko 2% wypowiedzi w Ewangeliach przyznano Jezusowi (podkreślone na czerwono), a 16% określono jako możliwe (zaznaczone na różowo). Prawie całą Ewangelię wg Jana zakreślono na czarno, ponieważ Jezus występuje w niej jako Zbawiciel świata i Bóg, którym według owych uczonych być nie mógł.

Na pocieszenie wszystkim wierzącym pozostaje to, że według kolorowanki uczonych z Jesus Seminar, aż dwa (!) słowa z Modlitwy Pańskiej rzeczywiście wypowiedział Pan Jezus. Jakie? „Ojcze Nasz”!
Każdy z tych badaczy proponuje swojego „Jezusa historycznego”, ale Jezus każdego z nich jest inny, a zatem czy można tu mówić o „Jezusie historycznym”? Zgodni są tylko w tym, że Jezus nie mógł być taki, jakim ukazują Go Ewangelie, a więc Bogiem i Sędzią, przed którym każdy będzie musiał zdać sprawę ze swego życia.

Psychologicznie nietrudno to zjawisko wyjaśnić. Człowiek, który odrzuca autorytet Nowego Testamentu kształtować będzie Chrystusa na swój obraz. Zwrócił na to uwagę już Albert Schweitzer, pisząc: „Każdy człowiek maluje Jezusa na obraz i podobieństwo własnego charakteru”.
Paradoksalnie, ci sami ludzie, którzy odrzucają Jezusa opisanego przez czterech ewangelistów, akceptują Jego wizerunek oparty nie tylko na swoich spekulacjach, ale bywa, że na mistycznych objawieniach i źródłach trzeciorzędnych, czasami zależnych od kanonicznych Ewangelii, jak to ma miejsce w przypadku gnostyckiej Ewangelii wg Tomasza czy wg Filipa.

Założenie niektórych z owych badaczy, że gnostycka Ewangelia wg Tomasza powstała wcześniej niż Ewangelie kanoniczne nie ma za sobą dotąd żadnego historycznego dowodu i prawie nikt nie datuje Ewangelii wg Tomasza, Filipa czy Piotra przed połową II w. n.e.
Dlaczego liberalni uczeni preferują gnostyckie Ewangelie, mimo że nie zawierają historii, a za to wiele w nich nonsensu (kilka przykładów podałem w książce pt. Kod Leonadra da Vinci: fakt czy fikcja). Otóż gnostycy nie wierzyli w Boskość Chrystusa, Jego inkarnację i zmartwychwstanie, a więc w to, co liberalni teolodzy odrzucają jako późne mity i dodatki.

Prof. Millar Burrows z uniwersytetu w Yale ujawnił agendę, która towarzyszy dyskredytowaniu Ewangelii kanonicznych przez liberalnych uczonych: „Nadmierny sceptycyzm wielu liberalnych teologów nie bierze się z uważnej ewaluacji dostępnych danych, lecz ich ogromnego uprzedzenia wobec zjawisk nadprzyrodzonych”.

A przecież Ewangelie nie są wcale jedynymi starożytnymi księgami, które mówią o nadprzyrodzonych zjawiskach. Herodot uważany za „ojca historii” pisze o swej wierze w proroctwa wyroczni w Delfach, co w oczach historyków nie dyskwalifikuje jego dzieła jako historycznego. Nikt nie odrzuca też faktów z inskrypcji na skale Behistun tylko dlatego, że jej twórca, król Dariusz, wielokrotnie wymienia w niej perskiego boga Ahurę Mazdę!

Arogancją jest postawa tych, którzy ignorują dane historyczne i archeologiczne, zakładając z góry, że Ewangelie są w błędzie tam, gdzie nie zgadzają się z ich światopoglądem. A na takim założeniu powstała racjonalistyczno-liberalna krytyka Starego i Nowego Testamentu. Wielki uczony i archeolog W. F. Albright słusznie zaobserwował: „Wszystkie dzisiejsze radykalne szkoły krytyki Nowego Testamentu powstały przed współczesną archeologią. Zbudowano je z powietrza, dziś już bardzo stęchłego.”


Powyższy tekst jest kolejnym z serii fragmentów książki "Sekrety Biblii", udostępnionych serwisowi Kosciol.pl przez jej autora, dr Alfreda J. Palla. Na naszych łamach prezentujemy kilka obszernych fragmentów tej książki, wydanej przez wydawnictwo Betezda

Książkę "Sekrety Biblii" można kupić w sklepie Kosciol.pl



Opcje Artykułu

W poszukiwaniu historycznego Jezusa | 7 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
W poszukiwaniu historycznego Jezusa
Oless śro, 15 mar 2006, 01:36:11

To ciekawe że zawsze najgroźniejsze próby podważania ortodoksji i wiarygodności chrześcijaństwa wychodziły ze strony nieokiełznanych teologów.
Jesus Seminar to przecież taki powrót Bultmann'a.

Pozornie wydawałoby się że taki projekt nie zrobi na nikim wrażenia. Któż rozsądny zgodzi się że prawdę osiąga się przez głosowanie?
Ale siła reklamy i promocji w obecnych czasach uczyniła z tego cyrkowego przedstawienia pieczołowicie uzbierane wnioski z badań historyków, bez wiedzy samych zainteresowanych:)
W Polsce tego tak się nie odczuwa ale w Ameryce wychodzi wiele książek stanowiących odpowiedź na zalew takiej propagandy jak choćby Jesus under fire pod redakcją Morelanda.

No ale jak mawiał Lewis:
"Po pierwsze zatem, kimkolwiek ludzie ci są jako krytycy biblijni, nie ufam im jako krytykom. Wydaje mi się, że brak im literackiego rozsądku, skoro pozostają ślepi na walory tekstów, które czytają. Zarzut taki brzmi dziwnie, gdy podnosi się go względem ludzi zatopionych w tych księgach przez całe życie. Lecz być może w tym sęk. Człowiek, który poświęcił mlodość i dorosłe lata skrzętnemu rozstrząsaniu tekstów Nowego Testamentu i opracowań innych ludzi na ich temat, u którego literackie obcowanie z tymi tekstami jest obdarte z wszelkiego wykrystalizowanego porównania, jakie może wyrastać tylko z rozległego i głebokiego, i żywotnego obcowania z literaturą jako taką, człowiek taki, moim zdaniem, prawdopodobnie przeoczy najoczywistsze związane z nimi sprawy. Jeśli mówi on, ze coś w danej Ewangelii jest legendą albo romansem, to chciałbym wiedzieć, ile legend i romansów przeczytał, jak bardzo jego podniebienie wyćwiczyło się w rozpoznawaniu ich smaku, nie zaś ile lat poswięcił tej Ewangelii."
 
Szkoda...
heinrichboll śro, 15 mar 2006, 10:30:27

Poniewaz tekst p. Palli porusza pewne watki z mojego artykulu “Jezus historykow” (Ew. Sw Tomasza, badanie historycznej prawdy o Jezusie, prace Jamesa M. Robinsona), rozumiem ze jest to jakas proba zrownowazenia materialu, jakiego dostarcza moj artykul. Zapewne pelna odpowiedz bedzie ode mnie wymagac ogolniejszej refleksji na temat „kto ma prawo mowic o Jezusie, a kto nie – i czy ktos ma prawo narzucac tutaj zakres badan?”, na razie jednak kilka uwag „na goraco”.

 

1)    Zawsze warto rozmawiac spokojnie. Zwroty typu „hanba”, „szachrajstwo” albo „stechle powietrze” powoduja niepotrzebne rozproszenie uwagi. Nie tracmy czasu naszego i naszych czytelnikow. Prosze popatrzec, co robia tak przez Pana atakowani uczeni z Seminarium o Jezusie: na wlasnej stronie wskazuja ksiazki ich krytykow. Prosze rzucic okiem na http://virtualreligion.net/forum/reaction.html Takze prof. Hays (bo to chyba o niego Panu chodzilo?) jest tam wymieniony.

2)    Ilosciowe licytowanie sie w autorytetach naukowych nie bardzo ma sens. Nie ilosc wielkich nazwisk, ale sposob korzystania z ich prac decyduje o wartosci cytatu w polemice. Jestem gleboko przekonany, ze wszyscy czterej przywolani przez Pana naukowcy maja o wiele wiecej do powiedzenia, niz tylko te emocjonalne epitety, ktore w ich imieniu Pan przytacza.

3)    Opieralem sie na pracach siedmiu co najmniej tej samej miary uczonych z bardzo roznych osrodkow badawczych. Na razie wiec „wiekszosc biblistow” jest po mojej stronie – jesliby juz stosowac takie zabawne metody. Sposrod nich  z Seminarium o Jezusie zwiazany byl raptem... jeden Robinson. A zatem przekonanie o znaczeniu historycznej rzetelnosci w badaniach nad Jezusem nie jest szalonym wymyslem pojedynczej organizacji naukowej (zlowieszczej „agendy”).

4)    Jesli grono uczonych, wsrod ktorych sa protestanci, katolicy, Zydzi i uczeni niezalezni „ignoruje dane historyczne i archeologiczne, zakładając z góry, że Ewangelie są w błędzie tam, gdzie nie zgadzają się z ich światopoglądem” to wyglada na to, ze strasznie lubia utrudniac sobie zycie. Tak zamkniete na cudzy swiatopohlad osoby o wiele lepiej czulyby sie pozostajac w gronie osob wlasnego wyznania.

5)    Wyrazam ogromny zal, ze pan doktor nie przyjal mojego zaproszenia i nie podjal polemiki typu merytorycznego. Moim zdaniem teza o \\\"innym chrzescijanstwie\\\" tuz po smierci Jezusa jest tego warta. Bo zdyskredytowanie osob z mojej bibliografii w stylu – oglednie rzecz ujmujac - publicystycznym jest niemozliwe. Kazdy z Pana czytelnikow na Kosciol.pl ma w domu komputer i wie, co to Google. Osobiscie sugeruje szukanie przez „Amazon”, bo tam mozna zajrzec do wielu prac, sprawdzic wydawce, przejrzec cytaty z recenzji na okladkach itp.

---
heinrichboll@poczta.onet.pl

 
W poszukiwaniu historycznego Jezusa
dluhomil śro, 15 mar 2006, 15:43:50

Nawet w propagandowych tekstach mozna znalezc cos wartosciowego, chociazby to, iż „Każdy człowiek maluje Jezusa na obraz i podobieństwo własnego charakteru”.

 
W poszukiwaniu historycznego Jezusa
apalla czw, 16 mar 2006, 18:03:05

Drogi Panie heinrichboll,

Prosze nie byc megalomanem. Moj artykul nosi na koncu adnotacje, ze pochodzi z ksiazki Sekrety Biblii, ktora napisalem kilka lat temu, a zatem jak moj material moze byc polemika z Pana artykulem?

Epitety, ktory mi Pan przypisuje, nie pochodza ode mnie, lecz sa cytatami uczonych. Ujalem je w cudzyslow i podalem zrodla (znajdzie je Pan w mojej ksiazce). Prosze czytac uwazniej!

Z powazaniem,

Alfred J. Palla

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń