Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Terra felix (cz. II)

Wracamy na Sycylie. Jej największy syn (o którym dziś będzie w dużej mierze moja opowieść) powiedział: o niej: „ Bóg Izraela nie widział mojej ziemi […], inaczej nie chwaliłby tak często ziemi (miodem i mlekiem płynącej), którą obiecał i dał Żydom”. Wracamy do tego fragmentu dziejów wyspy, kiedy będąc ojczyzną wielu ludów i religii, miała swoje „pięć minut”, w dużej mierze dzięki owym ludom.


Pierwszą część opowieści zakończyłem w dzień Bożego Narodzenia 1194, kiedy to król niemiecki Henryk VI Stauf był koronowany na króla Sycylii. Koronacja odbyła się bez obecności żony, Konstancji, która akurat dostała bólów porodowych. Następnego dnia wydała na świat Rogera Konstantyna, późniejszego króla Sycylii, Niemiec, Jerozolimy i cesarza rzymskiego, który przeszedł do historii jako cesarz Fryderyk II.

Urodziła go w zaiste ciekawych okolicznościach. Mianowicie w namiocie postawionym na rynku sycylijskiego miasta Iesi, na oczach wielu świadków, nie tylko ojca dziecka, lekarzy i położnych ale i biskupów, duchownych, notariuszy, baronów i wysokich urzędników królestwa. A wszystko dlatego, żeby uciąć wszelkie plotki i spekulacje odnośnie pochodzenia potomka. To, że czterdziestoletnia kobieta, jaką była Konstancja, rodziła dziecko było wtedy taką sensacją, że nie chciano w to wierzyć i przypuszczano, że para cesarska mogła posłużyć się podrzutkiem aby zachować dziedziczny tron sycylijski. Niezwykły poród zwiastował niezwykłość losów noworodka.

Nie czas i miejsce aby zajmować się tu szczegółowo losami owego dziecka (zainteresowanych szczegółami jego niesamowitej biografii odsyłam po pracy Ernsta Wiesa „Cesarz Fryderyk II”, którą parę lat temu wydał PIW), największego syna wyspy ale trzeba, choćby szkicowo nakreślić, sylwetkę jego osoby. Wywarła bowiem ona decydujący wpływ nas los wyspy i jej mieszkańców. Fryderyk był człowiekiem i władcą zaiste niezwykłym, wykraczającym zdecydowanie poza czas, w którym mu przyszło żyć. Wcześnie osierocony przez ojca (który widział go raptem dwa razy: przy narodzinach i w trakcie chrztu), wychowany przez kuratelą papieską miał później stać się największym wrogiem papieży i Rzymu.

Był w ostentacyjnym ateistą ale jednocześnie krzyżowcem (formalnie wyklęty ze wspólnoty wiernych wyzwolił, i to bezkrwawo, Jerozolimę ) i tępicielem wszelkich herezji. Wykształcony przez arabskich nauczycieli, jak nikt w Europie poznał religię, język, mentalność, kulturę, obyczaje Saracenów. Dzięki znajomości arabskiego przyswoił dorobek Arystotelesa.

Był wybitnym prawodawcą (Polacy niezbyt mile wspominają go, bowiem w roku 1226 przyznał Zakonowi Krzyżackiemu prawo do stworzenia swojego państwa w Prusach, wielki mistrz krzyżacki Hermann von Salza był bliskim współpracownikiem Fryderyka i cieszył się jego zaufaniem i szacunkiem), przyrodnikiem (jego słynne dzieło „O sztuce polowań z sokołami” było najwybitniejszym podręcznikiem przyrodniczym do czasu Lineusza). Był nie tylko pierwszym monarchą, który sam się koronował (za radą tegoż Hermana von Salza) i utworzył pierwszy uniwersytet bez zgody władzy kościelnej. Był rozpustnikiem i okrutnikiem, subtelnym poetą i teologiem prowadzącym korespondencję z uczonymi islamskimi, egocentrykiem i wizjonerem, cynikiem traktującym religię w sposób instrumentalny i pogardliwy (jeden z kronikarzy arabskich napisał: „chrześcijaństwo wyznawał dla żartu”), który czując oddech śmierci wyszedł jej na spotkanie w surowym habicie mnisim, a już po śmierci spoczął był w cesarskim grobowcu w katedrze Palermo spowity w purpurowy płaszcz cesarski i jedwabną szatę z wyszytymi arabskimi sentencjami. Był to niewątpliwie dziwny i wybitny człowiek, który wywarł niezatarte piętno na swoich czasach i na losach swojego dziedzictwa, Sycylii i ludów ją zamieszkujących.

To co z pewnością wyróżniało Fryderyka na tle jego czasów, był sposób sprawowania władzy, który kilkaset lat później będzie znany jako monarchia absolutna. Średniowiecze było, wbrew powszechnym dziś przekonaniom, czasem dużej autonomii, samorządu, kolegialności i korporacyjności. Lenny feudalizm narzucał pewne rygory ale jednocześnie ustanawiał reguły przyjmowane na drodze dobrowolnej umowy wiążącej obie strony. Król sprawował władzę nad wasalem ale jednocześnie przyjmował na siebie określone zobowiązania. Wasal poddany był swojemu panu tylko w określony zakresie (szczególnie militarno-podatkowym), poza tym miał szerokie pole swobody. Jeśli suweren nie spełniał swoich obowiązków, wasal mógł wypowiedzieć mu posłuszeństwo i poszukać sobie nowego pana (tak zresztą postąpiły stany pruskie buntując się przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu i hołdując Kazimierzowi Jagiellończykowi).

To w średniowieczu narodziły się taki instytucje jak: gildie i korporacje kupieckie, samorząd miejski, autonomia i samorząd uniwersytecki, gromada wiejska, korporacje cechowe. Nawet w Kościele obowiązywały kolegialne wybory ( konklawe papieskie), zbiorowe zarządzanie (kapituły diecezjalne), czy „demokracja” zakonna ( dominikanie). Feudalny system zapewniający niższym szczeblom władzy wyprowadzano z praw naturalnych, stanowionych wolą Bożą i „cedowanych” w dół do ludu.

Tymczasem koncepcja i praktyka Fryderyka II była całkowicie odmienna. On wprowadził, to co później nazwie się „racją stanu”, czyli kryterium dobra państwa. Commodum et utilitas – dobro i pożytek – tak brzmiało zawołanie cesarskie Fryderyka. Rozumiane jako dobro i pożytek państwa, na czele, którego stał on, najwyższy władca, którego moc pochodziła bezpośrednio od Boga a nie od jakiejkolwiek innej, ziemskiej instancji (np. papieża).

Prawa nie miały korzeni naturalnych ale pochodziły od najwyższego prawodawcy - cesarza, który był jednocześnie „ojcem i synem prawa”, tworzył je, stosował i mu podlegał. Prawo według Fryderyka rozumiane było nie jako pewnego rodzaju idea tylko jako zbiór przepisów, ustaw, kodeksów, dekretów i rozporządzeń. To swoiście rozumiana „dyktatura prawa”, która miała zapewnić nie tyle regulację relacji między ludźmi ale kierować ludźmi dla pożytku państwa. Państwem kierował on, Fryderyk, ale jednocześnie był państwa tego celem.

Fryderyk zmienił perspektywę widzenia spraw sycylijskich. O ile dziad jego, Roger II sprzyjał bogaceniu się Sycylii i jej mieszkańców, bo było to korzystne dla niego samego (był uznawany za najbogatszego władcę swoich czasów), jego poddanych i samej wyspy, o tyle Fryderyk pozwalał się bogacić swoim poddanym dlatego, żeby mogli oni finansować jego idee polityczne. Innymi słowy, dawał się bogacić aby było z kogo brać podatki. Roger patrzył na świat oczami Sycylijczyka, wnuk jego Fryderyk patrzył na Sycylię oczami władcy imperium. Roger tworzył warunki dla tego, aby jego wielokulturowi poddani żyli w harmonii, bogactwie i spokoju ku dobru własnemu i władcy, Fryderyk „upaństwowił” swoich poddanych, przyznając im takie pola działań jakie były potrzebne jego państwu w jego misji.

Zerwał z zasadą wielokulturowego mikrokosmosu opartego na tolerancji, współpracy i wzajemnemu uzupełnianiu (i wzbogacaniu rozumianym nie tylko w wymiarze materialnym) na rzecz stanowienia odrębnych gett, wykonujących zadania powierzone im przez władcę.



Swoich chrześcijańskich poddanych wyzwolił z obowiązków lennych ale po to, by poddać ich bezpośredniej i ścisłej zwierzchności biurokracji państwowej. Administrację i sądownictwo poddano centralizacji i hierarchizacji. Zlikwidowano wszystkie funkcje pochodzące z wyboru, zastępując je nominacjami króla-cesarza i jego biurokracji.

Biurokracja ingerowała w tak osobiste sfery jak związki małżeńskie czy swoboda podróży. Starano się odciąć poddanych od wpływów zagranicznych zakazując m.in. nauki poza królestwem czy poślubiania obcokrajowców. Mniej więcej w tym samym czasie św. Tomasz z Akwinu głosił, że lud Boży ma swoje niezbywalne prawa naturalne pochodzące od Boga. Fryderyk widział w swoich chrześcijańskich poddanych nie tyle lud Boży, co masę (używając późniejszych pojęć), mającą tyle praw ile mu da państwo (wyrażone w osobie władcy) i realizującą cele wyznaczone mu przez władcę.

W stosunku do swoich muzułmańskich poddanych zastosował niespotykaną politykę. Najpierw prowadził przeciwko nim bezlitosną wojnę (bezpośrednią przyczyną były bunty Saracenów sycylijskich w trakcie zamieszek po śmierci władców normańskich). Ogniem i mieczem zniszczył ich sycylijskie siedziby, mieszkańców zebrał w jedno miejsce i w nowatorski (jak na owe czasy) sposób przesiedlił … na drugi kraniec swojego królestwa. Osadził ich w miejscowości Lucera, nadał im ziemię, zagwarantował swobodę religii i samorząd, pozwolił na bujny rozkwit gospodarczy, a po jakimś czasie powierzył pieczę nad skarbem koronnym. Nie dlatego, żeby był specjalnie tolerancyjny i był pierwowzorem bardzo szeroko rozumianego ekumenizmu. A dlaczego? A dlatego, że z minaretów Lucery widać przy dobrej pogodzie wzgórza, na których w swoim czasie Romulus założył Wieczne Miasto, późniejszą siedzibę papieży.

Fryderyk nie lubił papieży (z wzajemnością wyrażoną dwoma ekskomunikami) a islamskie miasto w samy centrum Italii nie budziło zachwytów kurii rzymskiej. Nie muszę dodawać, że tak potraktowani muzułmanie, funkcjonujący w odizolowaniu stanowili „najwierniejszych z wiernych” cesarza i króla. Fryderyk mógł liczyć nie tylko na ich podatki, arcydzieła kunsztu rzemieślniczego ale i na niezrównaną konnicę.

Papieżowi „mydlił oczy”, tym, że wszystko to robi, aby owych Saracenów nawrócić na chrześcijaństwo ale nie wykonał w tym kierunku nawet najmniejszego kroku. Sam kultywował obyczaj arabski, nosząc arabskie stroje, utrzymując orientalny harem (pilnowany przez eunuchów), na co dzień posługując się arabskim. Co chwila pojawiały się pogłoski (niesłuszne zresztą ale nie wiadomo czy nie podsycane przez samego zainteresowanego), że najpotężniejszy władca chrześcijaństwa rozważa przejście na wiarę Proroka.

Podobny stosunek miał Fryderyk do Żydów. Z jednej strony w pełni stosował zalecenia soboru laterańskiego nakazujące separację żydów od chrześcijan, noszenie przez tych pierwszych żółtych gwiazd oraz bród i specjalnych strojów pozwalających na odróżnienie ich od pozostałych mieszkańców (większości innych postulatów soborowych, na przykład ten nakazujący tępienie niewiernych, nie wprowadził, wręcz zakazał), z drugiej wyróżniał Żydów, szczególnie w życiu gospodarczym.

W sferze praktyki gospodarczej Fryderyk był znów prekursorem tego, co później nazwie się „gospodarką nakazowo-rozdzielczą”, którą mieliśmy wątpliwą przyjemność przeżywać w Polsce do czasu reformy Balcerowicza. Gospodarka Fryderyka to był zbiór poszczególnych monopoli branżowych (używając współczesnego słownictwa), które były własnością monarchy (czyli państwa), a który sprawowali wyznaczeni przez monarchę ludzie. I właśnie swoim żydowskim poddanym powierzył Fryderyk szereg monopoli (np. w zakresie produkcji i obrotu jedwabie), w innych wyznaczył Żydów na kierownicze stanowiska. (Nie muszę chyba dodawać, że powierzenie intratnych monopoli przedstawicielom jednej grupy etniczno-wyznaniowej nie podobało się innym grupom).

Ustawodawstwo Fryderyka wyjęło wszystkich Żydów z jurysdykcji kościelnej, poddało ich bezpośredniej władzy cesarskiej. Zapewniło Żydom ochronę. Ale nie z miłości „starszych braci w wierze”, tylko z przyczyn bardzo przyziemnych - nałożono na nich specjalne podatki (pojawiła się kategoria tzw.Żyda podatkowego, któremu w zasadzie wolno było wiele, jeśli nie wszystko, to co chrześcijaninowi pod warunkiem uiszczenia odpowiednich danin). Żydzi musieli płacić Fryderykowi podatki pogłówne, od zawartych małżeństw, od narodzin dzieci, od wyjazdu i wiele innych opłat, których nie będę wymieniał, bowiem mogą tekst ten czytać jacyś nasi posłowie, a wiadomo, dziura budżetowa jest i to nie mała. Po co podsuwać im pomysły? Jednocześnie na dworze Fryderyka było bardzo dużo Żydów, szczególnie uczonych. Fryderyk sam był czytelnikiem i komentatorem dzieł wielkiego żydowskiego uczonego Majmonidesa. Cesarz podziwiał żydowskich uczonych, hojnie ich sponsorował i zachęcał do badań.

Innowierców Fryderyk ani nie kochał ani nie nienawidził. Umiał dostrzec w nich te zalety lub umiejętności, które nie były dostępne jego chrześcijańskim poddanym i wykorzystać dla własnych celów. Tolerował i faworyzował na ile było to potrzebne dla spełnienia jego celów. Nie prześladował, bo i tak miał dość wrogów.

W odniesieniu do heretyków chrześcijańskich Fryderyk miał stosunek jednoznaczny: wrogi i niszczycielski. Wszelkie herezje widział nie w kategoriach religijnych (te zdawały się go w ogóle nie interesować) ale stricte politycznych. Heretyk był nie tyle głosicielem jakiejś teologii ale był przede wszystkim potencjalnym zagrożeniem ładu państwowego, obrazą majestatu cesarskiego i przyczyną utraty korzyści państwa (gdyż nie realizuje państwa tego celów). Takie niebezpieczeństwo mogło być eliminowane tylko w jeden sposób. W królestwie Sycylii (poza samą wyspą i Maltą obejmowało ono w czasach Fryderyka spory kawałek Półwyspu Apenińskiego, prawie wszystko na południe od Rzymu) zapłonęły stosy, a na nich wszyscy ci, których majestat cesarski uznał za heretyków.

Fryderyk był zaiste prekursorem wielkiej „inżynierii” społecznej, którą zaprezentowali „twórczo” władcy dwudziestowieczni decydujący jednym ruchem fajki o tym, gdzie i jak mają żyć miliony, co mają robić, jak i po co żyć, jaki światopogląd wyznawać.

Jego ojczyzna, Sycylia nie była tą samą „ziemią szczęśliwą”, co za Normanów. Ci okrutni, prości, pozbawieni wykształcenia przybysze z daleka praktykowali na podbitej przez siebie wyspie jakże piękną zasadę „żyj i daj żyć innym, to sam będziesz żył”. Wyrafinowany, wykształcony na dziełach Arystotelesa i sięgający horyzontów niemożliwego umysł Fryderyka nie mógł pojąć tego prostego pomysłu swoich przodków po kądzieli. Poddany Fryderyka mógł mieć inny światopogląd religijny, nawet niechrześcijański, o ile było to na rękę interesowi państwa wyrażonego wolą władcy. Sycylia i jej mieszkańcy mogli się bogacić. I robili to, przy wydatnej pomocy władcy (który np. pokonał floty włoskich miast i arabskich konkurentów i tym samym zapewnił Sycylii na pewien czas monopol w handlu śródziemnomorskim) ale pod jednym warunkiem: jeśli służyć miało to „korzyści i użytkowi” państwa Fryderyka.

Cała „szczęśliwość” wyspy i jej mieszkańców były ustanowione przez władcę, tylko o ile mogły być narzędziami do uzyskania jego dalekosiężnych celów. W krótkim horyzoncie czasowym wszystko wydawało się doskonałe. Rządy prawa (dziś byśmy to nazwali raczej rządami przepisów), zgodne życie wielu narodów i religii pod berłem uczonego króla, bogactwo wyrażone pozycją handlową i wspaniałymi budowlami, które stoją do dziś (np. niesamowity zamek Castel del Monte w Apulii, będący architektoniczną apoteozą Fryderyka i swoistą zagadką geometryczno-filozoficzną), sukcesy militarne i dyplomatyczne, respekt i szacunek przed majestatem cesarza i króla.

Ale to tylko pozory. Na fundamencie, który opisałem nie dało się zbudować trwałej konstrukcji. Uwikłany w liczne konflikty militarne, przede wszystkim w Italii, skłócony z kolejnymi papieżami i europejskimi dworami, konfrontowany z opozycją wewnątrz cesarstwa Fryderyk przegrywał. Nie udało mu się zdobyć Parmy, a obywatele tego miasta w trakcie oblężenia przechwycili skarbiec cesarski.

Stary, schorowany papież, pokonany militarnie, wyszydzony i upokorzony wypędził cesarza z Wiecznego Miasta mając za jedyną broń relikwie apostolskie, którym zatrzymuje wojska Fryderyka. Jest to jedna z najbardziej malowniczych i patetycznych scen w historii ludzkości, zupełnie zapomniana. W otoczeniu cesarza zawiązały się spiski na jego życie, m.in. osobisty lekarz usiłował go zabić. Najbardziej zaufany, wzorowy administrator i biurokrata Piotr z Vinei okazał się złodziejem i defraudantem. Cesarz rzymski, król Sycylii, król niemiecki, król jerozolimski Fryderyk umarł z powodu choroby jelit (a może otrucia?) 17 grudnia 1250 w swojej ojczystej Sycylii.

Jego następcom nie starczyło jego geniuszu. Wydrenowana polityką swojego największego syna, splądrowana najazdami jego wrogów i akcjami pacyfikacyjnymi gwardii saraceńskiej cesarza wyspa nie była w stanie zapewnić im środków. Nawet nie na prowadzenie imperialnej polityki ale wręcz na obronę dziedzictwa. Przegrywali wojny, zginęli w bitwach lub egzekucjach, umierali w więziennych kazamatach (tak jak ukochany Edzio-Henryk, król Sardynii, nieślubny syn rudego władcy).

Sycylia, po ostatecznym upadku Staufów, przypadła francuskim Andegawenom. Ci uznając się za lenników papieża, oddzielili królestwo Sycylii od cesarstwa i wprowadzili na wyspie swoje porządki. Nie kryli się z tym, że są okupantami pragnącymi osiągnąć jak najszybciej jak najwięcej wymiernych korzyści ze swoich nowych posiadłości. Wspólny dom budowany od XI wieku przez Greków, Włochów, Arabów, Żydów, Normanów i Niemców zawalił się. Jeszcze Sycylijczycy poderwą się do walki przeciwko okupantom, biegnąc po ulicach miast z okrzykiem „śmierć Francuzom!”, rzucą obcą władzę. Tzw. Nieszpory sycylijskie będą w dziewiętnastowiecznych, jednoczących się Włoszech symbolem patriotyzmu. Ale stare, dobre czasy już nie wrócą. Póki co, cudowna wyspa dalej czeka na swoje „pięć minut” historii.

Artykuł został nadesłany przez Czytelnika VerbaDocent. Serdecznie dziękujemy.

Terra felix (cz. I)




Opcje Artykułu

Terra felix (cz. II) | 4 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Terra felix (cz. II)
Miłka śro, 22 mar 2006, 17:08:45

Panie Verba Docent, jak zawsze, przeczytałam z przyjemnością. :)

Chciałabym przy okazji się zapytać. Słyszałam kilkatrotnie o tym, jakoby Fryderyk II uważał, że każdy człowiek przychodzi na świat z wrodzoną znajomością jakiegoś starożytnego języka i osiągnąwszy odpowiedni wiek, miałby sam z siebie zacząć nim mówić (a nie mówił, wskutek wychowania). Dlatego też grupę noworodków oddał pod wychowanie przybranym matkom, każąc im opiekować się nimi w całkowitym milczeniu, ani nie pozwalając dzieciom usłyszeć ludzkiego głosu. Wszystkie jednak dzieci zmarły.

Czy potrafi Pan powiedzieć, czy ta historia jest oparta na faktach?

---
"Darząc uśmiechem, uszczęśliwiasz serce."

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń