Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Supplementum

Ponieważ otrzymałem parę zapytań o szczegóły owej patetycznej sceny, o której nadmieniłem w moim artykule na temat Sycylii postanowiłem ją Państwu przybliżyć. Zrobię to o tyle chętnie, że mam pewną słabość do tego rodzaju momentów historii. . Szczególnie tych, w których bohater zdarzeń rzuca w krytycznym momencie na szalę wszystko, łącznie ze sobą, po to by odwrócić siłą swojej charyzmy bieg zdarzeń. I wygrać, choć jak uczy historia udaje się to tylko nielicznym wybrańcom Boga.

Lubię przejść się po grobli w podwarszawskim Raszynie, tym samym szlakiem, którym książę Pepi w pewien kwietniowy dzień 1809 roku, w krytycznym momencie bitwy, z fajką w zębach i karabinem zwykłego piechura, w otoczeniu swojego sztabu poszedł na czele swojego młodego i już, już idącego w rozsypkę, wojska przeciwko dwukrotnie liczniejszym oddziałom austriackim. Ilekroć idę tą groblą przechodzą mnie ciarki. I to co zrobił książę Pepi, to nie była poza. Bo patos nie pusty gest. Za patosem chwili stoi jednak coś realnego, choć nie zawsze uchwytnego. Fajka w ustach księcia nie była wyrazem nonszalancji, wodza tego dnia bolały potwornie zęby. Karabin służył mu do walki, adiutanci ochraniali wodza, wojsko poszło za nim i pola nie oddało.

Adwersarz księcia, austriacki arcyksiążę Ferdynand d’Este nie wyczuł momentu, oglądał walkę z bezpiecznej odległości i w sumie bitwy nie wygrał (mimo iż miał przewagę strategiczną i liczebną, nie mówiąc o uzbrojeniu i wyszkoleniu), przegrał kampanię. Polskie dzieci uczą się w podręcznikach o księciu Józefie Poniatowskim, austriackie o arcyksięciu Ferdynandzie d’Este nie. I na tym właśnie polega ten patos momentu dziejów, w którym człowiek gra tak istotną rolę. Ale od razu widać, że reżyserem patosu chwili nie jest człowiek. Nie wszystko da się przewidzieć, zaplanować, kwantyfikować, wyrazić lub wyjaśnić mitem albo legendą.

Ale dziś nie będzie o bitwie raszyńskiej, mimo, że będzie o wojnie, o konflikcie. Będzie to suplement do moich wcześniejszych tekstów tu publikowanych – tych na temat relikwii i tych na temat Sycylii. Tak się bowiem złożyło, że to co teraz zamierzam Państwu opowiedzieć spina niejako oba zagadnienia. Wydarzenia, które w skrócie opiszę godne są naprawdę porządniejszego pióra, może filmu. Z pewnością były dramatem.

Tak jak w porządnym dramacie zaczniemy od przedstawienia głównych postaci (dramatis personae), postaci drugoplanowych, opisu miejsca, rekwizytów i dekoracji.

Działo się to w Rzymie w dniu 24. lutego 1240 AD. Głównymi protagonistami byli: Fryderyk II Hohenstauf, cesarz rzymski, król Rzeszy Niemieckiej, król Sycylii, król Jerozolimy etc, etc. Oraz Grzegorz IX, ;papież, biskup Rzymu, patriarcha Zachodu, sługa sług Bożych etc, etc. Postaciami drugoplanowymi, choć wcale nie statystami byli: lud Rzymu i żołnierze armii Fryderyka. Najpierw parę słów o głównych bohaterach i okolicznościach zdarzeń.

Fryderyk II, którego już współcześni nazywali „dziwnym” był naprawdę niezwykły. Syn Normanki i Szwaba (czyli po dzisiejszemu Francuzki i Niemca), z urodzenia Sycylijczyk, wychowany pod kuratelą papieską, wykształcony w kulturze greckiej i arabskiej, filozof, przyrodnik, prawnik, dyplomata, wojownik, który stylem życia i horyzontami przekraczał swoje czasy na dobre kilkaset lat. Skoncentruję się dziś na jednym aspekcie jego bogatej biografii. Fryderyk II był ostatnim w historii ludzkości człowiekiem, który poważnie próbował wskrzesić Cesarstwo Rzymskie. Będąc Francuzo-Niemco-Włocho-Greko-Wikingo-Arabem (nie wiem,czy użyta przeze mnie formuła jest poprawna ortograficznie ale z pewnością jest poprawna merytorycznie) czuł się spadkobiercą Juliusza Cezara, Oktawiana Augusta, Trajana, Marka Aureliusza i pragnął wskrzeszenia tamtej wielkiej Romy panującej nad całym światem. Nie był to jak wiadomo pomysł nowatorski. Przed Fryderykiem próbowali dokonać tego jak wiadomo Karol Wielki, Justynian czy Otto III. Nowatorstwo Fryderyka polegało na tym, że w przeciwieństwie do swoich wielkich poprzedników postanowił to zrobić bez pomocy tej organizacji, która wyrosła na terenie cesarstwa rzymskiego, przetrwała jego upadek, przeniosła jego dziedzictwo i mogła wykazać się prawdziwym, rzymskim rodowodem. Mam tu na myśli Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski Kościół założony przez Jezusa w Palestynie a rozpowszechniony przez Jego uczniów na terenie Cesarstwa, szczególnie w wymiarze instytucjonalnym. Co więcej, uważał, że Kościół ten, którego realnym przywódcą był biskup Rzymu, stanowił poważną przeszkodę na drodze do zrealizowania ambitnych planów i wymagał podporządkowania. O ile jego niemieccy poprzednicy na rzymskim tronie cesarskim rozumieli, po latach walk i konfliktów z papiestwem, że nie da się pokonać papiestwa i całkowicie go sobie podporządkować, o tyle Fryderyk wybrał drogę ostrej konfrontacji zmierzającej do całkowitego wprzęgnięcia instytucji papiestwa w swoją machinę administracyjną a nawet zniszczenia go, jeśli tego będzie wymagała racja stanu cesarstwa. Wskrzeszone przez Fryderyka cesarstwo rzymskie miało być wzorowane na pogańskim pierwowzorze a na na jego czele stać miał on, samowładny cesarz, jedyny prawodawca i władca, przypominający raczej orientalnego kalifa niż tego, którego starożytni określali jako „pater patriae”.

Grzegorz IX (Ugolino di Conti, ur. 1143) sprawował od roku 1227 urząd biskupa Rzymu. Był on nie tylko bratankiem ale i kontynuatorem linii wielkiego Innocentego III oraz Grzegorza VII. Był zdolnym dyplomatą, sprawnym administratorem i człowiekiem stanowczym i bardzo krytycznym wobec pomysłów cesarza. Wizja relacji między tym co cesarskie a tym co Boskie (w jego rozumieniu: papieskie) była diametralnie odmienna od tego, czego oczekiwał Fryderyk. Papież według Grzegorza IX (a wcześniej Innocentego III) miał być nie tyle władcą władców (takie mylne przeświadczenie pokutuje po dziś dzień) ale najwyższym arbitrem rozstrzygającym spory między chrześcijanami i wyznaczającym kierunki. Grzegorz IX, podobnie jak Innocenty III uważał, że cała energia chrześcijańskiego cesarza (i naśladujących go innych władców) koncentrować się powinna na walce o wyzwolenie Grobu Pańskiego i zwalczanie herezji a nie na wskrzeszaniu pogańskich form i treści. Papież był gotów udzielić całkowitego poparcia cesarzowi jeśli chodzi o organizację krucjat, nie widział natomiast siebie w szeregu zwolenników imperium neorzymskiego. Zwłaszcza, że miało ono być wskrzeszone na ziemiach podlegających bezpośredniej jurysdykcji papieskiej.

Latem 1237 roku Fryderyk II zgromadził w Niemczech liczne wojska z zamiarem zbrojnego i ostatecznego podporządkowania sobie Włoch. No bo jak odbudowywać cesarstwo rzymskie, kiedy Wenecja, Mediolan, Werona, Brescia i inne miasta (członkowie tzw. Ligi Lombardzkiej) nie uznawały zwierzchności Fryderyka, a Rzym leżał poza zasięgiem władzy imperatora? Co to za cesarz rzymski bez Rzymu? Wojska Fryderyka (w skład których wchodził poważny korpus saraceński) szły nie pod znakiem krzyża, jak to było w zwyczaju średniowiecznym ale pod pogańskimi, starorzymskimi orłami cesarskimi. Zawołaniem triumfalnym hufców cesarskich nie było „Bóg tak chce!: ale „Rzym i cesarz!”. Wielki mistrz krzyżacki, Herman von Salza próbował mediacji między stronami ale gdy umarł, przystąpiono do działań wojennych. Wojska Fryderyka odnosiły oszałamiające zwycięstwa, biły Lombardczyków w polu, zdobywały ich miasta. Te, których nie zdobywały, przerażone potęgą cesarską same otwierały bramy i przechodziły na stronę cesarza. Trzeba przyznać, że Fryderyk nie tylko wykazywał się talentem militarnym ale bardzo skutecznie stosował, to co można nazwać wojną propagandową. Rozsyłał memoriały, opłacał poetów, zapewniał odpowiednią oprawę swoich pochodów (np. umiejętnie eksponując egzotyczne saraceńskie oddziały). Tego, kogo nie pokonał, przestraszył, kogo nie przestraszył przekonał i tak wygrywał. Ale nie wygrał do końca. Nie udało mu się ostatecznie rozbić Lombardczyków w polu, nie zdobył Bresci, ich centrum oporu. Przeciwnicy zaczęli się coraz bardziej konsolidować wokół osoby papieża. Dla wszystkich było jasne, że pomysły Fryderyka z ideą Patrymonium Sancti Petri są nie do pogodzenia.


Rozumiał to także Fryderyk. Starał się usilnie przeciągnąć na swoją stronę lud Rzymu i kardynałów Kościoła, podburzając ich przeciwko papieżowi i obiecując wszystko co możliwe aby tylko przyłączyli się do obozu cesarskiego. Kardynałom obiecał to, że w jego cesarstwie kolegium kardynalskie zastąpi papieża w jego funkcjach. Stosował wobec kardynałów zasadę kija i marchewki, raz obiecywał, raz groził srogimi karami, jeśli nie spełnią woli cesarskiej. Agenci cesarscy wzniecali bunty Rzymian zmierzające do obalenia papieża. Papież nie przypatrywał się temu bezczynnie i też starał się siać zamęt w otoczeniu cesarza, poszukując potencjalnych sojuszników, którym nie podobały się pomysły władcy.

W Niedzielę Palmową 1239 papież sięga po broń największego kalibru, na jaką mógł się zdobyć. Ogłasza bullę, w której ekskomunikuje Fryderyka. Był to drugi już przypadek ekskomuniki nałożonej na tego cesarza (pierwsza z 1227 za złamanie ślubów krzyżowca została cofnięta po 3 latach). Formalne przyczyny tego niesłychanie ostrego kroku były wymienione w bulli bardzo precyzyjnie: podżeganie do buntu Rzymian, sianie niezgody wśród kardynałów, prześladowanie duchowieństwa, zabór ziem papieskich, mieszanie się w sprawy nominacji kościelnych, nakładanie na Kościół podatków. Fryderyk odpowiada nasileniem akcji propagandowej, w której stara się przekonać, że wypełnia wolę Bożą a jego stary-nowy Rzym cesarski będzie nowym Betlejem. Cesarz po całkowitym zerwaniem z Rzymem przystępuje do bezpośredniego ataku na Rzym.

W ciągu krótkiej i błyskotliwej kampanii rozbija wojska papieskie i ich sojuszników. W lutym 1240 roku wkracza do Państwa Kościelnego i staje u bram miasta. Jego przewaga militarna jest ogromna. Jeden po drugim, papieża opuszczają sojusznicy. Sam Grzegorz IX z garstką najwierniejszych współpracowników chroni się w Zamku Świętego Anioła, tej papieskiej cytadeli ostatniej szansy, z murów której jeszcze parę razy przyjdzie biskupom Rzymu widzieć upadek ich miasta. Zwolennicy Fryderyka triumfują w mieście. Wszyscy przekonani są o rychłym otwarciu bram, wkroczeniu wojsk cesarskich do miasta i przejęciu władzy. Rzymianie stroją swoje domy na powitanie cesarza, poeci piszą panegiryki, wszędzie (nawet na szatach) widać cesarskie orły. Wiwatujący na cześć cesarza tłum śpiewa obelżywe pieśni o papieżu, wychwalając jednocześnie nowego władcę. Już, już za chwilę cesarz wzorem starożytnym odbędzie pochód triumfalny w stronę Kapitolu. Zaraz zacznie się nowa, wspaniała era odnowionego cesarstwa pod berłem genialnego Sycylijczyka. Vivat Fridericus Imperator! Vivat Roma Aeterna!

24. lutego otwierają się bramy Zamku Św. Anioła. Oczom gotujących się na powitanie nowego pana Rzymian ukazuje się niezwykły pochód. Oto idzie papież Grzegorz IX, w otoczeniu garstki, tych, którzy przy nim zostali. Pierwsza reakcja tłumu jest oczywista. Prawie stuletni, schorowany, opuszczony przez wszystkich człowiek idzie się poddać, prosić wielkiego i zwycięskiego Cezara o łaskę. Rozlegają się gwizdy, krzyki, obelgi, szyderstwa. W stronę papieża i jego gromadki lecą kamienie, grudki błota. Tłum wrzeszczy, klnie i pluje. Wzorem antycznych przodków mieszkańcy ówczesnego Rzymu nie mają litości dla przegranych: vea victis! Ale papież nie idzie skomleć o łaskę, nie idzie się poddać! Na głowie ma tiarę, przed sobą niesie najświętsze relikwie Kościoła: Drzewo Krzyża i szczątki Świętych Apostołów: Piotra i Pawła. Woła do otaczającego go tłumu: „Oto są starożytności Rzymu, dla których wielbione jest to miasto. Tu jest Kościół i relikwie Rzymian, których winniście strzec aż do śmierci! Nie mogę zrobić nic więcej ale nie ucieknę i czekać będę tutaj na miłosierdzie Boga!” Następnie zdejmuje z głowy tiarę i koronuje nią relikwie apostolskie: „Święci Apostołowie! Brońcie Rzymu, skoro jego mieszkańcy nie chcą tego robić!” Tłum milknie, aby za moment krzyknąć: „Niech żyje papież!” Natychmiast zrywane są cesarskie dekoracje, w rękach Rzymian pojawiają się krzyże. „Nie damy miasta! Nie wpuścimy bestii!!!” Bramy pozostają zamknięte.

Fryderyk, w całym swoim imperialnym majestacie, stojąc na czele potężnej armii nie decyduje się na szturm miasta, na murach którego stoi tłum uzbrojony jedynie w krzyże i wiwatujący na cześć starca, którego jeszcze parę chwil wcześniej opluwał. Nie ma rozkazu do szturmu! Nie można tego sobie wytłumaczyć w kategoriach racjonalnych. Przewaga Fryderyka jest przytłaczająca. On sam jest wykluczonym z Kościoła bezwzględnym cynikiem i okrutnikiem, religia jest tylko „żartem”, Rzym jest celem i marzeniem, a on nic. Wyćwiczony w Arystotelesie wódz tysięcy zbrojnych stoi pod bramami i czeka. Nie tak sobie to wszystko wyobraził? Tak mocno uwierzył w swoją propagandę, że nie mógł pomyśleć o innym, niż triumfalny wjazd, wśród wiwatującego tłumu sypiącego mu girlandy przed rumaka? Czy jego umysł nie jest w stanie dokonać chłodnej analizy „rzeczy istniejących takimi jakie są”, co tak sprawnie wyszło mu w „Sztuce polowania z sokołami”? To jest wielka zagadka, jedna z tych, których jest pełno w historii.

15 marca 1240 wojska Fryderyka opuszczają Patrimonium Sancti Petri i wycofują się do ojczyzny cesarza, Sycylii. Po drodze jeszcze, wzorem swoich starożytnych poprzedników wszystkich złapanych zwolenników papieża pozbawiają życia w okrutny sposób: krzyżując. I tyle zostało z wielkiego snu genialnego Sycylijczyka. Jeszcze Fryderyk sporo zamiesza w Rzymie i okolicy, jego wojska będą pustoszyć Patrymonium Sancti Petri, on sam zadba o to, by po Grzegorzu IX nie pojawił się papież równego formatu ale tak naprawdę Fryderyk II już więcej niczego nie dokona. Będzie się miotał w sieci walki, intryg, spisków i złamanych przysiąg, bez większego formatu, bez wizji i mało ambitnych.

Grzegorz IX umarł wkrótce po opisanych powyżej wydarzeniach, w roku 1241. Scena, którą opisałem odeszła praktycznie w zapomnienie, tyle przecież potem się wydarzyło. Z pewnością nie uczono o niej przed pierwszą wojną światową w tyfliskim seminarium duchownym. Inaczej jego niedoszły absolwent nie zapytałby się po ponad siedmiuset latach z przekąsem: „ileż to dywizji ma papież?”.

Artykuł został nadesłany przez Czytelnika VerbaDocent. Serdecznie dziękujemy.

Terra felix (cz. I)

Terra felix (cz. II)



Opcje Artykułu

Supplementum | 2 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Suplementum
Miłka sob, 1 kwi 2006, 14:50:09
Przeczytałam. :) Ma Pan prawdziwie rzadki dar przekazywania swej wiedzy w sposób interesujący.

---
"Darząc uśmiechem, uszczęśliwiasz serce."

 
Supplementum
gosc wto, 4 kwi 2006, 00:22:33

Ponieważ mam kłopoty z serwerem pocztowym pozwalam sobie tą drogą zwrócić się do pana Piotra (który był  łaskaw do mnie napisać) z następującym wyjaśnieniem.

Rzeczywiście, okoliczności pierwszej ekskomuniki nałożonej na Fryderyka były niejasne. Oficjalnie było to ukranie za niewypełnienie ślubów krzyżowych ale wszystko wskazuje na to, że Fryderyk działał w okoliczności "force majeure". Niewątpliwą prawdą jest to, że był, wbrew wszystkiemu, bardzo efektywnym krzyżowcem. Trzeciej wyprawie udzielił bardzo dużej pomocy w postaci floty sycylijskiej. Nie zdążyła ona dotrzeć punktualnie na miejsce i to było jej szczęście. Bowiem nic nie było w stanie uratować trzeciej krucjaty przed głupotą jej przywódców. Była ona chybiona od samego początku, a koniec był nie tylko katastrofalny co i żałosny. Fryderyk, nawet jakby pojawił się osobiście i jeszcze z większą armią nic by nie pomógł. Bo i tak Pelagiusz, "wiedział lepiej". Fryderyk Jerozolimę odzyskał iście po chrześcijańsku. Drogą negocjacji, pokojowo, bez strat i ku zadowoleniu wszystkich zainteresowanych stron. No może nie wszystkich, bo wrogowie Fryderyka uważali, że nie godzi się pertraktować z Saracenami i Grób można odzyskać tylko "manu militari". Ale fakty były faktami. Jerozolima była chrześcijańska. Po raz ostatni zresztą. W 1917 wojska generała Allenby zajęły to miasto, ale to nie to samo.  To,że wkrótce ją utracono, to też nie wina Fryderyka. Jeśli szukać winnych, to raczej po stronie templariuszy, którzy nie sluchali Fryderyka i  rzucili się do boju z muzułmanami. Co jak co, ale klimaty orientalne Fryderyk wyczuwał jak nikt w tamtych czasach, może poza Bizancjum.  Ale Bizancjum nie miało siły Fryderyka.

Niewątpliwy jest również fakt, że Fryderyk na drugą eskomunikę sobie w pełni zasłużył. Nawet, dziś, wedle obowiązującego KPK, przemoc wobec Biskupa Rzymu jest karalna wykluczeniem ze wspólnoty wiernych. O innych "drobiazgach" typu: głoszenie bluźnierstw, zrywanie jedności Kościoła, wzbudzanie nienawiści wobec Stolicy Apostolskiej, zabór mienie Kościoła, profanacja nie będę wspominał.

Fryderyk był postacią nieprzeciętną, przerastającą swoje czasy na wiele długości. Przegrał m.in. dlatego, że nie rozumiał (i chyba nie lubił) swoich czasów i próbował stosować środki, które wtedy były całkowicie bez sensu. No i nie umiał sobie dobierać sojuszników, a samemu dużo się nie zwojuje.

Polska, znajdująca się wtedy w rozbiciu dzielnicowym, była marginesem, marginesów zainteresowań Fryderyka. Krzyżacy "kręcili" się wokół Fryderyka, pośrednicząc w jego konflikcie z papieżem i stąd korzyści jakie od niego uzyskali. Korzyści mające wymiar bardziej propagandowy i ideologiczny niż materialny. Sęk w tym, że nie było w Polsce kogoś, na wzór węgierskiego króla Andrzeja, który dysponując odpowiednią siłą , nie oglądając się na protesty papieża i cesarza przepędził krzyżaków z Siedmiogrodu. Ale Siedmiogród to było serce ówczesnych Węgier, a  Prusy były kresami Polski. Przysz ło jeszcze poczekać prawie 200 lat aby poradzi ć sobie z problemem, wcześniej nie dało rady. KRzyżacy to byli naprawdę mocni zawodnicy a ich państwo było bardzo, bardzo nowoczesne (polecam pracę Biskupskiego "Państwo krzyżackie w Prusach") i trzeba było naprawdę wysiłku (wcale nie tylko militarnego) aby dać sobie radę z nimi. Nie na darmo Kazimierz Łokietkowicz dostał jako jedyny  władca w naszej historii tytuł Wielkiego.  Myślę, że Fryderyk po prostu wolał mieć ten formalnie bezpośrednio podległy papieżowi zakon zbrojny na krańcach ówczesnego świata niż powiedzmy w Italii. Zwłaszcza, że kierujący nim niemieccy arystokraci nie byli w całości przychyli cesarzowi tak jak Hermann von Salza. I w sumie dobrze zrobił, dla siebie.

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń