Siła i Honor

śro, 17 maj 2006, 08:31:58

Autor: Maciej "MSX" Serweta

W 180 roku, za czasów panowania Marka Aureliusza Rzym roztaczał swoją władzę od północnej Anglii aż po Afrykę. Ówczesną dewizą dowódcy wojsk północnych było zawołanie Siła i Honor. O ile w tamtym okresie zawołanie to miało zagrzewać pretorian do walki, o tyle w roku szóstym wieku XXI, Siła i Honor nabiera zupełnie innego znaczenia. Górnolotne słowa zderzają się z absurdalną rzeczywistością, z niezrozumiałymi ludzkimi zachowaniami - zazwyczaj dyktowanymi potrzebą kumulowania dużej ilości dóbr materialnych, oraz żywej gotówki.

Z jednej strony mamy marzenia, własną osobowość, pragnienie bliskości, potrzebę kochania i bycia kochanym. Każdy człowiek - bez względu na to, czy jest nędzarzem, czy bogaczem takowe potrzeby posiada. Tyle że dzień powszedni dość skutecznie odziera nas z marzeń o małym parterowym domku, gdzieś na wzgórzach uroczej miejscowości, z dala od pędzącej głową w dół cywilizacji, oraz własnego naturalnego autentyzmu. Dzień nasz powszedni zabiera nam nagle i bez racjonalnego wytłumaczenia szansę dawania drugiej osobie tego, co ma się najlepszego w swoim sercu. Odbiera wreszcie poczucie, że jest się komuś potrzebnym. Aby podtrzymać tą gasnącą wiarę w sens podążania taką drogą - w imię swoich priorytetów potrzebna jest Siła. I niekoniecznie ta siła, która potrzebna była pretorianom do osiągania sukcesów na polu bitwy. Siła wewnętrzna, niemal niewyczerpywalne pokłady wewnętrznej mocy, zaangażowania czy wreszcie przekonania w słuszność swojej postawy.

Istnieje grupa ludzi, która dla posad, korzyści finansowych, innych profitów (niepotrzebne skreślić) bardzo często rezygnuje ze swoich zasad. Znam osobiście przypadki, dla których jątrzenie spiskowanie i donoszenie w stylu osławionego Pawki Morozowa to podstawowe narzędzia służące do osiągania celów związanych z egzystencją, czy też zdobywania dóbr luksusowych. Mieszkając blisko półtorej roku za zachodzie polski z przerażeniem stwierdzam iż w środowisku w którym się muszę z konieczności zawodowej obracać taki styl Pawki Morozowa jest powszechny i akceptowany.

A przecież te same zamierzenia można uzyskać w zupełnie uczciwy sposób, nie za cenę Honoru. Chcę w tym miejscu powiedzieć że chodzi mi o Honor rozumiany jako wierność swoim zasadom. Czy to nabytym na drodze życia, czy też tym, przekazanym przez rodziców. No chyba że się tych zasad nie ma. Nieustanne zginanie karku - mylone często z pojęciami: mniejsze zło, lub kompromis jest w moim przekonaniu sprzeczne z pojęciem Honoru. Rozumianego także jako szlachetność. Aby być człowiekiem szlachetnym, lub móc usłyszeć o sobie opinię, że ma się serce na właściwym miejscu, właściwie zawsze trzeba stać w poprzek postawom bliskim Pawki Morozowa. By aspiracjom bycia człowiekiem szlachetnym, a więc posiadać swój Honor uczynić zadość - potrzebny jest jeszcze jeden składnik. A jest nim Siła.

Idealistyczne postawy, opisane przeze mnie wyżej już na starcie przegrywają z "posthedonizmem" czasów nam współczesnych. A ci, którzy jeszcze się łudzą jawią się nam jako ludzie, którzy nie są osadzeni w realiach otaczającej nas śmierdzącej, mglistej i wilgotnej rzeczywistości.

Smutne słowa dziś przelewam na klawiaturę. Lecz coraz częściej na ulicy mijam zapłakane twarze. Także twarze tępo wpatrzone w asfalt, albo widzę szklane oczy zupełnie bez wyrazu (niekoniecznie od ilości wypitej wódy, czy wciągniętej nosem amfy). Stąd właśnie takie przemyślenia.

Są to bezsilne twarze wołające o pomoc, o dobre słowo i radę. O autorytet. O wzór, którego jak na lekarstwo. Ale to już temat na oddzielny tekst.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20060516083158930