Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Czy kataklizmy i tragedie to sąd Boży?

Ktoś niedawno zadał mi pytanie: „czy kataklizmy i tragedie, o których ostatnio tak często słyszymy to sąd Boży nad pogrążającą się w grzechu ludzkością?” Pytanie to może nurtować niejedną osobę. Może ono być jak natarczywa mucha, która dręczy ucho swoim nieustannym bzyczeniem. Rzeczywiście, w ostatnich latach aż nazbyt często docierają do nas budzące niepokój wieści. Można odnieść wrażenie, że w naszych czasach wydarzenia te jakby się nasiliły, a może po prostu mamy więcej informacji na ten temat – głównie dzięki coraz bardziej przemożnej sile i globalnemu zasięgowi masmediów.

Przypomnijmy sobie choćby niektóre z nich. Pod koniec kwietnia 1986 miała miejsce eksplozja elektrowni jądrowej w Czernobylu (Ukraina), której skutki w postaci chorób popromiennych w makabryczny sposób ciągle przypominają ludzkości o tej tragedii nawet po 20 latach. Siła atomu, który miał służyć człowiekowi nagle wymknęła się spod jego kontroli powodując nieobliczalne zniszczenia…

Atak islamskich terrorystów na WTC i Pentagon 11 września 2001 zmienił świat, w którym żyjemy na trwałe. Rozpoczęło się gorączkowe tropienie za Bin Ladenem, zaostrzone kontrole na lotniskach, zwalczanie zorganizowanego terroryzmu, wojna w Iraku itd. W odwecie nastąpiły inne ataki: na szkołę podstawową w Beslanie (Osetia, Zakaukazie) we wrześniu 2004, na pociągi pasażerskie w Madrycie – październik 2004, w Londyńskim metrze – lipiec 2005. Zamachy te pociągnęły setki ofiar w ludziach, spowodowały ogromne straty materialne, psychozę społeczną i inne nieprzewidywalne wręcz konsekwencje.

Tym zaplanowanym z zimną krwią tragediom towarzyszyły niespodziewane i niszczące w skutkach kataklizmy naturalne.

Wielka fala tsunami spowodowana podmorskim trzęsieniem ziemi, która zaskakująco uderzyła w wigilię Bożego Narodzenia 2004 grzebiąc w swoich nurtach, co najmniej 250 tys. istnień ludzkich. Wśród nich były tysiące turystów z Europy i Ameryki, którzy wypoczywali na ciepłych plażach wysp Oceanu Indyjskiego. Rok 2005 przyniósł wieść o kolejnym trzęsieniu ziemi, tym razem w ubogim Pakistanie, a powodzie spowodowane potężnym huraganem dotknęły tym razem najbogatsze państwo świata. Najbardziej ucierpiał wtedy Nowy Orlean na Wschodnim Wybrzeżu USA, gdzie setki tysięcy ludzi zostało pozbawionych dachu nad głową tracąc jednocześnie dorobek całego swego życia.

To tylko niektóre tragiczne wydarzenia, które obiegły świat lotem błyskawicy i zapisały się też w zbiorowej pamięci. Można dodać do tej tragicznej listy powódź w Polsce (1997), którą pamiętamy wyjątkowo dobrze, bo dotknęła swoimi zniszczeniami wielu naszych rodaków i niektórych znajomych. Te wydarzenia z jednej strony przerażają, a z drugiej wyzwalają ogromne pokłady dobroci, solidarności z cierpiącymi i pożytecznej inicjatywy.

Czy kataklizmy i tragedie, o których słyszymy to sądy boże? Takie wydarzenia miały miejsce też w czasach starożytnych i pytanie to trapiło współczesnych. Będąc poruszeni i przestraszeni przychodzili i pytali Jezusa: „czy jest to sąd Boga nad grzesznikami?” (Łuk. 13,1-7). Przecież potop był, czyż nie?!


Fundamentalistyczne 'wyrocznie'
Niektórzy kaznodzieje fundamentalistyczni zaczęli ferować pochopne i przedwczesne, tym bardziej, więc szkodliwe wyroki.

Jerry Falwell zasłynął ze swoich upartych dążeń do ponownego wprowadzenia wcześniej usuniętej ze szkół amerykańskich modlitwy oraz zaostrzenia prawa antyaborcyjnego. Po tragicznym w skutkach ataku terrorystycznym na bliźniacze wieże WTC w Nowym Yorku i Pentagon w Washington DC, zanim pył opadł nad ruinami, on już ogłosił zza kazalnicy zaledwie kilka dni po masakrze totalnie zaskoczonej i pogrążonej w głębokiej żałobie Ameryce i światu, że był to „sąd Boży nad Ameryką za wyrzucenie Boga za nawias życia publicznego i szkół … ”. [1]

Tuż po katastrofalnym żniwie tsunami w Dalekiej Azji inny funadamentalistycznie myślący pastor amerykański wypowiedział się publicznie, że według niego „było ono karą za prześladowanie chrześcijan w tym rejonie świata”.

Takie wystąpienia są doprawdy żenujące i przynoszą jedynie straty chrześcijaństwu.


Sens cierpienia
Tragiczne zjawiska powodują niepowetowane straty, budzą grozę, przynoszą smutek, a także rodzą poczucie pokory oraz uświadamiają kruchość i przemijalność życia ludzkiego. Przede wszystkim powinny jednak prowadzić ludzi do zastanowienia i opamiętania. Chrystus mówił o kataklizmach jako o znakach, które będą poprzedzać jego powtórne przyjście na świat, ale nie traktował ich w kategoriach sądu bożego (Mt. 24; Mk. 13; Łuk. 21). Dlaczego więc my mielibyśmy to robić?

Jest też inne ważne pytanie: Jakie wnioski wyciągają ci, którzy przeżyli tragedie albo byli tylko ich świadkami (choćby na odległość medialną)? Sam pamiętam, jakie piorunujące wrażenie wywarły na mnie obrazy przekazywane w telewizji po wydarzeniach 11 września 2001. Brałem też aktywny udział w organizowaniu pomocy ofiarom powodzi we Wrocławiu w lipcu 1997. Mam jednak w głównej mierze na myśli kilka przykładów biblijnych, które stają się jakby duchowym drogowskazem.

Przede wszystkim przykład Hioba. On cierpiał niewinnie. Stał się jakby zakładnikiem Szatana w jego egzystencjalnym sporze z Bogiem. Szatan twierdzi, ze Hiob kocha Boga, w zamian za to, co ma, ponieważ w istocie wiele od niego otrzymał: jest zdrowy, ma liczna rodzinę i wiele majętności. Szatan rzuca Bogu wyzwanie: „Skóra za skórę! Wszystko, co posiada człowiek odda za swoje życie. Wyciągnij tylko rękę i dotknij się jego kości i jego ciała, a na pewno będzie ci złorzeczył” (Hiob 2,4-5). Bóg pozwala szatanowi dotknąć swego sługę. Hiob traci wszystko i … nadal ufa Bogu. Z jego ust nie wyszło ani jedno słowo przeciwko Stwórcy.

Warto pamiętać, że w czasach starożytnych rozpowszechnione było przekonanie, że choroba i cierpienie były karą za grzech. Przykład Hioba przeczy jednak tej tezie.

Pewnego razu do Jezusa przyszli ludzie z wieścią o tragicznych wydarzeniach, które wzbudziły powszechny strach starożytnych mieszkańców Galilei – Łuk. 13,1-5. Pytają Go, dlaczego niektórych dosięgła ta tragiczna śmierć? Czy byli większymi grzesznikami od innych? Co odpowiedział Jezus? Że pytający mają się opamiętać ze swoich grzechów…

Pytanie do nas, którzy jesteśmy świadkami cierpienia innych. Na ile nasze życie zmienia się? Czego uczymy się? Czy złe wieści skłaniają nas do refleksji i opamiętania? Czy potrafimy czytać znaki czasów, w jakich żyjemy?

Pewną wskazówką w tym zakresie jest jedno z ośmiu błogosławieństw, wypowiedziane przez Chrystusa w słynnym Kazaniu na Górze.


„Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni” - Mat. 5,4
Trzeba zauważyć od razu na samym początku, że użyte tutaj słowo ma znaczenie „przejmującego smutku”, tak jak smucimy się po utracie kogoś ukochanego. Określenie to opisuje opłakiwanie zmarłego, który był dla nas bliską osobą. Mowa jest tu o smutku, który opanowuje człowieka i ten nie jest w stanie się z nim ukryć. Jest to rodzaj smutku, który nie tylko sprawia ból serca, ale też wyciska łzy z oczu.

Drugie błogosławieństwo brzmi paradoksalnie: „szczęśliwy człowiek, który smuci się tak, jak po śmierci najbliższej osoby”. Co Jezus miał tutaj na myśli? Czy można w ogóle być szczęśliwym w smutku? Istotna jest jednak przyczyna tego przejmującego smutku, poza tym jest tutaj obietnica pocieszenia, które zapewne jest źródłem pociechy.

Chrystus smucił się z powodu grzechu, który widział na świecie, i nieraz płakał z tego powodu. Grzech zbiera swoje ponure żniwo także w naszych czasach niezależnie od szerokości geograficznej na świecie, narodowości, stanu wykształcenia lub posiadania. Grzech jest największym problemem człowieka, podobnie jak trąd był w czasach Chrystusa, a rak lub AIDS w dobie współczesnej pozostają chorobami nieuleczalnymi pomimo ogromnego postępu w dziedzinie medycyny. Wszędzie widzimy symptomy grzechu: niemoralność, choroby, głód, wojny, rozwody, uzależnienia itd. To wszystko kładzie się wielkim cieniem na osiągnięciach cywilizacji ludzkiej.

„Błogosławieni, którzy smucą się z powodu niedoli i cierpień na świecie, wywołanych obecnością grzechu” – mówi Pan. Ale czy chodzi tutaj o jakiś idealizm albo truizm? Trzeba by powiedzieć bardziej konkretnie: błogosławiony jest człowiek, który jest do głębi zasmucony własnym grzechem i swoją niegodziwością. Chrystus rozpoczął publiczną działalność od wzywania do opamiętania. A przecież opamiętanie zaczyna się od smutku z powodu grzechu. Człowiek może odwrócić się od grzechu tylko wtedy, gdy uświadomi sobie jak straszne skutki powoduje grzech. Jeśli człowiek dostrzeże grzech w całej jego okropności, to na pewno też odczuje głęboki smutek w swoim sercu. Taki smutek prowadzi do błogosławieństwa pocieszenia, mówi Mistrz z Nazaretu do wszystkich, którzy Go słuchają. Drugie błogosławieństwo można sparafrazować słowami:

„Jakże szczęśliwy jest człowiek, który odczuwa ból z powodu obecności grzechu na świecie, który smuci się z powodu własnego upadku i pokutuje, gdyż jego smutek zamieni się w radość”.

Jaki smutek?
Biblia mówi o dwóch rodzajach smutku - 2 Kor. 7,10. Może być smutek, który sprawia refleksję, zastanowienie, opamiętanie i prowadzi do zbawienia. Taki rodzaj smutku widzimy u syna marnotrawnego, który powrócił do domu rodzinnego po latach tułaczki i poniewierki po świecie – Łuk. 15,11-32. W pewnym momencie zasmucił się nad sobą, nad swoim grzechem i postanowił wrócić do domu, gdzie został pocieszony. Podobne pokutne doświadczenie króla Dawida opisane jest Ps. 51. Jest to smutek zbawienny.

Inny rodzaj smutku widzimy u bogatego młodzieńca, który został postawiony przed wyzwaniem zaufania Chrystusowi – Mk. 10,22. Nie był na to gotowy, gdyż bardziej kochał swoje bogactwo niż Boga. Dlatego odszedł zasmucony. Ale był to smutek porażki.

Dwa rodzaje smutku: jeden sprawia śmierć, drugi prowadzi do życia. Judasz i Piotr to kolejne dwa przykłady. Obaj zgrzeszyli zdradzając Jezusa, obaj też zasmucili się – Mat. 26,14-16; 69-75; 27,3-10. Judasz zasmucił się, po czym odszedł i powiesił się. Piotr zaś głęboko żałował swego czynu, opamiętał się, podniósł się ze swojego upadku i głosił ewangelię, a Bóg skutecznie go w tej służbie używał.

Jaka pokuta?
Warto w tym miejscu zacytować „księcia” kaznodziejów Ch.H.Spurgeona, który powiedział: „Pokuta to nie jednorazowy huragan w życiu, który sprawia nawrócenie raz na zawsze. Większy żal za grzechy odczuwam dziś, po 30 latach po nawróceniu. Nienawidzę grzechu bardziej dziś niż wówczas. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z wielu rzeczy, dziś mam znacznie większą świadomość, że moje serce jest pełne występku... Żal za grzechy jest ciągłym deszczem, który w sercu prawdziwie wierzącego człowieka trwa całe życie. Nie przestanie on smucić się dopóki wszelki grzech zniknie na zawsze”.[2]

Smutek spowodowany świadomością grzechu powoduje opamiętanie i prowadzi w efekcie do pocieszenia. Droga do przebaczenia i radości prowadzi nieraz przez przeżycie głębokiego i przejmującego smutku.

Niech zarówno te tragiczne wydarzenia, o których dość często słyszymy, a także cytowane i rozważane wyżej teksty i przykłady biblijne skłaniają do zastanowienia się nad swoim życiem, do opamiętania i pokuty.

Niech każdy zajrzy do swojego serca przede wszystkim. Módlmy się przy tym znanymi słowami: „Panie, poszerz moje granice, abym przekroczył siebie, duchem ku Tobie zmierzając...”.

Przypisy:
1. CNN.com./U.S. z dnia 14.09.2001
2. Spurgeon's Sermons From The Metropolitan Tabernacle Pulpit http://www.iclnet.org


Artykuł pochodzi z miesięcznika Słowo Prawdy i został opublikowany za zgodą redakcji.

Kiosk Kosciol.pl - Słowo Prawdy



Opcje Artykułu

Czy kataklizmy i tragedie to sąd Boży? | 0 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń